Półprawdy Czesława Okińczyca Drukuj
Autor: Ryszard Maceikianec   
Sobota, 16 kwietnia 2011

Jeszcze na przełomie XII i XIII wieków gruziński
poeta Szota Rustawelli w "Witeziu w tygrysiej skórze"
zauważył, iż półprawda jest przeciwieństwem prawdy i
najbardziej obrzydliwym  kłamstwem (z archiwum „Naszego Czasu”).

Niedawna audycja telewizyjna „Teisė žinoti” z dnia 13 kwietnia b.r. na temat tego,  co powiedział i czego nie powiedział W. Tomaszewski z udziałem doradcy premiera Cz. Okińczyca, występującego tradycyjnie w roli adwokata i wielbiciela powyższego, raczej nie powinna nikogo dziwić.  Inna rzecz, że adwokata, a tym bardziej przemawiającego publicznie w telewizji, również obowiązuje prawda. Bowiem mówiąc o tym co zrobiono, a czego nie zrobiono w stosunkach litewsko – polskich za minione lata warto pamiętać, że to właśnie Cz. Okińczyc od roku 1997 był stałym doradcą kolejno prezydenta V. Adamkusa, później R. Paksasa, znowu V. Adamkusa, potem premiera G. Kirkilasa i obecnie premiera A. Kubiliusa – akurat w powyższej dziedzinie.

Co więcej – w okresie prezydentury V. Adamkusa faktycznie kształtował te stosunki – jak wewnątrz kraju tak i w relacji z sąsiednią Polską. To najwyraźniej na jego propozycję V. Adamkus dopuszczał się naruszenia prawa, wspierając otoczenie W. Tomaszewskiego, rozbudzając w nim chore ambicje, czego dziś akurat zbieramy plon. I czyż nie świadczy o tym skandaliczne wydarzenie w trakcie nagradzania W. Tomaszewskiego za zasługi dla współpracy polsko – litewskiej z okazji dziesięciolecia nawiązania stosunków dyplomatycznych między Litwą a Polską w Warszawie z udziałem V. Adamkusa? Mamy poważne wątpliwości, iż to V. Adamkus osobiście bez sugestii swego doradcy zaproponował wniesienia na listę „szczególnie zasłużonych dla współpracy litewsko – polskiej” W. Tomaszewskiego.

Mijał się też Cz. Okińczyc z prawdą twierdząc, że Litwini nie chcą widzieć Polaków we władzach miasta.  Chodzi nie o Polaków w ogóle, a o konkretne osoby - majora KGB Viktora Balakina (którego trudno jest zakwalifikować do „Polaków”)  - doradcy W. Tomaszewskiego, i jego stryjecznego brata J. Kamińskiego. Tym bardziej, że nie tylko Litwini, ale każdy szanujący siebie mieszkaniec stolicy czuje niesmak wobec propozycji, aby takie właśnie osoby decydowały o losach Wilna i jego mieszkańców.

Zachwalając zwartość i skuteczność partii W. Tomaszewskiego, Cz. Okińczyc widocznie świadomie pominął, że działalność Akcji Wyborczej nie ma nic wspólnego z demokracją, z poszanowaniem praw człowieka i obywatela, najzwyklejszej godności ludzkiej, co stanowi główną przeszkodę na drodze rozwoju tego regionu - i czego zachwalać się nie godzi.  A publicznie glorie Cz. Okińczyca, kierowane pod adresem W. Tomaszewskiego i jego otoczenia, jedynie pogłębiają wewnętrzną okupację środowiska i poczucie bezkarności. Warto więc przypomnieć te słowa wparcia i zachwytu sprzed kilku miesięcy odnotowane w „Tygodniku Wileńszczyzny” – Czesław Okińczyc, doradca premiera Litwy Andriusa Kubiliusa, przekonywał, że jest niezmiernie szczęśliwy, bo AWPL osiągnęła najwięcej co mogła. – Jest to partia integrująca, partia obywatelska, a jej wyborcy są najbardziej aktywnymi wyborcami w kraju – wyliczał Sygnatariusz Aktu Niepodległości. Jego zdaniem to, że Polacy mówią jednym głosem jest największą zasługą i osiągnięciem AWPL i osobiście jej przewodniczącego.

Znamiona półprawdy nosiło też  gadanie o przeciągającym się zwrocie ziemi, nie zaznaczając podstawowych winowajców -  skorumpowanych działaczy Akcji Wyborczej, z którymi były uzgadniane wszystkie plany reformy rolnej, o czym zresztą pisaliśmy wielokrotnie. 
Uczestnicy audycji prawie zgodnie stwierdzili, iż aktualne sztuczne pobudzanie napięć i działalność W. Tomaszewskiego służy jedynie sąsiadowi ze Wschodu. I w tym pytaniu Cz. Okińczyc nie wypadł najlepiej.  Co więcej – jego wcześniejsza propozycja zebrania pod sztandarem W. Tomaszewskiego wszystkich Rosjan godzi nie tylko w dobre imię Polaków litewskich, ale jest też sprzeczna z interesem państwa. Poniżej przytaczamy więc urywek z publikacji pt. „Do jakiej interwencji na Litwie namawiał Kreml doradca Kubiliusa?”, która została zamieszczona na infopol.lt:

Zbliżają się kolejne wybory i chociaż mają one charakter lokalny, to jednak wywołują nie mniej emocji niż wybory parlamentarne, czy też prezydenckie. Zdarza się też, że pod napływem tych emocji nie jeden z polityków potrafi wygarnąć publicznie to co myśli, a nie to co powinien ująć w słowa dyplomatycznie, albo w ogóle przemilczeć.
Taka sytuacja chyba przydarzyła się właśnie Czesławowi Okińczycowi, skandalicznemu doradcy społecznemu wszystkich poprzednich prezydentów, a ostatnio kolejnych premierów, w tym obecnego - Andriusa Kubiliusa.

Otóż, jak dowiedzieliśmy się, doradca litewskiego premiera, prywatnie też prezes radia „Znad Wilii”, zachęcał (na szczęście delikatni) władze w Moskwie, żeby skończyły z pluralizmem politycznym wśród litewskich obywateli narodowości rosyjskiej. Rosjanie na Litwie mają bowiem dwie partie polityczne, zamiast mieć jedną, jak tego życzyłby skandaliczny polityk. Ze swoimi właśnie sugestiami doradca litewskiego premiera zwrócił się do przedstawicieli rosyjskiej ambasady w Wilnie, którzy byli obecni na sobotnim konwencie partii politycznej „Akcja Wyborcza Polaków na Litwie”( 29 stycznia b.r.).
Jak donoszą nasze źródła, prezes Okińczyc zwrócił uwagę rosyjskich dyplomatów, że na Litwie są dwie partie Rosjan, którzy poniekąd konkurują ze sobą, a co jest nie dobrze i na co też władze w Moskwie powinny zwrócić uwagę.

Warto też zaznaczyć, że te sugestie do Rosjan padły w obecności polskich dyplomatów, którzy również uczestniczyli w konwencie przedwyborczym partii politycznej. W tym kontekście dziwi i zaskakuje bowiem zmiana poglądów prezesa, tudzież Sygnatariusza Aktu Niepodległości Litwy, bo na Litwie i w Polsce wielu pamięta, jak 20 lat temu, w sierpniu 1991 r., ten sam człowiek, lejący łzy w polskim parlamencie apelował do krajów demokratycznych, by stawiły się w obronie Litwy, gdzie ówczesne władze na Kremlu próbowały również narzucić społeczeństwu litewskiemu jednomyślność polityczną.

Takiej postawy prezesa nam nie tłumaczy również to, że jedna z rosyjskich partii – Alians Rosjan, startuje w wyborach samorządowych w koalicji z Akcją Wyborczą Polaków na Litwie, której Czesław Okińczyc jest wielkim adoratorem i zwolennikiem (w swoim czasie jego radio, łamiąc zresztą wszelkie wcześniej zawarte umowy, wyrzuciło z eteru reklamę oponentów politycznych AWPL).

Swoją drogą chcielibyśmy dopytać Sygnatariusza Aktu Niepodległości Litwy (bo być może rosyjskim dyplomatom nie wypadało mu zadać tego pytania), w jaki cywilizowany, demokratyczny i oficjalny sposób rosyjskie władze mogą wpływać na formowanie nurtów politycznych w niepodległym państwie litewskim? Nie podejrzewamy bowiem doradcy litewskiego premiera, by apelował do władz obcego mocarstwa o formowanie przestrzeni politycznej na Litwie w sposób niecywilizowany, niedemokratyczny i tajny...

***

Uczestnicy przeciągającej się dyskusji kończyli ją sugestiami, co by tu należało zrobić, aby sytuację zmienić na lepsze. Niestety, nikt nie zaproponował zacząć od podstawy podstaw – pozwolić mieszkańcom Ziemi Wileńskiej zgodnie z Konstytucją RL i wbrew złej woli Akcji Wyborczej na korzystanie z podstawowych obywatelskich praw i swobód – swobody słowa, swobody wyboru, prawa do zrzeszania się oraz prawa do wszechstronnej i rzetelnej informacji. I rozpocząć dialog z polskim społeczeństwem na Litwie, nie ograniczając się jedynie do Cz. Okińczyca, W. Tomaszewskiego z rodziną i M. Mackiewicza, likwidując tym samym monopol na awepelowską prawdę, noszącą wszystkie znamiona półprawdy.