…My, Wilnianie…(…) Tuśmy wrośli od wieków, w tę Ziemię Wileńską i nikt jej obrazu z serca nam wyrwać nie jest w stanie. I po największej nawet burzy, ci z nas, co się ostali, zdrowi czy ranni, z okopów, lasu czy piwnic, z zagranicy, czy tylko z domu, wrócimy do swej ziemi i będziemy ją orać. Józef Mackiewicz. Gazeta Codzienna, 1939

Smutne refleksje wobec wydarzenia Drukuj
Autor: rm   
Sobota, 18 grudnia 2010

Przed kilku dniami zwiezieni z rożnych miejscowości do Wilna nauczyciele, pracownicy szkół i uczniowie wyrazili „protest” wobec zamiaru władz oświatowych doskonalenia nauczania języka litewskiego w szkołach z polskim językiem nauczania. Ciekawe, że najgłośniej protestowali właśnie ci, co to nie mają do tego żadnego moralnego prawa, jak to dla przykładu J. Mincewicz, który twierdził, że za Sowietów było lepiej, bo podręczniki były tanie i w tej samej cenie co i wydawane w języku rosyjskim. Przemilczając oczywiście, jakie przestępcze treści zamierały tamte podręczniki i że celem sowieckich szkół było nie zachowanie polskości, a sowietyzacja młodzieży w każdym języku.

Jak to J. Kwiatkowski, który rozwodził się o honorze narodowym, mimo, że sam się uczył w rosyjskiej szkole, a swoich potomków oddał do szkoły z litewskim językiem nauczania. Jak to  M. Mackiewicz, którego życiorys i tryb życia przemawiają raczej za tym, aby od podobnych przedsięwzięć i młodzieży był jak najdalej.

Wizualnie o inicjatorach, treści i rzeczywistym celu mitygowania – divide et impera – najbardziej dobitnie przemawiał czarnym na białym pisany centralny plakat mityngu  - Президент, защитите наши школы!


Natomiast badania opinii publicznej i bezpośrednie rozmowy z rodzicami wskazują, że rozumieją oni pilną potrzebę doskonalenia nauczania języka litewskiego i uważają, iż jest to aktualnie najbardziej potrzebny język dla wszystkich tych, którzy zamierzają żyć i pracować na Litwie.
Mamy więc wyraźnie do czynienia  z faktem zmasakrowanej postsowieckiej zakłamanej propagandy na świat o rzekomym prześladowaniu Polaków na Litwie i ukrywanej prawdy o rzeczywistych potrzebach doskonalenia nauczania języka litewskiego.
Wyraźnie mści się na naszej rzeczywistości i dobrym imieniu Litwy brak jakiegokolwiek środku masowego przekazu, który przedstawiałby dla ludności polskiej na Litwie i światu prawdę. Wywodzące się kadrowo i ideowo z „Czerwonego Sztandaru” pisma i radio, uprawiające dziś wobec nie rozeznanej ludności polskiej terroryzm informacyjny, są w wieku XXI wyraźnym anachronizmem i widocznie jedynym tak rażącym przypadkiem w skali całej Unii Europejskiej.

Powyższe i podobne przedsięwzięcia mają wyraźnie za cel coraz bardziej gettozować Polaków litewskich, nie pozwolić im na samodzielne myślenie i działanie, założyć w kolejnym dorastającym pokoleniu Polaków i Litwinów wzajemne urazy i niechęci, które przede wszystkim będą utrudniać życie właśnie Polakom litewskim. Niepowetowana szkoda, że jako środek do realizacji tych przestępczych celów wybrano szkoły. (rm)

Do historii: Kierunek i ton powyższym wydarzeniom aktualnie nadają Czesław Okińczyc, Michał Mackiewicz, Janusz Skolimowski - ambasador RP w Wilnie, Waldemar Tomaszewski oraz Józef Kwiatkowski.

Za początek budowy takich stosunków i całkowicie zamkniętego społeczeństwa litewskich Polaków należy uznać datę 1 marca 2000 roku, kiedy to „nieznani sprawcy” dokonali bandyckiego napadu na redakcję „Naszej Gazety” i następne wypady przeciwko Związkowi Polaków na Litwie, stanowiącego wtedy przeszkodę przeciwko wewnętrznej okupacji społeczeństwa i informacyjnemu terroryzmowi.

Szczególne znaczenie dla budowy jednokierunkowego, nie demokratycznego społeczeństwa miała wizyta A. Stelmachowskiego w Wilnie w dniach 11 – 13 maja 2000 roku i spotkania z prezydentem V. Adamusem i premierem A. Kubiliusem, kiedy to nieformalnie wyrażono zgodę na kierowanie litewskimi Polakami, obywatelami Litwy, bezpośrednio z Warszawy.