…Jestem za ścisłością, gdyż wydaje mi się, że jedynie prawda jest ciekawa. Ale jednocześnie prawda jest z reguły bardziej bogata i wielostronna, i barwna, niż wykoncypowane jej przeróbki. Józef Mackiewicz

Józef Mackiewicz – patriota Białej Rosji Drukuj
Autor: dws.org.pl   
Niedziela, 05 stycznia 2014

Józef Mackiewicz stał się dziś w Polsce patronem wielu środowisk skrajnie prawicowych (o dziwo), antykomunistycznych (słusznie) i antyrosyjskich (absurdalnie). Zmarły pisarz bronić się przed takimi uzurpacjami nie może, tym bardziej więc warto przyjrzeć jego rzeczywistym poglądom i postawom.

Oto jak go kiedyś opisywano: „Mackiewicz pisze po polsku, ale czuje po rosyjsku, ściślej mówiąc – po biało-rosyjsku. Jest patriotą carskiej Rosji i jej interesu broni ponad wszystko”.
Tak twierdził gen. Tadeusz Pełczyński – piłsudczyk, niepodległościowiec, antykomunista, legionista i AK-owiec, współojciec powstania warszawskiego, postać z panteonu osób wielbiących dziś często i Mackiewicza… Podobne opinie na jego temat formowali i inni: Tadeusz Schaetzel (prawa ręka Walerego Sławka), Kazimierz Iranek-Osmecki (piłsudczyk i teozof), Adam Pragier (niepodległościowiec i socjalista). I kogo mają tu słuchać nieszczęśni wielbiciele?

Przede wszystkim należy czytać i to najlepiej dokumenty źródłowe. Tak wielbione także i tu opracowania, czy biografie więcej mówią o swych autorach, niż o samych bohaterach historycznych wydarzeń. Braciom Mackiewiczom nagminnie np. imputuje się „chroniczną antyrosyjskość”, pozostałą im jakoby z czasów nauki i walki. Nic bardziej mylnego. Obaj na różnych etapach swego życia dokonywali nader kontrowersyjnych wyborów politycznych. Obaj byli też wybitnymi publicystami i autorami. Józef mając też świetny talent literacki celowo często w swych pracach beletrystycznych unikał nadmiernie łopatologicznego wykładania racji i sądów. Częściej trzeba się ich doszukiwać w wypowiedziach i działaniach wielu tworzonych przez Mackiewicza postaci. Warto to zrobić, bowiem jego refleksje są często jednymi z najciekawszych i szczególnie przenikliwych.

Rosja – to wolność


Nasze myślenie o carskiej Rosji jest zupełnie anachroniczne. Gdy Adam Mickiewicz – prawdziwy ojciec naszej „polityki” płakał nad „carskim terrorem” miał na myśli paru egzaltowanych wileńskich studentów, siedzących sobie w niezłych warunkach w byłym klasztorze. My zaś słysząc „represje” rozumujemy już w kategoriach epoki pieców i Gułagu. Wymyka się naszej uwadze fakt, że liczba wykonanych w Rosji wyroków śmierci w okresie od dekabrystów do rewolucji 1905r. ledwie przekracza setkę! Opacznie rozumiemy też słowo zsyłka, zawsze utożsamiając je z mrozem, podczas gdy najczęściej w karze tej najdotkliwsza była nuda panująca w jakimś prowincjonalnej mieścinie, często zresztą nie mniejszej od naszych miast gubernialnych. Z kolei paroletni pobyt na Syberii dla wielu Polaków kończył się pozostaniem w strukturach lokalnej – carskiej wszak – administracji lub intratną karierą biznesową.

Najmniej jednak wiemy o samej Rosji – i to z własnej winy. CAT pisał: „zdajemy sobie sprawę, jakim anty-Rosjaninem był Piłsudski, jak Rosji nie lubił, jak ona go nie interesowała. W młodości przejeżdżał przez Moskwę. Siedział kilka godzin w bufecie stacyjnym, nie poszedł nawet rzucić okiem na Krasnuju Płaszczad”. Wielu dziś zachowuje się jak Piłsudski w tej knajpie. Wielu buduje swe antyrosyjskie (współczesne i historyczne) koncepcje na kompletnej niewiedzy.

Pozbawieni tej cechy byli właśnie Mackiewiczowie. Urodzili się oni i wychowali w Rosji. Dzieciństwo spędzili w Petersburgu. Ich wspomnienia pełne są trojek, dźwięku dzwonków u sań, skrzypiącego śniegu, lamp naftowych w oknach nad Newą i smaku blinów. Przede wszystkim jednak obaj w swej twórczości uchwycili główne cechy państwowości i społeczeństwa Rosji. CAT skupiał się na analizie władzy i polityki carskiej. Z miłością powtarzał za Sergiuszem Witte słowa uwielbienia dla „absolutnej władzy monarszej” przewrotnie przyrównywanej do… kokoty. Takiej władzy, jaką dzierżyły właśnie wielkie jednostki z rodu Romanowów.

Józef z kolei dał bodaj najlepszy opis panujących w Rosji stosunków społecznych. W „Drodze donikąd” mówi archimandryta Serafin: „Naród to nie język, naród - to jego dusza, to jego tęsknoty, jego pieśni, jego literatura. Naród kształtuje się pod wpływem wychowania. Naród rosyjski, który dziś znamy ukształtował się ostatecznie dopiero w wieku XIX. Pan zna rosyjską literaturę, prawda? A wie pan, kiedy Gogol pisał swego „Rewizora”? Za czyjego panowania? Za panowania cara Mikołaja I. Żandarmem Europy nazywano tego cara. I oto ten żandarm pozwala, żeby wystawić sztukę, w której wszyscy: i urzędnicy, i cały system łącznie z żandarmami wykpiony był do nitki. Klasyczna literatura rosyjska – to tenże Gogol, Tołstoj, Dostojewski, Turgieniew, Czechow, Szczedrin… wszystko duch sprzeciwu, niezadowolenia, szukania prawdy, rozcinania włosa, ducha wątpliwości ludzkiej”.

Józef Mackiewicz odkrył liberalny charakter carskiej Rosji. Po pierwsze – była ona państwem prawa i niezawisłych sądów. Od czasów Aleksandra II miała jeden z najlepszych w świecie systemów samorządów ziemskich. Wolność regulowana prawem – przeciw rzekomej ideologicznej równości. Toż to prawie ideał liberalnego państwa także w rozumieniu współczesnym! Oprócz przypadków skrajnych – był to także kraj wolności wypowiedzi. Zwieńczeniem całości stał się rozwój przedstawicielstwa politycznego. Zahamował go wbrew legendzie nie carat – lecz ślepota demokratów i zapiekłość rewolucjonistów. Niemniej – jak pisze Mackiewicz – „w roku 1914 była Rosja niewątpliwie krajem wolnym”. Uzupełniał to wypowiedzią dla paryskiej „Kultury” w roku 1960: „Rosja przedrewolucyjna, państwo (ustawowo nawet!) związane z wiarą w Boga, oparte na moralności chrześcijańskiej, własności prywatnej, wolnej konkurencji, kapitalistycznej strukturze gospodarczej, indywidualności ludzkiej itd. – bardziej zbliżone było powiedzmy do Portugalii położonej na zachodnim cyplu Europy Zachodniej, niż do dzisiejszego państwa Sowietów – jeśli już o porównania chodzi.”
I tu dochodzimy do sprawy kolejnej.

Biało-czerwone wizje „caratów”


Gardzimy Rosją. Co najmniej równie mocno, jak jej nie znamy. Żywimy uczucie cywilizacyjnej i kulturalnej nawet wyższości wobec kraju Czajkowskiego, Prokofiewa, Musorgskiego, Dostojewskiego, Tołstoja, Puszkina, Lermontowa, Czechowa i Gogola.
Nasze odczucia oddają dwa przekonania. Pierwsze, że „Rosja biała i czerwona to jedno i to samo”. Drugie, że „komunizm jest przyrodzoną cechą duszy rosyjskiej”

Od lat nasze widzenie Rosji kształtują niemal bezwartościowe paszkwile w rodzaju „Od białego do czerwonego caratu” Kucharzewskiego, czy „Rewolucji rosyjskiej” Pipesa.

A co pisał o tym Mackiewicz? „Naród rosyjski kochał stepy i lasy, a sowiecki – kominy fabryczne. Naród rosyjski ciągle buntował się przeciw kajdanom, a sowiecki nie tylko nie buntuje się, on je liże! Tak zwana duża rosyjska – to dusza buntu. Dusza sowiecka – to dusza psiej uległości. Naród rosyjski, niech jemu to Pan Bóg zapomni – to był naród spiskowców; sowiecki – szpiclów i prowokatorów, i donosicieli”. („Droga donikąd”).

Wyciągał też wnioski: „Można powiedzieć, że do 1934r. Sowiety były przede wszystkim antyrosyjskie. Bolszewizm nie tylko nie jest spuścizną struktury psychicznej dawnej Rosji – jak utrzymują niektórzy – ale jej odwróceniem i to pod każdym względem: polityczno-ustrojowym, gospodarczym, filozoficznym, obyczajowym, a najbardziej może – psychicznym. Nie rosyjski imperializm posługuje się międzynarodowym komunizmem, lecz odwrotnie.

Zamiast utożsamiać Rosję i komunizm, co robią i Polacy, i zachodnia opinia publiczna, i tzw. sowietolodzy – należy raczej podkreślać różnicę między narodem rosyjskim, Rosją – a państwem komunistycznym”. („Wiadomości” 1957r. „Tzw. Wschód europejski”).

Najbliższy Mackiewiczowi we wnikliwości ocen był Aleksander Sołżenicyn. On także widział w tym Polaku „jednego z największych przyjaciół Rosji i Rosjan w kulturze europejskiej”.
Współcześnie wielu ludzi zostało skrzywdzonych przez komunizm. Nakłada się to na ich stosunek do Rosji. I odwrotnie. Antykomuna często potępia miniony ustrój jako rzekomy import ze Wschodu. To rzecz jasna kompletnie błędne koło.

Powtórzmy za Mackiewiczem: Rosja jest pierwszą i największą ofiarą bolszewizmu. Nie można więc od niej wymagać zadośćuczynienia za zbrodnie tej ideologii.

Niedoszłe braterstwo broni


Myślenie Mackiewicza o Rosji było realne i pozbawienie popularnych oporów. Z tym większą jasnością widział błędy polskiej polityki z lat 1918-22. Wielką krytyką ślepoty Piłsudskiego jest „Lewa wolna”. To najwybitniejsza, najbardziej żywa i szczera powieść Mackiewicza. Pełna dramatyzmu, także w warstwie politycznej.

Mackiewicz opisuje rozterki ideowe piłsudczyków, czekających wiosną i latem 1919r. na decydującą ofensywę polską. Dzielą swe nadzieje z białą emigracją i kresowymi ziemianami. Z południa Rosji nacierał wówczas na Moskwę gen. Anton Denikin. Polacy jednak stali z bronią u nogi.

W powieści Piłsudski tak to tłumaczył towarzyszom: „Nie walczymy z rewolucją, lecz walczymy z Rosją. Sowiecką, czy białą”. Nie tylko o to jednak chodziło. W lipcu 1919 r do Warszawy przyjechał Julian Marchlewski, osobisty emisariusz Lenina. Mackiewicz szczegółowo opisuje jego negocjacje z piłsudczykami. Padają słowa: „Nie wierzymy, że towarzysz Piłsudski, założyciel i przywódca organizacji bojowej PPS, bohater z placu Grzybowskiego (…) wystąpi przeciw rewolucyjnej Rosji”. I w powieści, i w życiu obaj mówili w tym przypadku prawdę.

Po latach burzyło to spokój tych, którzy widzą politykę polską jako kult wąsów i buławy. Generał Tadeusz Pełczyński, jako oficer II Oddziału był wówczas w centrum wydarzeń. Po latach jednak pisał o dziele Mackiewicza: „Powieść, która dla Polski walczącej; - jest obelgą; dla nas, uczestników tamtych walk – prowokacją; a dla młodego pokolenia polskiego – trucizną.” Mackiewicza oskarżono o wszystkie grzechy, które zwykle przypisuje się ludziom uczciwym i rozsądnym: „o obrazę pamięci Marszałka Piłsudskiego; o szkalowanie żołnierza polskiego; o bycie złym Polakiem i patriotą”

Pisarza bronili tylko najuczciwsi uczestnicy tamtych wydarzeń – Karol Wędziagolski i Józef Karasiewicz – niesłuchani (niestety) doradcy Piłsudskiego do spraw rosyjskich i jego łącznicy z białą emigracją. Brali oni udział tak w negocjacjach z bolszewikami, jak i rozmowach z Denikinem, Wranglem czy Sawinkowem. Karasiewicz pisał: „Nie odkryłem w niej [tj. w „Lewej wolnej”] żadnego naciągania prawd historycznych. Przeciwnie: obiektywność, bezstronność, wszechstronność. (…) Niejedna z przytoczonych w tej książce praw raniła mnie bardzo jako piłsudczyka. Ale była prawdą w pojęciu i interpretacji uczciwie myślącego człowieka”.

I rzeczywiście. Dość sięgnąć do źródeł. Piłsudski mówił: „Z restauracją Rosji nie może mieć Polska żadnej łączności. Raczej wszystko niż to. Raczej bolszewizm”. Wtórowali mu m.in. socjaliści. Jesienią 1919r. „Robotnik” pisał: „Gdy idzie o wybór między rządem Kołczaka, a rządem Sowietów – żadnych nie może być wątpliwości po której stronie stanie socjalista z jakiegokolwiek obozu”.

W innym miejscu omawialiśmy już koleje losów wymuszonej nieledwie polskiej misji do Denikina i jej fatalny, nijaki finał. Nie miała żadnych realnych pełnomocnictw, składała się w dużej mierze z rewolucyjnie nastawionych PPS-owców, najbliższych wówczas sojuszników Piłsudskiego. Obliczona tylko na zrobienie dobrego wrażenia na aliantach zachodnich zajmowała się głównie szpiegostwem na rzecz efemerycznej Ukrainy. Piłsudski wolał Białowieżę i Mikaszewicze.

Mackiewicz epizod po epizodzie przedstawiał także negocjacje towarzyszy polskich i sowieckich nad dogorywającym trupem Rosji. Nie dodał praktycznie żadnego komentarza. Nie był on zresztą do niczego ani wówczas, ani dziś potrzebny. Żal oszukanych Rosjan i Kresowian – to żal także Mackiewicza i podobnych mu patriotów.

Niczego się zresztą nie nauczono. Walki zostały wznowione, tymczasem jeszcze w styczniu 1920r. piłsudczyk Tadeusz Hołówko wołał: „Czy Polska ma być pachołkiem międzynarodowej reakcji?!” O opamiętanie prosili nasi rosyjscy przyjaciele. Wielki chrześcijański pisarz Dymitr Mereżkowski ostrzegał: „Nie myślcie, że Polska jak Chrystus zmartwychwstała i już nie umrze. Chrystus jest w Polsce, ale Polska nie jest Chrystusem. Dla ludzi i dla narodów krzyżowa droga na ziemi nigdy się nie kończy”, Organ emigracji „Swobodnoje słowo” ujmował rzecz brutalniej: „Czyżby Polacy sądzili, że Rosja upadła na zawsze, że jest możliwy jakikolwiek trwały pokój bez Rosji? Pokonane Niemcy będą szukać rewanżu. Kto wie, czy ich pierwszą ofiarą nie stanie się właśnie Polska, która dla państw zachodnich nie będzie drugą Belgią. Polska może znaleźć oparcie tylko w Rosji. W interesie Polski i Rosji leży sojusz między nimi”. No tak, ale kto by tam słuchał Ruskich? Mackiewicz akurat słuchał…

Mordowanie Rosji

W samej Warszawie mieszkało w 1920r. 30 tysięcy białych emigrantów. Jak było to już omawiane dopiero w maju 1920r. zezwolono na powstanie Rosyjskiego Komitetu Politycznego z Sawinkowem na czele. Dopiero wówczas rozpoczęto formowanie armii Głazenappa, a gdy ten zrozumiał fałszywość polskich obietnic – Peremykina. Rosjanom okresowo podporządkowano także brygadę jazdy kresowo-rusińskiej Bułak-Bałachowicza, Służyło w niej wielu przyjaciół Mackiewicza, m.in. Włodzimierz Popławski. Oczywiście zaprzepaszczono i tę szansę współpracy polsko-rosyjskiej. W kwietniu 1921r. tak to wspominał szef II Oddziału i późniejszy sanacyjny minister Ignacy Matuszewski: „istotna była destrukcyjna ideowo praca tejże grupy, nie zaś obalenie obecnego ustroju w Rosji i stworzenie nowego”. Sabotaż – na to tylko było nas stać na dwa miesiące przed bitwą warszawską! Nic więc dziwnego, że do niej doszło. Nie można pokonać Rosji bez Rosjan.

„Cud nad Wisłą” zaskoczył Piłsudskiego. Nie umiał go wykorzystać. Wielbiciele marszałka chcieli go wybielić. W „Lewej wolnej” tłumaczą, że „Komendant bardzo zajęty, nie wie co oni tam w Sejmie robią, nigdy Rygi nie zaakceptuje”. W końcu dopiero padają słowa prawdy: „Panowie, żadne działania władz polskich nie odbywają się bez wiedzy i zgody Naczelnika”.
Tak właśnie było. Taką rolę odegrał w Rydze związany z Piłsudskim minister Jan Dąbski. A tak to widzieli bohaterowie „Lewej wolnej” : „A wiesz ty kiedy podpisali zawieszenie broni? 12 października. A wiesz kiedy miało ono wejść w życie? (…) 18. dopiero. A wiesz ty, że na trzy dni już przed wejściem w życie już 15. października… Jeszcze ci rozbici bolszewicy nie wiedzieli gdzie zatrzymać się, tak drałowali rzucając broń… A już żeby im dogodzić na podstawie 2-go paragrafu tej kurrewskiej umowy, na żądanie tych rozbitych bolszewików naczelne dowództwo wydało rozkaz: rozbroić wszystkie kontrrewolucyjne oddziały! (…) Wszystkie. Rosyjskie, kozackie, ukraińskie, Peremykina, Sokolnikowa, Duchopopielnikowa, Petlury, Bałachowicza… Prawda, oficjalny termin dany był najpóźniej do 2 listopada. A potem rozbrajać. A kto nie zechce, to siłą do obozów, za druty!”

20 listopada 1920r. oddziały Rosyjskiej Narodowej Armii Ochotniczej zaatakowały Sowietów w rejonie Homla i Mozyrza. Nawiązały przy tym kontakt z powstańcami chłopskimi „zielonej rewolucji”. Ale cóż: „Żeby Wrangel jeszcze parę kroków zrobił. Ale Wrangel zaczął się cofać jak tylko Polaki rozejm podpisali” – mówi ustami Zybienki Mackiewicz. Dla Polaków wojna z bolszewikami kończy się w zasadzie nad Niemnem. Ale dla Lenina już wcześniej głównym wrogiem stał się w istocie Wrangel. Bolszewicki przywódca wiedział, że Piłsudski dalej nie pójdzie. Kolejne karty „Lewej wolnej” to opisy mobilizacji Armii Czerwonej przeciw siłom barona. Nadchodził koniec. Towarzysz Piłsudski ocalił Lenina po raz drugi.

We wrześniu1922r. minister Dąbski zaczął działać na rzecz usunięcia z Warszawy resztek białej emigracji. Akcji tej czynnie przeciwstawili się m.in. Józef Mackiewicz, Marian Zdziechowski, Józef i Maria Czapscy, Maria Dąbrowska, Leon Petrażycki. Bez skutku.

Godność Polaka

Mamy kompleksy. W słabościach – jesteśmy najnędzniejsi. W sile – często najpodlejsi. W 1936r. władze sanacyjne wszczęły represje wobec Cerkwi prawosławnej (o czym też już dyskutowaliśmy). Zaatakowano rosyjską z pochodzenia hierarchię. Językiem polskim chciano zastąpić prastary cerkiewno-słowiański (choć CAT przytomnie zauważał, że przecież katolicy modlą się po łacinie…). Wreszcie zaczęto burzyć świątynie. Akcję przygotowało i koordynowało ministerstwo spraw wojskowych i jego szef, gen. Tadeusz Kasprzycki.

Prawosławie jest wyznaniem najpełniej bodaj realizującym zasadę „cesarzowi – co cesarskie”. Lojalność państwowa Cerkwi, nie podlegała nigdy żadnej dyskusji, ale piłsudczycy wiedzieli lepiej. Świeżo nawróceni na pseudo-nacjonalizm postanowili w ten koślawy sposób wcielić go w życie.

Sprawy prawdziwie polskiej broniło m.in. wileńskie „Słowo”, w nim zaś zwłaszcza bracia Mackiewiczowie. Echa tej postawy słychać w wybitnym reportażu Józefa „Bunt rojstów”. To opis porządków panujących na Kresach A.D. 1937. Smutny to bilans dla naszej polityki i administracji. Jest tam epizod „Rynsztok i szkoła w Wołożynie”. W małym miasteczku toczy się sprawa przeciw nauczycielowi o „wychowanie dzieci w duchu antypaństwowym” Z procesu wynika, że ów belfer G. jest prawosławnym Rosjaninem. Otoczony jest powszechną niechęcią, bo (jak zeznają świadkowie) „stosowaliśmy się wszyscy do zaleceń pana inspektora, aby się trzymać z dala od ludzi, którzy służyli niegdyś carowi. Nie utrzymywać z nimi stosunków towarzyskich”.

G. zaś, to nieomal następca Murawjewa! – wszak zadaje się z popem! Co więcej – mówi (łobuz) po rosyjsku do dzieci: „Powiedział gołubczik, gołubczik, gołubczik – rusyfikator!” – powtarza Mackiewicz. Ba, nawet w domu do żony mówi po rosyjsku! Jest coś głęboko upokarzającego dla Polaka w tej lekturze. W czasie rozprawy Mackiewicz zerka na Orła Białego nad stołem sędziowskim. Wspomina przy tym swoje młode lata w rosyjskim gimnazjum Winogradowa. Smutna to refleksja. Smutne porównanie, które pewnie mało komu przyszłoby do głowy i wyraźne pytanie: jak spełniliśmy sen o lepszej Polsce?

Mackiewicz przypomniał, jak w 1904r. „Białoruskij Mir” napisał o wzbierającym gniewie ludu, który „pięścią rozgniecie carską władzę!” Redaktor odpowiedzialny dostał za to całe dwa tygodnie aresztu. W wolnej Polsce pewien białoruski publicysta opisał w liście bałagan w prowincjonalnej dyrekcji poczty. Jego gazeta na miesiąc uległa konfiskacie. Nie lubimy być porównywani do tych, których uważamy za bohaterów negatywnych. Jesteśmy głęboko wewnętrznie przekonani, że wszystko co się u nas działo i dzieje jest najlepsze i najszlachetniejsze. Tymczasem Mackiewicz wytykał nam małość, zwłaszcza wobec niby obcych – a bliskich. Wyraźnie wskazywał, że tradycyjny antyrosyjski kompleks jest zwyczajnie niegodny Polaków.

Wiele późniejszych sytuacji Mackiewicza wyraźnie przerosło. Sam zapomniał wiele ze swych mądrych nauk. Nie umiał w porę przejść do porządku dziennego nad ideologicznym hałasem propagandy. A przecież sam kiedyś pisał: „Wytyczne polityki każdego państwa prawie zawsze są stałe, gdyż wynikają z położenia geograficznego”. Problem ze zrozumieniem tej prostej prawdy miał jednak nie on jeden, a wszak nie był Mackiewicz politykiem. Był obserwatorem świata. Właśnie tego zmysłu postrzegania możemy się od niego uczyć. Choć np. nie chciał i nie umiał np. przewidzieć ewolucji Sowietów i – wobec fiaska marzeń o odbudowie białej Rosji – wyciągnąć z tego wniosków, to jednak zawsze umiał na Wschód i na Rosjan patrzeć bez anachronicznej wizji „kibitek i kajdan”. Za często dziś uważa się np. „Kontrę” za owoc tylko twardego antykomunizmu i antysowietyzmu pisarza, a nie dostrzega w tym (i innych dziełach) właśnie poczucia tej głębokiej wspólnoty losów wszystkich ludów wschodnich. Wspólnoty, której oczywistość ciągle nam umyka.

http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=31&t=121696
dws.org.pl
Twoje forum o wojnach światowych

7 09 2008 r.