…Symbolem ciemnoty politycznej, głupoty mas, symbolem krótkowzroczności, jakiegoś specyficznego chamstwa, ciasnoty nieprawdopodobnej, obłędu nieomal - niech służy fakt następujący: oto nad Wilnem, nad lotniskiem Porubanku, błyszczy czerwona gwiazda bazy sowieckiej. Straszliwy cień czerwonego terroru pada na życie, mienie i sumienie chrześcijańskiej ludności. Tymczasem ludność ta nie ma nic lepszego do roboty, jak tłuc się wzajemnie po własnych świątyniach, tłuc do krwi podczas modłów, spierając się o to - czy w kościołach katolickich śpiewane być mają pieśni w języku polskim, czy litewskim!!! Józef Mackiewicz. Prawda w oczy nie kole, 2002

We wczesnym okresie bolszewizmu, gdy wojska Tuchaczewskiego zostały odparte od Warszawy, jedni przypisywali nasze zwycięstwo czynnikom przyrodzonym, inni - nadprzyrodzonym. Jednak i u tych, co wierzyli w cud, i u tych, co wierzyli w geniusz Piłsudskiego, tkwiła w głębi duszy wiara, którą dobrze wyraził Zdzisław Kleszczyński w niedokończonym poemacie Rok 1920. Cytuję z pamięci i prozą: nawet jakiś Łuków czy jakiś Maków oparły się hordom pół-zwierząt „tatuowanych szkorbutem", obroniła ich bowiem „sama moc dawności". Innymi słowy: to mogło się zrodzić i zwyciężyć tylko w Rosji, to nie zdoła skruszyć przedmurza chrześcijaństwa. Tego rodzaju wiara dawała nam poczucie bezpieczeństwa w ciągu 19 lat. Siłą bezwładu starych nawyków myślenia wiara ta trwa na emigracji po dziś dzień. W rozmowach prywatnych, w dyskusjach publicznych, w artykułach prasowych, w wypowiedziach tych, co wybierają wolność, powtarza się refren: w Kraju (zwykle z dużego K) zaszły wprawdzie zmiany „nieodwracalne", ale postawa narodu jest wspaniała. Tą wiarą jest nasycona nasza literatura emigracyjna (piękna i brzydka), tworząc osobliwy rodzaj literacki nazwany złośliwie przez Józefa Mackiewicza „polrealizmem". Polrealizm literacki jest jednak tylko „nadbudówką" artystyczną „bazy" ideologicznej, jaką jest polrealizm społeczno-polityczny. Z tym to zwłaszcza polrealizmem Józef Mackiewicz walczy w licznych swych wypowiedziach prasowych już od dość dawna. Walka ta jest szkieletem dydaktycznym jego powieści Droga donikąd.

O! rozległe były kiedyś ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego, od Bałtyku po Morze Czarne, a któż zna dzisiaj jego granice?!...Józef Mackiewicz, Droga donikąd
Bez końca deptano tę sapowatą, niezbyt żyzną ziemię, jakby raptem wszystkim stała na zawadzie w osiągnięciu ich dalekich obcych celów. A zdawało się leży na ustroniu, i lasy ją ochraniają gęste, i drogi kiepskie, latem za suche, jesienią za błotniste, zimą za śnieżne, wiosną wcale nawet, bywało, nie do przebycia. Bez bogactw mineralnych, bez pretensji światoburczych, bez bydła rasowego; we wsiach słomą krytych i zwyczajnym kundlem strzeżonych. Ale nie! Wciąż pchano się do niej z wojskiem, z armatami, z ideami, z obcym prawem; raz z reklamą pasty do zębów, raz z drutem kolczastym, raz z okopem przez sam środek żyta.  Józef Mackiewicz, Kontra
Bo mnie się zdaje, że czas już najwyższy skończyć z poglądem na tę resztówkę z Wielkiego Księstwa Litewskiego jako na bardzo szczęśliwą sielankę, której synom zależy tylko na jednym w życiu, aby pod urzędową batutą pozwolono im śpiewać chóralnie: Hej, strzelcy wraz...   Józef Mackiewicz, Bunt rojstów
Nietrudno byłoby udowodnić, że całą późniejszą twórczość Józefa Mackiewicza można wywieść z Buntu rojstów, zbioru reportaży, który ukazał się nakładem wileńskiego dziennika „Słowo" w 1938 (innego wydawcy autorowi znaleźć się nie udało). W istocie, jest to książka językowo bogata, napisana wykrystalizowanym już Mackiewiczowskim stylem. Autor z całkowitą swobodą włada polszczyzną literacką, odwołuje się do gwary wileńskiej, chętnie przytacza dialogi po białorusku. Nie jest to jednak dziennikarska mieszanka czy kresowy wolapik, lecz dojrzały indywidualny język artystyczny, którym z wielkim powodzeniem będzie się posługiwał Mackiewicz w swoich powieściach. Bunt rojstów patronuje twórczości Mackiewicza również i w innym sensie: jest aktem przymierza z ziemią. Ta lojalność pozostanie dla pisarza najważniejsza. Będzie się upominał o swoją ojczyznę, wzniecając bunt rojstów.

Warszawska Oficyna Wydawnicza „Gryf" specjalizuje się najwyraźniej we wznowieniach niedostępnych lub zgoła zapomnianych książek o tematyce kresowej. W roku ubiegłym nakładem wydawnictwa ukazały się m.in. utwory Piaseckiego i Chciuka, ostatnio zaś Bunt rojstów Józefa Mackiewicza - książka niewznawiana od czasów pierwszej edycji wileńskiej, a więc przez lat z górą pięćdziesiąt.
Ostatnimi czasy Bunt rojstów zaliczał się oczywiście raczej do kategorii książek niedostępnych niż zapomnianych. Sam tytuł miłośnicy Mackiewicza znali od dawna - wymieniany był wielokrotnie w pracach krytycznych poświęconych temu autorowi. Rozmaite omówienia pozwalały jako tako zorientować się w zawartości książki, zachęcały do domysłów i podsycały ciekawość, ale pierwsze znaczące dzieło Mackiewicza pozostawało antykwaryczną rzadkością i z lektury znali je tylko nieliczni..

Nazwisko Józefa Mackiewicza (brata głośnego redaktora „Słowa") nie jest dostatecznie znane czytającemu ogółowi w Polsce. Tylko nieliczni wiedzą, kim jest ukrywający się pod literkami „J.M.” w wewnętrznych stronach „Słowa" utalentowany reporter wileńskiego pisma. Bo reporter to niewątpliwie dziś w Polsce jeden z najzdolniejszych, ruchliwy i wnikliwy, piszący barwnie a lekko, zamaszyście a z wdziękiem, z pasją i jednocześnie z finezją, z sarkaniem a również z humorem. Na tym nieprzeciętnym talencie poznali się najlepiej... cenzorzy, którzy stale dzielą swą ojcowską troskliwość pomiędzy obu braci. Józef Mackiewicz, też bowiem zatrąca chętnie o tematy polityczne - wprawdzie jego podejście jest inne, bo podchodzi do tematów nie od strony zasad ani ideologii, ale od strony małych, ciemnych, ubogich ludzi - lecz potrafi uplastycznić brudne plamy tych nędznych wegetacji, przeciwstawiając je tromtadracji oficjalnej, pełnej frazesów górnych, odświętnych, wzniosłych.

Szanowny Panie!
Nie widzieliśmy się nigdy i nie dzieliliśmy się swymi myślami, które przy bliższej znajomości stałyby się zapewne - „dumami", pełnymi troski palącej i jadowitej trwogi.
Nie znamy się, a jednak coś podszepnęło Panu myśl, by przysłać mi swój Bunt rojstów. Wyczuł Pan dobrze, że książka ta padnie na moje biurko, jak „te wici ogniste, jak ta zapowiedź wojny". I tak się też stało...
Każdy, najmniejszy reportaż, umieszczony w książce Pana, żywym echem odbił się w moim sercu i obudził w nim wspomnienia tego, co przejrzałem własnymi oczyma, co przeczułem i przeniknąłem instynktem pisarza i podróżnika, przemierzając rojsty, hała, puszcze, wąwozy, wierchy górskie, jary i bezkresną równinę naszych kresów, a czego z bezwzględnością chirurga w swoich książkach opisać nie mogłem, gdyż moje książki przeznaczone są jak gdyby „na wyrost", na ten szczęśliwy okres naszej gospodarki państwowej i dojrzałości myśli politycznej, kiedy to Bunt rojstów stanie się niezmiernie ważnym i pouczającym dokumentem historycznym wartości pierwszorzędnej.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com