…Zróżnicowany narodowościowo kraj nasz stanowi część Litwy hi­storycznej - i nas - ludzi mego pokolenia - wychowywano jako Li­twinów, oczywiście w tym znaczeniu, w jakim był Litwinem Mickie­wicz, gdy wołał: „Litwo, ojczyzno moja”. Marian Zdziechowski. Idea polska na kresach, 1923

„Kurier Wileński” (Czerwony Sztandar) w wydaniu magazynowym Nr 09 (26) 07-13/03/2026 opublikował wywiad z Grzegorzem Markiem Poznańskim, chargé d’affaires Ambasady RP pt. „Grzegorz Marek Poznański: Strategia to dawać Polakom wędkę, a nie rybę, dawać sprawczość”.
Na pierwszy rzut oka jest to ta sama i niezmienna demagogia, tradycyjnie ukierunkowana na utrudnianie obywatelskiej integracji, szukanie dziury w całym oraz kreowanie nowych sztucznych problemów, z którymi rzekomo borykają się polskojęzyczni Litwini.
Tym niemniej, gdy się temu przyjrzeć uważniej, widać wyraźnie, iż pełniący obowiązki ambasadora w tym wywiadzie idzie znacznie dalej i stawia pod wątpliwość podmiotowość Litwy do jej historycznych ziem, przedstawiając polską wariację putinowych bajek „o печенегах и исконно - русских землях”.

„[…] Kiedy mówimy o Polakach na Litwie – tak samo jak o Polakach na Ukrainie czy Białorusi – mówimy o ludziach, którzy Polski nigdy nie opuszczali. Obowiązek państwa polskiego jest tu konstytucyjny, a na dawnych wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej – szczególny.
Polacy na Litwie są żywą pozostałością po I Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ta pamięć nakłada na polskie państwo szczególny obowiązek wspierania i pochylania się nad problemami, gdy takie się pojawią…”
Czyli my, polskojęzyczni Litwini (bo o nas tu mowa), zdaniem G.M. Poznańskiego, mieszkaliśmy i mieszkamy w Polsce i na polskiej ziemi?! Jak wygląda polski dyplomata nie wie czy nie chce wiedzieć, że Rzeczypospolita Obojga Narodów powstała na fundamencie Unii Lubelskiej jako związek dwóch równoprawnych państw – Wielkiego Księstwa Litewskiego, skrótowo nazywanego „Litwą” i Korony Królestwa Polskiego, skrótowo nazywanej „Koroną”. I ziemie Litwy nigdy nie były własnością Polski. A mieszkaniec Polski, Polak, mógł znaleźć się na Litwie w roli właściciela (współwłaściciela) ziemi tylko w przypadku wżenienia się, a po naszemu – zamieszkać na Litwie w roli nadomnika.
Natomiast Litwini, w tym i ci, co później po części zostali spolonizowani, nigdy do Polski nie należeli i nie uważali siebie za Polaków. W zasadzie aż do końca wieku XX. Wymownym tego przykładem jest pozycja i postać Michała Balińskiego, historyka, naukowca, działacza, itd., itp., który w wydanym w roku 1835 roku dziele żadnego skupiska Polaków w Wilnie w czterdzieści lat po upadku I Rzeczypospolitej (1569 – 1795) jeszcze nie odnotował, najwyraźniej uważając siebie również za Litwina. „[…] Mieszkańcy miasta Wilna co do ich rodu są Litwini, Rossyanie, Niemcy i Żydzi. Ludność innych plemion tak jest mała, że pod tym względem żadnego oddziału stanowić nie może …” [Opisanie statystyczne miasta Wilna przez Michała Balińskiego. Wilno, Józef Zawadzki, 1835. Str. 61].
Chyba, że G.M. Poznański ma na myśli okres polskiej międzywojennej okupacji części Litwy, uznając ją za legalną i formalnie trwającą nadal w myśl uchwały Senatu RP z 16 kwietnia 1998 roku o ciągłości prawnej między II a III Rzeczpospolitą Polską, nie odrzucającej ustawy Sejmu Ustawodawczego z dnia 6 kwietnia 1922 roku o w włączeniu Ziemi Wileńskiej (Litwy Środkowej) do Polski? A może pełniący obowiązki ambasadora po prostu nie uznaje zasady nienaruszalności państwowych granic europejskich, zawartej w Akcie Końcowym Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE) w Helsinkach w 1975 roku? Miejmy nadzieję, że zechce to kiedyś publicznie wyjaśnić.
Przy okazji zabierania głosu chcielibyśmy pana G.M. Poznańskiego uspokoić, iż ani jemu osobiście, ani Polsce nie powinien ciążyć na sumieniu i kieszeni żaden „[…] szczególny obowiązek wspierania i pochylania się nad…” nami. Bo tego Konstytucja Polski nie przewiduje, a twierdzenie pana G.M. Poznańskiego o rzekomo konstytucyjnym obowiązku państwa polskiego jest niezgodny z prawem i prawdą. Możemy tylko ubolewać, że pełniący obowiązki ambasadora jak dotychczas nie pochylił się nad Konstytucją kraju, który reprezentuje.
Na Polsce natomiast ciąży, bezwątpienia, szczególny obowiązek złożenia Litwie otwartych i szczerych przeprosin za okrutną międzywojenną okupację, połączoną z szowinistycznym prześladowaniem Litwinów i wszystkiego, co litewskie. Nie wyłączając mordów oraz ich torturowania w więzieniach ciężkich i obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej.
Tym niemniej ta fałszywa propagandowa teza o „biednych rodakach”, nad którymi Polska rzekomo powinna się pochylać i nieustannie wspierać jest niezwykle pomocna przy realizacji nie najświeższego pomysłu „rozdawania wędek”, do którego po kilku dekadach przerwy wraca w wywiadzie pełniący obowiązki ambasadora G.M. Poznański.
Na przełomie stuleci warszawska „Wspólnota” za takie „wędki” uznała budowę tak zwanych „domów polskich”, co dawało działaczom tej warszawskiej zorganizowanej grupy bajeczne prywatne dochody. Tylko w Wilnie różnica między zadeklarowanymi rzekomo wydatkami na budowę „domu polskiego” a faktycznymi, ustalona w trakcie przyjęcia gmachu na ewidencję, wyniosła około 10 milionów zł. Na Białorusi te proporcje były jeszcze bardziej rażące. Dziś imiona tych „sprzedawców wędek” zostały narzucone „polskim szkołom”, wychowującym młodzież. Bolejemy nad tymi i wyrażamy współczucie rodzicom tych dzieci.
Będziemy więc z zainteresowaniem obserwować, co teraz będzie uznawane za kolejne „wędki” i na jak wielką skalę będą przeprowadzone manipulacje w celu zdefraudowania środków.
Przy okazji warto odnotować, iż temat rozkradania i marnotrawienia środków budżetowych w sąsiednim państwie nas, obywateli Litwy, w żaden sposób nie powinien byłby dotyczyć. Gdyby te działania nie sprzyjały dalszej demoralizacji i rozbestwianiu naszego środowiska i w szczególności obywatelskiej dezyntegracji ludności. Co szczególnie wyraziście widać na przykładzie tak zwanych liderów i tak zwanych środków masowego przekazu, będących na utrzymaniu Polski, i w szczególności na wzorze „Kuriera Wileńskiego (Czerwonego Sztandaru)”, w którym został zamieszczony powyższy wywiad.
Warto też po raz kolejny podkreślić, że wszystkie te demagogiczne twierdzenia zostały oparte na fałszywej tezie, iż rzekomo jesteśmy „polską mniejszością narodową” (mniejszą częścią narodu polskiego). Chociaż każda zdrowa na umyśle osoba doskonale rozumie, iż nie ma to nic wspólnego z prawdą i żadnych na to dowodów. Początek tym twierdzeniom, jak wiadomo, dały władze sowieckie, sprzeciwiające się oddzielaniu się Litwy i wykorzystujące nas do siania podziałów i niezgody wśród tubylczej ludności kraju. Następnie w ten temat szybko weszła Polska i w szczególności warszawska „Wspólnota”, do dziś intensywnie i świadomie wypaczając prawdę.
Przed wielu laty śp. ksiądz prałat Józef Obrębski, lepiej od nas i innych, rozumiejący głębię obłudy i zakorzenienia sowieckiej propagandy, po każdym ukazaniu się w „Naszej Gazecie” znaczniejszej publikacji o „polskiej mniejszości narodowej” przy najbliższym spotkaniu w charakterystyczny dla niego sposób z przymrużeniem oka zazwyczaj zapytywał o tym, co to takiego jest i co jest z tą „polską mniejszością narodową” oraz czy jej przedstawiciele mają mniejsze i słabsze głowy. Tak i odszedł z tego świata w przekonaniu, iż okupacja i polonizacja nie mogą zmienić korzystnego dla nas pełnoprawnego obywatelskiego statusu tubylczej ludności Litwy na niekorzystny stan rzekomo „polskiej mniejszości narodowej”. Miał oczywiście rację.
Tym bardziej wygląda to na zwykłe szulerstwo, gdy nas, potomków spolonizowanych w czasie okupacji osób litewskiego pochodzenia, i Litwinow w Polsce, którzy tam zostali w wyniku agresywnych poczynań Polski, przegranej bitwy o Sejny i zmiany granic, stawia się na równej wadze. Oni, Litwini spod Suwałk, Sejn i Puńska – to typowa europejska mniejszość narodowa, która powstała w wyniku odcięcia ich od Litwy, tuż przy jej granicy. My, polskojęzyczni Litwini – to poboczny produkt polskiej międzywojennej agresji, okupacji i polonizacji, kontynuowanej do dziś na odległych terenach nigdy nie graniczących z Polską. I dlatego – co będzie dane albo dane nie będzie Litwinom w Polsce na siłą zabranych litewskich ziemiach – to leży na sumieniu Polski, będąc wyrazem jej dobrej bądź złej woli w naprawianiu krzywdy historycznej w stosunku do tamtejszej ludności tubylczej. Natomiast w stosunku do nas Polska, jako były okupant tego terenu, nie tylko nie ma żadnego obowiązku „pochylać się”, a już tym bardziej - żadnego moralnego i formalnego prawa utrudniać nam życie poprzez dezyntegrację w swojej Ojczyźnie, kraju obywatelstwa i zamieszkania, wykorzystując nasze imię, poprzez będących na żołdzie Polski działaczy, jako dźwignię do nacisków na władze naszego kraju, nieuczciwie łącząc przeróżne zachcianki, wymyślane w Warszawie, nawet z tematami bezpieczeństwa i obronności Litwy. Stosując też różne nieuczciwe chwyty z udziałem „dobrej bo polskiej” uczelni w Białymstoku do organizacji emigracji naszej młodzieży i zaludniania wyludniających się terenów wschodnich Polski przez młode osoby, na wykształcenie których nasz kraj wydaje ogromne środki budżetowe.
Wywiad zawiera też, jak się zdaje, nigdzie dotąd nie publikowane, wręcz „naukowe” odkrycie, dokonane widocznie z udziałem chargé d’affaires Ambasady RP oraz Krystyny Dzierżyńskiej, znanej jeszcze na naszej pamięci z tego, że szczyciła się więziami rodzinnymi z krwawym Felusiem, a dlatego tak zwana „Macierz szkolna” rozpoczęła i przez kilka dekad kontynuowała swą działalność właśnie w gmachu po muzeum Feliksa Dzierżyńskiego.
Jak się okazuje z tych prawie naukowych dociekań wynika, że tylko i wyłącznie w „polskich szkołach” i tylko i wyłącznie na terenach okupowanych przez Polskę w okresie międzywojennym, nauczanie języka litewskiego niezwykle stresuje dzieci. Nie stresuje język rosyjski, nauczany w każdej takiej szkole, nie stresuje język angielski nauczany w większości szkół, a litewski – stresuje. A dlatego, wszystko, co było robione dotychczas przez prawie czterdzieści lat, aby nauczając jednocześnie wyhamowywać i opóźniać osiągnięcie wymaganego dla wykształconej osoby poziomu znajomości języka państwowego, należy odrzucić i zacząć poszukiwanie nowych rozwiązań, metod i programów, które widocznie potrwają przez kolejne dekady. Jak przy okazji donosi M.K. Poznański do Wilna w tym celu możliwie nawet przyleci niejaka J. Mucha.
Wiadomo - sytuację ratować trzeba. Polska doskonale rozumie, że świetna znajomość języka litewskiego jest podstawą obywatelskiej integracji, a sprzeczna z jej pomysłem dalszej polonizacji części ludności Litwy, manipulacji tą ludnością, jej emigracji do Polski i wykorzystywania jako dźwigni do nacisków politycznych.
Nie obchodzi się tu widocznie i bez nacisków „lobby polonijnego”, które musi „darować, wspierać” i „rozdawać wędki”, aby się móc solidnie obłowić. Tym bardziej, gdy potencjalne tereny do podobnych manipulacji na Ukrainie i Białorusi stały się niedostępne.
Treść wywiadu M.K. Poznańskiego zawiera też szereg innych godnych uwagi wątków, do których widocznie wrócimy w kolejnych publikacjach. Bowiem w uczciwe publiczne przedstawianej pozycji i ocenach odpowiedzialność ponosi się nie tylko za ich treść, ale i za przemilczenia.
A patrząc szerzej – rozmowa chargé d’affaires Ambasady RP w redakcji „Kuriera Wileńskiego” (Czerwonego Sztandaru) rysuje dwa połączone obrazy, tworzące swoistą panoramę.
Pierwszy – to stan polskiej dyplomacji na Litwie, która we wrześniu br. zaznaczy swoje 35. lecie.
Jak wiadomo pierwszym ambasadorem Polski na Litwie był Jan Widacki, wykładowca z uczelni polskiej filii sowieckiego KGB w Legionowie, znany w swoim kraju ze skutecznego wyhamowania procesu lustracji, a który w Wilnie otoczył się licznym gronem osób, imiona których dziś znajdujemy na opublikowanej w prasie liście podejrzanych o współpracę z KGB.
Natomiast najdłużej Polskę w naszym kraju reprezentował osobisty sekretarz pierwszego sekretarza PZPR Edwarda Gierka, wychowanek Sowieckiej Akademii Dyplomatycznej w Moskwie Janusz Skolimowski, który tu nas Litwie z udziałem ambasady Rosji oraz Okinčica i Tomaševskiego zorganizował „dla nas” polsko – moskiewski sojusz polityczny „Вместе мы сила“, zainicjował z innym „naszym” wychowankiem moskiewskiej uczelni prowokacyjne pochody przez Wilno ze sztandarami Polski, rzekomo na modlitwę od Sejmu RL do Ostrej Bramy, które do dziś kontynuują kolejni ambasadorzy. I mimo, iż prasa w Polsce niejednokrotnie wzmiankowała o jego współpracy z sowieckimi służbami – trwał nieustannie w pozycji anty litewskiej na stanowisku mimo zmieniających się układów politycznych w Polsce.
Jedyną, godną tytułu Ambasadora, była, naszym zdaniem, prof. Eufemia Teichmann, która widziała Polskę w kontekście otaczających ją państw i narodów z serdeczną życzliwością traktując ich inność kultur, tradycji i ocen.
Pozostali, jak wynika z ich wywiadów, wystąpień i poczynań - prezentowali i prezentują poglądy sprzeczne z duchem czasu zjednoczonej Europy, demonstrując nacjonalistyczne zacięcia i szowinistyczną wyższość w duchu XIX anegdoty o słoniu a sprawie polskiej.
I obraz drugi – to wyeksponowany fragment pierwszego obrazu, na którym widzimy, jak w garażu – redakcji G.M. Poznański udziela wywiadu redakcji pisma „Kurier Wileński”, które przed trzema laty, jako jedyne na Litwie, ogłosiło siebie spadkobiercą i kontynuatorem dzieła „Czerwonego Sztandaru”, komunistycznego wydania z okresu sowieckiej okupacji, znanego z tego, że robiło z naszymi duszami to, „co hitlerowcy robili z organizmami biologicznymi więźniów” (Tadeusz Konwicki. Wschody i zachody Księżyca).
A w partnerskiej dyskusji z G.M. Poznańskim o naszych losach uczestniczy też właściciel powyższego „Kuriera Wileńskiego”(Czerwonego Sztandaru), specjalista od produkcji końcówek do trzonków łopat ze starych sieci rybackich i remontu samochodów oraz redaktor naczelny pisma, Białorusin, który zjawił się (został przyslany?) na Litwie tuż w przeddzień epokowych zmian i już się niejednokrotnie wykazał zamieszczaniem niegodziwych publikacji i organizacją prowokacji. I ta trójca - Poznański – Klonovski – Mickevič - kroi dziś wizje naszej przyszłości.
Niezwykle wymowny obrazek świadczący, iż śp. ksiądz prałat Józef Obrębski miał absolutną rację.
Ryšard Maceikianec, 29 kwietnia 2026 r

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com