…Złamanie Traktatu Suwalskiego i Żeligowskiada były największym błędem, który zaciążył na losach tej części Europy Wschodniej. A stworzona przez Piłsudskiego Litwa Środkowa, była niewątpliwie szopką wysoce szkodliwą. Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bubnickim. Kultura, 1954

Przed kilkoma dniami przez przypadek dostrzegłem w „(Czerwonym Sztandarze) Kurierze Wileńskim” publikację, poświęconą 82 rocznicy powołania AK, w której się twierdzi, iż niewymienieni z nazwiska „[…]litewscy historycy coraz częściej podkreślają, że działania litewskich partyzantów i Armii Krajowej uzupełniały się, nie zwalczały - okupanci byli ci sami.” I że w roku 1993 na łamach „(Czerwonego Sztandaru) Kuriera Wileńskiego” już nie żyjący prof. w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk Tomasz Strzembosz jakoby „[…]obalał wtedy antylitewskość Armii Krajowej i podkreślał, że litewska historiografia też nie ma dowodów na charakter antylitewski”.

Niestety, wszystkie te tezy nic wspólnego nie mają z prawdą – nie było wspólnych walk czy uzupełniania się, AK jak tylko mogła zwalczała litewskie oddziały zbrojne, a zwycięstwem nad Litwinami pod Murowaną Oszmianką - ze wszystkimi szczegółami i obrzydliwościami - obnoszono się przez długie dziesięciolecia. Zresztą innych walk czy zwycięskich bojów AK z Niemcami, a tym bardziej z sowietami, na terytorium Litwy historia raczej nie odnotowała.
Armia Krajowa, działająca na okupowanym przez Polskę w okresie międzywojennym terytorium, z założenia i od samego początku była antylitewską, ideową kontynuacją piłsudczyzny, a głównym celem jej działania było zachowanie polskiej okupacji na części Litwy z historyczną stolicą, Wilnem, włącznie. Zresztą nie tylko na Litwie, analogiczne zamiary AK realizowała również na Białorusi i Ukrainie.
Natomiast litewscy partyzanci i inne oddziały zbrojne działali w kierunku diametralnie przeciwnym - kategorycznie nie chcieli, aby stolica Litwy po wojnie pozostała pod polską okupacją, a sowietów uważali za śmiertelnego wroga Nr 1.
Józef Mackiewicz, świadek tamtych wydarzeń i autor publikacji pt. „O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bujnickim” przytacza ocenę sytuacji, przekazanej do Londynu w roku 1942 przez dowódcę AK gen. Grot - Roweckiego, która była jednocześnie wytyczną do działania dla oddziałów AK w Polsce i na Litwie:
„[…] A. Wróg: 1) Niemcy, 2) Litwini, 3) Białorusini, 4) Ukraińcy. B. Sojusznicy: 1) Alianci Zachodni, 2) Sowiety”.
Zresztą za minione siedemdziesiąt lat nikt nie poddał pod wątpliwość ani wytycznych komendanta AK gen. Stefana Grot-Roweckiego ani treści publikacji J. Mackiewicza. Inna rzecz, że dziś ten niekorzystny dla Polski układ chciałoby się do tyłu odmienić, bo być z sowietami w komitywie i chodzić w aureoli uczestnika „wspólnych bohaterskich walk”, jak to było przez długie dziesięciolecia, przestaje być modne, szczególnie gdy sowieci, podszywający się dziś pod Rosję, napadli na Ukrainę i mordują Ukraińców.
AK i litewskie oddziały zbrojne łączyło jedynie to, że jednych i drugich uzbrajali Niemcy, licząc, iż akowcy, podobnie jak Litwini, będą zwalczać partyzantkę sowiecką. Litwini byli konsekwentni w swym postępowaniu i ostatni partyzanci antysowieccy zginęli w końcówce lat 60 ubiegłego wieku. Akowcy natomiast zwalczali Litwinów i terroryzowali miejscową ludność, aby nie śmiała nawet myśleć, że tu jest Litwa. Sowietom zaś pomagali zajmować kolejne tereny i miasta, podobnie jak to było z Wilnem.
Nie budzi też żadnej wątpliwości, iż w wileńska AK była naszpikowana sowiecką agenturą, która została tu zakonserwowana od czasów pierwszej sowieckiej okupacji. Zamordowanie redaktora naczelnego poczytnego „Gońca Codziennego”, działacza wybitnie antysowieckiego Czesława Ancerewicza i rzekome wydanie wyroku śmierci na Jozefa Mackiewicza tuż po opublikowaniu materiałów, dowodzących, iż to sowieci zamordowali polskich oficerów w Katyniu, usadowienie się w dziale informacji i propagandy AK osób, wywodzących się z „Wileńskiej prawdy”, wydawanej w latach 1940 – 1941 - to jedynie kilka z wielu dowodów „niezłomności” wileńskiej AK.
Zresztą obnoszenie się z akowską operacją „Ostra Brama” też jest godne politowania – nie było wspólnego dowództwa, zabrakło koordynacji działania, w wyniku bez potrzeby i sensu poległo wielu młodych ludzi. Na domiar złego po kilku dniach bratania się z sowietami resztki uczestników operacji ujawniono przed sowieckim okupantem, w wyniku czego znaleźli się oni w sowieckich więzieniach i łagrach.
Nie uratują też wileńską AK od skazującego wyroku sądu historii rzekomo bohaterskie walki z Niemcami pod wodzą sowieckiego agenta Korab – Żebryka.
Zresztą drogi tamtych wojennych lat i sprzymierzeńcy, na których liczyła Litwa, kraje bałtyckie, narody zamieszkałe na terytorium historycznego Wielkiego Księstwa Litewskiego - i Polska - od początku i do końca były różne.
„[…]W istocie złożyło się w ten sposób, że nie jakaś jedna warstwa społeczna, ale dosłownie cała Litwa była wrogiem bolszewików, straszną, mściwą, kułacką wrogością. Zaszedł bowiem podczas ostatniej wojny ciekawy paradoks historyczny na terenie Wschodniej Europy. Od Petsamo po Morze Czarne, wszystko co było demokratyczne z pochodzenia, a więc narody chłopskie jak Białorusini, Ukraińcy oraz te państwa, które zdobyły sobie niezależność niejako „rękami czarnymi od pługa”, Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, uznały za wroga nr 1 – Związek Sowiecki. W jednolitym łańcuchu jedynie „szlachecka” Polska i „kapitalistyczne” Czechy za wroga nr 1 uznały Trzecią Rzeszę, a z Sowietami zawarły przymierze…” (O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bujnickim. Kultura 1954 nr 11 (85).

***
Reagujemy na kolejne kłamstwo „(Czerwonego Sztandaru) Kuriera Wileńskiego” w głębokim przekonaniu, że stan stosunków miedzy Litwą i Polską nie poprawi kolejne zakłamywanie historii. Tym bardziej, iż historia Polski jest już zakłamana z nadmiarem. Jak to twierdził redaktor paryskiej „Kultury” Jerzy Giedroyc - „[h]istoria Polski jest jedną z najbardziej zakłamanych historii jakie znam".
Na odwrót – takie i podobne publikacje będą jedynie budziły w społeczeństwie podejrzenia i nie pozwolą na ugruntowanie naprawdę uczciwej partnerskiej współpracy. A ponieważ „(Czerwony Sztandar) Kurier Wileński” jest wydawany za pieniądze Rządu polskiego – stawia to pod wątpliwość szczerość polskich deklaracji i wizję strategicznego partnerstwa w historycznej perspektywie.
Misją polskojęzycznej prasy na Litwie, nawet tej najgorszej, bo wybitnie postkomunistycznej, czepiającej się sowieckiej historii i ideologii, jest mówienie prawdy, a nie zachwycanie się ludźmi ograniczonymi, niedoukami, strojącymi się w szaty poprawiaczy języka litewskiego na wzór i podobieństwo sławetnego Ludwika Bociańskiego, nie dostrzegających współczesnych tendencji i trwających niezmiennie w przekonaniu, iż cały świat obraca się wokół Polski i Polaków w ramach anegdotycznej koncepcji „słoń a sprawa polska”.
Trzeba pomóc dojrzeć politycznym elitom w Polsce, aby nareszcie przeprosiły Litwę za międzywojenną okupację, za prześladowanie wszystkiego co litewskie z wtrącaniem nauczycieli języka litewskiego i osób popierających litewską oświatą i kulturę do obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej włącznie. Podobnie jak to zrobił w roku 2009 prezydent Lech Kaczyński wobec Czech w związku z okupację przez Polskę w roku 1938 północnej części tego kraju.
Byłby do dobry znak i właściwie brzmiące preludium do uregulowania stosunków z przyszłymi wolnymi narodami Ukrainy i Białorusi, które przede wszystkim Polsce i jej traktatowej współpracy z sowietami zawdzięczają, iż nie mogły powołać własnych państw i je ugruntować na początku wieku XX, podobnie jak to uczynili Litwini, Łotysze, Estończycy i Finowie.
A już tym bardziej nie popierać podskakierstwa Dudy, Sikorskiego i im podobnych, skierowanego na wyizolowanie nas, polskojęzycznych Litwinów, w naszej Ojczyźnie, Litwie, kraju urodzenia, zamieszkania i obywatelstwa, zaznaczając nas innymi znakami i literami, aby utrudniać nam życie i zachęcać do emigracji.
Ryšard Maceikianec

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com