…Wobec zazębienia interesów międzynarodowych, nie ma już dziś miejsca na suwerenności państwowe starego typu. Jeżeli jakiś naród chce pozostać suwerennym, winien rozumieć, że taka możliwość istnieje jedynie przez integralne włączenie się do wolnego świata. …Musimy zdać sobie sprawę, że zachodzi wielki proces przejścia od dotychczasowego „adwokatowania” interesom narodowym, do „adwokatowania” interesom ludzkim. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

To dobrze, że red. Mikołajczyk z Chicago nie zapomniał napisać wspomnienia o zmarłym w lipcu 2011 r. księciu-generale Janie Shalikashvili, którego pierwszym językiem był polski. O ile kariera wojskowa „Janka” jest przedstawiona dokładnie przez red. Mikołajczyka, o tyle jego życiorys jest wart uzupełnienia.
Zwłaszcza, że jest tak bardzo ciekawy, że warto się z nim zapoznać. W 1993 r. „Janek” został szefem połączonych sztabów wojsk amerykańskich. Czyli sprawował najwyższe stanowisko w wojsku. Przed mianowaniem jego kandydatura była mocno dyskutowana, bowiem był synem oficera SS. Przyjęto zasadę, że syn nie może odpowiadać za czyny ojca. I słusznie. Aczkolwiek historia ojca, jako „oficera SS” wymaga objaśnienia.

Bowiem ojciec Dymitri równie był kontraktowym polskim oficerem (przez kilkanaście lat), który walczył przeciwko Niemcom w 1939 r. i dostał się do niewoli. Przedtem był oficerem w Rosyjskiej Armii a po Rewolucji w 1917 r. był podpułkownikiem Gruzińskiej Armii, kiedy na krótko (od 1917 r.) Gruzja była demokratyczną republiką, zaanektowana przez ZSRR w 1921 r. Był nawet gruzińskim dyplomatą w Turcji. Po utracie niepodległości przez Gruzję, Dymitri udał się na emigrację do Polski, gdzie przebywał 18 lat. Jego ojciec, czyli dziadek Janka był Książe Joseph Shalikashvili a babcią Nina Staroselskaja, której dziadek  Semyon Staroselski (1832-1884) też był generałem rosyjskim i gubernatorem Baku.

Równie bardzo ciekawy rodowód posiada matka hr. Maria Rüdiger-Belajew. Red. Mikołajczyk pisze, że była Polką, niemieckiego pochodzenia? W świetle faktów trudno to potwierdzić. Jej ojcem był Aleksander Belajew, który był ministrem wojny Rosji w 1917 r. (3.I.-28.II). Natomiast matką była hr. Maria Rüdiger z rusyfikowanej niemieckiej rodziny, z tak zwanych kurlandzkich Niemców. Co ciekawe, jej pradziadkiem był rosyjski admirał Juli von Krusenstern (1770-1846), którego rodzina pochodziła także ze…Szwecji a osiadła w Estonii.  Czy matka „Janka” była zatem Polką, Rosjanką, czy Niemką, a może Estonką, lub Szwedką? Prawdopodobnie miała polskie obywatelstwo i urodziła „Janka” w Warszawie w 1936 r.

„Janek” przebywał w Warszawie 8 lat, ale czy trudnych? Przeżył napad niemiecki na Polskę w 1939 r. oraz o ile wiem Powstanie Warszawskie (1944). Aczkolwiek ojciec był oficerem Legionu Gruzińskiego, który najpierw walczył przeciw Sowietom (co było zgodne z jego poglądami) a potem jego Legion został włączony do SS-Waffengruppe Georgian. Walczył przeciw Anglikom w Normandii i tam dostał się do niewoli. Myślę, że „Janek” i jego matka mieli przywileje z powodu funkcji ojca/męża, gdy żyli w Warszawie, okupowanej przez Niemcy. Zresztą, jeśli tak było to trudno się jej dziwić, miała przecież dwóch chłopców na utrzymaniu, a sama praktycznie była emigrantką w Polsce. Zresztą wiedziona instynktem samozachowawczym, wyniosła się z Warszawy do Niemiec wraz z wycofującym się wojskiem niemieckim do miasta Pappenheim w Bawarii, gdzie mieli rodzinę (a gdzie jej nie mieli?) i tu połączyła się z mężem. Musiało to być jeszcze w 1944 r. Czyli kiedy mąż miał uprzywilejowaną pozycję w Niemczech.  Gdy mąż został zwolniony z niewoli u Brytyjczyków, mieszkali w RFN i w 1952 r. wyemigrowali z całą rodziną do USA.

Zawsze mnie intrygowała postać „Janka.” Mogę tak pisać, bowiem jesteśmy prawie rówieśnikami i mieszkaliśmy w Warszawie w tym samym czasie. Ale co mnie intrygowało w „Janku” to, że tak mało udzielał się w Polonii, mimo, że polski był jego pierwszym językiem. Z formalnego punktu widzenia zrobił w USA karierę porównywalna do prof. Zb. Brzezińskiego. Tyle tylko, że prof. Brzeziński, mimo, że nie utrzymywał ścisłych kontaktów z Polonią (nie toleruje polskich kłótni), cały czas troszczył się o los Polski jak największy polski patriota. Natomiast „Janek” milczał w tych sprawach. Dopiero potem, służbowo z ramienia USA przebywał w Europie Wschodniej w tym w Polsce.

Dlatego, zadałem sobie trud i przeanalizowałem sprawę „Janka.” I nie dziwię się mu. Bowiem nie wiem czy on sam wie, kim był? Polakiem, Niemcem, Rosjaninem, Gruzinem, Estończykiem, czy Szwedem? Na pewno był świetnym żołnierzem, świetnie wykształconym i z kapitalnymi przodkami—generałami, admirałami, ministrami wojny i gubernatorami. Mówiąc szczerze, Amerykanie nie mieli nigdy tego typu naczelnego wojskowego w swojej historii. Aczkolwiek Ameryka jest dumna ze swych generałów, takich jak; Washington, Grant, Sherman, Lee, MacArthur, Eisenhower, czy Marshall, którzy sprawdzili się w zwycięskich wojnach. To jednak myślę, że życiorys „Janka, “ musiał zrobić duże wrażenie na prezydencie B. Clintonie, który go mianował na to najwyższe stanowisko.

Ale, po otrzymaniu obywatelstwa amerykańskiego w 1958 r. mógł „Janek” wreszcie powiedzieć, że jest…..Amerykaninem.

 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com