…Złamanie Traktatu Suwalskiego i Żeligowskiada były największym błędem, który zaciążył na losach tej części Europy Wschodniej. A stworzona przez Piłsudskiego Litwa Środkowa, była niewątpliwie szopką wysoce szkodliwą. Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bubnickim. Kultura, 1954

Gdyby śp. Tadeusz Konwicki wrócił zza świata i wziął do ręki wychodzący w Wilnie kontynuant „Czerwonego Sztandaru” pod tytułem „Kurier Wileński”, na pewno by i dziś, jak i przed ponad trzydziestu laty, wykrzyknął niezmiennie i z jeszcze większym zdziwieniem,„Diabli mnie podkusili, żeby kupić „Czerwony Sztandar"...

Mnie co prawda nie diabeł podkusił, ale przedłużające się oczekiwanie na transport miejski przy kiosku z prasą i radośnie uśmiechająca zza jego witryny grupa podlotków, usadowiona za długim stołem w większości, jak się zdaje, pamiętająca jeszcze żywego Stalina.
Jak się okazało zżyte towarzystwo zostało udokumentowane w trakcie radosnego podniecenia z powodu przyjęcia epokowej decyzji, iż najbardziej godną i reprezentacyjną osobą we współczesnym środowisku Litewskich Polaków – polskojęzycznych Litwinów, jest Krystyna Adamowicz, która ponad trzydzieści lat swoje życie spędziła w gazecie „Czerwony Sztandar”, wydawanej jako organ komunistycznej partii Litwy w celu sowietyzacji i śledzenia za Litewskimi Polakami na bazie transformacji swojej poprzedniczki - „Wileńskiej prawdy”, ukazującej się z woli okupanta tuż po „drugim sowieckim wyzwoleniu”.
To właśnie w znaczącym stopniu dzięki niezmiennej i niezłomnej postawie oraz ciągłości przekonań K. Adamowicz (przy zmieniających się redaktorach naczelnych) T. Konwicki w wydanej w roku 1990 roku książce „Wschody i zachody księżyca” zaznaczył, iż na łamach tego „[…] surrealistycznego szmatławca […]W środku Europy. Na oczach całego świata. W obliczu ONZetu, papieża i Pana Boga. To, co hitlerowcy robili z organizmami biologicznymi więźniów, tu się robi z duszą tego czy owego narodku. Eksperymenty medyczne i psychologiczne. Wielki dom wariatów dla chorych nerwowo narodów. Gigantyczne więzienie dla oszalałych nacji…”
Nie wchodząc w inne szczegóły i fakty, tylko z tej publikacji wynika, iż zasługi K. Adamowicz dla Litwy i „polskości” są bez wątpienia wiekopomne. Co zresztą równie gorąco poparły „Radio znad Wilii” i „Tygodnik Wileńszczyzny”.
Znajdzie się więc tytuł „Polak Roku 2022” w godnej galerii nadanych jej przez władze niepodległej Polski wysokich nagród i odznaczeń z inicjatywy ambasadora Janusza Skolimowskiego, który, jak wiemy, z czasem został ujawniony jako współpracownik polskiej filii sowieckiego KGB…
Niestety. A mógłby przecież jeszcze tylu podobnie zasłużonych dla „kultury polskiej” i „polskości” nagrodzić! Miejmy jednak nadzieję, iż zrobi to obecna pani Ambasador, a redakcja „Czerwonego Sztandaru - Kuriera Wileńskiego”, przygotowująca się do obchodów 70. lecia swego istnienia, złożonego suma summarum z dwóch okresów - otwarcie wrednej działalności („Czerwony Sztandar”) i wrednej działalności zakamuflowanej („Kurier Wileński”) „na rzecz krzewienia polskości”, będąca na utrzymaniu rządu Polski, jej w tym serdecznie pomoże, typując kandydatów do nagród.
Zresztą nie tylko i nie tyle o Krystynę Adamowicz nam chodzi. Wynosząc do tytułu słowo „menażeria” chcemy podkreślić rażącą różnicę ocen zachowań ludzkich, które spotykamy w wydaniu „Menażerii ludzkiej” autorstwa Gabrieli Zapolskiej i w menażerii nieludzkiej, sowiecko – postsowieckiej, na łamach „Czerwonego Sztandaru - Kuriera Wileńskiego”. O ile G. Zapolska wydaje swoje dzieło jako protest przeciwko wszelkiej obłudzie, o tyle redakcja „Czerwonego Sztandaru - Kuriera Wileńskiego” obłudę i czynienie z duszami Litewskich Polaków tego, co „[,,,]hitlerowcy robili z organizmami biologicznymi więźniów” – podnosi do rangi zasługi wobec ludzkości i dostojeństwa, godnego nagrody. I robi to demonstracyjnie w tym czasie, kiedy historyczna część naszej Ojczyzny, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Ukraina prowadzi krwawe walki obronne przeciwko pozostałościom komunistycznej ideologii, sowieckiej mentalności i wojskom sowieckim, dziś zwanych rosyjskimi.
Nie będziemy nawoływali właściciela pisma Z. Klonowskiego, który przed otrzymaniem od towarzyszy nakazu na podjęcie się działalności wydawniczej odlewał w miarę dobre, jak na tamte czasy, końcówki do trzonków łopat z zużytych sieci rybackich, ani siedzącego na czele zgranego towarzystwa redaktora R. Mickiewicza, który wraz ze swoim patronem z opublikowanej w prasie listy podejrzanych o współpracę z KGB Z. Balcewiczem, próbował w okresie ubiegania się Litwy o przyjęcie do NATO przemycić na łamy „Naszej gazety” publikację o „przestępczej organizacji NATO”, ani tym bardziej siedzących za stołem podlotków - do odpowiedzialności za słowo, ukierunkowane na dezorientację i dezyntegrację Litewskich Polaków w swojej Ojczyźnie, w kraju swego urodzenia i zamieszkania. Bo jest to, naszym zdaniem, beznadziejna menażeria postsowiecka nie dostrzegająca potrzeby zmian i nie mająca poczucia współobywatelskiej odpowiedzialności za losy tych, do których jest kierowane słowo drukowane, o czym przekonaliśmy się wielokrotnie.
Zwracamy się więc z zapytaniem do pani Ambasador Urszuli Doroszewskiej, z woli której pismo jest utrzymywane ze środków budżetowych RP (zresztą jak i partyjne pismo „Tygodnik Wileńszczyzny”, „Radio znad Wilii” i inne) – która, jak się mówi, zamawia muzykę i płaci.
Czy wojna na Ukrainie jeszcze niczego Polskę nie nauczyła i czy nie czas już zaprzestać wtrącać się w wewnętrzne sprawy sąsiednich krajów, które w okresie międzywojennym były przez Polskę okupowane? I przestać manipulować grupami obywateli tych krajów resentymentami wobec okupantów? I jak to w świetle trwającej krwawej wojny wygląda dziś fakt, iż to właśnie Polska poprzez ww. środki masowego przekazu przez wiele lat wspierała sojusz polskojęzycznych Litwinów z pro moskiewskimi Rosjanami pod głośnym tytułem „Вместе мы сила”? W tym jak przed, tak i po okupacji Krymu przez wojska sowieckie.
A na Ukrainie? Już w wieku XXI w roku 2009 władze Polski, które reprezentuje pani Ambasador, urządziły rwetes na cały kraj i nie pozwoliły kilkuosobowej grupie młodych Ukraińców przejechać na rowerach przez terytorium Polskę do Niemiec, aby złożyć kwiaty na grobie bohatera narodowego Ukrainy Stepana Bandery, zamordowanego przez zabójcę z KGB. Dziś możliwie ci młodzi patrioci walczą bądź polegli w obronie swego kraju i Polski, uniemożliwiając wojskom sowieckim dotarcie do granicy polskiej. Nie wspominając o Traktacie Ryskim z bolszewikami z roku 1920, którym to Polska podzieliła Ukrainę z największym wrogiem ludzkości, uniemożliwiając Ukraińcom powołanie własnego państwa, nękając każdego, kto się odważył o to ubiegać, przeprowadzając pacyfikacje, niszcząc szkoły, paląc i bezczeszcząc ich świątynie.
Analogicznie postępowano na okupowanej Białorusi, podobnie było na okupowanej części Litwy, skąd tylko za nauczanie języka ojczystego Litwini trafiali do obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej.
Wszystko wskazuje na to, iż w wieku XX Polska jednoznacznie zrzekła się wielowiekowej tradycji jagiellońskiej o partnerskiej współpracy z narodami Wielkiego Księstwa Litewskiego, które decydowały o sile i znaczeniu tego regionu. I niestety kroczy tą drogą do nikąd dalej, mimo że już jesteśmy w końcówce ćwierćwiecza wieku XXI.
Patrząc na te niekończące się drobne podskakierstwo, intryganctwo, manipulacje oraz nieszczere uśmiechy i „pomoc” na szkodę Litewskim Polakom na tle wielkich problemów Matki Ziemi i naszego Międzymorza oraz w oczekiwaniu na znaczące zmiany, które powinny nastąpić po zakończeniu wojny, zastanawia jak długo jeszcze politycy polscy, głęboko zapatrzeni w siebie, będą realizowali niezdrową ideę „polskiego światka” na wzór „русского мира”, uważając za dobre i godne uwagi tylko to, co polskie i po polsku pisane, nawet jeżeli jest to wyraźnie wredne i sowieckie.
Takim przykładem drobnej uszczypliwości czy może niezdrowej zawiści oraz wyjątkowo niskiej kultury mogą być naciski ze stromy Polski w celu wprowadzenia zmian do alfabetu języka litewskiego.
W wyniku infiltracji swojej agentury do głównych instytucji naszego państwa po dłuższych zabiegach udało się jednak Polsce zrealizować pierwszy krok swojej inicjatywy na osłabianie języka litewskiego poprzez wprowadzanie doń polskiej litery „w” i rosyjskiej „x”, z czym, na dany od agentów sygnał, tuż po głosowaniu A. Duda osobiście telefonicznie pozdrowił G. Nausėdę. Widocznie poziom polskiej kultury A. Dudy i ograniczona wizja świata nie pozwoliły jemu zrozumieć, iż wprowadzanie zmian do języka litewskiego i próba jego „rozrzedzania” jest działaniem nie tylko na szkodę Litwinom, ale też kulturze i historii świata ze względu na unikalność i wartość języka litewskiego. W odróżnieniu od języka polskiego.
Inna rzecz, że pełniący obowiązki prezydenta naszego kraju G. Nausėda również nie stanął na poziomie zadania – pozdrowienia przyjął i ustawę podpisał zamiast posłać intruza na świeżo przyjętą rosyjską „x”, oczywiście z dyplomatycznym wielokropkiem.
Może to otrzeźwiłoby nareszcie A. Dudę i innych działaczy i zachęciłoby do ludzkich a szczerych przeprosin narodów Ukrainy, Litwy i Białorusi za międzywojenne okupacje. Podobnie jak to 1 września 2009 roku na Westerplatte w obecności przywódców 20 państw postąpił śp. Lech Kaczyński, przepraszając Czechy za współudział w rozbiorze tego państwa drogą okupacji Zaolzia w roku 1938 jednocześnie z okupacją Czech przez Niemcy hitlerowskie.
W przeddzień pierwszej wizyty na Litwie A. Dudy w roku 2018 sugerowaliśmy jemu takie posunięcia, sprzyjające umacnianiu współpracy i wzajemnego zaufania na miarę potrzeb XXI wieku. Niestety, nasze starania zostały bez odzewu.
Cała więc nadzieja w pani Ambasador, która po objęciu placówki już w pierwszym wywiadzie przekonała do siebie miłą a zaskakującą wiadomością, iż miała mądrego dziadka, co jest niezwykle rzadkim zjawiskiem wśród przysyłanych do Wilna dyplomatów polskich. Za ponad trzydzieści lat stosunków dyplomatycznych, jak nam się zdaje, jedynie konsul Jerzy Stawryłło i ambasador Eufemia Teichmann mieli nie tylko mądrych dziadków, ale i sami byli mądrzy i odpowiedzialni, uczciwie robiąc dobrą robotę dla swego kraju. A tym samym i dla Litwy.
Do tematu więc wrócimy, życzliwie a cierpliwie oczekując, aż mądrość dziadka pani Ambasador zaowocuje mądrymi poczynaniami wnuczki.
Ryšard Maceikianec

Odpowiedź: Potwierdzamy odbiór listu nadesłanego na skrzynkę poczty elektronicznej Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Dziękujemy i uprzejmie informujemy, że list został przekazany do rejestracji. Zapewniamy, iż niezwłocznie zapoznamy się z treścią e-maila. Jednak z uwagi na dużą liczbę korespondencji do Kancelarii Prezydenta RP, odpowiedzi udzielone będą zgodnie z kolejnością wpływania. Prosimy o cierpliwość. Jednocześnie zachęcamy do korzystania ze strony internetowej Kancelarii Prezydenta RP: www.prezydent.pl, gdzie znajdą Państwo wszelkie informacje dotyczące działań, stanowisk i wypowiedzi Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz członków kierownictwa Kancelarii. Wiadomość została wygenerowana automatycznie i prosimy na nią nie odpowiadać.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com