…Komuniści, jeszcze z doświadczenia wojny domowej wiedzą, że niczym tak się nie przyciąga i nie wiąże ze sobą nacjonalizmu, jak popieraniem jego nienawiści do innego narodu. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

Treść
1. Słowo wydawcy 3
2. K. Garšva - Polityka języka panstwowego 9
3. Vincas Martinkėnas- Czy to nie okupacja ? 15
4. Vincas Martinkėnas – Metody polonizacji Litwinów na Wileńszczyznie 1920 - 1939 r. 18
5. Vincas Martinkėnas – Tubylcy Wilna i okolic 22
6. H. Turska - O powstaniu polskich obszarów językowych na Wileńszczyznie 34

 Słowo wydawcy

Niniejsza książka adresowana jest przede wszystkim do mieszkańców Wileńszczyzny, w pierwszym rzędzie uczniów i młodzieży, zainteresowanej historią Litwy i pochodzeniem mieszkańców Wileńszczyzny. Publikacja może być przydatna każdemu, niezależnie od narodowości i języka, w którym czyta, mówi i uczy się. Podstawowym celem książki jest stworzenie warunków do lepszego poznania swojej ojczyzny Litwy, dlatego większość artykułów jest przetłumaczona również na język polski.

Wileńszczyznę zamieszkują Litwini, Polacy i inni Słowianie. Od prastarych czasów mieszkali tu Litwini, ponieważ te ziemie należą do Bałtów t.j. Litwinów. Zbiegiem lat kurczyły się etnograficzne tereny litewskie, a rozpowszechniał się słowianizm. Na terenie Wileńszczyzny w XX wieku ok. 20 razy zmieniała się władza i przynależność kraju do różnych państw. Różni władcy od wieków określali go to jako polski, to jako słowiański, ale nigdy - litewski. W pierwszym okresie niepodległości Litwy (1918-1940) Polska trzykrotnie zajęła Wilno: w styczniu 1919 r.,od kwietnia 1919 r.- do lipca 1920 r. i od października 1920 r. do 1939 r., czyli do upadku państwa polskiego. A gdzie jeszcze inni okupanci: Niemcy i Związek Radziecki (P
Podam kilka przykładów, ilustrujących stosunki litewsko – polskie. Nie każdy wie, w jakich okolicznościach został sprowadzony do Prus zakon krzyżacki. Otóż Polacy, którzy wcześniej przyjęli chrzest, w 1226 r. zaprosili zakon krzyżacki na swoje ziemie i oddali mu w dzierżawę ziemię chełmińską, by bronił Polaków iodbierał majątki Litwinom.Ten zakon z czasem zajął wszystkie ziemie Małej Litwy (Prusy) i bardzo zaszkodził obu państwom, zarówno Litwie jak i Polsce.
Nadal trwają dyskusje na temat chrztu Litwy. Historycy polscy uważają, iż Jagiełło z Jadwigą i dużą grupą dostojników, biskupów i księży ochrzcił Litwinów gupowo, kąpiąc ich w jeziorach i rzekach. W 1972 r. Polska Akademia Nauk wydała „Itinerarium Króla Władysława Jagiełły 1386-1434“, w którym jest opisane, co Jagiełło robił, kiedy i gdzie przebywał. Wiadomo, że Jagiełło w 1387 r. był na Litwie trzy razy: 17-22 lutego, 22 marca i 28 kwietnia. W pierwszym przypadku przybył bez Jadwigi i w porze zimowej, więc nie mógł grupowo chrzcić Litwinów, a podczas ostatnich dwóch odwiedzin polował gdzieś w lasach. Rzadko mówi się o fakcie, że Litwinów ochrzczono w 1251 r. za panowania króla Mindaugas‘a. Królowa Jadwiga, jako przypuszczalna chrzcicielka Litwy, została w 1987 roku ogłoszona błogosławioną, a w 1997 r. – świętą. To jeszcze jeden mit! Jadwiga nie była na Litwie, nie znała języka litewskiego, anipolskiego, więc w jaki sposób mogła się przyczynić do chrztu Litwy. Hierarchowie Kościoła Litwy powinni zająć oficjalne stanowisko w tej ważnej sprawie.
Źródła polskie często głoszą, że Wilno jest miastem polskim, że zbudowali go Polacy. Natomiast dla Litwinów jest ono sercem Litwy. Warto zauważyć, że Litwini nigdy nie negowali, że Wawel w Krakowie jest ozdobą i skarbcem polskiej kultury. Ale czy wszyscy wiemy, kto zbudował ów skarbiec polskiej kultury? Polacy? Nie, byli to Włosi i Niemcy. Kto zapraszał do Krakowa artystów? Polacy? Nie, właśnie Litwini, Jagiellończycy, ponieważ piękno Krakowa było tworzone za panowania w Polsce Jagiellonów, którzy w ogóle nie mieli polskiej krwi. Ale czy z tego powodu Litwini kiedykolwiek przyswajali Kraków? Nie.
W niniejszej książce nie ma polemiki na tematy historyczne, aczkolwiek jest mowa o okrutnej polonizacji Litwy, o roli Kościoła w procesie polonizacji i o pochodzeniu mieszkańców Wileńszczyzny. Celem tej publikacji jest umożliwienie czytelnikom zapoznania się z tymi procesami, poznanie faktów, zebranych przez litewskich i polskich naukowców.
W książce umieszczono kilka artykułów Wilnianina Vincas Martinkėnas’sa: „Ar tai nebuvo okupacija?“, („Czy to nie okupacja?“), „Lietuvių lenkinimo metodai Vilniaus krašte 1920-1939 m.“ („Metody polonizacji Litwinów na Wileńszczyżnie w latach 1920 - 1939 r.“), „Vilniaus ir jo apylinkių čiabuviai“ („Tutejsi“ Wileńszczyżny“) i inne oraz artykuł K. Garšva’y „Valstybinės kalbos politika“ („Polityka języka państwowego“).
Szczególnie polecam czytelnikom dwa artykuły: V. Martinkėnas’a „Lenkinimas Vilniaus vyskupijos bažnyčiose 1897 – 1939 m.“ (Polonizacja w kościołach diecezji wileńskiej w latach 1897-1939) oraz artykuł H. Turskiej ,,Vilniaus krašto lenkų kalbos arealų kilmė“ (,,O powstaniu polskich obszarów językowych na Wileńszczyżnie“).
Polacy często przyklejali Litwinom epitet „litwoman”, jeżeli na ulicy lub w innych oficjalnych miejscach rozmawiali po litewsku, a w kościele również chcieli modlić się w swoim ojczystym języku. Interesujący jest fakt, że Polacy nawet swemu narodowemu bohaterowi Tadeuszowi Kościuszko przykleili etykietę „chłopomana”, pewnie dlatego, że on uważał się za Litwina. Zacytujęfragment listu T. Kościuszki (T. Kosciuška) do generała Niesiolovskis (Niesiołowskiego): „... aš prašau Jūsų nusiųsti mane atgal į Lietuvą, jei nenorite visiškai mane atmesti ar laikyti netinkamu tarnybai. Aš esu tik lietuvis... Jei Jūs nepareikalausite Seime, kad mane grąžintų, Dievas žino, ką aš galiu padaryti, nes mane ima pyktis, kai pamanau, jog aš, lietuvis, tarnauju Karalystei (Lenkijai), kai ten, Lietuvoje, Jūs turite tik tris generolus...“ (pl - Proszę o wysłanie mnie z powrotem do Litwy, jeśli nie chcecie w ogóle mnie odrzucić lub traktować jako nienadającego się do służby. Ja jestem tylko Litwinem… Jeśli nie będziecie domagać się w Sejmie, żeby mnie zwrócono Litwie, to Bóg wie, co ja mogę zrobić, gdyż ogarnia mnie złość, gdy pomyślę, że ja, Litwin muszę służyć Królestwu (Polsce), gdy tam, na Litwie macie tylko trzech generałów…) (List pisany 7 lutego 1790 r) .
Nienawiść do wszystkiego, co litewskie, istniała nie tylko na Wileńszczyźnie, ale rozpowszechniała się i w całej Litwie. Na przykład, gdy w Poznaniu zabroniono Polakom rozmawiać po polsku w miejscach publicznych (na zebraniach), to o tym pisały wszystkie gazety w Warszawie i w Wilnie. Przez kilka miesięcy obwieszczały, iż rząd niemiecki stosuje nieludzkie ustawy wobec „męczenników“ narodu polskiego. Ale gdy ci polscy „męczennicy“ zabronili rozmawiać po litewsku w Stowarzyszeniu Pracowników św. Józefa w Kownie /Kauno Šv. Juozapo Darbininkų Draugija‘oje/ , żaden z przedstawicieli „pięknych tradycji polskiej kultury“, nie potępił w polskiej gazecie Polaków z Kowna i Wilna za usunięcie języka litewskiego z kościoła i zebrań Stowarzyszenia. („Viltis“, 1908, Nr. 131).
Nienawiść szowinistów polskich do narodu litewskiego znacznie wzmogła się w XX wieku. Odrodzona Polska po pierwszej wojnie światowej z radością składała gratulacje Finlandii, Estonii i Łotwie z okazji odzyskania przez nich niepodległości. Natomiast litewską niepodległość spotkała z wyraźnym niezadowoleniem. Gdy w 1919 r. Litwa zmagała się z tzw. bermontczykami i bolszewikami w walce o przetrwanie, Polska ogłaszając wojnę, wbiła Litwie przysłowiowy nóż w plecy. Były plany okupacji nie tylko Wileńszczyzny, ale i całej Litwy. O tym świadczy przewrót wojenny w dn. 28 - 29 sierpnia 1919 r., zorganizowany przez P.O.W. (Polska Organizacja Wojskowa - Karinė Lenkų Organizacija). Polska była jedynym państwem w Europoje, które nie uznało Litwy „de jure“ aż do drugiej wojny światowej.
Wynaradawiania Litwinów na Wileńszczyźnie dokonywano głównie poprzez dwór i kościół, a w czasie polskiej okupacji polonizację prowadziły również instytucje urzędowe i oświatowe. Brak szacunku wobec Litwinów i języka litewskiego demonstrowali księża kościoła katolickiego, którzy w większości byli Polakami. Prawie we wszystkich litewskich parafiach diecezji wileńskiej słowo Boże głosili duchowni, którzy w ogóle nie znali języka litewskiego, aczkolwiek wyśmiewali mowę litewską na różne nieprzyzwoite sposoby.
Podam kilka przykładów: W rejonie świencianskim (Švenčionių r.), proboszcz Vaškevičius (Waszkiewicz) w parafii Strūnaičio o języku litewskim wyraził się następująco: „Polski język – pięknie brzmi; rosyjski język –długi i szeroki, dobry do łajania a litewski język – do dupy wycierania“ (lenkų kalba gražiai skamba, rusų kalba – plūdimui, ilga, plati, o lietuvių kalba – pasturgalio nušluostymui) - (z książki J. Juodagalvis „Švenčionių kraštas“, V., 1996, psl., 47). Największą nienawiść względem języka litewskiego, okazywał biskup z Sejn Paulius Straszyńskis (Paweł Straszyński), który się nie wstydził w kościele publicznie wyzywać Litwinów od bydła „galvijai“ i.t.p . Drugi przykład: Gdy jeden z księży, przydzielonych do litewskiej parafii, oznajmił, że nie zna języka litewskiego, biskup odpowiedział: „A, niech ci „z kurwy syny” uczą się po polsku: bo tylko w taki sposób i się nauczą, a my musimy zadbać o to, by oni wszyscy zamienili się w Polaków” (lt- „O, tegul tie „z kurwy syny“ mokinasi lenkiškai: tik tokiu būdu ir išsimokys, o mes turime rūpintis, idant jie visi pavirstų į lenkus.“ (w książce „O języku polskim w kościołach na Litwie” – lt.,,Apie lenkų kalbą Lietuvos bažnyčiose“, Kaunas, 1906, str. 12). Kiedy litewski ksiądz Ignotas Šopara, został usunięty z litewskiej parafii z powodu odprawiania mszy w języku litewskim, udał się do administratora diecezji wileńskiej prełata Franskevičius’a z zapytaniem, dlaczego w kościele parafii Kalviai (rejon Kaišiadorys) nie można modlić się po litewsku, administrator odpowiedział po polsku: moi mili, jeśli nie umiecie po polsku i nie rozumiecie, to niewielka bieda: nie chodźcie do kościoła i do spowiedzi: ja zamknę kościół, a parafię przyłączę do innej i na tym będzie koniec (lt - mano mieli, jei nemokat lenkiškai ir nesuprantate, tai nedidelis daiktas: nevaikščiokite bažnyčion ir į išpažintį: aš uždarysiu bažnyčią, o parapiją priskirsiu prie kitos, tai ir bus galas), a odwróciwszy się do niego rzekł: jeśli ty jeszcze się odważysz rozmawiać z ludźmi po litewskui, to ja ci odbiorę kapłaństwo“ (lt – o jei tu drįsi dar lietuviškai kalbėti su žmonėmis, tai aš tau atimsiu kunigystę.“) To się wydarzyło w 1897 roku.
Podobne przypadki miały miejsce i w XX wieku. Warto przypomnieć, jak po II wojnie światowej Litwini w Sejnach walczyli o przywrócenie w Katedrze Sejneńskiej mszy w języku ojczystym. Ówczesny proboszcz S. Rogowski w ósmym dziesięcioleciu XX wieku uroczyście oświadczył: szybciej mi kaktus na dłoni wyrośnie niż Litwini dostaną litewską mszę w bazylice (lt - greičiau man kaktusas išaugs ant delno, negu lietuviai gaus pamaldas bazilikoje. A gdy wierni zorganizowali w bazylice litewskie śpiewy od świąt Bożego Narodzenia do Wielkiego Postu, to ks. proboszcz S. Rogowski w tym samym czasie puszczał z magnetofonu przez głośniki polskie kolędy. (Książka ”Polityka polonizacji na Wileńszczyźnie“ (lt- „Lenkinimo politika Vilnijoje“) V., 2009, str. 207). To tak zachowywali się Polacy względem litewskich katolików.
Warto przytoczyć również kilka przykładów, ilustrujących zachowanie Polaków wobec wyznawców prawosławia. Polska po odzyskaniu niepodległości w 1918 r., w ciągu dwóch lat zniszczyła około 400 prawosławnych cerkwi. W centrum Warszawy stał wykwintny sobór Św. Aleksandra Newskiego (Nevskio soboras) - prawosławny sobór katedralny, który został zburzony w 1926 r. na podstawie barbarzyńskiej decyzji rządu polskiego i został pierwszym soborem chrześcijańskim zniszczonym w XX – tym wieku w Europie. Nawet cerkiew Chrystusa Zbawcy (lt - Kristaus Gelbėtojo cerkve Maskvoje) w Moskwie bolszewicy zburzyli dopiero w 1931 r. A w 1938 r. rujnowanie prawosławnych cerkwi w Polsce osiągnęło apogeum. W czerwcu i lipcu zburzono ich ok. 150. W akcji uczestniczyli nawet profesorowie i studenci Lubelskiego Uniwersytetu Katolickiego!
Szanowni mieszkańcy Wileńszczyzny, czy można Polskę nazywać krajem ludzi głęboko wierzących? Polityka Kościoła polskiego nie zmieniła się do dziś. Gdy Kowieńska bazylika archikatedralna obchodziła jubileusz 600-lecia, z Krakowa przybył arcybiskup S. Dziwisz (lt - S. Dzivišas), który zapewniał, że Polska jest obrończynią Litwy przed Wschodem, ale ani słowem nie wspomniał o dokonanej polonizacji, o niszczeniu prawosławnych cerkwi, o zamknięciu seminarium duchownego w Sejnach i wygnaniu kleru na piechotę z Sejn do Litwy, ani o wygnaniu staruszka biskupa Antoniego Karosasa itp. Cała ta antylitewska polityka najbardziej niekorzystnie wpłynęła na mieszkańców Wileńszczyzny, którzy zaczęli się wyrzekać swojego ojczystego języka. Nie mieli odwagi przyznać się do swego litewkiego pochodzenia. Naukowiec Polski p. Halina Turska przed drugą wojną światową interesowała się polskimi terenami na Wileńszczyznie, badała ich powstanie i na ten temat wydała studium. Na podstawie zebranych materiałów H. Turska ustaliła, iż język polski umocnił się we wsiach Wileńszczyzny w drugiej połowie XIX wieku. W czasie trwania jej naukowej ekspedycji, wszyscy napotkani staruszkowie jeszcze znali język litewski, albo przynajmniej go sobie przypominali (ekspedycja miała miejsce w latach 1933-1935 r.). Wynarodowienie postępowało mniej więcej w nastepujący sposób: w dzieciństwie oni wszyscy ze swymi rodzicami mówili po litewsku, ale później zaczęli się wstydzić swego języka, aż w końcu z wiekiem całkiem zaniechali swej ojczystej mowy. Autorka podaje wiele przykładów, jak w takich rodzinach gardzono językiem litewskim, jak go poniżano i wyśmiewano, aż w końcu całkiem porzucono. Oto przykład: „...taka pčecivna rozmova, jak gęs z gęso rozmavia, jak gęs (s) swino rozmavia, gard‘i, gard‘i ne cekavil sia ja. (Taki brzydki język, jakoby gęś z gęsią gęgały, jak gęś ze świnią gadały, mnie ten język nie interesował). Takich przykładów jest więcej. One wszystkie są dowodem na to, w jaki sposób i dlaczego język litewski zgasnął na Wileńszczyźnie.
Pomyślnym okresem do zregenerowania języka litewskiego był czas po roku 1939, kiedy to Wileńszczyzna z polskiej okupacji powróciła do Litwy. Obywatelom zostały wydane litewskie dowody osobiste, w których była wpisywana narodowość. Warto przypomnieć, że mieszkańcy wielu gmin na Wileńszczyźnie jeszcze pamiętali swych rodziców i dziadków mówiących po litewsku i podali się za Litwinów. Ogólnie w gminach na Wileńszczyźnie Litwinami zapisało się 64,9% mieszkańców, a Polakami tylko 18,1%. Natomiast w innych gminach, w których H. Turska jeszcze napotkała znaki litewskiego modelu życia, Litwinów mieszkało jeszcze więcej: w gminie Maišiagala - 89,2%, Paberžė – 81,3%, Nemenčinė – 80,7%.

 Narodowość mieszkańców na obszarze Wileńszczyzny na podstawie gmin, po wydaniu litewskich dowodów osobistych /po otrzymaniu paszportów, w 1939 roku.
Nazwa wlośći Litwinów Polaków Bialorusi-
nów Rosjanów Niemców Żydów Totorių
Tatarów

Wszystkiego
 Paberžė
Podbrzeze %

Litwinów - 11.500 - 81,3%

Polaków - 920 - 6,5%

Białorusinów - 73 (0,5%)

Rosjan - 1.400 -  9,9%

Niemców - 0

Żydów - 250 - 1,8%

Tatarów - 2

razem - 14.145 - 100,0%

Jašiūnai
Jaszuny 

L - 9.067 - 86,0%

P - 654 -  6,2%

B - 283 - 2,7%

R - 321 -3,0%

Ż – 212 - 2,0%

Razem – 10.539 - 100,0%


Maišiagala
Mejszagala %

L - 15.486 - 89,2%

P - 1.100 - 6,4%

R- 517 - 3,0%

N- 15

Ż - 241 - 1,4%

Razem – 17.359- 100,0%


Dieveniškės
Dzieweniszki %

L - 9.100 - 83,8%

P - 110 - 1,0%

B - 550 - 5,1%

R - 40 - 0,4%

Ż - 1.050 - 9,7 
Razem - 10.850 - 100,0%


Mickūnai
Mickuny %

L - 5.921 - 46,2%

P - 6.065 - 47,3%

B - 520 - 4,1%

R - 198 -1,5%

Ż – 113 - 0,9%

Razem  – 12817- 100,0%


Nemenčinė
Nemenczynie %

L -16.038 - 80,7%

P - 2.970 - 14,9%

B - 170- 0,9%

R- 70 - 0,4%

N - 5

Ż - 614 - 3,1%

Razem - 19867 - 100,0%


Riešė
Rzesze %

L - 14.500 - 80,6%

P - 2.900 - 16,1%

B - 35 - 0,2%

R - 436 - 2,4%

N - 2 

Ż- 125  - 0,7%

Razem – 18.000 -100,0%


Rudamina
Rudomina %

L - 9.000- 44,6%

P - 2.189 -10,9%

B - 8.000- 39,7%

R - 368 - 1,8%

N - 9

Ż - 376 - 1,9

T - 217 - 1,1%

Razem -20.159- 100,0%


Šalčininkai
Szalczininkai %

L - 2.741 - 39,5%

P - 2.336 - 33,6%

B - 1.539 - 22,2%

R - 163 - 2,3%

N - 1

Ż - 162 - 2,3%

Razem – 6.942 - 100,0%


Šumskas
Szumsk %

L- 5.075 - 45,2

P - 896 - 8,0

B - 5.099 - 45,4%

R - 16

N - 1

Ż- 150 - 1,3%

Razem – 11.237 - 100,0%


Turgeliai
Turgeliai %

L - 10.821 - 60,0%

P- 2.705 - 15,0%

B - 3.967- 22,0%

R - 220 - 1,2%

Ż - 300 - 1,7%

Razem - 14 18.035  - 100,0%


N. Vilnia
Wileika %

L - 868- 8,9%

P - 7.834 - 80,7%

B - 144 - 1,5%

R - 343 - 3,5%

Ż– 515 - 5,3%

Razem – 9.704 - 100,0


Razem:  L - 110.117 - 64,9%; P - 30.679 - 18,1%; B - 20.380 - 12,0%;  R - 4.092 - 2,4%; N - 33 - 0,02; Ż - 4.116 - 2,4%; T - 233 - 0,24%; Razem - 169,646 -  100,0%.

Ostatecznym ciosem dla litewskości na Wileńszczyźnie okazał się terror Armii Krajowej w latach okupacji niemieckiej i późniejsza okupacja sowiecka, gdy za czasów ZSSR (LSSR) wskutek zamknięcia na Wileńszczyźnie litewskich szkół, jej mieszkańcy do końca się wynarodowili i utracili poczucie swej litewskiej tożsamości narodowej.
Oddzielnie należałoby analizować działalność Armii Krajowej oraz do tej pory trwające antylitewskie i antypaństwowe nastawienie niektórych księży.
Na Litwie po dziś dzień niewłaściwie się zachowują księża polskiej narodowości. Przytoczę tylko jeden fakt. Otóż latem 2014 roku ksiądz w kościele w Paberžė (r. Wilna) z ambony publicznie wywyższał międzywojennego wodza Józefa Piłsudskiego za okupację Wileńszczyzny, a walczących przeciw Litwie mężczyzn z Armii Krajowej nazwał „żelaznymi/nieugiętymi bohaterami”. Czyżby księża nie wiedzą, że Armia Krajowa była odpowiedzialna za wojenne rozróby przeciwko Litwinom we Wschodniej Litwie?
Specjalna Komisja, zatwierdzona przez Rząd Republiki Litewskiej,która oceniała działalność Armii Krajowej na Litwie, konstatuje, że „Rząd Polski na emigracji i jemu podlegająca Armia Krajowa nie uznali powrotu Wilna do Litwy, przygotowywali się do ponownego jego oderwania, t.j. planowali ingerencję w suwerenność terytorialną Litwy. [...] Partyzanci Armii Krajowej również dopuścili się zbrodni przeciw ludzkości we Wschodniej Litwie, z różnych powodów terroryzowali i zabijali niczemu niewinnych cywilnych mieszkańców, najwięcej Litwinów“. (lt -„Lenkijos emigracinė vyriausybė ir jai pavaldi Armija Krajova nepripažino Vilniaus grįžimo Lietuvai, ruošėsi jį vėl atplėšti, t. y. kėsinosi į Lietuvos teritorijos vientisumą [...] Armijos Krajovos partizanai Rytų Lietuvoje taip pat padarė nusikaltimų žmoniškumui, įvairiais motyvais yra terorizavę ir žudę niekuo nekaltus civilius gyventojus, daugiausia lietuvius“ ) (patrz. Armija Krajova Lietuvoje. Vilnius - Kaunas. 1995, t. 1, str. 123–124).
Komisja zatwierdzona przez Rząd Republiki Litewskiej w 1993 roku także oceniała działalność Armii Krajowej na Litwie, i tak samo stwierdziła ingerencję AK w suwerenność terytorialną Litwy, dokonane zbrodnie przeciw ludzkości, terroryzm i mordowanie niczym niewinnych cywilnych mieszkańców, przeważnie Litwinów. Ogólnie na etnicznych ziemiach Litewskich AK zamordowała około 4 000 mieszkańców, a także ich kaleczyła, męczyła i grabiła.
Nie jest tajemnicą, że nawet w latach wojennych fanatyzm księży Polaków nie znał granic. Księża na kazaniach obiecywali „40 dni odpustu za każdego zabitego Litwina“ (w książce „Rytų Lietuva praeityje ir dabar“ (pl - Wschodnia Litwa w przeszłości i teraz) V., 1993, str. 211 ).
Zapraszam czytelników do zapoznania się z książką i chciałbym, aby po jej przeczytaniu jeszcze bardzej pokochali swoją Ojczyznę Litwę i język litewski. Będę się cieszył szczególnie, jeśli pozytywnie oceni ją młodzież, niezależnie od narodowości i języka, jakim się posługuje w domu i w szkole.
Gintautas Šapoka

 Kazimieras Garšva
Polityka języka państwowego.
Wszytkie sąsiednie państwa- Rosja, Niemcy, Polska, sprawując władzę nad etniczną Litwą lub jej częścią, rozpowszechniały w niej swój język, kulturę i dążyły do asymilacji Litwinów. Odrodzona w 1918 r. Polska nie zamierzała zrezygnować z pretensji do historycznej Litwy lub przynajmniej jej najbardziej wynarodowionej części wschodniej. Dlatego rząd Polski planował przejąć administrowanie całego terytorium Litwy (1). Takie przejawy można zauważyć i dzisiaj, gdyż o tym świadczy Karta Polaka, ultimatum, dotyczące sytuacji mniejszości narodowych, finansowanie i częściowe sprawowanie władzy w rejonach Wilna i Šalčininkai przez Akcję Wyborczą Polaków na Litwie.
Dążąc do zachowania swojego narodu, języka i kultury, Rada Litwy w dniu 16 lutego 1918 r. wyrzekła się wschodniej części swych historycznych ziem litewskich i odbudowała Republikę Litwy wyłącznie na etnicznych ziemiach litewskich. Jej południowo-wschodnie obrzeże znowu uległo częściowemu wynarodowieniu na skutek okupacji i braku przychylnych warunków dla rozwoju litewskości.

Nazwy miejscowości w Republice Litewskiej
Pisownia nazw miejscowości (obszarów zamieszkanych, nazw jezior i rzek) w Republice Litewskiej jest dawno uregulowana i nie ma powodu do dyskusji. Normatywizacja nazw miejscowości odbywała się w trzech okresach, ale nigdy nie ingerowano w autentyczne nazwy miejscowości na etnicznych ziemiach litewskich. Nigdy ich nie zmieniano, a dokładnie przeniesiono każdy dźwięk z dialektu do języka ogólnego. Już w 1904 r. w „Dirvoje - žinyne” wydano pod redakcją pisarza Vaižgantasa 53 stronicowy spis litewskich nazw geograficznych. Zbiór został poważnie uzupełniony w wydanej w 1925r. w Kownie książce „Lietuvos apgyventos vietos” (pl. „Zasiedlone miejsca na Litwie“). Po wojnie naukowcy z Instytutu Języka Litewskiego i Literatury zredagowali trzy dużej objętości książki z nazwami miejscowości, które zostały zatwierdzone przez ówczesne Prezydium Rady Najwyższej LSRR: „Lietuvos TSR adminstracinis- teritorinis padalinimas“ (pl. „Podział administracyjno- terytorialny Litwy należącej do ZSRR”) (1949 r. ), „Lietuvos TSR teritorinio suskirstymo žinynas (d.1, 1974; d.2, 1976) (pl. „Skorowidz podziału administracyjno- terytorialnego Litwy należącej do ZSRR (cz.1, 1974; cz.2, 1976)). Specjaliści z Instytutu Języka Litewskiego i Literatury pod kierunkiem najznakomitszego onomastyka Aleksandra Vanagasa sprawdzili i sprecyzowali nazwy miejscowości na Litwie, zaznaczyli akcenty i pogrupowali je według reguł akcentowania. Ten leksykon jest wykorzystywany do dzisiaj.
W odrodzonej Republice Litwy zostało opublikowanych wiele spisów miejscowości, wydano w 2002r. „Słownik nazw miejscowości” zatwierdzony przez Państwową Komisję Języka Litewskiego, obecnie jest wydawany wielki słownik wszystkich nazw miejscowości na Litwie („Lietuvos vietovardžių žodynas” (w 2008r. wydano pierwszy jego tom). We Wschodniej Litwie autentyczne nazwy miejscowości zostały dawno ustalone, zatwierdzone przez państwo i są powszechnie używane w licznej światowej literaturze, encyklopediach, na mapach itp.
Gdy w 1939 r. południowo-wschodnia Litwa powróciła do ojczyzny, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Republiki Litwy w porozumieniu z Ministerstwem Oświaty powierzyło sprawy porządkowania nazw miejscowości na tym terenie wydziałowi języka litewskiego w Instytucie Lituanistyki. Wówczas 12 naukowców odwiedzało wsie, przeprowadzało wywiady z najstarszymi ich mieszkańcami i na podstawie żywej mowy ustaliło autentycznie używane formy nazw tych miejscowości. Zostały one zebrane i wydane w formie publikacji „Vilniaus srities vietovardžiai” (pl. „Nazwy miejscowości na terenie Wileńszczyzny”) (1940, 1945)
Nazwy miejscowości na Litwie to wielkie bogactwo naszego narodu, kultury, języka i państwa, ważna część indoeuropejskiego nazewnictwa, przyciągająca także uwagę światowych naukowców. Nasze nazwy wód mogą mieć kilka tysięcy lat, a nazwy miejscowości- do 1000lat, natomiast inne nazwy, np. gór, lasów, pól itp. sięgają do połowy tysiąca lat. Jest to dziedzictwo historyczne i kulturalne naszej ziemi, mówiące nazwami miejscowości i świadczące o żywej wówczas kulturze etnicznej.
Litwa przez długi okres była okupowana, rusyfikowana, germanizowana i polonizowana, dlatego wybitny językoznawca Kazimieras Būga (1879- 1924) powiadał: „Lietuvos vietų vardai- nelaimingiausias viso pasaulio „sutvėrimas” (pl. Nazwy miejscowości na Litwie są najnieszczęśliwszym „stworem” całego świata). Niemcy i Polacy pustoszyli go, a sowieci nie odważyli się dotknąć, gdy otrzymali wyjaśnienie, że „Litwinom będzie to przypominać carską niewolę” (2).
Wierzymy, iż członkowie Sejmu Republiki Litewskiej, którzy ślubowali przestrzegać Konstytucji i innych praw Litwy, strzec integralności terytorium, umacniać niepodległość pastwa oraz sumiennie pracowanać na rzecz Ojczyzny, demokracji i dobrobytu mieszkańców, nie zaniedbają również naszego nazewnictwa.
Za strategię i taktykę porządkowania litewskiego nazewnictwa jest odpowiedzialny wydział onomastyki Instytutu Języka Litewskiego oraz Państwowa Komisja Języka Litewskiego. Gdyby autentyczne nazwy miejscowości na etnicznych ziemiach litewskich znowu zostałyby poddane procesowi slawizacji, oznaczołoby, że na terytorium Republiki Litewskiej nie obowiązuje art. 14 Konstytucji oraz art. 17 Ustawy o Języku Państwowym, zgodnie z którymi nazwy miejscowości w państwie pisane są w języku państwowym. Fakt ten można by było również odczytać jako że Litwa nie ma na swoim terytorium pełnomocnej władzy. Tak jest na Małej Litwie (Litwie Pruskiej), gdzie np. nazwę Ragainė (niem. Ragnit) zmieniono na Neman, Tilžė (niem. Tilsit)-na Sovietsk, a Tolminkiemis Kristijonasa Donielaitisa (niem. Tollmingkehmen) obecnie nazywa się Cistyje Prudy.
Na litewskich ziemiach etnicznych w Białorusi i Polsce autentyczne litewskie nazwy miejscowości zostały mniej zdeformowane: Breslauja po białorusku pisze się Braslau, Gardinas - Hrodna, Lentupis- Lyntupy, Ašvinis oficialnie po polsku pisze się Oświn, Degučiai - Deguci, Žydkiemis - Żytkiejmy (wymienione nazwy miejscowości pochodzą z południowej części Małej Litwy), Ožkiniai- Oszkinie, Seinai- Sejny, Suvalkai- Suwalki, Šlynakiemis -Szlinokiemie, Vilkapėdžiai- Wiłkopedzie itd. (3). Byłoby dziwne gdyby takie zdeformonawe w okresach okupacji, nieautentyczne formy nazw miejscowości pojawiły się na Wileńszczyźnie (Antakalnis - Antokol, Baltupiai - Boltupie, Paneriai - Ponary itd.), w starostwie Eišiškės (Balandžiai - Bolondzie, Buivydai - Bujwidy, Dailidės- Dojlidy, Dainava -Dajnowa, Gudakampis - Gudakompie, Kiaulėkai - Kiewlaki, Laukininkai - Łowkiewniki, Musiakalnis - Musiakolnie, Žemaitėliai - Żemojtele itd.), o okolicach Niemenčinė (Aukštuole - Auksztoly, Ąžuolinė - Użalino, Blusinė - Błusino, Darželiai - Dorżele, Jaučiavariai - Jawciewory, Juodagrybiškės - Jedogrybiszki, Kalnabridžiai - Kielnobrydzie, Kiaulamedžiai- Kiewlomiedzie, Miškinėliai- Miszkinele, Noraginė -Naragina, Pašulniškės - Poszulniszki, Rudausiai- Rodowsie, Santaka - Santoka, Siurblė - Siurbla, Skersabaliai - Skiersobole, Šeškučiai - Szaszkucie, Vilkaraisčiai - Wilkorojście, Vyžukalnis - Wiżukalnia itd.).
Na świecie powszechnie przyjęte jest podawanie autentycznych nazw miejscowości według jednakowych standardów. Wszelkie spekulacje, iż pojęcie „publiczne zapisy” nie jest uwzględnione w ustawach, są niezgodne z Konstytucją i w ogóle bezpodstawne.
Republika Litewska nie wymaga autentycznej litewskiej pisowni dla około 1000 nazw miejscowości, które znajdują się poza terytorium Republiki Litewskiej - w południowej części Małej Litwy i na Suwalszczyźnie (obecne województwo podlaskie i warmińsko - mazurskie): Graužiai pisze się Grauże, Lovučiai - Lowocie, Pakamšai - Pokomsze, Pilypavas - Filipów, Seina - Marycha, Smalėkai - Smolany, Šaltėnai- Szołtany, Avižainis - Wiżajny, Baislaukiai- Bezławki, Barštynas- Bartoszyce, Benkaimis - Banie Mazurskie, Karvinis - Karwiny, Lankakaimis - Łankiejmy, Maišiakukis - Pieniężno, Maltiniai - Mołtojny, Šareikiai - Szarejki, Tulkynai – Tołkowiec, Tołkiny, Varnagyčiai - Klembów itd. Rozpowszechnia się błędną informację, rzekomo litewskie nazwy miejscowości i nazwiska pisze się w Polsce po litewsku. W rzeczywistości litewskich nazw miejscowości obok formy spolszczonej jest zaledwie około 3% (gmina Puńsk).
Polska, naruszając warunki obustronnej umowy, dąży do spolonizowania autentycznych litewskich nazw miejscowości na etnicznych ziemiach litewskich, nawet znajdujących się na terytorium Republiki Litewskiej, t.j. nazw miejscowości, które w 1939r. ustaliła Komisja Językoznawców a zatwierdził rząd Republiki Litewskiej (4), i które ponownie zostały zatwierdzone przez VLKK (pl. Państwowa Komisja Języka Litewskiego).

Pisownia imion i nazwisk obywateli w ich dowodach osobistych
28 lat temu rozpoczęło się publikowanie nazwisk wszystkich obywateli Litwy do 1940r. w słowniku litewskich nazwisk („Lietuvių pavardžių žodynas“) (t.1, 1985; t. 2, 1989) i z tego powodu nie wszczynano żadnych dyskusji.
21 października 1999 r. Sąd Konstytucyjny Republiki Litewskiej przyjął uchwałę o języku państwowym, z której wynika, że język państwowy jest wartością konstytucyjną, która „chroni tożsamość narodu, jednoczy obywateli, zapewnia suwerenność, nienaruszalność i niepodzielność państwa oraz zapewnia normalne funkcjonowanie instytucji państwowych i samorządowych”. Wszelkie wpisy w oficjalnych dokumentach obywateli, bez względu na narodowość i inne cechy, powinny być dokonywane zgodnie z litewską pisownią- w przeciwnym razie zostałaby naruszona konstytucyjna zasada języka państwowego oraz zachwiane funkcjonowanie organów państwowych i samorządowych, przedsiębiorstw, instytucji i organizacji. Wówczas trudniej by było obywatelom urzeczywistnić swoje prawa i interesy. Poza tym zostałaby naruszona konstytucyjna zasada równości wobec prawa (5). Powyższe zasady dotyczą pisowni nazw własnych we wszystkich tekstach litewskich, ponieważ czasopisma, książki, reklamy, imiona i nazwiska, nazwy miejscowości i inne publiczne zapisy stanowią publiczną dziedzinę życia państwowego. Nazwiska Polaków na Litwie, zgodnie z umową, tradycyjnie są zapisywane według wymowy i nie są lituanizowane- nie dodaje im się litewskich przyrostków, nie zmienia się samogłosek itp. Ale wciąż z tego powodu podnosi się larum, domaga się wprowadzenia na Litwie polskiego abecadła z ośmioma dodatkowymi literami (a nie tylko „w”). Gdyby nazwiska i imiona pisano według wszystkich alfabetów pochodzenia łacińskiego, litewski alfabet powiększyłby się o około 130 liter (ze wszystkimi znakami diakrytycznymi) i to spowodowałoby największe zamieszanie w języku państwowym, ponieważ stałe litery (32) w alfabecie litewskim nie stanowiłyby nawet 20%. A więc dyskusja dotyczy nie pisowni polskich nazwisk, ale pisowni państwowego języka litewskiego, którą Sąd Konstytucyjny trzykrotnie zakazał zmieniać.
Nie ma dowodów na to, że do czasów okupacji imiona i nazwiska obywateli Republiki Litewskiej były zapisywane w dokumentach przy pomocy alfabetów innych krajów. Komisarz Mniejszości Narodowych przy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie stwierdził, że o pisowni polskich nazwisk musi zadecydować sama Litwa. Konstytucję można zmienić tylko poprzez referendum całego narodu, a nie na podstawie chęci, czy obietnic któregoś urzędnika.
Europejski Trybunał Praw Człowieka (Mentzen przeciwko Łotwie sygn. akt. nr. 46726/99 odrzucił roszczenia dotyczące zmiany pisowni nazwiska z Metzen na Mencena, zgodnie z obowiązującymi na Łotwie zasadami pisowni nazwisk i imion w dokumentach. Przepisy wymagają, aby wszystkie imiona i nazwiska na Łotwie pisano zgodnie z pisownią języka łotewskiego, zachowując jak najdokładniej oryginalną wymowę. Podkreślono, że imiona i nazwiska osób należą do zupełnie innej kategorii niż znaki towarów czy nazwy firm i są regulowane odrębnymi przepisami. Nazwiska używa nie tylko jego właściciel, ale także całe społeczeństwo, dlatego ich regulacja jest podyktowana wygodą większości społeczeństwa. Łotwa jest jedynym krajem na świecie, w którym może być zagwarantowana egzystencja i rozwój języka łotewskiego, a tym samym i byt narodu łotewskiego. Zakaz lub ograniczenie posługiwania się językiem łotewskim na terytorium państwa traktowane jest jako zagrożenie demokratycznego ustroju w państwie. Działania nazwane przez wnioskodawcę „wtrącaniem się w jej życie osobiste” miało uzasadniony cel- ochronę praw innych łotewskich mieszkańców do swobodnego i wolnego używania własnego języka na terytorium całego kraju, tzn. ochronę ustroju demokratycznego w kraju.
Europejski Trybunał Praw Człowieka, posiadający status Trybunału Konstytucyjnego, nie ma wątpliwości, że pisemna forma nazwisk w dokumentach bezpośrednio oddziałuje na inne dziedziny użytkowania języka, ponieważ są one ściśle powiązane. Gdyby w dokumentach dopuszczono pisownię oryginalnej formy nazwisk obcokrajowców, to taka forma coraz bardziej rozpowszechniałaby się również w różnych innych tekstach. To może spowodować poważne zagrożenie dla jakości języka państwowego i jego funkcjonowania. Szkoda, wyrządzona dla języka państwowego poprzez pisownię nie litewskich nazwisk przy pomocy obcego abecadła, przewyższa ewentualne niedogodności, których mogłaby doświadczyć osoba, której nazwisko zapisano zgodnie z łotewską pisownią i tradycją językową. Transkrypcja nazwiska nie jest jego tłumaczeniem na język łotewski, a tylko przystosowaniem do gramatycznych osobliwości państwowego języka.
Imiona i nazwiska wielu Litwinów w Polce pisze się naruszając art. 14 umowy polsko-litewskiej t.j. nie na podstawie wymowy, ale w formie spolszczonej i mocno zmienionej, dodając polskie przyrostki i bez różnicowania rodzajowego itp.: pan Birgelis i pani Birgelienė pisane są jednakowo - Birgiel, Malinauskas - Malinowski, Vitkauskas- Wiktowski, Valinčius- Wołyniec, Zakarauskas- Zakrzewski, Vaicekauskienė- Wojciechowska itd. Teoretycznie, ale na bardzo niewygodnych warunkach, zezwala się na autentyczną pisownię imion i nazwisk w polskim dowodzie osobistym i paszporcie, ale takie dokumenty tracą ważność w bankach, rejestrach itp. Dlatego dokumenty z litewskimi nazwiskami posiada tylko 0,2% Litwinów mówiących po litewsku i mieszkających na swych ziemiach etnicznych. Nazwiska wszystkich tych osób są spisane i omówione przez prof. Zigmasa Zinkevičiusa (Zigmas Zinkevičius) w jego książce „Dziedzictwo litewskie w nazwiskach na Suwalszczyźnie i w regionie augustowskim w Polsce” (2010).

Pisownia nazw ulic w Republice Litewskiej
W wielu krajach na świecie (w Polce, na Łotwie, w Niemczech, Francji, USA, Kanadzie i innych) zarówno nazwy ulic, jak i nazwy miejscowości oraz nazwiska pisane są w języku państwowym, bez żadnych dodatkowych liter. Urzędnicy rejonu Šalčininkai, wzorują się na ZSRR, w którym nazwy ulic na Litwie pisało się po litewsku i po rosyjsku (nie po polsku), ponieważ państwo składało się z 15 republik i język rosyjski miał status języka głównego, służącego do porozumiewania się.
13 lutego 2012 r. Litewski Naczelny Sąd Administracyjny słusznie orzekł, iż podwójne nazwy ulic, pisane w języku państwowym i języku nie litewskim, są niezgodne z prawem, naruszają bowiem artykuł 17 Ustawy o ochronie języka państwowego, przepisy o mówionej i pisanej informacji, 2-gi punkt tymczasowych przepisów o innych publicznych napisach i punkty 18 i 29 Regulaminu o nadawaniu i zmianach nazw ulic, budynków i obiektów. Wszystkie wymienione dokumenty prawne wymagają, by publiczne napisy były zapisywane w języku państwowym, prawnie uzasadnione (wpisane do rejestru lub opatrzone pozwoleniem instytucji samorządowych).
Autonomiści zaczęli domagać się, by na terytorium Republiki Litewskiej, okupowanej przez Polskę w latach 1920- 1939, nazwy ulic zapisywano również po polsku. Jest to sprzeczne z artykułami 10, 14 i 17 Konstytucji Republiki Litewskiej, a także z artykułami 14, 19 i 23 Ustawy o Języku Państwowym Republiki Litewskiej. Urzędnicy mianowani przez Akcję Wyborczą Polaków na Litwie, naruszając przepisy prawne, wywiesili w niektórych miejscach rejonów Šalčininkai i Vilnius tablice z nazwami ulic również w języku polskim. Jednak nie wiadomo, dlaczego nie chcą umieszczać napisów w ich ojczystym języku białoruskim lub rosyjskim, którymi jeszcze często się posługują i których domagali się, ogłaszając terytorialną autonomię. Republika Litewska nie jest krajem federalnym, mającym kilka języków urzędowych, dlatego wszystkie teksty i napisy typu informacyjnego są realizowane w jednym państwowym języku - litewskim.

Drugi język państwowy (regionalny)
Nazwy miejscowości, ulic, nazwiska są częścią drugiego języka narodowego (czy regionalnego) i symbolem terytorialnej autonomii. Autonomiści, stwarzający konflikty wokół tej sprawy, mają trzy cele: 1) wywołać jak największe napięcie między państwem, a miejscowymi mieszkańcami w swoich starostwach i wzniecać konflikty narodowościowe; 2) zwodniczo przyciągnąć jak najwięcej wyborców, którzy głosowaliby na chroniącą ich AWPL, a tym samym zapewnić im jak największe korzyści gospodarcze i polityczne; 3) oddalać zarządzane przez nich terytorium od Litwy i osłabiać integralność państwa.
Litewskie prawo reguluje wszystko, co dzieje się na terytorium Litwy, a art. 14 Konstytucji głosi: językiem państwowym na Litwie jest język litewski. Ustawa o języku państwowym na terytorium Litwy dotyczy nie tylko obywateli Republiki Litewskiej, ale także cudzoziemców: art. 22 ustawy mówi, że media litewskie (prasa, telewizja, radio itd.), wszyscy wydawcy książek i innych publikacji na Litwie, powinni przestrzegać norm poprawności językowej; państwo dba o prestiż poprawnego języka litewskiego, stwarza warunki do ochrony norm językowych, nazw osobowych, nazw miejscowości, dialektów (art. 19); wszystkie publiczne napisy muszą być poprawne (art. 23). Ustawa o ochronie podstaw kultury etnicznej (art. 8 p. 4) głosi obowiązek ochrony swoistości języka litewskiego oraz charakterystycznej dla niego jednolitości języka mówionego i pisanego.
Każde słowo pisane nie litewską pisownią, każda obcojęzyczna litera zawęża zakres funkcji języka państwowego na Litwie, narusza reguły języka litewskiego (zasady deklinacji i słowotwórstwa) i dla większości obywateli niepotrzebnie komplikuje odczyt i zapis nazw osobowych w języku państwowym. W języku litewskim pisze się tak jak się wymawia. Taka pisownia nazw osobowych (według wymowy) jest usankcjonowana nawet w Umowie między Polską a Litwą o dobrym sąsiedztwie i wzajemnej współpracy. Zapożyczenia w języku litewskim dostosowuje się do jego fonetyki i morfologii.
Autonomistów wychowała nie tylko Polska i Rosja, ale również sam rząd Litwy. Każde zastosowane wobec nich ustępstwo tylko ich wzmacnia i zachęca do jeszcze bezczelniejszego stawiania nowych wymagań. Litewska Republika stworzyła Polakom najlepsze na świecie warunki do rozwijania własnej kultury (w ten sposób krzywdząc główny naród i inne mniejszości narodowe w państwie), dla nielojalnej partii oddała samorząd, oświatę i tym sposobem zezwala na wychowywanie nowej zmiany autonomistów.
Żródlo:
1. Krzysztof Buchowski. Litvomanai ir polonizuotojai. Vilnius: Baltos lankos, 2012, str.. 144.
2. Antanas Salys. Raštai, t. 2: Tikriniai vardai. Roma: Lietuvių katalikų mokslo akademija, 1983, str. 490.
3. Lietuviški tradiciniai vietovardžiai. Vilnius: Mokslo ir enciklopedijų institutas, 2002, str. 5 - 146.
4. Antanas Salys, ten pat, str.. 571 - 670.
5. Valstybės žinios, 1999 10 27, nr. 90, str. 26–30.
Artykul drukowany w Gimtoji kalba. – 2013, saus., nr. 1, str. 13-18.
Kazimieras Garšva jest przewądniczący stowarzyszenia „Vilnija“.

 Vincas Martinkėnas
Czy to nie okupacija?

Polski historyk Piotr Łossowski opublikował w „Kurierze Wileńskim” z dn. 15 listopada 1990r. artykuł pt. „Czy to była okupacja?”. Podekscytowany faktem, że Litwini panowanie Polaków na Wileńszczyźnie w latach 1919 -1939 uważają za okupację, przedstawia wiązkę historycznych faktów w celu udowodniena, że okupacji Wilna nie było, a Polacy rządzili krajem zgodnie z prawem. Ale podane przez autora fakty nie są przekonujące. Choć Rosja, długoletnia władczyni Litwy (1795 -1915), w 1920 r. uznała jej niepodległość ze stolicą w Wilnie, a Polska nigdy nie władała Litwą (swą państwowość Litwa zachowała aż do trzeciego rozbioru Rzeczpospolitej), to rościła pretensje do Wilna i Litwy. Jej roszczenia oparte były na historycznym związku Litwy z Polską, dlatego i we współczesnych latach proponowała Litwie federację lub unię, ale Litwa propozycję odrzuciła. Polacy twierdzą, że Wileńszczyzna do II wojny światowej (1919 -1939) była integralną częścią Polski, ale należy przypomnieć, że Litwa z Wilnem stanowiła terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego od XIIIw. do 1795r. (III-ego rozbioru) i wówczas Polacy nie mieli żadnych zastrzeżeń. Pan P. Łossowski w swym artykule nie wgłębia się w starszą historię Litwy, a ograniczając się jrdynie do wydarzeń z lat 1919 -1923 i wyprawy gen. I. Żeligowskiego, podkreśla, iż w 1923 r. kraje Antanty uznały wschodnie granice Polski. Tym razem siła zademonstrowana przez silniejszego stała się „prawem”. Gdy słabszy zostanie postawiony przed faktem dokonanym, dalej już bez trudu można zwoływać sejmy, które są niezbędne dla zwycięzcy w celu uzasadnienia swoich czynów. Wileńszczyzna była wycieńczona I wojną światową. Rzadko króry jej mieszkaniec umiał przeczytać i zrozumieć gazetę, jako jedyne źródło informacji (radia wówczas jeszcze nie było), a inteligencję na prowincji można było policzyć na palcach. Decydujący głos we wszystkich sprawach miał urzędnik państwowy i pan dworu. W takiej sytuacji powszechnym zjawiskiem stało się powiedzenie ówczesnego mieszkańca Wilna białoruskiego pochodzenia: „jaka właść, taka maść”.
P. Łosowski usprawiedliwia wyprawę dowódcy polskiej armii i jednocześnie litewskiego dworzanina J. Piłsudskiego-Ginioty do Wilna w 1919r. i zainspirowanie gen. Żeligowskiego do utworzenia w 1920 r. „Litwy Środkowej”. Ale oto jak ocenia wyprawę Żeligowskiego ówczesny prawnik wileński, bliski przyjaciel J. Piłsudskiego-Ginioty, który służył w jego legionach i walczył o niepodległość Polski, a później został profesorem Uniwersytetu w Kownie, jego rektorem, nawet sędzią Międzynarodowego Trybunału w Hadze - Michał Romer, pochodzący z Rokiškis, właściciel dworu w Bagdoniškės. W swoim dzienniku wyprawę Żeligowskiego na Wilno kilkakrotnie nazywa aferą. Cytuję fragmenty:
1. 10 października 1920 r. […] Autorzy afery „Litwy Środkowej” określają region Litwy Środkowej jako polityczny twór, powstały spontanicznie na terytorium między polsko-litewską linią demarkacyjną (obowiązującą do lipca tego roku), a ścianą wschodni, którą uznała Rosja na mocy traktatu w Moskwie […].
2. 11 października 1920 r. […] Rano zastanawiałem się, czy nie powinienem wyjechać z Wilna. Nadarza się okazja: z misją Koalicji wyjeżdżają z Wilna do Kowna Francuzi, Anglicy i Włosi, gdyż nie uznają rządów władz „Środkowej Litwy” i zabierają ze sobą wszystkich pozostałych w Wilnie litewskich urzędników, którzy chcą opuścić miasto. Otóż od rana w lokalu francuskiej misji, znajdującym się na ul. Św. Jana, francuski oficer z przydzielonym do misji litewskim oficerem […] rozpoczęli rejestrację wszystkich przyszłych litewskich urzędników […]. Nareszcie z ciekawością można śledzić wydarzenia w Wilnie. Wczoraj w mieście pojawiły się pogłoski, że nowy rząd postanowił internować wszystkich urzędników litewskich […]. Ostatecznie i ja nie pogniewałbym się, gdyby i mnie internowano […]. Ale Žostautas, Witold Abramowicz, Konstanty Gordziałkowski zapewniają, że nie zostanę internowany. Wręcz przeciwnie, oni wszyscy, a także inni działacze nowego rządu namawiają, żebym został z nimi i pomógł umacniać skrzydło krajowców przeciw aneksjonistom. Jednak o mojej współpracy z nimi nie może być mowy: po pierwsze dlatego, gdyż nigdy nie uczestniczyłem w działaniach, które rozgrywają się pod znakiem wojny domowej; po drugie uważam je za błędne i w ogóle naganne […]. Drugie skrzydło - aneksjoniści, pragną tylko jednego: wcielenia Wilna do Polski, a Litwy w ogóle nie akceptują - ani środkowej, ani żadnej innej. Cała ta afera jest tylko narzędziem anekcji, zamaskowanego plebiscytu oraz sposobem na ich proklamowanie przez miejscową ludność […].
3. 12 października 1920 r. […] Sprawa afery „Litwy Środkowej” jest ściśle związana z Piłsudskim […]. Afera „Litwy Środkowej” narusza państwowość Litwy […]. Afera „Litwy Środkowej” zadała cios, od którego trudno będzie się podnieść […], udział w aferze zmniejsza szanse na porozumienie w przyszłości […].
A więc jest to afera i są aneksjoniści. Jednym gestem przekreśla się stuletnią przeszłość i w jej miejsce pojawia się nowy „prawowity” gospodarz, a w rzeczywistości okupant z cechami charakterystycznymi dla każdej okupacji - kolonizacją i asymilacją.
Ponieważ 1/3 ludności II Rzeczpospolitej stanowili nie Polacy, którzy w większości mieszkali na obrzeżach kraju (na tak zwanych Kresach), rząd starał się ich kolonizować i asymilować. Takim kresem II Rzeczpospolitej był rejon wileński, sporne terytorium, ponieważ z powodu jego utraty Litwa zerwała stosunki sąsiedzkie z Polską na okres od 9 października 1920r. do 18 marca 1938r. (do polskiego ultimatum). Polska starała się to terytorium jak najszybciej wcielić do swego kraju, ale początkowo integrację utrudniały różne międzynarodowe konwencje, dotyczące mniejszości, które później zostały zignorowane i polonizacja kraju zaczęła postępować. Cały czas trwała walka o utrzymanie swojego języka, kultury, szkół, prasy oraz stowarzyszeń oświatowych. W tej walce można wyróżnić trzy najważniejsze momenty: to lata 1922, 1927 i 1935-6, w których zadano Litwie szczególnie mocne i bolesne ciosy. W przededniu tych ataków w polskiej prasie zazwyczaj rozpoczynała się odpowiednia kampania.
Burzliwy 1922 r. zakończył się zsyłką 33 najaktywniejszych inteligentów wileńskich do Kowna. Kampania 1927 r. zakończyła się zamknięciem Wileńskiego Seminarium Nauczycielskiego oraz 50 szkół podstawowych, aresztowaniem wielu działaczy społecznych, wśród nich kilkunastu wybitnych kapłanów i ich uwięzieniem w Łukiszkach (lit. Lukiškės). W latach 1936 - 38 miała miejce głośna akcja wileńskiego wojewody L. Bociańskiego (Bocianskis) i jego przyjaciela arcybiskupa R. Jałbrzykowskiego, która zakończyła się likwidacją wszystkich litewskich stowarzyszeń, organizacji, m.in. Stowarzyszenia Nauki, zamknięciem wszystkich szkół podstawowych i gimnazjum w Švenčionys, a także masowym aresztowaniem, wytoczeniem spraw sądowych oraz likwidacją litewskiej mszy w wielu kościołach.
Sprawę zamknięcia litewskiego seminarium w 1927 r. p. Łossowski interpretuje jako reakcję Polski na dokonany przez rząd Voldemara pogrom polskich szkół na Litwie. Bardzo dobrze pamiętam 1927 r. Byłem wówczas w ostatniej klasie gimnazjum, gdy niepokój Litwinów budziły ciągle obecne w polskiej prasie dąsy przeciw Litwie, rzekomo jako zemsta za 40 polskich nauczycieli wywiezionych do obozu koncentracyjnego w Varniai. Z tego powodu rozpoczęły się na Wileńszczyźnie brutalne represje wobec Litwinów, tzw. retorsje. Po dokonaniu retorsji okazało się, że doszło do kolejnej dezinformacji, gdyż w obozie w Varniai nie ma i nie było żadnego Polaka, a wszystkie szkoły działają normalnie. P. Łossowski, jakby usprawiedliwiając retorsje, wyraża ubolewanie, że w walkach Litwy z Polską niewinnie ucierpieli Polacy na Litwie i Litwini w Polsce.
Litwa od początku swego odrodzenia ciężko walczyła o przetrwanie swojego narodu. Gdy w latach 1918-1920 tworzyła państwowość, ograniczyła się wyłącznie do etnograficznych regionów, natomiast Polska napierała na byłe historyczne ziemie Rzeczpospolitej: białoruskie, ukraińskie, litewskie. Polski byt narodowy nigdy nie był zagrożony, a Litwa przez dziesięciolecia walczyła o przetrwanie. W walce z silniejszym zazwyczaj przegrywa słabszy. Otóż przykład nieporównywalnych wielkości: w przededniu II wojny światowej w Republice Litewskiej działały cztery państwowe polskie szkoły średnie, a na Wileńszczyźnie wegetowało zaledwie jedno małe prywatne i to prześladowane litewskie gimnazjum. Jaka dysproporcja w porównaniu z liczebnością mieszkańców! Czy to nie była okupacja?
„Voruta“, 1991 r., Nr.2, str. 4.

 Vincas Martinkėnas

Metody polonizacji Litwinów na Wileńszczyźnie w 1920-1939


Metody te były stare, wypróbowane i przez wiele lat stosowane, jedyną różnicą było to, że w latach1920-1939 można było je wdrażać z pomocą aparatu państwowego.
1. Zniekształcanie litewskich nazwisk. W Polsce działała metrykacja kościelna. Od proboszcza lub organisty zależało, jak będzie zapisane imię i nazwisko noworodka przywiezionego do chrztu. W pierwszych latach okupacji, gdy rząd Polski liczył się z konwencją Ligi Narodów, którą podpisał, zobowiązując się do szanowania praw mniejszości narodowych, nie sprawdzał i nie ograniczał proboszczów odnośnie wpisywania takich lub innych nazwisk. Później rozpoczęto sprawdzanie wpisów nazwisk do ksiąg urodzeń/chrztu. Jeśli proboszcz Litwin wpisywał nazwisko po litewsku otrzymywał wezwanie do sądu i karę administracyjną. Wymagano, by Kanapienis był zapisany jako Kanapin, Ropė - Rzepa, Galatiltis - Gołotylec, Pirštelis - Pirsztel, Martinkėnas - Marcinkian, Sekonas - Siekan, Ribokas - Rybak, Pajaujis - Pojawis i tak dalej.
2.Przeksztacanie litewskich nazw miejscowości. Znieksztacanie litewskich nazw miejscowoci nie były masowe. Jednak deformowania cały czas trwały. Niektóre wsie i litewskie ich nazwy były po prostu przetłumaczone na język polski, na przykład: Užušilių - Zaborze, Antakmenė - Zakamionka, Latežeris - Lotjezioro; niektóre litewskie nazwy zostay zmienione na polskie, na przykad Vidiškės - Przyjaźń.
3.Systematycznie ograniczano litewskie msze w kościołach, nie uwzględniając narodowości parafian. Początkowo dla ,,Polaków" wyznaczono msze w języku polskim co trzecią niedzielę, później - co drugą. Następnie Litwinom dano co trzecią niedzielę, co czwartą, w końcu odstąpiono Polakom wszystkie niedziele i msze, pozostawiając ludność litewską bez niczego, pozbawiając wyznania wiary w ojczystym języku. Polecenia zmiany przydzielenia mszy w kościele biskup Jałbrzykowski wydawał słownie, nie na piśmie. Jeśli proboszcz nie przystosował się do polecenia, natychmiast był wydalany do parafii białoruskich a na jego miejsce przydzielono księdza nieznającego języka litewskiego. Gdy w 1918 - 1925 latach diecezją Wileńską kierował biskup narodowości litewskiej J. Matulaitis - Matulevičius i przydzielał msze w zależności od składu narodowościowego parafii polska prasa zniesławiła go i nazwała "polakożercą".
4.Publiczne rugowanie języka litewskiego z kazań (wyzywanie Litwinow od pogan, ich język nazywano pogańskim).
5.Zmiana łacińskich i litewskich napisów w kościołach na polskie (np. w Kaplicy Ostrej Bramie łaciński napis ,,Mater miserricordiae sub tuum praesidium confugimus" zmieniono na polski ,,Pod Twoją obronę uciekamy się").
6.Agitacja polityczna podczas kazań (np. jesienią 1939 r. gdy Litwini dostarczyli żywność do głodującego Wilna, to niektórzy księża prowadzili agitacyjną kampanię, że Polacy nie będą ulegać Litwinom ,,za ochłapy mięsa."
7.W okresie okupacji cały czas prowadzono antylitewską agitację podczas kazań i w prasie.
8.Niszczono i burzono litewskie pomniki, krzyże np. w Marcinkonys, w Mironys i w innych.
9.Zrywanie litewskich sztandarów, flag kościelnych (np., w Adutiškis (Hoduciszki).
10.Fizyczne pobicie członków litewskiego chóru kościelnego.
11.Świadoma agitacja polskiego kleru przeciwko Litwinom i podżeganie do bójek w kościele.
12.Zorganizowane ataki na ludzi mówiących po litewsku na rynku, na cmentarzu i w innych miejscach publicznych.
13.Zabieranie litewskich modlitewników (sic!)
14.Prześladowania litewskich organizacji (ciągłe przeszukiwania, rewizje, represje członków stowarzyszeń, kary). Wypisywanie protokołów dla gospodarza domu u którego działała szkoła litewska lub który był aktywnym członkiem stowarzyszenia litewskiego, zmuszano do zaniechania wszelkiej działalności narodowej.
15.Utrudnianie szkołom stowarzyszenia "Rytas" pracy,stawianie trudnych do spełnienia wymagań odnośnie pomieszczeń, podręczników, kwalifikacji nauczycieli, obywatelstwa.
16.Odmowa pod różnymi pretekstami zatwierdzenia zatrudnianych przez Towarzystwo "Rytas" pracowników, nauczycieli.
17.Wymagania dotyczące "lojalności politycznej", bez której nauczyciele nie mieli prawa do wykonywania swego zawodu. "Lojalność polityczną" mogły wystawić tylko organy rządowe, ale nie było ani jednego przypadku, by ktoś taką "lojalność" otrzymał. W gimnazjum pracowało wielu studentów, a oni nie mogli być nielojalni wobec rządu.
18.Uważno, że cała litewska inteligencja na Wileńszczyźnie to tajni działacze Republiki Litewskiej i są wrogo nastawieni przeciwko państwu polskiemu.
19.Nikt z inteligencji na Wileńszczyźnie nie mógł być zatrudniany w instytucji państwowej, z wyjątkiem, tych, którzy wyrażali zgodę na współpracę agenturalną (ale takich prawie nie było).
20.Podczas całej okupacji rząd coraz bardziej ograniczał litewską działalność, a w 1936 roku zlikwidował wszystkie organizacje litewskie, ich centra w mieście i oddziały na prowincji, skonfiskował ich nieruchomości.
21.W dwu litewskich gimnazjach w Wilnie i Švenčionys od 1936r polski rząd wprowadził nauczanie historii i geografii w języku polskim. Tych przedmiotów mieli nauczać nauczyciele Polacy, jak i języka i literatury polskiej. Dlatego w litewskich szkolach w ojczystym języku uczono jedynie języka litewskiego, matematyki, fizyki i częściowo wychowania fizycznego. Zajęcia w języku litewskim stale były zmniejszane.
22.Rząd ograniczył przyjęcie uczniów do gimnazjum litewskiego w Wilnie, wymagając od rodziców udowodnień, że ich dzieci są narodowości litewskiej. Niniejszy dokument miała wydać instytucja państwowa, ale nie wydawała. Był to sposób do ograniczenia przyjmowania nowych kandydatów. W 1936 roku liczba uczniów w gimnazjum spadla poniżej dwustu, to groziło zamknięciem gimnazjum.
23.W 1927 roku rząd zamknął w Wilnie litewskie seminarium nauczycielskie "Rytas", gdzie studiowało około 300 seminarzystów. W 1937r. poinformował, że w następnym roku zostanie zamknięte gimnazjum "Rytas" w Švenčionys.
24.W 1936 r. po zamknięciu wszystkich szkół litewskich (z wyjątkiem dwóch) i czytelni, rząd zakazał kierownikom czytelni i nauczycielom zamieszkania w dotychczasowym miejscu pracy i nakazał przenieść się 30 - 40 km od linii administracyjnej z Republiką Litewską. Nauczyciele musieli przenieść się do okolic Deveniškės, które nie należały do zabronionej strefy.
25.Część nauczycieli rząd aresztował (aresztowania trwały cały czas) i wysłał do Berezy Kartuskiej (trzytysięczne miasteczko na Polesiu z więzieniem głównie dla więźniów politycznych podobnym do opisywanego przez B. Sruoga w „Dievų miškas”). Z tego więzienia skazani wyszli dopiero na początku wojny w 1939 r.
26.W strefie 30 - 40 km od linii administracyjnej Republiki Litewskiej od 1936r. kategorycznie zostały zabronione jakiekolwiek rozrywki, posiadanie psa, zakup radia i jego słuchania, nawet zapalenie światła o zmroku, tańce, wieczorki, zabawy młodzieżowe.
27.Prześladowanie litewskiej prasy, konfiskowanie odrębnych numerów nawet zamykanie redakcji, wytaczanie procesów sądowych redaktorom za artykuły nieprzychylne rządowi. Nieregularne dostarczenie prasy dla adresatów, stosowanie różnych zakłóceń w urzędzie pocztowym.
28.Zakaz nabywania nieruchomości dla Litwinów (od 1937 roku), konfiskata mienia Towarzystw.

    W 1939 roku po przejęciu Wilna i Wileńszczyzny przez Litwę sytuacja się zmieniła. Postawa litewskiego rządu do Polaków była prawidłowa. Rząd wykazywał nie jeden gest przyjaźni. Przejął wszystkie szkoły podstawowe, cztery wileńskie państwowe gimnazja, technika. Polacy domagali się więcej: pozostawienia polskiego Uniwersytetu, w gimnazjach zachowania dotychczasowych dyrektorów. Rząd jednak powołał nowych dyrektorów w gimnazjach a na zastępców dyrektorów mianował Litwinów, znających język polski. Polski Uniwersytet został zamknięty i otwarty litewski. W gimnazjach pozostawiono stary ich program i nauczanie języka polskiego. Jako nowe przedmioty wprowadzono obowiązkowe nauczanie języka litewskiego i historii Litwy.
Litwa uznała Polaków Wilna jako mniejszość narodową i starała się ich nie skrzywdzić, odnosić się do ich spraw z wyrozumieniem. Ale wielu Polaków ową litewską przychylność i uprzejmość uznała jako litewską słabość i rozpoczęli bojkot nowych porządków. Po ogłoszeniu w gimnazjach początku nowego roku szkolnego, uczniowie zbojkotowali szkoły. Na lekcje do klas przychodziło dwóch, trzech uczniów. Towarzyszyli im dorośli i pouczali jak mają postępować. Zebrani uczniowie śpiewali polski hymn narodowy a potem z hałasem opuszczali kto przez drzwi, kto przez okna szkołę.
Wobec takiego postępowania Litwini byli zmuszeni okazać swoje bardziej twarde stanowisko. Zamknięto wszystkie cztery polskie szkoły i ogłoszono nowy nabór uczniów. Rodzice oblegali szkoły z podaniami o przyjęcie ich dzieci. Ale szkoła teraz odmówiła przyjąć dzieci wojskowych, funkcjonariuszy policji, dzieci osadników. Przyjęto jedynie miejscowych i przede wszystkim mieszkańców wsi. Po tej operacji wszystkie cztery gimnazja rozpoczęły normalną pracę. Wszyscy uczniowie stali się „lojalnymi” obywatelami Litwy, nie mówiąc o nauczycielach.
W nowych warunkach w całym mieście pojawiło się wielu ludzi, którzy chcieli uczyć się po litewsku. Masowo zorganizowano kursy języka litewskiego.
Sytuacja zmieniła się po 15 czerwca 1940 roku. Teraz Polacy wyczuli innego gospodarza i zaczęli wszędzie szkodzić Litwinom, a schlebiać Rosjanom, przynoszącym władzę radziecką. Jak i co wtedy robili w dziedzinie edukacji na Litwie, proponuję przeczytać artykuł Vladas`a Drėmy opublikowany w 1942 roku w czasopiśmie „Lietuvių archyvas” Nr.3. tytuł artykułu „Lenkų šovinizmas bolševikų priedangoje” (,,Polski szowinizm pod przykryciem bolszewickim”). (Coś takiego co działo się wtedy, było podobne do tego, gdy Gorbaczow ogłosił politykę jawności).
W 1944 roku gdy Niemcy opuszczają Wilno tu działają oddziały Armii Krajowej. W stosunku do Litwinów byli to zbrodniarze podporządkowani rządowi polskiemu w Londynie. Z Niemcami oni nie byli wstanie walczyć, za to zabijali często bezbronnych i niewinnych Litwinow (ciągu dwóch do trzech dni zbili 172 osoby) jako swoich wrogów. Planowali zabójstwo nauczyciela litewskiego gimnazjum w Wilnie A. Šykšnisa, którego od śmierci uratował jego sąsiad – Polak. Teraz, gdy od owych wydarzeń minęło 40 lat Polska Akademia Nauk wydała książkę pod tytułem „Operacja Wileńska AK.” Sam tytuł roszczeniowy ukazujący prawdziwe oblicze wydawcy. Nie wspomniano tu ani słowem o masakrach niewinnych ludzi. Wydawcy doskonale rozumieli, że kolidowałoby to z patriotycznym obrazem tej Armii w kraju. Rzymskie starożytne przysłowie „Caveant consules”* tu jest aktualne.
Polskie szkoły na Litwie były ośrodkami polonizacji. Polscy nauczyciele (być może nie wszyscy) to realizatorzy polonizacji. Podczas różnych okazji oni gloryfikowali Polskę, wychowując młodzież polskiej mniejszości nastawioną przeciwko Litwie. Mniejszość ta była nastawiona i przeciw Rosjanom, ale oni byli bardziej tolerowani niż Litwini. Nieważne, że polscy uczniowie często słabo znali język polski, to nie przeszkadzało im być polskimi szowinistami. Nieprzychylny Litwie polski patriotyzm pobudzany jest i ze strony Polski. Litwę często odwiedzają różni „przyjaciele” dwulicowcy. Wśród gości na pewno jest wielu emisariuszy, którzy przybywają z tajnymi instrukcjami dla miejscowych Polaków. Polacy od dawna kochali działalność konspiracyjną. Stawiając różne wymagania pełne pretensji destabilizują sytuację w państwie.
Na uwagę zasługuje również podawana do opinii publicznej sztucznie zawyżana liczba litewskich Polaków.
Cavean consules* (łac.) – „Konsulowie niechaj to będą czujni” (Polecenie Senatu rzymskiego dla konsuli w obliczu pojawiających się zagrożeń w państwie). Uważajcie, bądźcie czujni. (Uwaga autora)
Biblioteka Litewskiej Akademii Nauk Wydział Rękopisów F.284, jedn.157, str. 1 - 8

 Vincas Martinkėnas
Tubylcy Wilna i okolic

Gdy w 1940 roku pracowałem w Gimnazjum Adama Mickiewicza w Wilnie, Litewskie Ministerstwo Oświaty powierzyło mi napisanie broszury w języku polskim o pochodzeniu mieszkańców regionu wileńskiego, nieznających języka litewskiego. W czerwcu tego samego roku broszurę wydało wileńskie wydawnictwo „Ruch”. Ale gdy rozpoczęły się wydarzenia 15 czerwca, cały nakład zaginął. Minęło 49 lat, a broszura, można powiedzieć, jest nadal aktualna. Niniejszego tłumaczenia dokonano z litewskiej wersji.
P r z e d m o w a
Od dawna wiadomo, iż stosunki miejscowej polskiej społeczności regionu wileńskiego z Litwą i Litwinami od najdawniejszych czasów nie układają się najlepiej. Nie jest tajemnicą powszechna niechęć tamtejszej społeczności wobec Litwinów i wszystkiego, co litewskie. Jest to zjawisko jak najbardziej nienormalne i niekorzystne zarówno dla oszukanego ludu, jak i dla narodu, który troszczy się o zgodne współżycie wszystkich obywateli i stara się walczyć z nienormalnymi zjawiskami czy czynnikami, które ciągle podżegają wrogie narodowe uczucia nawet tam, gdzie takowych nigdy nie było i nie ma. Takie relacje – to wieloletni wynik pracy różnych agitatorów, przywdziewających rozmaite szaty i od dawna prowadzących wrogą wobec Litwinów agitacyjną działalność. Jeden naród względem drugiego nigdy normalnie nie żywi nienawici w głębi swej duszy, jeżeli nikt z przywódców– tzw. inteligentów jej nie rozpala.
„Pogański język” i „polska wiara”
Jeszcze nie tak dawno tu i ówdzie można było usłyszeć, że język litewski jest językiem pogańskim, a Litwini poganami. Przyczyny takich nastrojów tkwią głębiej – postaramy się je wyjaśnić w następnych rozdziałach tejże książeczki.. Na razie tylko stwierdzamy sam fakt. Tam, gdzie nie były prowadzone antagonistyczne akcje przeciw Litwinom, uważano ich za takich samych Europejczyków jak inne narody, a ich język uznawany był za indoeuropejski na równi z innymi językami indoeuropejskimi. O właściwościach języka i jego wartości niechże dyskutują specjaliści. Decydującego stanowiska w sprawie języka nie powinni zajmować nieposiadający wiedzy językowej stronniczy gazeciarze czy polititykujący lud. Każdy język jest bardzo interesującym tworem życia ludzkości, jej poszczególnych narodów oraz ich wartości duchowych. Nie ma języków pogańskich i chrześcijańskich, ale są języki bardziej lub mniej wyrafinowane, zajmujące niższy lub wyższy szczebel na drabinie kultury ogólnoludzkiej. Żadna wiara nigdy nie była, nie jest i nie może być kryterium oceny któregokolwiek języka. Za najlepszy przykład mogą posłużyć języki starożytnej Grecji i Rzymu, którymi posługiwali się zarówno ówcześni poganie greccy jak i Rzymianie i które aktualnie są wykładane we wszystkich szkołach kulturalnego świata. A przecież tymi językami, obecnie już martwymi, porozumiewały się najkulturalniejsze narody starożytnego świata. A klasyczny język łaciński utracił swe pierwotne stylistyczne piękno w średniowieczu, gdy w Europie kwitło chrześcijaństwo. Ów język był językiem obrzędowym i kancelaryjnym kościoła. Nie ma potrzeby poganizowania języka litewskiego. Albowiem jest on szanowany i ceniony w świecie nauki jako jeden z najstarszych języków świata, najbliższy prajęzykowi sanskrytu i ma wielkie znaczenie w lingwistyce porównawczej.
Jeśli mówi się, iż chrześcijaństwo jest religią polską, to analogicznie można twierdzić, że jest również francuską, niemiecką, angielską, włoską i.t.d, ponieważ wyznaje ją wiele narodów świata. Ostatecznie i Polacy w pewnym okresie byli poganami, dopóki nie przyjęli chrześcijaństwa od Czech. Ale jakoś nikomu nie przychodzi na myśl nazywanie polskiego języka pogańskim. Brakuje tak wielce „kulturalnych” agitatorów.


„Tutejsi” i pojęcie narodowości
Wilno i Wileńszczyźnę zamieszkują, oprócz innych narodowości, tak zwani „tutejsi”, którzy nie mają poczucia tożsamości narodowej i nie wiedzą, do którego narodu siebie zaliczyć. Inni z kolei wyróżniają się szczególnym poczuciem „świadomości” narodowej i nie zwracając uwagi na swoje korzenie, uparcie twierdzą, iż są Polakami. Charakterystyczną ich cechą często bywa nienawiść do innych narodów, zwłaszcza Litwinów. Chociaż używają licznych barbaryzmów, a styl ich wypowiedzi nie ma nic wspólnego z językiem polskim, to i tak uważają się za prawdziwych Polaków
Jednak, czy zawsze na podstawie języka można ustalić narodowośc człowieka? Rozejrzawszy się po Europie, widzimy, że Szwajcarzy posługują się aż trzema językami: francuskim, niemieckim i włoskim, choć nie są ani Francuzami, ani Niemcami, ani Włochami. Amerykanie mówią po angielsku, ale nie są Anglikami. Belgowie - po francusku, ale nie są Francuzami. Otóż język nie zawsze jest wskaźnikiem narodowości.
Czyżby religia była charakterystyczną cechą narodowości człowieka? Być może dlatego niektórzy mieszkańcy Wileńszczyzny nie odróżniali religii od narodowości, myśląc, że jeżeli człowiek jest katolikiem, to jednocześnie musi być i Polakiem. W rzeczywistości jest inaczej. Religia tylko częściowo może stanowić charakterystyczną cechę narodowości. Litwini i Polacy są w większości katolikami, ale należą do dwóch odrębnych narodów. Rosjanie są wyznania prawosławnego i trudno wyobrazić w naszym kraju prawosławnego Polaka czy katolickiego Rosjanina. Być może dlatego „tutejsi” za swą narodowość uznali katolicyzm, gdyż po prostu nie umieli odróżnić narodowości od religii. Zdarzają się również kraje, w których ludzie tej samej narodowości wyznają różne religie, np. część Białorusinów – to katolicy (1/3 populacji), 2/3 - prawosławni. Wobec tego nasuwa się pytanie: na podstawie jakich cech charakterystycznych można ustalić narodowość człowieka? I dochodzimy do wniosku, iż podstawowymi cechami narodu są: jego wspólna przeszłość, albo – tzw.tradycje, pochodzenie, zwyczaje i obyczaje.


Przeszłość Wilna i Wileńszczyzny
Jaka jest przeszłość Wilna i Wileńszczyzny? Oczywiście litewska i tylko litewska. Dla wykształconego człowieka jest to tak oczywiste, że nie trzeba niczego udowadniać. Jednak niekiedy zdarza się w życiu ludzkim, iż rzeczy same przez się oczywiste, wymagają pewnych wyjaśnień, szczególnie wtedy, gdy ludzie przez wiele lat słyszą jedynie głosy i opinie, które nie mają nic wspólnego z prawdą i rzeczywistością.
Wilno od niepamiętnych czasów było stolicą książąt litewskich. W 1323 roku książę Gedymin mieszkał w Wilnie jako stolicy Litwy. Stąd wysyłał swe słynne listy na Zachód. Tu przyjmował zagranicznych posłańców, tu w Wilnie również wybudował obronny zamek, którego szczątki zachowały się do dziś na Górze Zamkowej Gedymina. Zarówno Wilno jak i Troki, w których są liczne pozostałości zamków książąt litewskich, stanowiły centra wielkiego państwa litewskiego. W Wilnie na każdm kroku można spotkać pomniki litewskiej przeszłości. Wilno to prawdziwe dzieło kultury litewskiej, gdyż swą stolicę Litwini budowali własnymi siłami i z własnych zasobów. A że z czasem w Wilnie i jego okolicach umocnił się język nielitewski, to jeszcze o niczym nie świadczy. Był okres, gdy w Gdańsku również nie mówiono po polsku, lecz po niemiecku. Ale Polacy rościli uzasadnione pretensje do tego miasta, a nawet dla niego zaryzykowali przystąpienie do niebezpiecznej wojny z o wiele silniejszym nieprzyjacielem. Swoje pretensje do tzw. wolnego miasta uzasadniali przede wszystkim przeszłością.
Wilno ze swoimi okolicami tworzy ciągłą i niepodzielną prawdziwą Litwę. Tu w Katedrze Wileńskiej, zbudowanej przez starożytnych władców litewskich,, spoczywają zwłoki wielu wybitnych i drogich dla Litwy ludzi,. np. Wielkiego księcia Witolda, jego żony księżnej Anny i św. Kazimierza, patrona Litwy. Niektórzy stronniczy historycy, chcąc zanegować istnienie starożytnej Litwy, twierdzą, iż najstarsi książęta Litwy nie byli Litwinami i nawet nie umieli po litewsku (np. profesor Uniwersytetu Wileńskiego Stefana Batorego – J. Kłos). Takie twierdzenia nie są warte złamanego grosza. Kto nie wierzy, że Kiejstut, Witold, Jagiełło i ich poprzednicy mówili po litewsku, niechaj przeanalizuje listy księcia Witolda. które opublikował polski historyk czeskiego pochodzenia A. Prohaska, lub studium tego samego autora „Paskutiniai Vytauto gyvenimo metai” (pl.- „Ostatnie lata życia Witolda”*), i w ogóle dokumenty średniowieczne, dotyczące historii Litwy. Oczywiście, nie ma powodu do zaprzeczania, że litewscy książęta oprócz języka litewskiego, posługiwali się również jednym czy drugim językiem słowiańskim, przede wszystkim rosyjskim. Ważne, że swe państwo utworzył litewski geniusz, który pod stolicę kraju wybrał miejsce prawdziwie litewskie, najładniejsze i najdogodniejsze pod względem handlowym i strategicznym. O litewskich korzeniach tego regionu świadczą również do dzisiaj tu zachowane litewskie nazwy różnych miejscowości.
* 1882 r.


Nazwy miejscowości na Wileńszczyźnie
Jeśli ktokolwiek choć trochę interesował się nazwami miejscowości na Wileńszczyźnie, na pewno zauważył, iż są na tym terenie wsie o nazwach: Antakalnis, Vilkakalnis, Piliakalnis. Są to nazwy litewskie, aczkolwiek zniekształcone: Antokol, Piliakalne. Wilnianom, którzy zapomnieli język swych przodków, nazwy te już nic nie mówią, np. dobrze wszystkim znane przedmieście Wilna – Ponary czy rzeka Wilija inaczej nazywana Neris. Od tego słowa pochodzi nazwa Paneriai, później zniekształcona na Ponary. I w ogóle obok różnych gór Aukštagiriai, Šeškinė mamy dziś: Sznipiszki, Saltoniszki, Łukiszki, Kuckuriszki i inne ”- iszki”, tak liczne na przedmieściach Wilna, które są autentycznymi pomnikami starożytnego litewskiego miasta. Przecież wszystkie nazwy własne z przyrostkiem „-išk-“są litewskie. Jego polskim odpowiednikiem jest przyrostek „-icz“ lub „icze“. Litewski „iškis“ wskazuje na czyjąś własność.
Jeśli litewskie nazwy występują w samym mieście (np. Antokol (Antakalnis), Lotoczek (Latakas), Bakszta (Bokštas), Wingry (Vingriai), to co dopiero mówić o bliższych i dalszych okolicach Wilna. Nieważne, w którą stronę byśmy się skierowali: na północ czy na południe, na zachód czy na wschód – wszędzie napotkamy dużo miejscowości o litewskich nazwach takich jak: Bołtupie (Baltupis), Wanaginia (Vanagine), Gulbiny (Gulbinai), Blusino (Blusinė), Szylany (Šilėnai), Poszylajcie (Pašilaičiai). Niedaleko za Wilnem (tylko kilka kilometrów) są wsie: Gielaze (Gelažiai), Zujuny (Zujūnai), Gudele (Gudeliai), Ezerele (Ežerėliai), Žwirble (Žvirbliai), Sodele (Sodeliai), Kojrany (Kairėnai), Mickuny (Mickūnai), Waidaty (Vaidotai), Grygaicie (Grigaičiai), Karweliszki (Karveliškiai), Zydiszki (Žydiškiai), Strakiszki (Strakiškė) i td. Wystarczy spojrzeć na bardziej szczegółową mapę Wilna i okolic z 1882 r., by się przekonać, że cały ten obszar jest gęsto usiany litewskimi nazwami, które są dowodem na to, że jeszcze niedawno rozbrzmiewał tu język litewski, mieszkali Litwini i swe osady nazywali po litewsku. Nawet najbardziej stronniczy publicysta nie odważy się tych wszystkich litewskich nazw nazwać „łacińskimi“* lub słowiańskimi, albowiem takie twierdzenia każdy trzeźwo myślący człowiek miałby prawo określić jako naiwne lub po prostu wynikające z niewiedzy. Litewskie nazwy miejscowości są niejako pomnikami, na których wyryto litewskie zapisy, świadczące o tym, kto zamieszkiwał te tereny w przeszłości i jakim językiem się posługiwał. Jednak zastąpienie jednego języka drugm nie zmienia przyrodzonych cech człowieka. Krew ojców i pradziadów płynie nadal w żyłach ich dzieci i wnuków. Język nikł, ale ślady pozostały na zawsze i są trwałe.
*Przed wojną znany był dziennikarz J. Obst, który twierdził, iż w mieście Vilnius nazwa ulicy Antakalnis pochodzi od łacińskich słów: „ante cols” (po litewsku: przed górą).

Gwara „tutejszych“ i jej stosunek do języka litewskiego
Język polski Palaków na Wileńszczyźnie znacznie się różni od włąściwego języka polskiego. Nawet prawdziwi Polacy niekiedy lekko pokpiwają sobie z gwary okolic Aszmiana (Ašmena) i w swojej prasie publikują felietony napisane językiem gwarowym. Wspomniana gwara posiada wiele stylistycznych właściwości języka litewskiego, nie mówiąc o litewskich słowach, używanych w mowie „tutejszych“. Dlaczego więc rdzenni Polacy z Galicji czy Warszawy nie mogliby sobie pozwolić na uśmieszki z Polaków, słabo mówiących po polsku? Takich szyderstw nie traktujemy z przymróżeniem oka, albowiem zawierają nutkę pogardy w stosunku do miejscowej ludności, „nie nadto dobrze po polsku mówiącej”.
Zresztą i sami polscy naukowcy przyznają, że „osobliwości polskiej gwary na Wileńszczyźnie powstały nie na skutek polskiej kolonizacji, i nie drogą stopniowego umacniania się sąsiadujących dialektów polskich, gdyż gwara wileńska nie łączy się z obszarem czysto polskim, a stanowi wyspę, ze wszystkich stron otoczoną morzem białoruskiem i litewskiem”*. Ta sama autorka w tymże swoim artykule dodaje uwagę, iż wileńska odmiana polszczyzny powstała na obcym gruncie w sposób swoisty, nigdzie poza tym regionem niespotykany. Dalej jest mowa o rozmieszczeniu języka polskiego na konkretnym obszarze, a mianowicie: „Obszar, zajmowany obecnie przez ludność mówiącą po polsku, nie jest dokładnie zbadany, a mapy rozsiedlenia ludności na kresach północno wschodnich, o ile nawet nie są sporządzane tendencyjnie, to języki. A więc nie można na nich się opierać. Za zwartą wyspą, ciągnącą się od Trok do Święcian (Trakai- Švenčionys) wzdłuż granicy polsko - litewskiej (dodajmy- byłej linii administracyjnej - autor), jest szereg polskich „wysepek”,rozrzuconych po Wileńszczyźnie. Należy podkreślić, iż dokładne określenie granic głównego obszaru jak i wysepek, jest niezmiernie trudne i prawie niemożliwe: granice są chwiejne, zmieniające się z biegiem czasu, w wielu miejscowościach ludność jest mieszana lub nawet dwujęzyczna. W tym wypadku niełatwo jest ustalić, w jakim języku ludzie się porozumiewają, gdyż można odnieść wrażenie, że oba języki znają jednakowo dobrze. Polszczyznę na Wileńszczyźnie charakteryzuje zachowanie właściwości języka litewskiego i białoruskiego.

A więc fakt, że słowiańskie „wyspy” i „wysepki” na Wileńszczyźnie powstały na gruncie litewskim i nie są produktem czysto polskim oraz nie mają związku z prawdziwymi etnograficznie polskimi obszarami, potwierdzają polscy uczeni, którzy naukowo badali tutejszy język polski.(H. Turska „Język polski na Wileńszczyźnie”. - W książce „Wilno i ziemia Wilenska”. 219 str.)
Tutejszy obywatel zapewne nigdy nawet nie śnił, iż w swej mowie używa niemało słów litewskich, które oczywiście nie przywędrowały ani z Krakowa, ani z Lublina, a pochodzą z tych okolic, w których obecnie ludność po litewsku już nie umie, ale w niedalekiej przeszłości jeszcze umiała. O tym świadczy naukowy artykuł profesora Uniwersytetu Stefana Batorego Jana Otrębskiego, ,opublikowany w czasopiśmie p.t. „Język polski“ (maj-czerwiec 1931r. XVI.3), które to w swoim czasie było organem Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego. Pozwolę sobie zacytować jeden akapit wspomnianego artykułu, który potwierdza nasze założenia. Otóż na stronie 80 artykułu „Lituanizmy słownikowe w dialekcie polskim na Wileńszczyźnie”* autor stwierdza: „Dialekt polski na Wileńszczyźnie i w ogóle na obszarach północno-wschodnich, którym mówi lud na wsi oraz niższe warstwy w mieście, jest bardzo ciekawym wariantem polszczyzny.(…) Interesujący ze wzgledu na swe pochodzenie: albowiem gdy inne polskie gwary powstały przeważnie na obszarach etnicznie polskich, to dialekt polski na Wileńszczyźnie wyrósł na obcym terytorium, zamieszkałym w większości przez Litwinów, którzy ulegli spolszczeniu, lub i to najczęściej, zbiałorusieniu”.
*„Lituanizmy słownikowe w dialekcie polskim na Wileńszczyźnie”.
Wyrazy litewskie w polszczyźnie wileńskiej
„Elementami obcymi – dalej twierdzi prof. J. Otrębski- w polszczyźnie wileńskiej są też lituanizmy. To nie wtręty obcojęzyczne, lecz wyraźne archaizmy, starsze od najstarszych białoruskich, pochodzące ( przynajmniej większość z nich) właśnie z tych czasów, gdy na Wileńszczyźnie, gdzie teraz mówi się po polsku i po białorusku, rozbrzemiewała mowa litewska. Na dowód swego twierdzenia profesor przytacza wiele przykładów, jednocześnie zastrzegając, iż one są zaledwie drobnym ułamkiem tego, co może i musi być zrobione, aby zobrazować prastare litewskie podłoże dzisiejszego języka polskiego na Wileńszczyźnie”.
Proponuję się zapoznać z niektórymi wyrazami prof. J. Otrębskiego:
arud – aruodas (spichlerz);
atosa – (szprycha) atasėja;
bitnik – bitininkas (pszczelarz);
dyrsa – girsė , dirsė – stokłosa, kąkol - ziele z dźbłem rosnące w zbożu);
dyrwan – dirvonas (ugór, odłogiem leżąca ziemia);
goba – guoba (drzewo, wiąz);
jaura – jaura (nieżyzna ziemia);
kulsza – kulšis (udo);
kumpiak – kumpis (szynka);
kumpielek – kampelis (kromka/kącik chleba);
lupy – lūpos (usta);
obžergac – apžergti (opleć);
parsiuk – paršelis (prosiak);
podynka – puodynė (garnek, dzban);
poszar – pašaras (pasza, karma);
razgini(e) – rezginės (do noszenia siana);
rogojaz – ragaišis (ciasto);
rojst – raistas (bagnisko, mokradło);
ortaj – artojas (oracz);
porejscie – paraistys (przy bagnistym miejscu);
rougienia – raugienė (potrawa - podczas postu z żytniej mąki);
rupi – rūpi, rūpėti (martwić się, troszczyć się);
samanica – samanyčia, samanos (mech);
skierdz – skerdžius, vyr. piemuo (najstarszy pastuch, pasterz);
skierstuny – skerstuvės (świerzynka);
skrytul – skritulys (okrąg);
swiren – swirnas (spichlerz);szakal – šakalys (patyk);
szaltanosy – šaltanosiai (pierogi, potrawa albo rodzaj grzyba);
szarzyc – šerti (karmić);
szeszek – šeškas (tchórz, fretka);
szula – šulas (pal podporowy w wewnątrz stodoły);
torp – tarpas (odstęp);
warža – varža (kosz do urzymywania ryb w wodzie);
wažyniac (się) – važinėtis (jeździć);
wikswa – viksva (rodzaj ostrej trawy);
žagar – žagaras, žagary – žagarai (chrust);
žagin – žaginys (drzewo/ konar z gałęziami);
žlukta (o) – žluktas (drewniane z otworami narzędzie pomocne do prania namoczonego ubrania).
Interesujęce jest to, że tu wymienione słowa, to lituanizmy Polaków na Wileńszczyźnie, mają nie zmienione znaczenie.

Nazwiska obywateli Wilna i Wileńszczyzny
Obywatele Wileńszczyzny nader często są właścicielami pięknych litewskich nazwisk, ale przeważnie zniekształconych i z obciętymi końcówkami. Kto zna język litewski, z łatwością może to zauważyć. Oczywiście, tu się nie mówi o Polakach, którzy przywędrowali na Wileńszczyznę różnymi drogami z rdzennej Polski i nigdy nie byli odwiecznymi mieszkańcami Litwy.
Niektórym może się wydawać, iż nazwisko nic nie mówi o narodowości jego właściciela. Częściowo można się z tym zgodzić, aczkolwiek nikt nie może zaprzeczyć, że litewskie nazwiska na Wileńszczyźnie, bardzo liczne do dnia dzisiejszego, również stanowią ważny wskaźnik litewskiej przeszłości tego regionu. Każdy, kto zna język litewski i po raz pierwszy usłyszy nazwisko Gojdz, naprawdę się uśmiechnie, bo oczywistym jest, że zwykły litewski gaidys (kogut) zamienił się na Godz’ia. Podobnie jest z nazwiskami Kodź, Kodzewicz (Kuodys), Podź, Podzewicz (Puodžius) (od wyrazu puodas – garnek) itp. Na Wileńszczyźnie można napotkać nazwiska czysto litewskie, których właściciele nie umiejący po litewsku nie rozumieją ich znaczenia. Są to nazwiska: Kelmutis (opieniek),Banel – Banelis, Syrvid – Širvydis, Naruniec – Noriūnas, Bujwid – Buivydas, Grygian – Grigonis, Krūminia – Krūminis (krzaczasty), Kontrym - Kontrimas, Juraniec – Jurėnas, Zwierello – Žvėrelis (zwierzątko), Dronseijko – Drąseika (odwažny), Oksztul –Aukštuolis (vysoki), Kacinel – Katinėlis (kotek),Wedor – Vėdaras (flak), Jodkajlo – Juodkalys itp. Są to publiczne szyldy, które zdradzają, kim byli przodkowie wszystkich: Žvėrelis‘ų, Drąseikis‘ų, Katinėlis‘ų. Ale ich potomkowie w żaden sposób nie przyznają się do swych litewskich korzeni, naiwnie twierdzą, iż nie pamiętają, żeby któryś z ich dziadków kiedykolwiek mówił po litewsku. Szkoda, że życie ludzkie jest tak krótkie, a pamięć jeszcze krótsza, szczególnie wtedy, gdy za wszelką cenę chce się zaprzeczyć swoje pochodzenie. Jak by nie patrzeć, takie chęci i zamiary nie są ani szlachetne ani kulturalne.


Zwyczaje i obyczaje mieszkańców Wileńszczyzny
Gbybyśmy się wybrali w podróż po terenach Wileńszczyzny, na których już się nie mówi po litewsku, zauważylibyśmy, że i tu zachowały się te same odbyczaje, jak w całej Litwie. Kto z nas nie widział w wileńskiej wsi ładnie wyrzeźbionych i ozdobionych krzyży z kapliczkami, stojących w przydomowych ogródkach lub na skrzyżowaniu dróg. Stoją i przydrożne krzyże. Nic podobnego nie zobaczymy w krajach naprawdę slowiańskich, które mają swoje własne upodobania i zwyczaje..
Jeśli porównamy wyroby domowe: tkaniny, obrusy, prześcieradła, dywany, ogródki kwiatowe, zwyczaje uprawy roli itp., wszędzie znajdziemy podobieństwa.
Nawet podania, pieśni, rozmaite zobobony i te są litewskie.
Po dziś dzień pozostał na Wileńszczyźnie charakterystyczny Litwinom pewien kult ognia. Wiadomo, iż ów kult sięga dalekiej przeszłości. Do tej pory mówi się na wsi o świętym gaju, o latawcach, o dobrych i złych duchach. Melodie i treść pieśni ludowych niczym się nie różni od litewskich, albowiem mowa w nich o zielonej rucie, o wianuszku z ruty, o siwym rumaku, o ciężkiej doli człowieka. Podsumowując, można stwierdzić, iż mówiąca po słowiańsku ludność Wileńszczyzny jednak posiada wiele cech kultury litewskiej.


Polskie rządy i kultura
Za rządów władzy polskiej, wszystkie mniejszości narodowe (stanowiące 1/3 część polskich obywateli), a w szczególności mniejszość litewska, były traktowane po macoszemu.
- Co Litwini? Ilu ich tu jest? – zaledwie garstka, czego więc oni chcą? Wilno jest czysto polskim miastem i nie może być żadnej mowy o dziwnych i niezrozumiałych pretensjach tego upartego skarłowaciałego narodu .
Tak się wyrażał prosty człowiek, tak pisała prasa, tak myślał niejeden profesor Uniwersytetu Wileńskiego. Jak wielka ciemnota panowała w tej dziedzinie, doświadczyłem przed wojną, rozmawiając z profesorem historii Uniwersytetu Wileńskiego-St. Zajączkowskim, który nie wiedział i nie wierzył, że w ówczesnych granicach państwa polskiego były tereny, zamieszkane przez ludność, znającą jedynie język litewski.
Podczas polskiej okupacji w Wilnie i na Wileńszczyźnie bez przerwy mówiono o polskości tego kraju, o jego polskiej kulturze, o niezaprzeczalnym prawie Polaków do Wilna i Wileńszczyzny, a w prasie wciąż pisano o potrzebie szerzania polskiej kultury, o konieczności polonizowania polskich kresów, a rdzennych Polaków wciąż zachęcano do częstszego odwiedzania „polskiego Wilna“. Wtedy my Litwini zadawaliśmy sobie pytanie, po co do kraju o polskiej kulturze ponownie sprowadzać kulturę polską. Odpowiedź była jedna jedyna: kraj ten nie jest i nigdy nie był polski. Wiedzieliśmy, że poniekąd to rozumieją i sami światlejsi Polacy, nie będziemy mówić o zwykłych zjadaczach chleba.
Wystarczy posłuchać, jak ludzie rozmawiają na wileńskim bazarze, żeby sie przekonać, że pośród nich trudno znaleźć prawdziwego Polaka. Bez problemu można zrozumieć, że terenom, zamieszkałym przez ludność mówiącą językiem słowiańskim, daleko do ziem istotnie polskich. Tak zwani ‚Vilnijos lenkai“ – wileńscy Polacy – to nie jacyś koloniści, przybyli w czasach starożytnych na Litwę, i nie jeńcy wojenni*. Takie tendencyjne teorie nie trafiają do przekonania poważnych polskich historyków. A więc większość mieszkańców Wilna i Wileńszczyzny to nie Słowianie i nie Polacy, jak sami siebie zwą, choć ich mowa jest podobna do polskiej (tu mam na myśli tych ludzi, którzy nie mają ukończonych wspólczesnych szkół polskich na Litwie).
* A wersję, że Polacy na Litwie pochodzą od starożytnych niewolników pojmanych w Polsce, stworzyli sami Polacy (ks. J. Fijalek) i sami ją obalili (H. Łowmiański „Studia nad początkiem społeczeństwa i państwa Litewskiego“ –V.1931-32), gdyż w czasie trwania unii wszyscy jeńcy zostali uwolnieni. Gdy mówimy o pochodzeniu Polaków na Litwie, godne uwagi są spostrzeżenia prof. Mykołaja Romer‘a, pochodzące z jego obszernego dziennika (40 tomów), który tak oto twierdzi: „nie wiadomo, czy ci ludzie są litewskimi Polakami, czy polskimi Litwinami“. Rękopisy są przechowywane w dziale rękopisów centralnej biblioteki Litewskiej Akademii Nauk (MA oraz w dziale rękopisów Biblioteki Uniwersytetu Wileńskiego.


Mapy językowe i wiadomości historyczne
Najlepiej sprawę naświetla mapa językowa Wileńszczyzny, zamieszczona w atlasie, wydanym w 1863 r. przez naukowca francuskiego R. D‘Erkert*. Jest wiarygodna i śmiało można na niej się opierać, gdyż sporządzil ją bezstronny Francuz w tym czasie, gdy nie trwały jeszcze walki polsko-litewskie i gdy nie było pretekstu do schlebiania jednemu czy drugiemu państwu. Mając na uwadze wschodnią ścianę Litwy, postaram się krótko nakreślić, co przedstawia owa mapa Litwy. R. D‘Erkert‘ na swej mapie pokazuje, że okolice Wilna w takich miejscowościach, jak: Gudagojis, Jasiuny( ) (rej. Solecznicki), Lavoryszki (Lavo iškės), Varnionys, Kiemeliškės, Paberžė, (rej. Wilna), Žadiškės, Svyriai zamieszkuje ponad 50% Litwinów, nie mówiąc o terenach na zachód i wschód w kierunku Szwencionys (Švenčionys), na których jeszcze po dziś dzień znaczny procent ludności mówi po litewsku. Ten sam R. D‘Erkert‘ również zaznacza, iż w okolicach Ašmena, Kreva (Krew), Lyda, Vosyliškės, Vyšniavas, Smurgainiai mieszka ponad 20% Litwinów.
*Atlas Etnographique de provinces haabitees en totalite on en partie de Polonais, Peterburg, 1863
Fakt ten także potwierdzają historycy M. Baliński i T. Lipiński w swym dziele „Starożytna Polska”. Oni twierdzą, iż w latach czterdziestych XIX wieku język litewski rozbrzmiewał w Nemenczynie (Nemenčinė), w okolicach Maišiogala, i poza Varnonys, Graužiškiai, Takoriškiai, Lazdūnai (Lazūnai). Słowem historyk nie zaprzecza geografowi. To znaczy, że teraz już niemówiące po litewsku okolice, nie tak jeszcze dawno językiem litewskim się posługiwały. Jeśli to miało miejsce w latach czterdziestych czy pięćdziesiątych XIX wieku, to po upływie kilkudziesięciu lat jeszcze musiały mówić po litewsku, gdyż to całe pokolenie mieszkańców nie mogło nagle umrzeć. Temu zjawisku posłużył czas i uparta praca zainteresowanych ludzi. Nawet w Wilnie, które Polacy uważali za najbardziej na wschód wysuniętą swoją kolonię, jak twierdzi historyk J. Jaroszewicz*, w kościołach nie głoszono homilii po litewsku od 1737roku, a skądinąd wiadomo, że w niektórych wileńskich kościołach głoszono litewskie kazania również w pierwszej polowie XIX wieku. To oznacza, iż wówczas w Wilnie jeszcze było komu ich słuchać.
*Obraz Litwy, 1845, 1866, t. t. III, IV


Umowa suwalska
Na początku XX wieku sam rząd Polski uznał prawa Litwy do Wilna. Stało się to w dniu 7 października 1920 roku w Suwałkach, gdy przedstawiciele rządu Polski i delegaci z Litwy podpisali umowę, na podstawie której Wilno z przylegającymi do niego terenami przyznali Litwie. W negocjacjach uczestniczyła komisja Ligi Narodów. Jednak rząd Polski nazajutrz po podpisaniu tejże umowy, złamał ją i 9 października tego samego roku gen. L. Żeligowski wtargnął na Litwę i odgrywając farsę „powstania” odebrał Litwie Wilno.
Polacy zazwyczaj niechętnie mówią o Umowie suwalskiej i najczęściej w ogóle o niej nic nie wiedzą. O tym nie pisze się w podręcznikach szkolnych, milczy również prasa. Przyparci do muru zawsze twierdzą, że umowa ta miała charakter czasowy i nie była ratyfikowana, a więc nie obowiązywała Polaków. Takie tłumaczenie nie przekonuje, ponieważ każdy rozumie, że umowy nie po to się podpisuje, żeby je na drugi dzień podstępnie łamać. Mimo wszystko rząd Polski starał się jednak być konsekwentny i zajętą przez Żeligowskiego Wileńszczyznę ogłosił rzekomo niezależną od Warszawy „Litwą Środkową“(dlaczego nie Polską Środkową?).
Otóż tutaj znowu mamy do czynienia z ciekawostką. Sami Polacy zrozumieli, że temu „państwu”jest potrzebna litewska nazwa i ją nadali, aczkolwiek dodając do niej wyraz „Środkowa“ ( nie wiadomo, dlaczego nie wschodnia). Zapewne wyraz „środkowa“miał tutaj jakieś polityczne znaczenie, być może myślano również o utworzeniu „wschodniej“ prastarej Litwy.
Uogólniając, można stwierdzić, iż Polacy rywalizując z Litwą o Wilno, w trudniejszych momentach politycznych (jak np. napad bolszewików na Polskę w 1920 r.) sami przyznawali Litwinom prawo do Wilna, a będąc silniejszymi od Litwy, zupełnie z nią się nie liczyli i to, co podpisywali jedną ręką, bez wahania przekreślali drugą.


40-letni zakaz druku litewskiego
W poprzednich rozdziałach omówiliśmy pochodzenie tutejszych mieszkańców Wileńszczyzny. Dalej przeanalizujemy polonizacyjną i rusyfikacyjną politykę tego regionu. W tym celu powinniśmy nieco się cofnąć w niezbyt odległą przeszłość.
Po upadku powstania styczniowego w 1863 r., w latach 1864-65 r.generalgubernator wileński M. Murawiow zapoczątkował, a jego następca generalgubernator K. Kaufman wprowadził w życie zakaz drukowania litewskich pism łacińskimi literami. Od tej pory zabroniono Litwinom wydawania nawet modlitewników łacińską czcionką. Rząd rosyjski propagował książki i różne pisma litewskie drukowane alfabetem rosyjskim, czyli tzw. grażdankę. Cel takiej polityki był oczywisty. Rząd dążył do zrusyfikowania Litwy i nawrócenia jej mieszkańców na prawosławie. Rząd carski nienawidził bratania sie Polaków z Litwinami i głosił, że Litwini są rosyjskim stworem. Dlatego Rosjanie walcząc z polskim duchowieństwem i .polskimi panami , z polskimi wpływami w szkołach, proponowali Litwinom modlitewniki, drukowane rosyjską grażdanką. Ówczesny biskup żmudzki Maciej Valancius (Motiejus Valančius) nie aprobował modlitewników drukowanych rosyjskim alfabetem i to zapoczątkowało szeroką akcję protestacyjną przeciw rusyfikacji. Gdy od 1865 r. rząd rosyjski rygorystycznie zakazał drukowania książek łacińskim alfabetem, Litwini zaczęli je drukować za granicą: w Tylży, Rognicie (Ragainė) i innych miastach Małej Litwy, znajdującej się pod rządami pruskimi, a stamtąd po kryjomu przemycali je do tzw. Litwy Wielkiej, i również po kryjomu je tutaj rozprowadzali. Z biegiem czasu powstała liczna armia litewskich kolporterów, którzy ryzykując własnym życiem i utratą wolności, kolportowali i tajnie rozprowadzali nielegalną litewską literaturę. Początkowo przemycano literaturę o tematyce religijnej, lecz później kolportowano również książki polityczne i narodowe. Choć zakaz druku litewskich pism był niepowetowaną krzywdą dla narodu litewskiego, to jednak miał również pewne znaczenie: czterdziestoletni okres zakazu druku nauczył młodą inteligencję, wywodzącą się ze wsi,walczyć nie tylko o swoje prawa religijne, ale również narodowe. Władza rosyjska nie mogła cenzurować książek wydawanych za granicą, dlatego można było otwarcie w nich pisać o krzywdach, wyrządzonych Litwie przez carską Rosję W okresie zakazu druku w Małej Litwie zaczęto wydawać pierwsze gazety w duchu narodowym („Aušra“, „Varpas“ i inne), które społeczność Litwy, najwięcej zachodniej, pólnocnej i południowej czytała do 1904 r.tzn. do czasu odzyskania druku. Jednak tajna prasa z trudem docierała na Wileńszczyznę, ponieważ Mała Litwa była po prostu za daleko.


Polskie duchowieństwo i język litewski
Tutejsza ludność, przez wiele lat pozbawiona litewskiej literatury i pozostawiona pod opieką polskiego duchowieństwa oraz walcząca z prawosławiem, chcąc nie chcąc sięgała po nieprześladowany polski modlitewnik. Do tego zachęcało ją również polskie duchowieństwo, które bardziej troszczyło się o wynarodowienie miejscowej społeczności niż nauczanie jej religii.
O tym świadczy wiele smutnych przykładów. Przeciwstawić się takiej polityce mogłaby litewska inteligencja, aczkolwiek na biednej Wileńszczyźnie stanowiła zaledwie znikomą część miejscowej ludności, a księży Litwinów delegowano do parafii nielitewskich. O apostolstwie polskich duchownych w litewskich parafiach świadczyli staruszkowie, którzy w ogóle nie znali języka polskiego, ale pacierz odmawiali po polsku. Z czasem, gdy Litwini zaczęli buntować się polonizacji, prowadzonej przez kościół, rozpoczęła się zażarta walka o prawo do kazań i mszy w języku litewskim. Sytuacja przypominała niegdysiejsze religijne walki protestantów z katolikami, aczkolwiek celem ich była nie religia a język. Powszechnie wiadomo, że polscy księża w litewskich parafiach buntowali brata przeciwko bratu i wspierali kościelne zamieszki, organizowane na korzyść Polaków. W nich uczestniczyli ci sami Litwini, których jedną część księża już spolonizowali, a drugiej jeszcze nie zdążyli.
Nikt nie może zaprzeczyć faktu, iż polskie duchowieństwo na Wileńszczyźnie zawsze łączyło katolicyzm z polskością. Do tej pory mówi się o „polskiej religii“.
W okresie obowiązującego zakazu druku rząd rosyjski starał się za pomoca grażdanki (druku rosyjskiego) wzmocnić swe pozycje i walczyć przeciw polskim wpływom, ale w rzeczywistości taka polityka tylko się przyczyniła do dalszej polonizacji kraju. Oczywiste jest, że zachowały się ślady rusyfikacji w urzędach, szkołach, w wojsku. Część społeczeństwa Wileńszczyzny, zmuszona do zrezygnowania ze swojego ojczystego języka w kościołach i instytucjach publicznych, w drodze kompromisu poddała się wpływom swych najbliższych sąsiadów – Białorusinów, których język wydawał się być łatwiejszym i jak to mawiali ludzie - „prostym“. Poza tym można było nim bez trudu porozumieć się z Rosjanami i Polakami. W miejscowościach położonych na Wileńszczyzny, których. katolicka ludność mówi po białorusku, do tej pory msze odprawiane są tylko po polsku, i broń Boże nie inaczej. Łatwo sobie wyobrazić, ile by było wrzasku, gdyby ktoś spróbował modlić się lub głosić kazania w języku „tutejszym“ a nie polskim. A więc po dziś dzień trwa proces polonizacji Białorusinów przez kościół.
Zacytuję dla przykładu kilka fragmentów pacierza, wziętego z litewskich okolic, w których duchowni nauczyli ludzi modlić się po polsku. Cytat pochodzi z książki wydanej w 1913 roku przez księdza kanonika Kazimieras‘a Prapuolenis‘a „Polskie apostolstwo w Litwie“.
„Wina Ojca i Syna i Duka. Omin. Jezau Kristau. Ojcze nasz, kuri jest niebie senci imin toja, boc wola stoja ojce niebia tak ziame i td.“. Albo Dziesięć przykazań Boskich: „Dziesienciora Boga prikarame prikazam szikarania, Jam jest Bog towaj szudzia ktorsim i wime ziemie rybska z domu niewola, Bogul cudul.“. .
Jakąż więc misję spełniło duchowieństwo polskie nauczając ludzi takich pacierzy? Polacy nie chcą o tym rozmawiać. Nawet współczesny polski historyk J. Ochmański dzieło Kazimieras‘a Prapuolenis‘a nazywał pamfletem. Takie metody szerzenia chrześcijaństwa nie przysparzają Polakom sławy i honoru. Np. Drugi polski prof. A. Brukner w swym dziele „Starożytna Litwa“ (na stronie 97) potwierdza znany historyczny fakt, iż polscy misjonarze na Litwie porozumiewali się z mieszkańcami przez tłumaczy i nie raczyli wzorem misjonarzy innych krajów nauczyć się języka ludu.
W akcji wynarodowiania Litwinów przysłużyli się, obok polskiego duchowieństwa, również magnaci tego kraju, różni Houwaldowie, Zajączkowscy i inni,(szczególnie pod koniec XIX i na początku. XX w.), którzy konsekwentnie zwalczali język litewski. Jest rzeczą powszechnie znaną, , iż tam, gdzie istniały większe skupiska magnackich dworów, ludność litewska szybciej była zmuszana do wyrzeczenia się swojego ojczystego języka.
Aby dokładniej zrozumieć, dlaczego lud zapomniał litewski język ojczysty, warto przypomnieć, iż fala polonizacji najpierw dotknęła duchowieństwo i sfery dworskie, a w XVII wieku rozpoczęła się polonizacja biedniejszej szlachty i drobniejszego mieszczaństwa oraz mieszczan. Ogromna przepaść socjalna, oddzielająca szlachtę od ludu pańszczyźnianego, utrudniała kulturowy wpływ warstw średnich i wyższych na masy ludowe.* Lecz gdy na skutek powstania 1863 r. zniesiono pańszczyznę, różnica socjalna pomału się zmniejszała, wpływ dworu i szlachty na wieś się zwiększał, a wraz z nim postępowało również wynarodowienie.
Gdy w miastach spolszczyło się bogatsze mieszczaństwo, za ich przykładem poszła i biedota miejska.
Drugim skupiskiem „panów” były zaścianki czyli tzw. „okolice” szlacheckie. Oczywiste jest, że tam, gdzie takich „okolic“było dużo, szlachecki język polski szerzył się również wśród ludu litewskiego.
Z biegiem czasu język polski stał się mową codzienną. Prof. K. Nitsch, podobnie jak i inni historycy, uważa, iż „wyspy” polskie na Wileńszczyźnie nie są stare, one powstały nie wcześniej niż w XX wieku.
Nie należy jednak sądzić, iż ludność okolic Wileńszczyzny sama dobrowolnie spolonizowała się, jak to często sugerują Polacy. O rzekomo „dobrowolnej” polonizacji mas litewskich fakty historyczne świadczą wręcz przeciwnie. Starsze pokolenie Litwinów (np. J. Basanavičius) doskonale pamięta, jak to w szkołach i szkółkach XIX wieku za rozmowę po litewsku wieszano dzieciom na szyję pogardliwą tablicę „ nota liguae” /po łac.wstydliwa plama“/, którą Litwini przezwali „metalinga.“
„Przymusu polonizacyjnego może i nie było, ale był wstyd nie umieć po polsku, gdyż „polska wiara, polski dwór i polska plebania“ wyrobiły ogólne przekonanie, że „z litewską mową daleko nie zajedziesz“. „ Jej miejsce ostatecznie tylko w karczmie, bo to chłopska i nieła mowa“**“. Zresztą znany jest fakt, iż do urzędów państwowych do roku 1864 wybierano tylko szlachciców, z którymi ludność musiała porozumiewać się po polsku, zaś na służbę do dworu i plebanii mógł trafić tylko ten, kto jako tako mówił po polsku.
Na koniec przytoczę przykład z Encyklopedii Kościelnej (tom 37), który mówi, jak biskup Straszyński polonizował Suwalszczyznę, i ze względów politycznych w parafiach litewskich wprowadził śpiewy polskie. To samo działo się wszędzie.
Wobec tego nie można mówić o samowolnym i spontanicznym spolonizowaniu się Litwinów i niektórych litewskich okolic. Raczej należy podziwiać, jak naród litewski zniósł powszechne potępienie, prześladowanie, poniewieranie swego ojczystego języka i jak mu się udało zachować go do dnia dzisiejszego.
Są jeszcze i inne powody, które przyczyniły się do wypierania języka litewskiego z niektórych okolic Wileńszczyżny, ale tym razem nie będziemy się nimi się zajmować.

* Herbaczewski A. Polacy jestesmy, czy spolscezni Litwini str. 7.
** Herbczewski A. Polacy jestesmy, czy spolczeni Litwini, str. 12
Tekst drukowany z wydania „Tubylcy Wilna i okolic“ 1990 roku, w języku litewskim.

 

WYPIS Z RĘKOPISU HALINY TURSKI „O POWSTANIU POLSKICH OBSZARÓW JĘZYKOWYCH NA WILEŃSZCZYŻNIE”

Krótka informacja o autorce i jej książce
Halina Turska (1901-1978). W 1920r. ukończyła gimnazjum w Wilnie a w 1924 r. – Uniwersytet Wileński. W czasie II wojny światowej mieszkała w pobliżu Wilna. W 1946r. wyjechała do Polski i pracowała na Uniwersytecie w Toruniu. Mieszkając przed wojną w Wilnie interesowała się językiem polskim Polaków na Wileńszczyźnie, badała jego związki z innymi językami, analizowała leksykę kresową, pochodzenie i historię języka polskiego naWileńszczyźnie. Napisała kilka artykułów i monografii. Ostatnią jej książką jest „Lenkų kalba ir lietuviškas substratas“ ( Język polski na podłożu litewskim). Publikacja składa się z dwóch części: 1. Vilniaus krašto lenkų kalbos arealų kilmė(O powstaniu polskich obszarów językowych na Wileńszczyżnie) 2. Lietuviškieji elementai (Elementy litewskie).
Na początku II wojny - 1-go września 1939 r.-bomba trafiła w wydawnictwo, w którym drukowano tę książkę, i je zburzyła, a rękopis książki zaginął. Zachowała się zaledwie mała jej część (mniej niż 1/3). Szkoda, że po wojnie profesor H. Turska, nie miała możliwości kontynuowania zaczętych badań. Nie udzielano jej nawet zezwolenia na wjazd do Litwy (przypuszcza się, że mogła być łączniką AK), a przez nią zebrane materiały archiwalne zaginęły bez śladu.
Książkę miało tworzyć 118 rozdziałów, a zachowało się ich zaledwie 45. Na Litwie ta kiążka została wydana w 1995 r. w języku rosyjskim w celu zapoznania społeczności z pochodzeniem mieszkańców Wileńszczyźny. Dołączono i rekopis H. Turskiej, wydany faksymile. Jednak większość mieskańców Litwy nie zna tej pracy, dlatego w swej książce zamieszczam kilka fragmentów z jej rękopisu. Należy zaznaczyć, iż te fragmenty, zarówno w języku litewskim jak i polskim, są drukowane na Litwie po raz pierwszy.

Ksiażkę opracował G. Šapoka

POWSTANIE ZWARTYCH OBSZARÓW POLSKICH
§ 1. Proces ekspansji języka polskiego na obszarach pólnocno-wschodnich dawnej Rzeczpospolitej nasuwa dwa zasadnicze zagadnienia. Są to: 1. Polonizacja warstw wyższych i średnich, 2. Polonizacja warstwy najniższej – ludu wiejskiego.
W pierwszym wypadku szerzenie się języka polskiego dokonywało się łącznie z przenikaniem kultury zachodniej od chwili zbliżenia Litwy z Polską. Najpierw proces ten objął sfery wyższe, a więc przede wszystkim magnatów, duchowieństwo katolickie oraz zamożniejsze mieszczaństwo większych miast. Im dalej w czas, tym użycie języka polskiego zataczało coraz to szersze kręgi i ogarnęło w końcu cały stan szlachecki, nie wyłączając drobnej szlachty, ludność miejską, a częściowo także duchowieństwo ruskie. Ta pierwsza fala polonizacji nie dotknęła jednak wcale poddanego chłopstwa, które nadal używało języka litewskiego lub białoruskiego. To też nie było w czasach przedrozbiorowych w głębi Wielkiego Księstwa Litewskiego, nigdzie z w a r t e g o obszaru polskiego: polskie były tylko sfery wyższe i średnie. Ekspansja języka polskiego wśród ludności włościańskiej rozpoczęła się dopiero w w. XIX. W wyniku tej ekspansji powstały trzy większe zwarte obszary co do języka polskiego: jeden wileński położony głównie na prawym brzegu Wilii, po obu stronach dzisiejszej granicy państwowej polsko-litewskiej, mniej więcej pomiędzy Kiernowem (Kernavė) a Nowymi Święcianami (Švenčionėliai); drugi k o w i eń s k i, znajdujący się całkowicie na terytorium Republiki Litewskiej, a mianowicie na pólnoc od Kowna (Kauno) w trójkącie pomiędzy Niemnem, Wiliją a Niewiażą; trzeci s m o ł w i e ń s k i (Smalvos), położony pomiędzy Widzami (Vydžiai) a Jeziorosami (Zarasai) w północno-zachodnim zakątku Rzeczpospolitej i w przyległych gminach Republiki Litewskiej. …

POGLĄDY NA POWSTANIE OBSZARÓW POLSKICH
§ 2. Dotychczasowe próby wyjaśnienia warunków i sposobu, w jaki powstały rzeczone obszary polskie nie dały, moim zdaniem, co do obszarów wileńskiego i smołwieńskiego definitywnego wyniku. W sprawie tej wypowiedziano kilka przypuszczeń.
1. Do dziś dnia pokutuje w publikacjach polskich twierdzenie, że polonizacja Wielkiego Księstwa Litewskiego odbywała się drogą kolonizacji, a nawet że pierwszy zawiązek polszczyzny stanowili to polscy jeńcy wojenni. Przypuszczenie to jednak odrzucają obecnie i historycy, i językoznawcy. Ci ostatni mianowicie uważają ludową polszczyznę Wileńszczyzny za wytwór zupełnie nowy, za wytwór w XIX. Jeżeli więc nawet sumienność będziemy brali pod uwagę pewien napływ elementu etnograficznie polskiego na Litwie, musimy na wyżej wyłuszczonej podstawie stwierdzić za Moszyńskim, że „dawnych osadników polskich dotknął przeważnie los wielu innych: wynarodowili się od wieków”.
2. Inne przypuszczenia głosi, że rzeczne obszary polskie powstały głównie w wyniku oddziaływania dużych polskich ośrodków kulturalnych, jakimi były Wilno, Kowno i Dyneburg (Obecnie Daugavpils Republika Lotewska). Otóż, wysuwanie kulturalnego wpływu wielkich miast, jako czynnika decydującego w procesie szerzenia się języka polskiego na wsi, ma za sobą na pozór dużą dozę prawdopodobieństwa, ponieważ obszary polskie zaistniały w pobliżu tych miast. O ile by jednak był to czynnik najważniejszy, Wilno, Kowno i Dyneburg musiałyby się znaleźć, jeżeli nie w środku, to w każdym razie wewnątrz obszarów polskich. Tymczasem jest inaczej. Co do obszaru wileńskiego to już Moszyński zwrócił uwagę na ten „niezrozumiały na pozór i prawie nieznany fakt, że w czasach obecnych na północ, zachód i południe od Wilna łatwiej jest spotkać język białoruski lub jego ślady w pobliżu miasta, niż w okolicach dalszych, sąsiadujących z dawną granicą białorusko-litewską”. Również Nitsch podkreśla, że obszar polski, nie rozłożony „dokoła Wilna, nie jest wyłącznym wynikiem tego kulturalnego polskiego ośrodka”. Przeprowadzone przeze mnie w terenie badania pozwalają ustalić, że Wilno leży na terytorium, posiadającym daleko mniejszy odsetek osób, używających na co dzień języka polskiego, niż położone na północ od niego okolice Podbrzezia (Paberžė), Niemenczyna (Nemenčinė), Podbrodzia (Pabradė). Można śmiało twierdzić, że w okresie przed odrodzeniem Państwa Polskiego Wilno znajdowało się p o z a z w a r t y m obszarem polskim. Polszczyzna zbliżała się do niego na linii Wilno-Niemenczyn, Wilno-Podbrzezie, najbliższe wsie polskie były położone w odległości 15-16 kilometrów od niego. Pomiędzy tymi wsiami a Wilnem nawet dzisiaj można stwierdzić używanie języka białoruskiego w domu, przed r. 1919 był tu on w powszechnym użyciu. To samo, lecz w jeszcze większej mierze stosuje się do wschodnich, południowych i zachodnich okolic Wilna. O tym, jak mało znaczący był tu bezpośredni wpływ Wilna, świadczyć zdaje się fakt, że nawet przynależność okolicznych wsi do parafii miejskich (np. Św. Piotra i Pawła, Bernardynów) nie zaważyła na sprawie rychlejszego zastąpienia tam języka białoruskiego polskim….


PRZODUJĄCE STANOWISKO LITWINÓW W PROCESIE POLONIZACJI
§ 3. Zagadnienie to wymaga jeszcze raz gruntownego rozpatrzenia. Otóż, częściowo na podstawie danych językowych, ale głównie na podstawie danych pozajęzykowych doszłam do powzięcia następującej koncepcji w sprawie powstania polskiego obszaru wileńskiego i smołwieńskiego. Polszczyzna rzecznych obszarów jest, zgodnie z dzisiejszym stanowiskiem nauki polskiej, zupełnie nowa. Powstała ona istotnie na językowym pograniczu litewsko-białoruskiem, ale wbrew temu, co dotychczas sądzono, głównie b e z p o ś r e d n i o n a p o d ł o ż u l i t e w s k i e m wskutek s a mm o r z u t n e g o garnięcia się włościan litewskich do polszczyzny w drugiej polowie w. XIX. Za pośrednictwem białoruskim spolonizowali się Litwini jedynie na stosunkowo wąskich obszarów dziś polskich na pograniczach terytoriów białoruskich. I co wreszcie najważniejsze: impuls do przejmowania języka polskiego jako jedynego języka potocznego, domowego dała n i e ludność, używająca białoruszczyzny, ale właśnie ludność mówiąca po litewsku. Ma to swoje przyczyny. Stanowisko powyższe postaram się niżej uzasadnić.
Jak już zaznaczyłam we wstępie, wyjaśnienia genezy ludowej polszczyzny wileńskiej próżno byśmy szukali jedynie w zestawianiu faktów językowych. Dlatego najważniejszym oparciem staje się tu moment historyczno-geograficzny, a mianowicie: 1. językowa granica litewsko-białoruska w okresie ekspansji języka polskiego na wsi oraz 2. rozmieszczenie obszarów polskich w stosunku do tej granicy. Ponieważ, zdaniem moim, powstanie polskich obszarów wileńskiego i smołwienskiego wywołał pewien analogiczny tu i tam układ warunków, będę w dalszych rozważaniach traktowała te obszary łącznie, używając dla dialektu polskiego obu obszarów wspólnego terminu „dialekt polski Wileńszczyzny”, polszczyzna wileńska” i t. p. § 4. Polszczyzna obszarów wileńskiego i smołwienskiego jest stosunkowo młoda, dlatego można dawne zasięgi języków litewskiego i białoruskiego na tych obszarach wykreślić na podstawie informacji obecnie żyjącego, najstarszego pokolenia miejscowych wieśniaków. Zebraniu tych informacyj poświęciłam przeszło dwa miesiące badań, prowadzonych w tym celu w latach 1934-1935 na obu obszarach polskich. Terenem mego specjalnego zainteresowania był na obszarze wileńskim pas, ciągnący się od granicy państwowej polsko-litewskiej pod Kiernowem (Kernavė) – na wschód pomiędzy Mejszagołą (Maišiagala) a Suderwą (Sudervė), Podbrzeziem (Paberžė) a Rzeszą (Riešė), Niemienczynem (Nemeninė) a Bezdanami (Bezdonys) i dalej na północ po obu brzegach Wilii i Zeimiany aż pod Nowe Święciany (Švencionėliai); na obszarze smołwieńskiej - północne i wschodnie pogranicze parafii smołwieńskiej, przyległa) część parafii dryświackiej (Drukšiai- Białoruś), oraz parafia gaidziańska (Gaidė) i widzka (Vydžiai – Białoruś). Zebranych informacji nie waham się uznać za zupełnie wiarygodne, a to dlatego, że prowadząc badania w ściśle określonym celu nie poprzestawałam na informacjach niepewnych i wątpliwych, ale starałam się zawsze takowe sprawdzić, korzystając z wielu informatorów, czasem powracając do tej samej miejscowości po kilka razy. Na odcinkach, posiadających stosunki bardziej zawikłane wędrowałam od wsi do wsi, nie opuszczając żadnego osiedla. Jedynie w okolicach gdzie rekonstrukcja ich językowego oblicza nie przedstawiała większych trudności, poruszałam się w terenie szybciej. Zebrane w ten sposób informacje stały się główną podstawą do wykreślenia zasięgów językowych na mapach Nr. 2 i 3 (map nie będzie) oraz do rekonstrukcji przebiegu spolszczenia się obszarów polskich. Dane, zaczerpnięte z wcześniejszych opisów naszego kraju, mają dla mnie wartość tylko źródeł pomocniczych, ponieważ nie zawsze i nie w równej mierze są wiarygodne.
Jednak nie wszędzie udało się zebrać potrzebne informacje, a to z powodu braku odpowiednich, dostatecznie leciwych informatorów. Dlatego na pewnych odcinkach mogłam wykreślić tylko zasięgi przypuszczalne. Por. granice zasięgów języka litewskiego i białoruskiego na mapach 2 i 3 oraz objaśnienia do nich.
Jak wynika z wykresów na mapach, obszar litewski był oddzielony od białoruskiego pasem mieszanym. Być może pas ten faktycznie był szerszy, że tu i ówdzie białoruszczyzna sięgały poza linie, wykreślone na mapie. Dotyczy to zwłaszcza języka litewskiego, ponieważ ludność polska przyznaje się obecnie mniej chętnie do przeszłości litewskiej niż do białoruskiej, a to z obawy, by przyznanie się do używania ongiś języka litewskiego nie posłużyło za podstawę do wprowadzenia w miejscowym kościele i w szkole języka litewskiego, do wysiedlenia poza granicę lub wręcz do przyłączenia całej gminy do Republiki Litewskiej1). Ciekawe jest, że nieraz dopiero okazanie legitymacji i zaświadczenia z Urzędu Wojewódzkiego lub Uniwersytetu co do celu badań, a więc wykazanie, że pochodzę nie „z tamtej strony” (sc. granicy), ale „od rządu”, rozwiązywało takim opornym informatorom język i skłaniało ich do mówienia prawdy, a nie bajd o odwiecznym posługiwaniu się polszczyzną.
Co się tyczy wykreślonego przeze mnie zasięgu języka polskiego, to zdaję sobie dokładnie sprawę, że jest on znacznie mniejszy zarówno od zasięgów, podawanych dla polszczyzny przez innych badaczy, jak i od faktycznego stanu w chwili obecnej. Wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze uwzględniłam tą różnicę, jaka istnieje pomiędzy miejscową l u d n o ś c i ą p o l s k ą a ludnością d w u j ę z y c z n ą: b i a ł o r u s k o- p o l s k ą. Różnica ta przy bliższym zetknięciu się z rzeczoną ludnością występuje bardzo wyraźnie. Ludność polska używa nie tylko w stosunkach zewnętrznych, ale także na
1) Ile to razy informatorzy moi, uprzejmi i rozmowni na początku badań, stawili się milczący i nieufni, gdy dochodziło do pytań o języku litewskim. Zdarzały się też takie wypadki, że jakiś informator po przytoczeniu mi jednego dnia całego szeregu wyrazów, zwrotów lub nawet pieśni litewskich, nazajutrz – zapewne po dłuższym namyśle lub po podjudzeniu przez sąsiadów – wypierał się całkowicie jakichkolwiek bądż wiadomości o tym języku: co pańi xceš Litva tu u nas robić? odpowiadał mi z gniewem (par. niemenczyńska). A oto słowa 90 letniej staruszki w parę dni po pierwszej rozmowie, gdy przyszłam uzupełnić zanitowane od niej wyrazy litewskie: tu ńe była Litvakof, ja ńemenčynskej parafii, tu Polska i dość, ja tu kščona tu rozifšy śe, ńe v’em i dość. Winę za tę nieufność ponosi nie jakaś dzisiejsza agitacja litewska, której na tych obszarach polskich niema i wobec gorącego patriotyzmu polskiego być nie może, ale stanowisko na przełomie w XIX i XX księży Litwinów. Żądali oni np. by spolszczeni już wówczas Litwini umieli odmiawiać pacierze lub chociażby przeżegnać się po litewsku. Inaczej, według słów włościan, nie chcieli spowiadać, a nawet dawać ślubów i chrzcić dzieci opornych rodziców…
co dzień, w domu wyłącznie języka polskiego. Mogą być wśród niej pewne resztki innojęzyczne: to najczęściej starcy, mówiący jeszcze p o m i ę d z y s o b ą lub z obcymi przybyszami po litewsku lub białorusku, ale w stosunkach z młodszym miejscowym pokoleniem używający już języka polskiego. Ludność ta więc, jeżeli może zasługiwać w pewnej mierze na nazwę dwujęzycznej, to tylko w przekroju chronologicznym, w przekroju przez różne pokolenia: ogromna jej większość to jednostki typowo jednojęzyczne, niewładające poza polskim żadnym innym językiem. Inaczej się sprawa ma z ludnością dwujęzyczną. Właściwym jej językiem jest białoruski: używa się go stale na c o d z i e ń, w stosunkach rodzinnych i bliskich sąsiedzkich i to wśród wszystkich generacji. Nie przeszkadza to dobrej znajomości polszczyzny, używanej jednak jedynie w stosunkach z e w n ę t r z n y c h, a więc w rozmowie z obcymi przybyszami lub między sobą wśród obcych, zwłaszcza w dni świąteczne w drodze do kościoła i t. p. Na pozór przy krótkotrwałym zetknięciu się z tą ludnością nie różni się ona wcale pod względem języka od ludności polskiej, wszyscy przy gościu mówią po polsku1). Wystarczy jednak pewne oswojenie się z nowym przybyszem lub jakoś wypadek, mącący to nastawienie, by polszczyznę zastąpiła białoruszczyzna. Taki stan dwujęzyczności trwać może bardzo długo2). Punktem zwrotnym staje się okres, gdy rodzice zaczynają na co dzień mówić do dzieci po polsku. Od tej właściwie chwili ludność dwujęzyczna zaczyna się stawać jednojęzyczną – polską.
Otóż, wychodząc z założenia, że znajomość nawet najlepsza jakiegoś języka nie jest równoznaczna z używaniem go w normalnych stosunkach codziennych jako języka rodzimego, uwzględniłam w tej pracy tylko ludność jednojęzyczną polską. Nie brałam tu, rzecz zrozumiała, zupełnie pod uwagę poczucia narodowościowego. Jedynym więc kryterium przy ustalaniu zasięgów obszarów polskich było: c z y l u d n o ś ć n a t y c h o b s z a r a c h u ż y w a j ę z y k a p o l s k i e g o n a w d o m u.
Po drugie, nie można się tu było opierać na stanie dzisiejszym. Z jednej bowiem strony polonizacja włościan w przeciągu ostatnich kilkunastu lat poczyniła na pewnych obszarach duże postępy, a to wskutek bardzo pomyślnych dla polszczyzny warunków po wskrzeszeniu państwa Polskiego z polskimi szkołami, urzędami, wojskiem. Z drugiej znów strony przyłączenie części obszarów polskich do Republiki Litewskiej zahamowało na ich pograniczach rozpęd garnięcia się ludności litewskiej do języka polskiego. Te więc zmienione stosunki polityczne zmieniły całkowicie pierwotny układ warunków, w jakich powstał i rozwijał się dotychczas samorzutny proces polonizacji, a o których rekonstrukcję nam tu chodzi. Dlatego punktem wyjścia do rozważań stał się nie stan dzisiejszy, ale rozpowszechnienie języka polskiego przed r.
1) Mogę na tem miejscu przytoczyć bardzo charakterystyczną obserwację, zrobioną w r. 1933 we wsi Garuny (Gariūnai), położonej mniej więcej o 5 kilometrów na zachód od Wilna. Udało mi się niepostrzeżenie podejść do większej grupki dzieci i kobiet, odpoczywających w niedzielne popołudnie. Wszyscy przez dłuższy czas rozmawiali po białorusku, wystarczyło jednak, bym się ukazała z ukrycia, a zaczęło mówić po polsku. Na moje pytanie, dlaczego mówiono raz tak, raz inaczej, usłyszałam odpowiedź: jak my pańo zobačyli, to začeli gadać po p”olsku. Nadmienić należy, że nikt mnie w tej wsi nie znał. Obserwacja ta jest zgodna z bardzo licznemi informacjami, udzielanemi mi w tej sprawie przez samych włościan. Np. o swojej wsi: pšed vojno f kościele, na vaselu muvili po p”olsku, a u sebe f semji muvili po prostemu (Darkuszki, dawna par.Kiornowska, obecne meiszagolska); jak do kościoła, to po polsku, a z żono po prostu: od dawna u nas polsca i prostata (Niekraszuny, par. kiemieliska); o wioskach sąsiednich: Bondary (par. kalwaryjska) menzy sobo po prostemu muvili, a jag do nix zajdis, to po p”olsku albo: f Puciniskax (par suderwiańska) i teras ješče po prostemu, jak pujdo do innej wsi, to po p”olsku, a u sebe po prostemu.
2) W każdym bądż razie przez kilka pokoleń. Jest to w dzisiejszych warunkach stadium przejściowe do polonizacji, ale nie jest z nią r ó w n o z n a c z n e. Zabawny się tu w pewne przypuszczenie. Gdyby włościanie dwujęzyczni znaleźli się nie w granicach Państwa Polskiego, ale zostali pczyłączeni do jakiejś wolnej Białorusi z językiem białoruskim w urzędach, szkołach, kościele, można wątpić, czy ulegliby oni w ogóle ostatecznej polonizacji. Być może, że dwujęzyczność ustąpiłaby po pewnym czasie miejsca jednojęzyczności białoruskiej.
1919. Przy wykreślaniu tego cofniętego wstecz zasięgu polszczyzny opieram się z jednej strony na informacjach ludzi dorosłych, z drugiej – na znajomości języków litewskiego i białoruskiego wśród dzieci. Włościane przeważnie dobrze zdają sobie sprawę, od jak dawna mówią w domu po polsku, używając najczęściej dwóch określeń: z davności albo jak Polšč nastala(pofstala, znalazła śa i t. p.).Potwierdzeniem tych informacyj były dla mnie spostrzeżenia nad dziećmi. Jest pewne, że w miejscowościach, w których dzieci i młodzież w wieku do lat 16-18 nie tylko rozumieją, lecz i mówią po litewsku lub białorusku, języki te były jeszcze po r. 1919 w codziennym użyciu. Rzecz zrozumiała, że taki sposób badania był dla mnie możliwy tylko na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Zasięgi języka polskiego w Republice Litewskiej zostały wykreślone na innych podstawach. Bezpośrednie badania musiały tu zastąpić drukowane, a więc przede wszystkim mapy rozsiedlenia ludności polskiej i litewskiej, podane w pracach: Mapy IBSN oraz Wielhorskiego, Litwa. Większe uświadomienie ludności litewskiej i polskiej, niż białoruskiej, oraz wyraźne różnice, przeciwstawiające języki litewski i polski, są w dużej mierze gwarancją prawdziwości wykresów na wymienionych mapach, opartych głównie na wynikach głosowania do sejmów litewskich. Ze swej strony starałam się wykresy sprawdzić, zbierając informacje od ludności pasa pogranicznego oraz od przybyszów z tamtej strony granicy. Pomimo to jednak zasięgi polszczyzny na terytorium Republiki Litewskiej nie są tak pewne, jak odnośne zasięgó w Państwie Polskim.
Rzeczone obszary nie były w czasie przed wskrzeszeniem Państwa Polskiego zwartymi obszarami polskimi. Tu i ówdzie można było spotkać resztki języków litewskiego i białoruskiego wśród najstarszego pokolenia. Język litewski najdłużej się trzymał w dużych, o licznej ludności wsiach, które stanowiły dla siebie świat bardziej samowystarczalny i zamknięty, niż wsie i osiedla mniejsze. Tak np. dłużej, niż winnych okolicznych wsiach, mówiła po litewsku ludność we wsiach Gryciuny i Podubinka w parafji sużanskiej, Strypuny w niemenczyńskiej, Wielka Wieś kolo Ornian, Użubłędzie w parafii meiszagolskiej.
§ 5. Przeprowadzone przeze mnie badania wśród miejscowej ludności potwierdzają całkowicie to, co było dotychczas wiadome o kierunku ekspansji języka polskiego na wsi: zarówno na obszarze wileńskim, jak smołwieńskim, język polski szerzył się istotnie wzdłuż językowej granicy litewsko-białoruskiej; por. mapy Nr. 2 i 3 oraz objaśnienia do nich. Teoretycznie nasuwa się przypuszczenie, że polszczyzna wkroczyła tutaj wskutek panującej wielojęzyczności, a co za tym idzie, wskutek rozluźnienia tradycji językowej. Z pośród trzech, będących na tym terenie w użyciu języków: litewskiego, białoruskiego i polskiego, znanego z kościoła z dworu i miasta, zwyciężył ten ostatni, chociaż był to pierwotnie język tylko nielicznych jednostek ze sfer nie włościańskich, ale który właśnie wskutek tego posiadał urok języka lepszego, wyższego, a zarazem nie był pozbawiony cech utylitarnych-umożliwiał wszechstronnie wzajemne porozumienie. W związku z tym już a priori można byłoby oczekiwać, że polski przejmować będzie nie tyle ludność jeszcze litewska, co już zbiałoruszczona, której bliskie pokrewieństwo pomiędzy językiem białoruskim a polskim ułatwiało nauczenie się tego ostatniego i u której zwłaszcza tradycja językowa dzięki świeżo dokonanej zmianie języka była mocno zachwiana. W ogólnych zarysach jest to stanowisko, które zajmowała dotychczas nauka polska (por. wyżej § 2,), opierając się w dużej mierze na przesłankach apriorycznych.
Jednak rzeczywistość przeczy tym teoretycznym założeniom: z przeprowadzonych przeze mnie badań w terenie oraz z innych źródeł, o których mowa niżej, wynika, że główną masę spolonizowanej ludności stanowią właśnie Litwini; Białorusini ulegli polonizacji tylko na wąskim pasie, przyległym do obszaru litewskiego. Rzecz charakterystyczna, że w pewnych miejscach język polski nie przekroczył w kierunku obszaru białoruskiego pasa mieszanego litewsko-białoruskiego. W ten sposób na pewnej przestrzeni dawna granica litewsko-białoruska stała się z czasem granicą polsko-białorusk1 (por. mapy Nr. 2 i 3). Ze względu na specjalną rolę parafii w szerzeniu się polonizacji (por. niżej § 18) nie bez znaczenia jest tu fakt, że całkowitemu spolszczeniu uległa przeważnie ta ludność białoruska , która należala do parafii mieszanych litewsko-białoruskich. Nie spolonizowała się natomiast całkowicie a n i j e d n a p a r a f i a, mająca w okresie działania tego procesu ludność wyłącznie już białoruską.
Bardzo wymowne są tu dane oraz informacje, które mogłam o p r z e b i e g u polonizacji dziś jeszcze zebrać na miejscu. Z relacji tych wynika, że pierwszy impuls do przejmowania języka polskiego, jako języka potocznego, dała ludność litewska, ludność zaś już zbiałoruszczona idzie tylko jakby za przykładem polonizującej się wsi litewskiej. Po przyjęciu polszczyzny Litwin prędzej usuwa całkowicie język litewski z codziennego życia; można nawet zaryzykować twierdzenie, że w wielu wypadkach wystarczające opanowanie polszczyzny stawało się równoznaczne z poruszeniem litewszczyzny. U Białorusinów okres wypierania języka białoruskiego przez polski w życiu codziennym trwa dłużej. Dlatego na przylegających do siebie obszarach litewskich i białoruskich polszczyzna prędzej odnosiła zwycięstwo w wioskach litewskich: litewszczyzna a nie białoruszczyzna była tym językiem, który wcześniej wychodził z użycia. W związku z tym w miejscowościach ongiś litewskich często wobec braku ludzi bardzo starych nie ma już nikogo, kto by po litewsku mówił lub chociaż rozumiał; podczas gdy na przyległym pasie ongiś białoruskiego nawet dziś jeszcze są jednostki, które mówią po „prostemu”. Por. niżej objaśnienia do map. Nr. 2 i 3.
Obserwacje dzisiejsze o przodującej w procesie polszczenia się roli Litwinów znajdują całkowite potwierdzenie w najbardziej dla nas wiarygodnym spisie mieszkańców gubernii wileńskiej w r. 1890 przez marszałka szlachty Adama Platera , a przeprowadzonym z uwzględnieniem rubryki jęz y k a d o m o w e g o l u d n o ś c i. Dla omawianej kwestii w spisie tym ważne jest to, że ludność polska w większej liczbie jest tam wskazywana tylko we włościach, posiadających znaczny odsetek ludności litewskiej, natomiast we włościach białoruskich Polaków albo wcale nie wykazano, albo liczba ich jest tak znikoma, że nie może być tu po prostu brana w rachubę: prawdopodobnie odpowiadała ilości mieszkańców dworów, folwarków, plebaniji1). W ł a ś c i w e ś w i a t ł o na przebieg polonizacji Litwinów rzucają dane szczegółowe tego spisu, dotyczące języka ludności poszczególnych osad. A mianowicie osady we włościach o ludności mieszanej ze znaczniejszym odsetkiem Polaków, jeżeli pominąć ludność napływową, jak Rosjan, Żydów, są trzech typów: litewskie, polskie lub mieszane litewsko-polskie. Tak jest we włościach Giedrojcie (Giedraičiai), Szyrwinty (Širvintos), Janiszki (Joniškis rejon Molėtai). Przy tym wzajemny stosunek obu narodów ludności w osadach ostatniego typu jest bardzo różny: od przewagi Litwinów, poprzez równowagę, do przewagi Polaków2).Takich mieszanych osad jest np. we włości Giedrojcie 48 na 138 osad jeszcze czysto litewskich. Stanowią one najwyraźniej stadium przejściowe do osad czysto polskich. Ludność litewska w nich należy z pewnością przeważnie do pokolenia starszego, ludność polska to pokolenie młodsze. W miarę wymierania pokolenia starszego wsie te będą się stawały coraz bardziej polskie. Rzecz zrozumiała, że nie ma to miejsca na żadne, chociażby najbardziej krótkotrwałe pośrednictwo białoruskie.
1)Tak np. Włość Szyrwinty posiadała na13146 ogółu ludności: 8491 Litwinów, 3719 Polaków; Giedrojce – posiadała na10656 ogółu ludności -7033 Litwinów, 2727 Polaków; Janiszki posiadała na 6245 ogółu ludności- 5078 Litwinów i 787 Polaków; Podbzezie posiadała na 6060 ogółu ludności – 2645 Litwinów, 2377 Polaków, 283 Białorusinów. Spis Platera str. 11-22. Natiomiast w sąsiadującej z podbrzeską białoruskiej wlości rzeszańskiej nie znaidujemy wcale Polaków. We wlości Kiemeliszki (Białoruś, w której sklad wchodzila część parfji korkożyskiej – obecnie polskiej, ludność ryczałtowo jest podana za Białorusinów (ibid. str. 59). Podobnie w gminie Sorokople_Zulowo (wlości michałowsiej) widzimy na 1365 ogółu ludności tylko 10 Polaków, 33 Litwinów, a 1101 Białorusinów. (ibid. Str. 57), gdy obecnie część wiosek wchodzących w skład tej gminy, ma ludność polską.
2) Dla ilustracji przytaczam kilka danych o wsiach we włości Giedrojcie: Dyrmiety(Dirmeitai) 60 Litwinów, 2 Polacy; Sidabry (Sidabriai) 60 Litwinów, 40 Polaków; Burkila 20 Litwinów, 17 Polaków; Sołoliszki Sololiškės)12 Litwinów, 15 Polaków (ibid. str. 19-20).
Ale najważniejsze, że stosunki analogiczne znajdujemy w okolicach, położonych na pograniczach z obszarem białoruskim, a więc tam, gdzie polszczyzna jest najstarszej daty. Weźmy jako przykład włość Podbrzezie, opisaną bardzo staranie. W r. 1890 posiadała ona już około 39% Polaków. O tym, że polszczyzna jest tu wcześniejsza niż w położonych dalej od pogranicza białoruskiego włościach Giedrojcie lub Szyrwinty, świadczy nie tylko większy tu procent Polaków, ale przede wszystkim wyraźna już przewaga Polaków w poszczególnych osadach mieszanych. O pochodzeniu tych Polaków możemy wnioskować z następujących danych. Włość podbrzeska liczyła 66 osad litewskich, 57 polskich (553 Polaków), 1 białoruską, 68 polsko-litewskich (1392 Polaków i 951 Litwin), 3 polsko-litewsko-białoruskie (115 Polaków, 39 Białorusinów 40 Litwinów), 1 litewsko-białoruską i 5 z ludnością białoruską, polską i rosyjską (110 Białorusinów, 75 Polaków, 18 Rosjanów1). Licznie reprezentowane osady czysto polskie nie posiadają dla omawianej kwestii większego znaczenia. Po pierwsze mają one ludność mało liczebną: stanowi ona zaledwie 9,12% ogółu ludności. Po drugie, i to jest najważniejsze w dużej mierze są to liczne w tej włości folwarki i zaścianki, zamieszkałe przeważnie przez ludność pochodzenia szlacheckiego, która używała polszczyzny od dawna. Trudno podać tu dokładnie cyfry2), w każdym bądź razie jest pewne, że tylko bardzo nieznaczna część ludności w osadach czysto polskich jest pochodzenia włościańskiego, to znaczy zmieniła świeżo swój dawny język domowy na język polski. Wobec tego jedynie miarodajnymi dla kwestii przebiegu polszczenia się miejscowych włościan będą stosunki, panujące w osadach o ludności mieszanej. Wśród osad tego typu znajdujemy 68 polsko-litewskich (1392 Polaka), 3 polsko-litewsko-białoruskie (115 Polaków) oraz 5 z ludnością białoruską, polską, i rosyjską (75 polaków). Cyfry te każą stwierdzić, że również na pograniczach białoruskich główną masa spolonizowanej ludności włościańskiej pochodzi od Litwinów, którzy się spolszczyli bezpośrednio, bez przejściowego stadium białoruskiego. Przyległa włość rzeszanska ma w spisie ludność wyłącznie białoruską, co dowodzi że polonizacja tej ludności nie poczyniła jeszcze w owym czasie widocznych postępów.
Moglibyśmy wie c nawet bez innych źródeł i informacyj, jedynie na podstawie danych spisu Platera dojść do wniosku o większej podatności na polonizację Litwinów, niż Białorusinów. Spis ten bowiem utrwalił w danych statystycznych toczący się pełnym biegiem proces polonizacji Litwinów. Polonizacja Białorusinów, której rozpęd daje się obserwować zwłaszcza w czasach ostatnich, nie znalazła swego wyrazu w powyższym spisie: była bowiem wówczas dopiero w stanie zaczątkowym.
1 ) ibid. str. 20-22. W zestawieniu tem pominęłam m.Podbrzezie.
2 )Szlachta w powiecie Wileńskim, w którym leżała włość Podbrzezie, stanowiła około r. 1860 10,83% ogółu ludności (Koreva, Wil. Gub. Str. 369).Należy przypuścić, że procent szlachty w samej włości podbrzeskiej był mniej więcej podobny .Ludność polska zamieszkująca osady czysto polskie wynosiła w r. 1890 9,12% og. ludności. Należy przytem wziąć pod uwagę, że do osad polskich zostały zaliczone tylko własności mniejsze, większe zaś folwarki i dwory (jak np. Kazimierzowo (Kazimieravas), Kowszadoła (Kaušiadola), Glinciszk (Glintiškės)i, Podbrzeż (Paberžinė)), posiadające liczniejszą czeladż najemną, weszły do rubryki osad dwujęzycznych.

PRZYCYNY POLSZCZENIĄ SIĘ WŁOŚCIAN
§ 8. [...]Doskonalą ilustracją różnego stanowiska wobec polszczyzny dialektów litewskich a białoruskich są stosunki na obszarach, gęsto zaludnionych przez drobną okoliczną i zaściankową szlachtę W głębi terytorium litewskiego, w powiece kowieńskim drobna szlachta nie tylko sama trzymała się polszczyzny, ale jeszcze zaczepiła ją litewskiemu włościaństwu, które z czasem zaczęło poruszać język litewski dla polskiego1).Inaczej się sprawa ma, gdy okolice i zaścianki szlacheckie są rozrzucone pomiędzy wsiami białoruskimi. Obserwujemy tu zjawisko wręcz odwrotne: nie tylko wieśniak nie przejmuje od szlachty języka polskiego2) ale sama szlachta, porozumiewając się niemal wyłącznie ze wsią i najemną czeladzią w języku biaałoruskim3), używa tego języka także pomiędzy sobą w życiu codziennym jako d r u g i e g o języka obok polskiego4). Znane mi są też wypadki, gdy białoruszczyzna była n o r m a l n y m sposobem domowego porozumiewania się szlachty okolicznej5). Nie wiem, czy analogiczne użycie języka litewskiego w większych skupieniach szlacheckich było notowane.
1) J a k u b o w s k i, Jęz. Kow. str. 453
2) Np. w pobliżu Ejszyszek (Eišiškės) w wioskach, graniczących z licznemi tu okolicami szlacheckiemi, starsi wieśniacy jeszcze w r. 1934 w rozmowie przechodzili zupełnie automatycznie z polszczyzny do białoruszczyzny. Nierzadko też na polskie pytanie odpowiada tu ludność po białorusku. Jak sami włościanie twierdzą, powszechniejsza znajomość języka polskiego datuje się w tych stronach od czasu odrodzenia Polski.
3) W okolicach Ejszyszek takie porozumiewanie się z wieśniakiem uchodzi za rzecz zupełnie normalna. „A jak do niego mówić (sc. inaczej niż po białorusku?)” zapytywano mnie w jednej okolicy. W innej znów pewna szlachcianka twierdziła, że inaczej nie można, bo chłopi, jeżeli się do nich zwrócić w języku polskim rożjav’o śa i paśćajo (nic nie rozumiejąc)
4) Tak szlachta, zamieszkała na południe od Puszczy Rudnickiej (Rūdininkų giria)aż po Koleśniki (Kalesninkai) , Naczę (Nočia), Raduń (Rodūnia)zna często równie dobrze język białoruski jak polski, a starsze pokolenie w pewnych okolicach posługuje się tam nawet chętniej białoruskiem niż polskiem.
5) O zachowawczości białoruszczyzny świadczy też Jan C z e c z o t, który pomięta, że ta mową „staruszkowie panowie między sobą mowić lubili”.Piosnki wieśn. str. V.

 

CZAS POWSTANIA OBSZARÓW POLSKICH
§ 9. Po stwierdzeniu, że powstawanie polskich obszarów językowych na Wileńszczyźnie jest nową formą od wieków trwającego procesu słowiańszczenia się Litwinów, należy zdać sobie sprawę z czynników, jakie zdecydowały o wkraczaniu na miejsce ustępującego języka litewskiego polszczyzny, a nie, jak dotychczas, białoruszczyzny.
W związku z tym musimy przede wszystkim uprzytomnić sobie czas, kiedy rozpoczął się i dokonywał proces polonizacji. Nie wszyscy uczeni są tu zgodni ze sobą. Moszyński i Jakubowski odnoszą początek zaniku gwar miejscowych na korzyść polszczyzny do początków drugiej połowy w. XIX. Inni, jak Wielhorski, Wakar konstatują w tym okresie tylko nasilenie procesu polonizacyjnego, odnosząc jego początki do czasów wcześniejszych. Podobnie Nitsch przypuszcza co do obszaru Wileńskiego, że polonizacja jego była w toku już w początkach w. XIX. Ustalenie możliwie ścisłe czasu, kiedy się rozpoczął proces polonizacji włościan, ma, zdaniem moim, dla całości zagadnienia duże znaczenie. Dlatego problem ten omówię teraz szczegółowo, opierając się na informacjach, zebranych przez siebie obecnie wśród miejscowych włościan, oraz na wcześniejszych źródłach drukowanych.
Na podstawie obserwacji nad znajomością języka litewskiego wśród najstarszego pokolenia obszarów polskich o substracie litewskim można stwierdzić, że nawet w okolicach, gdzie polszczyzna jest najstarszej daty, język litewski cieszył się jeszcze w pierwszej połowie ubiegłego (XIX) stulecia pełnią życia. Świadczy o tym ta okoliczność , że wszyscy napotkani przeze mnie miejscowi włościanie w wieku lat około 90 i powyżej znają w mniejszym lub większym stopniu język litewski, przy tym biegłość w tym języku wzmaga się u nich w miarę dłuższego zastanawiania się i przypominania. Odwrót od litewszczyzny rozpoczął się tu w trzeciej ćwierci w, XIX wieku, przy tym był to zwrot tak gwałtowny, że ludzie, urodzeni w dziewiątym, ósmym, nawet siódmym dziesiątku lat tego stulecia, i nic już, albo prawie nic z języku tego nie rozumieją, co świadczy, że należą do pokolenia, które wyrosło i wychowało się już w tradycji polskiej.
Spostrzeżenia te potwierdzają zebrane przeze mnie informacje od starców, urodzonych w połowie ubiegłego (XIX) stulecia (t.zn. 80-90 letnich). Pamiętają oni, że w dzieciństwie rozmawiali w domu z rodzicami po litewsku, ale potem „zbrzydzili” sobie ten język i kiedy doszli do „starszych” lat, rzucili go zupełnie. Pokolenie młodsze o 20-30 lat mówiło już s rodzicami po polski, ale pamięta, że dziadowie między sobą rozmawiali po litewsku. Znajomość języka litewskiego u omawianego pokolenia – ludzi, mających obecnie z -70 lat – była już nikła, że rodzice ich posługiwali się tym językiem, jako językiem tajemnym, gdy mieli do powiedzenia coś, co nie powinno było dojść do wiadomości dzieci1). Na podstawie tych danych możemy z całym prawdopodobieństwem ustalić, że pokoleniem, które tę rewolucję językowa przeprowadziło, była dorastająca w początkach drugiej połowy ubiegłego stulecia młodzież. Rola ludzi młodych w procesie wyzbywania się rodzimego języka daje się na gorącym uczynku obserwować także dziś w toku odbywającej się polonizacji. Najczęściej momentem przełomowym pod tym względem jest w życiu jednostki okres zawierania małżeństwa oraz wychowania dzieci. Ogromną rolę odgrywały tu małżeństwa mieszane. W takich małżeństwach polszczyzna najwcześniej wkraczała do życia codziennego. Informacje współczesne miejscowej ludności całkowicie potwierdza Syrokomla, który opisując w r. 1859 swoją podróż z Wilna do Kiernowa tak w tej sprawie pisze: „Często w małżeństwach mieszanych, mąż i żona nierozumiejąc wzajemnie swoich języków, mówią do siebie po polsku; Skąd polonizacja młodego pokolenia, w miejscach gdzie się Ruś Litewska styka z właściwą Litwą”2).
1) Informacje bardzo powszechne. Np. stara dziadowe do dzieci i pomenzy sobo po polsku, ale jeżeli coś sekretnego, to po litesku; juś tak’e starik’i zb’oro śa to po litesku żeby nas ośukać (par. niemenczyńska); oj’cec gadal jak najp’enkn’ej po litesku, jak ojc’ec tak mama, jak ońi xćeli, żeby z nas tam cuśc’i, zrobić, to on’i gard’i, gard’i tam po litesku (par. podbrzeska); a jeśli zexcem, żeby xto ńe v’ezal, to pśemuv’.im po litesku (par. kiernowska).
2) S y r o k o m l a, Wycieszki, str. 96
§ 10. W tym miejscu należy się zająć jako problemem pobocznym specjalną rolą kobiety w procesie wprowadzania języka polskiego do życia codziennego. Przyjęty jest w nauce pogląd, że kobieta jest na ogół w rozwoju języka czynnikiem zachowawczym. Otóż pewne wskazówki przemawiają za tym, że w danym wypadku działo się raczej odwrotnie. Opieram się tu na często powtarzających się informacjach starszej ludności, ze poza specjalnym tajemnym użyciem, o którym wspomniałam wyżej, język litewski najdłużej był w polu, w lesie. W obejściu domowym język ten był wyklęty: nie używano go z obawy, by dzieci się go nie uczyły. Rzecz zrozumiała, że kobieta, jako wychowawczyni dzieci, stale z nimi obcująca, musiała się najbardziej litewszczyzny wystrzegać. Tę przodującą w procesie polonizacyjnym rolę kobiety potwierdzają wielokrotnie zebrane informacje od starców, że rodzice ich zaczęli rozmawiać między sobą po polsku, bo chociaż ojciec był Litwinem, ale „mamutka była polska”. Przy bliższym jednak dochodzeniu okazywało się, że ta polska mamutka pochodziła z tej samej lub sąsiedniej wsi a rodzice jej, podobnie jak rodzice ojca do śmierci „gadali” wyłącznie po litewsku. W kilku też miejscach opowiadano mi, że się matka gniewała na członków starszego pokolenia za zwracanie się do jej dziecka po litewsku, w jednym wypadku wyganiała za to stryja z chaty. Nawet dzisiaj w miejscowościach niezbyt dawno spolszczonych spotkałam się kilkakrotnie z tą zażartością kobiet na język litewski1). Zażartość ta wynikła zapewne z praktycznego nastawienia do życia, może też z pewnej próżności, właściwej kobiecie, a więc z chęci przekazania dzieciom języka bardziej użytecznego, niż litewszczyzna, takiego, który wyznaczał im niejako wyższy szczebel społeczny. Teoretycznie taka rola kobiety daje się doskonale uzasadnić. Bez czynnej, zdecydowanej postawy kobiety polonizacja znaczonych obszarów w tak krótkim stosunkowo czasie byłaby nie do pomyślenia. Kobieta głównie dokazała, że język, którym wyłącznie niemal posługiwali się jej rodzice i którym sama w dzieciństwie mówiła, stał się dla jej dzieci całkowicie lub prawie całkowicie obcym, nieznanym. W wypadkach konserwatywnej roli kobiety język rodzimy, zasłyszany od niej we wczesnym dzieciństwie, pozostaję przez wiele pokoleń drugim językiem jakiejś ludności, wskutek tego przez dłuższy czas pozostaje dwujęzyczna.
1) Tak up. pewna kobieta przez cały czas, gdy mąż jej udzielał mi informacyj o swojej litewskiej przeszłości, miotała się jak nieprzytomna po chacie, wykrzykując: „uot dureań, dureań a teras pani dzieci do litefskaj śkoly zapiśy!”(par. podbrzeska”).
Tę rolę kobiety w procesie polonizowania się wsi wileńskiej potęgowała jeszcze ta okoliczność, że kobieta jest w społeczeństwie włościańskim elementem bardziej ruchliwym od mężczyzn. Nie jest bowiem związana z ziemią, wchodząc w związki małżeńskie przenosi się z jednej miejscowości do drugiej i łatwo staje się czynnikiem, rozpowszechniającym zapoczątkowany proces.
§ 11. Powyższe dane i informacje, pozwalające odnieść początki procesu polonizacji do pierwszych dziesiątków lat drugiej połowy w. XIX, są tak powszechne i zgodne ze sobą, że nie sposób wiarogodności ich kwestionować, tym bardziej, że znajdują one swoje potwierdzenie w rozrzuconych tu i ówdzie w drukowanych opisach naszego kraju wzmiankach i uwagach o języku włościańskiej omawianych obszarów. Źródła te jednak nie są w równej mierze wiarygodne, a podawanych w nich wiadomości często nie należy rozumieć dosłownie. Na ogół bowiem wiadomości, dotyczące języka ludności, były zebrane zupełnie przygodnie (przypadkowo), bez żadnego z góry powziętego planu, łącznie z innymi danymi, dotyczącymi historii, etnografii, archeologii, geografii i t. p. naszego kraju. Autorzy tych opisów są skorzy do robienia uogólnień, które nieraz stoją w sprzeczności z obserwacjami szczegółowymi, poczynionymi na innym miejscu. Dalej widzimy brak rozróżniania znajomości jakiegoś języka wśród danej ludności od jej języka codziennego. Zorientowanie się w szczegółach utrudniają nieraz nie dość ścisłe terminy dla języka białoruskiego, który bywa nazywany: mową polską-ruską; językiem rusko-polskim; językiem słowiańskim, będącym mieszaniną polskiego z ruskim lub po prostu mową ruską, narzeczem rusińskim i mową Rusinów. Nie jest jednakże wykluczone, że gdy chodzi o przeciwstawienie języka białoruskiego litewskiemu nazywa się go po prostu także mową polską. Z tą ostatnią nomenklaturą spotkałam się kilkakrotnie wśród włościan na pograniczach litewsko-białoruskich w powiece wileńsko-trockim i lidzkim i to w wypadkach, gdy białoruski czy prosty język rzeczonych „Polaków” nie przedstawiał dla moich informatorów żadnych wątpliwości. W ten sposób, jak wynika z kontekstu, używa Syrokomla terminów „język polski” i „mowa Rusinow” obok siebie w tym samym chyba znaczeniu1)…
1) „Wjeżdża się następnie do wsi Ojran… znać byt dobry u ludu, który tu jeszcze mówi Polskim językiem. Ale właśnie, przez tę w wieś przechodzi granica plemion i mowy Rusinów i Litwy. Zacierające się, ale jeszcze dosyć wyrażne różnice, nie tylko w mowie ale w uborze i obyczajach, daję się widzieć. Ibid. str. 89-90. A dalej o tej samej okolicy. „Rusin przeciwnie, posiada lingwistyczną zdolność, a w stronie o której mówimy, tłumaczy się po polsku z zupełną czystością” ibid. str. 94. Podobnie na str. 75 czytamy w opisie Suderwy: „Wszyscy kmiotkowie mówią tu jeszcze po polsku, jest to jeszcze czysta Ruś litewska”.
§ 12. C o d o o b s z a r u w i ł e ń s k i e g o mamy dla końca pierwszej połowy w. XIX świadectwo Michaiła Balińskiego, który opisując w III t. dzieła „Starożytna Polska” ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego, uwzględnia dość skrupulatnie język ludności, podając nieraz nawet takie szczegóły, jak np., czy włościanie litewscy oprócz swego rodzimego języka znają jakiś inny, zwłaszcza polski; w jakim języku porozumiewa się ze wsią dwór; jakiego języka używają proboszczowe przy wykonywaniu swych parafialnych obowiązków i t .d. W opisie dawnego powiatu wileńskiego mówi on również o języku miejscowej ludności. Otóż, zdaniem Balińskiego, powiat wileński „zaludniony jest samymi Litwinami”, którzy w wielu miejscach zapomnieli już języka rodzinnego. „Jednakże język litewski panuje ciągle z prawego brzegu Wilii; od południa pod samym Wilnem ustąpił polskiemu, dalej zaś mieszają się z sobą wsi mówiące po litewsku z wsiami gdzie mowa polska-ruska jest w życiu. Wszakże między ludem wiejskim język litewski, przeważa w tym powiece obie poprzedzające mowy”. Dla nas jest tu bardzo ważne, że Baliński nie wspomina wcale o języku polskim na prawym brzegu Wilii, a więc wśród ludności dzisiejszego polskiego obszaru wileńskiego. Widocznie rozpowszechnienie polszczyzny wśród włościan nie było tu jeszcze godne specjalnej uwagi. Ważne jest również stwierdzenie, że w połowie ubiegłego stulecia litewszczyzna była w dawnym powiecie wileńskim bardziej rozpowszechniana od innych języków, a zwłaszcza na prawym brzegu Wilii. Potwierdza to dane, zebrane przeze mnie w tym terenie.
… Jakiż wynika wniosek z powyższych rozważań? Słów Tyszkiewicza o tym, że na prawym brzegu Wilii od ujścia Żejmiany język polski staje się „przeważnym” nie należy rozumieć dosłownie. W użyciu tu były języki litewski i białoruski. Oprócz tych języków ludność znała język polski, co byłoby zgodnie z moim stanowiskiem, że w drugiej połowie ubiegłego wieku włościanie zaczęli tu porzucać język ojczysty dla języka polskiego, który oczywiście musieli w mniej lub więcej doskonały sposób opanować uprzednio.
Dla miejscowości, położonych trochę dalej w głąb kraju od wybrzeżu Wilii, tej naturalnej arterii komunikacyjnej, bardzo cenne informacje znajdujemy w Syrokomli. Mianowicie, opisując swoją wycieczkę, odbytą około r. 1859 z Wilna do Kiernowa, stwierdza on jeszcze małą znajomość języka polskiego wśród litewskiej ludności włościańskiej. „Litwin (pisze on na podstawie informacji miejscowego ziemianina) mniej ma umysłowych zdolności od Rusina; języka obcego z trudnością się naucza, i nigdy dobrze nim niemówi, Rusin przeciwnie, posiada lingwistyczną zdolność, a w stronie p której mówimy (okolice Ojran)(Airėnai, rejon wileński), tłumaczy się po polsku z zupełną czystością Litwin Nielubi się uczyć nie swojego języka, a jeśli nim mówi, czyni to nie chętnie”1). A gdy Syrokomla, minąwszy wieś Ojrany, za maj. Giejsiszki, chciał się wieśniaka o coś rozpytać ten nie zrozumiał go „i zbył jednym słowem nesuprantu” „Litwin (ubolewa nasz autor), na ziemi czysto litewskiej, nie mogłem się rozmówić z Litwinem”!2). świadczy to o tym, że polonizacja włościan na pograniczach litewsko-białoruskich, o której wspomina on poprzednio, była tu wówczas w stanie zaczątkowym, co potwierdza również niezatarta jeszcze, wyrażana granica1) „plemion i mowy Rusinów i Litwy, przeprowadzana przez Syrokomlę…
1) S y r o k o m l a, Wycieczki. Str. 94.
2) S y r o k o m l a, Wycieczki. Str. 97
3) Granica ta przechodziła w owym czasie pomiędzy wsią Ojranami a wśiami położonymi nad jeziorem Giejsiszki ibid. str. 89,97; o więc zgodnie z tem, co się dało stwierdzić obecnie.
§ 13. N a o b s z a r z e s m o ł w i e ń s k i m panuje jeszcze w połowie ubiegłego stulecia litewszczyzna, jak wynika z relacji Balińskiego o dawnym powiece brasławskim1)…. 1) „Język litewski w tym powiece kończy się o 2 mile przed Brasławiem jadąc od Wilna; mówią nim także około Dryświat, Widz i Jezioros (Zarasai). Starożytna Polska, str. 292.
§ 14. Nie mniej wymownie od powyższych danych o świeżości procesu polonizacji świadczą spisy ludności, przeprowadzane w drugiej połowie w. XIX i początkach w. XX. Najbardziej tu miarodajny, bo uwzględniający rubrykę języka domowego, spis Platera z r. 1890 wykazuje we wszystkich włościach, leżących na terenie wileńskiego obszaru polskiego, jeszcze znaczy odsetek ludności, mówiącej po litewsku1). Z zestawieniem danych, dotyczących włości opracowanych starannie, wynika, że niemal wszystkie wioski, zamieszkane przez włościan, są tu bądź dwujęzyczne, bądź jednojęzyczne – litewskie. Katastrofalny po prostu spadek liczby Litwinów w dawnym powiecie wileńskim, na którego terenie powstał wymieniony obszar polski, wykazuje urzędowa statystyka rosyjska. Około r. 1860 było w powiecie wileńskim miej więcej 60% Litwinów; według spisu ludności z r. 1897 (bez miasta Wilna) już tylko około 35%, a w r. 1909 około 7%. Analogiczne stosunki widzimy w dawnym powiecie Jeziorskim (Zarasai), którego wschodnią część zajmuje smołwieński obszar polski. Około r. 1860 powiat ten liczył ponad 80% Litwinów; spis z r. 1897 wykazuje ich tylko 49%, spis z r. 1909 – 47%....
1) Np. we wlości Mejszagoła (Maiśiagala) na 7864 ogółu ludności 2207 ludności mówiącej po litewsku, w Podbrzezie (Paberże) na 6060 og. lud. -2645 lud. lit., w Janiszki (Joniśkis)na 6245 og. lud. 5078 lud. lit., w Giedrojcie (Giedraićiai)na 10656 og. lud. 7083 lud. lit., w. Szyrwinty (Śirvintos) na 13146 og. lud. 8491 lud. lit., w Musniki (Musninkai) na 6423 og. lud. 6199 lud. lit. Por. Spis Platera, str. 11 - 12.


CZYNNIKI, SPRZYJAJĄCE POLSZCZENIU SIĘ WŁOŚCIAN W DRUGIEJ POŁOWIE W. XIX.
§ 15. Po ustaleniu, że czas polszczenia się wsi wileńskiej przypada na drugą połowę w. XIX i początki w. XX, możemy pokusić się o wskazanie tych czynników i warunków, które w procesie językowego wynaradawiania się Litwinów przechyliły szalę na stronę języka polskiego, a nie jak dotychczas białoruskiego. Nie sposób jest dopatrywać się tu jedynie skutków wzmocnienia stanowiska polskości na Litwie w pierwszej połowie w XIX, choć bezsprzecznie przyczyniło się ono do rozpowszechnienia i pogłębienia znajomości języka polskiego wśród ludu. O ile by jednak był to czynnik najważniejszy, musielibyśmy zapewne polonizację włościan litewskich na szerszą skalę, to znaczy, przejmowanie przez nich polszczyzny jako języka domowego obserwować już w pierwszej połowie w. XIX. Tymczasem nie ulega wątpliwości, ze w tym okresie Litwini się jeszcze nie polonizowali, ale białoruszczyli. Dziś nawet wśród ludności wiosek, położonych pomiędzy wileńskim obszarem polskim a Wilnem, można zebra
pewne informacje, które świadczą o tym, że wioski te w pierwszej połowie w. XIX zmieniły swój język litewski na białoruski1). Rzecz bardzo charakterystyczna z jednej strony ze względu na okres dokonywanej zmiany, okres najbujniejszego rozkwitu polskiego życia kulturalnego na Litwie, z drugiej strony na położenie tych wsi tak blisko Wilna – największego ośrodka promieniującego polskością….
1) Tak np. we wsi Oszkińcach, położonej o 16 kilometrów na północ od Wilna, 95 letni starzec, zmarły w r. 1928, opowiadał, że dziadowie jego „gadali” po litewsku, rodzice więcej już mówili po prostemu, chociaż znali tez język litewski. Te informacje potwierdziło kilku innych starców, jeden z nich jeszcze w r. 1934 pamiętał nawet kilka wyrazów litewskich (jak kumiala, karves, vanżel, śaukśta, penegu nera) zasłyszanych od dziadków. We wsi Poszylach, położonych o kilka kilometrów na północy wschód, podobnych informacyj o językowej przeszłości włościan udzielił mi starzec, liczący około 110 lat. Za jego dzieciństwa i młodości w Poszyłach i osiedlach sąsiednich w użyciu był język litewski i białoruski, ten ostatni wśród młodego pokolenia.
§ 16. ...Pomyślny rozwój polonizacji w drugiej połowie w. XIX zapewniały i wzmacniały także pewne okoliczności natury moralnej. Prześladowania języka polskiego i kościoła katolickiego po r. 1863 na Litwie związały w pojęciu ludu bardzo ściśle sprawę przejmowania języka polskiego z kwestią wiary i wyznania, co stworzyło dla polszczyzny nowy urok – nowa siłę atrakcyjną dla głęboko religijnego ludu litewskiego był to moment, wielce sprzyjający szerzeniu się polszczyzny. Poza tym miał tu bezsprzecznie swe znaczenie zakaz drukowania książek litewskich czcionkami łacińskimi (1864-1904). Dzięki temu Wileńszczyzna, oddalona od granicy ruskiej, była dotkliwie pozbawiona litewskiego słowa drukowanego, co ułatwiało szerzenie się polskich książek i polskiej oświaty w ogóle…
§ 18. Kilku uwag wymaga wreszcie źródło, z którego ludność wiejska czerpała znajomość języka polskiego. Trzy były ośrodki, promieniujące polszczyzną w owe czasy: miasto1), dwór oraz kościół. Któryż z nich był najbardziej aktywny? Poprzednie rozważania wykazały, że bezpośredni wpływ miasta nie był tu czynnikiem najważniejszym (por.§ 2). Rola dworów była różna. Niektóre z nich stanowiły istotnie ostoję i źródło polskości, inne były pod tem względem czynnikiem obojętnym, nierzadko bowiem językiem w którym dwór porozumiewał się ze wsią, mogła być litewszczyzna lub białoruszczyzna, co zwłaszcza miało miejsce przy pośrednictwie ekonomów. Dlatego bezsprzecznie najważniejsza rola przypada tu kościołowi. W parafiach litewskich na pograniczach zwartego obszaru litewskiego, jak również w parafjach litewsko-bieloruskich kazania i nabożeństwo odbywały się z regały w języku polskim. W niedziele i w święta w kościele i przed kościołem ześrodkowuje się cale życie kulturalne wsi: nabożeństwa były tu jakby lekcjami języka polskiego, które pobierały liczne rzesze włościan. Ta specjalna rola kościoła zaznaczyła się w uderzającej często zgodności pomiędzy granicami a zasięgami miejscowych języków: nie ulega wątpliwości, ze polszczyzna szerzyła się tu parafjami2. Nie należy jednak ośrodka parafialnego przeceniać i przypisywać mu wyłącznego znaczenia. Sam fakt przyswojenia przez ludność litewską całego mnóstwa wyrazów polskich, związanych z dziedzinami życia, które zapewne nigdy lub tylko bardzo rzadko mogły być poruszane w kościele, każe nie lekceważyć tu bezpośrednich stosunków z innymi ośrodkami polskości.
1) Małe miasteczka, jak można wywnioskować z obserwacyj dzisiejszych oraz pewnych danych, np. w spisie Platera, miały zazwyczaj ludność chrześcijańską pod względem języka niemal identyczną z ludnością otaczających wsi. Wyjątek stanowią tu jedynie miasteczka większe, jak sp. Nowe Troki, których mieszczaństwo było polskie.
2) Tem się tłumaczy polski półwysep wrzynający się w obszar litewski około Nowych Święcian (Švenčionėliai). Prawie wszystkie wsie, leżące na tym obszarze należały do objętej przez proces polszczenia się parafji janiskiej (Joniškis). Nawiasem należy zaznaczyć, że rola parafji, jako jednostki społeczno-kulturalnej we współżyciu wiejskiej ludności litewskiej w ogóle jest bardzo wybitna. Parafje stanowią zarówno pod względem dialektycznym jak obyczajowym pewne odrębne całości. Znaiduje to swój wyraz w całym szeregu przejawów, pomiędzy innemi także w patriotyzmie parafjalnym włościan litewskich.

UWAGI KOŃCOWE
§ 19. Przedstawiony sposób powstania polskiego obszaru wileńskiego i smołwieńskiego da się streścić w następujących punktach:
1. Rzeczone obszary powstały w głównej swej masie bezpośrednio na podłożu litewskim bez pośrednictwa przejściowego stadium białoruskiego. 2. Proces polonizacji wsi litewskiej jest dalszym ciągiem, tylko w innej formie, odwiecznie trwającego procesu cofania się języka litewskiego przed elementem słowiańskim, którym były dotychczas na tych obszarach jedynie dialekty białoruskie. 3. Polonizacja wsi białoruskich pozostawała w związku dokonywającą się już polonizacją przyległych obszarów litewskich. Jest więc to niejako terytorialna ekspansja polszczyzny, która już zdobyła prawa obywatelstwa wśród sąsiadującej białoruską ludności litewskiej. 4. Język polski wkroczył do wsi wileńskiej jako język codzienny dopiero w drugiej połowie w. XIX. Fakt ten jest jednym ze skutków zmian, które zaszły w tym czasie w społeczno-ekonomicznym położeniu włościan. Powyższe ujęcie pozwala dać w istocie jedno objaśnienie przyczyny powstania wszystkich trzech obszarów polskich. I obszar wileński, i smołwieński, i kowieński powstały głównie lub jedynie na podłożu litewskim, a najważniejszą przyczyną zmiany języka była niegodność litewszczyzny przy stykaniu się z ludnością słowiańską w warunkach, panujących na danych terenach. …Punktem bowiem wyjścia do powstania tych obszarów polskich nie było przejmowanie języka polskiego przez zbiałoruszczonych już Litwinów, jak przypuszczano dotychczas, ale masowa polonizacja włościan jeszcze litewskich. I nie to jest ważne, że przy bliższej analizie tych stanowisk okaże się, że zdaniem moim, większy obszar polski powstał na podłożu litewskim a mniejszy – na białoruskiem, a zdaniem innych, odwrotnie: trochę większy na podłożu białoruskim. Istotna różnica tkwi gdzie indziej. Uważano dotychczas, że wśród włościan białoruskich istniała potrzeba i warunki do przejmowania języka polskiego jako języka codziennego. Według mnie właśnie tam tych warunków nie było, istniały zaś one w społeczeństwie włościańskim jeszcze litewskim. Układ stosunków, sprzyjający polonizowaniu się na szerszą skalę włościan białoruskich, zaistniał dopiero w odrodzonym Państwie Polskim.

 

 

 

 

 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com