…Jestem za ścisłością, gdyż wydaje mi się, że jedynie prawda jest ciekawa. Ale jednocześnie prawda jest z reguły bardziej bogata i wielostronna, i barwna, niż wykoncypowane jej przeróbki. Józef Mackiewicz

Polska – kontra Wielkie Księstwo Litewskie Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   

Genezy koncepcji mojej skłonny jestem dopatrywać się w założeniach politycznych W. Ks. Witolda: obydwa państwa utworzyły wówczas związek, który upodobnić można do dwóch ludzi opartych wzajem plecami, a zwróconych twarzami w przeciwległe strony. Wielkie Księstwo Litewskie na wschód, Korona na zachód. W ten sposób każde z tych państw miało zabezpieczone tyły. (…) Nic oczywiście nie stało na przeszkodzie, aby działać miały, zależnie od okoliczności, w jednym kierunku wspólnie. (…) Józef Mackiewicz. Prawda w oczy nie kole. Londyn 2002.

Polska (…) straciła niepowtarzalną sposobność zapoczątkowania przyjacielskiego współżycia z Ukrainą. Wmówiono sobie, wbrew oczywistości, że Ukraińcy to masa etnograficzna, która da się łatwo spolonizować. Dla Dmowskiego i jemu podobnych było to aksjomatem, że ukrainizm będzie zawsze i wszędzie zaciekłym wrogiem polskości, z aksjomatu zaś tego wyprowadzili z geometryczną prostolinijnością wniosek, iż w interesie Polski leży sojusz z Rosją w celu zgniecenia Ukrainy i podziału jej między siebie. I zniszczyła Polska zaczątki ukraińskiej państwowości, zdobywając Lwów. A co na tym zyskała? Nic. Straciła zaś bardzo dużo. Ukraina naddnieprzańska, pozbawiona tej podstawy moralnej i materialnej, jaką był dla niej galicyjski Piemont, szybko stała się zdobyczą bolszewizmu, który zgładził tam doszczętnie i na zawsze żywioł polski.(…) Marian Zdziechowski. Widmo przyszłości. Pierwiastek zachowawczy w idei ukraińskiej. Fronda. W-wa, 1999.

Nasz stosunek do mniejszości jest taki sam, jak do sąsiadujących z nami narodów: pełen pogardy, wyniosłości i niewiedzy. Niepodległa Ukraina jest dla naszej przyszłości ważniejsza niż przystąpienie do NATO. Bo bez Ukrainy Rosja nigdy nie będzie państwem imperialnym. Tymczasem społeczeństwo polskie prezentuje światu, gdzie może, antyukraińskie fobie. Jest to zanik instynktu państwowego. (…) Jerzy Giedrojć. Polityka 1999.

Po permanentnych wypadach przeciwko Litwie i Białorusi,  rok 2009 i początek 2010 wypadałoby ogłosić w Polsce okresem antyukraińskich fobii, zapoczątkowany antyukraińskimi retorsjami latem ub. roku w związku z zamiarem czterech młodych Ukraińców dotarcia poprzez Polskę do Niemiec na mogiłę Stepana Bandery i złożenia tam kwiatów. Zresztą ten rajd rowerowy pilnie obserwowany przez całe społeczeństwo Ukrainy nie został zrealizowany i utknął u granicy z Polską, z powodu anulowania wiz wjazdowych dla wymienionej czwórki sympatyków Bandery.

Kolejnym powodem dla głośnych akcji była niedawna decyzja prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenko, dotycząca pośmiertnego nadania Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy. Akt nadania tytułu Bohatera Ukrainy doczekał się również oświadczenia prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, a akcjami protestu, budującymi postawy niechęci i nienawiści wobec Ukraińców kieruje duchowny katolicki, obrządku ormiańskiego, Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Przeciągająca się w środkach masowego przekazu akcja z udziałem głowy państwa i uwiarygodniona udziałem duchowieństwa, obserwowana z oddala, stwarzała poczucie, by  szeregowy obywatel, nie skłonny do analiz i poszukiwania innych źródeł informacji, mógł odnieść wrażenie i umocnić się w przekonaniu, że między współczesnym Ukraińcem i banderowcem z okresu ostatniej wojny należy postawić znak równości, i że  Ukraińcy – to wręcz naród morderców.  Niezwykle smutno, iż te działania „ku pokrzepianiu serc” współczesnych Polaków i budowaniu jedności przedwyborczej nie znajdują publicznego przeciwdziałania, mimo że najwyraźniej są skierowane na zatruwanie jadem nienawiści serc i umysłów kolejnych pokoleń.

Warto więc na podstawie ogólnie dostępnych informacji przypomnieć kim był Ostap Bandera oraz stosunek Polski do dążenia narodu ukraińskiego do  niezależności. Stepan Bandera urodzony w roku 1909  – ukraiński polityk niepodległościowy, jeden z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, od roku 1940 przywódca jednej z dwóch istniejących frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – OUN – B, później osobnej organizacji. W okresie międzywojennym należał do nielegalnych organizacji na Zachodniej Ukrainie (włączonej wtedy w skład Polski), które prowadziły działalność podziemną, skierowaną na uzyskanie przez Ukrainę niepodległości. Był wielokrotnie aresztowany i więziony. Po wybuchu wojny i „wyzwoleniu” Zachodniej Ukrainy, sowieckie NKWD za działalność Stepana Bandery zamordowało jego ojca, a siostry, uznane za wrogów ludu, zostały na dziesięciolecia deportowane do sowieckich obozów koncentracyjnych na Syberii. Dwaj bracia,  po rozpoczęciu wojny niemiecko – sowieckiej, zostali aresztowani przez Gestapo i zamordowani w hitlerowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz. Sam Stepan Bandera na początkowym etapie wojny zaczął współpracować z hitlerowskimi Niemcami, tworząc wraz z innymi osobami  tzw. Drużyny Ukraińskich Nacjonalistów w ramach Wehrmachtu. Stepan Bandera i jego współpracownicy traktowali współpracę z hitlerowcami instrumentalnie – jako narzędzie do stworzenia niepodległego państwa ukraińskiego, czego nie popierali ani ówczesna Polska, ani Sowieci, ani hitlerowcy.

Wbrew woli hitlerowców i ku ich zaskoczeniu, 30 czerwca 1941 roku we Lwowie Stepan Bandera ogłosił Akt Odnowienia Państwa Ukraińskiego. W wyniku grupa ukraińskich działaczy z Banderą na czele została aresztowana, a Drużyny Ukraińskich Nacjonalistów rozwiązane. W związku z odmową Bandery zrzeczenia się idei niepodległości Ukrainy, w styczniu 1942 został przewieziony do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, gdzie przebywał do końca września 1944. Natomiast banderowcy, poddani masowym represjom niemieckim przeszli jesienią 1941 do konspiracji, organizując na początku 1943 roku Ukraińską Armię Powstańczą.

Od marca 1943  r. UPA, kierowana przez OUN-B, rozpoczęła mordowanie  polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, w celu etnicznego oczyszczenia przyszłego państwa ukraińskiego z ludności polskiej.

Po wyjściu z obozu koncentracyjnego Stepan Bandera pozostał na Zachodzie, nadal prowadząc działalność, skierowaną na propagowanie idei niepodległej Ukrainy, co wywoływało irytację władz sowieckich. W roku 1957 Nikita Chruszczow osobiście polecił zniszczyć liderów OUN, w tym Stepana Banderę, który w październiku 1959 roku został zamordowany w Monachium przez agenta KGB Bohdana Staszyńskiego, za co morderca otrzymał z rąk Chruszczowa order „Czerwonego Sztandaru”.

W ocenie współczesnych historyków, sam Bandera bezpośrednio nie odpowiada za rzezie ludności polskiej, bo wówczas przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym. Ich zdaniem ponosi natomiast odpowiedzialność moralną, ponieważ zbrodnie te popełniła stworzona przez niego frakcja OUN, której członkowie od jego nazwiska nazywani byli „banderowcami”. Na zbadanie pełni winy banderowców czeka  również teza, czy do masowych mordów  na ludności polskiej oddziały UPA nie były inspirowane przez sowieckie NKWD, znając głęboką nienawiść Stalina do Polaków i Ukraińców, a on już wtedy był podstawowym „architektem” przyszłych stosunków i granic tych sąsiednich narodów.

W odróżnieniu od Polaków,  Ukraińcy patrzą na Stepana Banderę jak na bohatera, który konsekwentnie walczył o wolną Ukrainę, za co przesiedział szereg lat najpierw w polskich więzieniach, a potem w nazistowskim obozie w Sachsenhausen, i za co został zamordowany przez Sowietów.

***

Akt zabójstwa człowieka nie można niczym usprawiedliwić, a tym bardziej, gdy mowa idzie o dziesiątkach tysięcy pomordowanych. Tylko trudno byłoby uwierzyć, iż ot tak z dnia na dzień wybuchła fala nienawiści ze strony Ukraińców wobec Polaków, nie widząc tych tragicznych przypadków  w kontekście wcześniejszych historycznych wydarzeń.

Nie jest przecież tajemnicą, że to Polacy na tym terenie przez wieki tłumili niekończące się powstania i zrywy w rzekach krwi i morzu łez, stosując wyrafinowane tortury i masowe obcinanie uszu, żeby właśnie pamiętali. A tym bardziej, że realizacja absolutnie obłędnej polityki Polski wobec Ukraińców w okresie międzywojennym zbudowała kolejne mury i urazy,  które były jeszcze świeże w pamięci.

To przecież Polska równocześnie bolszewikami przepołowiła Ukrainę i „ogniem i mieczem” zniszczyła pierwsze zalążki państwowości w postaci Ukraińskiej Republiki Ludowej, ogłoszonej w roku 1918, aby następnie prowadzić wobec Ukraińców jednoznacznie represyjną politykę. Przejawem tego było m.in. nieprzyznanie, wbrew wcześniejszym obietnicom, autonomii Galicji Wschodniej, pozbawianie ludności ukraińskiej szkół, niszczenie i bezczeszczenie cerkwi, usuwanie lub przenosiny na inne tereny ukraińskich urzędników i nauczycieli.

To przecież na  osobisty rozkaz  J. Piłsudzkiego dokonano w roku 1930 pierwszej pacyfikacji Małopolski Wschodniej (ówczesne województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie), przeprowadzonej przez polskie władze administracyjne, policję i wojsko, która objęła 450 wsi i 16 powiatów.

Pacyfikacja polegała na przeprowadzaniu rewizji w budynkach mieszkalnych oraz siedzibach ukraińskich organizacji (również Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej), łącznie z niszczeniem budynków i mienia ruchomego, biciem oraz aresztowaniami. W czasie pierwszej pacyfikacji zamknięto również trzy gimnazja ukraińskie.

W wiejskich miejscowościach pacyfikację przeprowadzano w ten sposób, że najpierw otaczano wieś, potem u osób podejrzanych przeprowadzano rewizję łącznie ze zrywaniem podłóg i poszycia dachów. Przy okazji demolowano pomieszczenia i niszczono mienie, w tym również artykuły spożywcze. Podczas rewizji stosowano przemoc fizyczną i karę publicznej chłosty. Dodatkową karą było nakładanie na wsie kontrybucji i kwaterowanie we wsiach szwadronów kawalerii, które mieszkańcy musieli utrzymywać. Tylko w październiku 1930 rozwiązano 145 ukraińskich placówek społeczno-kulturalnych i 40 sportowych, zamknięto 8 spółdzielni i 46 kół „Proswity”.

Druga pacyfikacja przeprowadzona przez polskie władze w roku 1938 roku była skierowana przeciw prawosławnej ludności ukraińskiej. Tylko w tym okresie zburzono 127 cerkwi prawosławnych. W co najmniej kilkunastu przypadkach wystąpiło również bezczeszczenie świątyń. W ramach drugiej pacyfikacji represjonowano duchownych prawosławnych, a prawosławnych wiernych zmuszano do zmiany wyznania na rzymskokatolickie.

Zresztą walka z prawosławiem na terenie Zachodniej Ukrainy była prowadzona nieustannie od roku 1919 do 1939, metodami w zasadzie nie wiele odbiegającymi od bolszewickich, stosowanych wobec cerkwi i wierzących w Związku Sowieckim. Niszczono i bezczeszczono nawet historyczne zabytkowe świątynie.

Efektem akcji, jak i należało oczekiwać,  było trwałe zantagonizowanie ludności ukraińskiej i polskiej oraz wrogi stosunek do państwa polskiego.

Dlatego dziś nie widzieć związku tragicznych wydarzeń z lat 1943 – 1944 z poprzedzającymi je wydarzeniami  okresu międzywojennego i polityką Polski z tego okresu wobec ukraińskiej ludności (pomijając bardziej odległe wydarzenia, które bez wątpienia również utkwiły w historycznej pamięci Ukraińców (Rusinów), może tylko albo ślepiec, albo głupiec, albo ten, kto, cytując J. Giedrojcia,  ma zanik instynktu państwowego, lub też ma za zadanie prowokowanie niezgody i nienawiści z tymi państwami i narodami, które do dziś mieszkają na terytorium historycznego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Uczciwie przeprowadzony historyczny bilans strat ludzkich, moralnych i politycznych, wynikających również i z tego powodu, że Polska krwawo stłumiła powstające niezależne państwo ukraińskie na początku XX wieku – bez wątpienia wypadłby na niekorzyść Polski. Niestety, tylko poprzez mówienie całej prawdy uda się Polsce ułożyć trwałe, przyjazne i oparte na wzajemnym zaufaniu stosunki ze społeczeństwami sąsiadujących narodów.  Półprawda i niedomówienia temu na pewno nie służą.

Wymieniony na wstępie Jerzy Giedrojć, zresztą nie tylko on, niezwykle  krytycznie oceniał również postępowanie współczesnej Polski wobec pozostałej części historycznego WKL – Litwy i Białorusi -  protestował, gdy uruchamiano na terytorium Polski białoruską radiostację, ubolewał nad sztucznym eksponowaniem problemów mniejszości narodowych i praw człowieka, uważając, że główne zagrożenie dla tej części Europy wynika z imperialnej polityki postsowieckiej Rosji.

O wyjątkowo nieuczciwej i intesywnej propagandzie negatywnego obrazu Litwy na świat z udziałem oficjalnych przedstawicieli Polski oraz tamtejszych środków masowego przekazu, jak też  wynajętych do tego celu i opłacanych na Litwie działaczy i postsowieckich środków masowego przekazu, pisaliśmy wielokrotnie, w tym w niedawnych naszych publikacjach „Zwycięstwo prowokacji”, „Polactwo (1)” i „Polactwo (2)”. Nie jest żadną tajemnicą, iż Litwa dziś intensyfikuje współpracę z krajami skandynawskimi również dlatego, iż formalny strategiczny partner – Polska, w odróżnieniu od współpracy z  okresu Unii Lubelskiej, zachowuje się dwuznacznie, a mówiąc obrazowo -  stale trzyma za plecami figę.

Natomiast wspólnym mianownikiem (mimo że Litwa jest w składzie UE, a Białoruś ma znaczne zaległości w budowaniu demokratycznego społeczeństwa) w kształtowaniu negatywnego obrazu  Litwy i Białorusi oficjalna i medialna Polska wykorzystuje wypaczony przez siebie obraz sytuacji obywateli tych krajów narodowości polskiej. Przy tym, jak w jednym tak i w drugim kraju stawia się na element najbardziej agresywny, zdemoralizowany, z postsowieckimi ciągotami i uzależnieniami, krzywdząco formując na ich podstawie obraz „wzorcowych Polaków na Wschodzie”, a którzy faktycznie są najgorszą odmianą polactwa.

Dla przykładu na Białorusi „wzorcowymi Polakami” są pułkownik KGB Gawin i jego przyjaciółka Borys, która została wylansowana przez niego po tym, gdy rodacy mieli jego już dość i nie zechcieli dynastycznie wybrać w roku 2005 na prezesa Związku jego syna.

Warto też przypomnieć, dziś wstydliwie przez polskie media przemilczany fakt, że w ostatnich dniach października 1999 roku we Lwowie, Gawin podstępem zebrał od wszystkich tam obecnych liderów organizacji polonijnych krajów Europy (za wyjątkiem Litwy) podpisy pod listem wdzięczności dla prezydenta A. Łukaszenki za troskliwą opiekę nad Polakami na Białorusi,  który uroczyście został odczytany po kilku dniach przez samego A.Łukaszenkę na naradzie przywódców państw europejskich  w Turcji. Wtedy jeszcze A. Łukaszenko rzeczywiście był wybitnie promoskiewski, a Gawin, jak widać, wybitnie prołukaszenkowski.  Obecnie, kiedy A. Łukaszenko zasmakował samodzielności i chciałby wyjść poza ścisłą moskiewską opiekę – Polska blokuje taką możliwość, wykorzystując ku temu już rzekomo antyłukaszenkowskich Gawina, Borys i grupę opłacanych działaczy.

I mimo, że nie jest znany ani jeden przykład, żeby tamtejsi białoruscy Polacy, w odróżnieniu od Gawina, układaliby kiedykolwiek listy wdzięczności dla A. Łukaszenki – to oni są dzisiaj szelmowani jako prołukaszenowscy i nie wpuszczani do Polski.

Ważnym niedocenianym faktem, który towarzyszył i towarzyszy  nagonce na tamtejszych Polaków, tych nie  po stronie Gawina i Borys, jest  potrzeba ukrycia w medialnym szumie nadużyć dokonanych przez warszawską „Wspólnotę” przy budowie domów polskich i szkół na Białorusi. Zresztą pierwsze doświadczenia, jak poprzez rozbijanie polskiego środowiska i medialny wokół tego szum, ukrywać ogromne finansowe nadużycia przy budowie polskich  domów, warszawska „Wspólnota” zdobywała w Wilnie.

Dlatego wynikły przed kilkoma dniami spór o to, kto ma rządzić kolejnym domem polskim na Białorusi jeszcze raz dowodzi, że Polsce wcale nie chodzi o losy Polaków na Białorusi, a jedynie o wykorzystywanie ich do psucia stosunków z tym krajem.

Bo gdyby tak naprawdę chodziło o Polaków i wzmacnianie tego środowiska poprzez oświecenie,  to wszelka logika wskazuje, że z domów polskich powinien korzystać właśnie i przede wszystkim legalny Związek Polaków, będący autentycznie masową organizacją społeczną, a nie kilkunastoosobowy sztuczny twór Gawin – Borys, opłacany przez Polskę.

Po tych wydarzeniach, przed kilkoma dniami prezydent L. Kaczyński wystosował zaproszenie dla Andżeliki Borys i oczekuje, że dojdzie do niego (spotkania) w najbliższych dniach. Oczywiście, jeżeli Anżelika takie zaproszenie przyjmie i zechce łaskawie  udzielić chwilę swego bezcennego czasu dla prezydenta.

Dla jakiego to służy kraju? Ja nie znaju.

To ciągłe zatroskanie  a to sytuacją na Ukrainie i dekretem  prezydenta tego suwerennego kraju o pośmiertnej nagrodzie dla Stepana Banery, a to losem grupki osób, skupionych wokół Gawina i Borys,   oczekiwaniem na wizytę tej ostatniej i uzupełnianie na jej wskazanie listy Polaków z Białorusi, którym należy zakazać wjazdu do Polski,  a to polactwem na Litwie, powoduje , iż prezydentowi RP oraz szefowi MSZ, jak sarkastycznie zauważają obserwatorzy, wyraźnie brakuje czasu na zajęcie się własnym krajem i wykonywanie  obowiązków, do pełnienia których zostali powołani.

To jeszcze raz dowodzi, iż oficjalna  Polska tak  naprawdę nie dostrzega przemian czasu i nadal traktuje sąsiednie narody i tam mieszkających Polaków w sposób wielkopański pełen pogardy, wyniosłości jako bydło we własnym dominium. Zapomina się, że tu mieszkające narody, w tym Polacy, mają prawo na własne oceny współczesnych wydarzeń, własną interpretację historii i własne suwerenne decyzje. I że również  Białorusini, jak i każdy inny naród, mają historyczną pamięć i wiedzą, że to Polska Ryskim Traktatem oficjalnie przekazała bolszewikom rozległe   tereny Białorusi z kilkoma milionami ludności wraz stolicą Mińskiem. I że właśnie zawdzięczając Polsce mieszkańcy tego terenu – Białorusini i Polacy – jako pierwsi  stali się jeńcami sowieckich obozów koncentracyjnych, jeszcze leninowskich. I że właśnie dlatego Białoruś zaczyna drogę ku samodzielności z prawie  wiekowym opóźnieniem.

Zresztą nie bacząc na tupot i pohukiwanie ze strony Polski – narody ukraiński i białoruski na pewno nie zrezygnują z drogi do samodzielności, niezależności i wolności. Natomiast jak będą oceniać „pomoc” Polski w przełomowym dla nich okresie – zależy tylko od Polski.

Miejmy też nadzieję, że również Rosja przestanie być kontynuacją Związku Sowieckiego, co miałoby niezwykle korzystny wpływ na sytuację państw na terenie historycznego WKL.

***

Dziś, patrząc na mapę Polski i sąsiadujących państw, nie trudno dostrzec, że tam, gdzie w drugiej dekadzie minionego XX wieku Polska miała decydujący wpływ na to, czy dojdzie do samostanowienia narodów, a więc na Białorusi i Ukrainie – tam proces budowania obywatelskich demokratycznych społeczeństw tylko się zaczyna z prawie wiekowym opóźnieniem. Dlatego przedtem niż pomawiać sąsiadów o ich rzekomo niewłaściwe decyzje i działania, podkreślać niski poziom demokracji – warto by było z pokorą mocno uderzyć we własną pierś.

Zresztą, co ciekawe, że sąsiednie narody, zamieszkałe na terenie historycznego WKL, w odróżnieniu od Polski,  w wielu wypadkach wyraźnie wykazują znacznie więcej tolerancji i  wyższą kulturę polityczną.

Na Ukrainie, pomimo pewnych problemów, odbudowano jednak Cmentarz Orląt we Lwowie, mimo że tam są pochowani ci, co zginęli w walce przeciwko niepodległości Ukrainy. W kilku miejscach zostały też upamiętnione tragiczne wydarzenia z lat czterdziestych. W Polsce natomiast w roku 2008, z okazji 70. rocznicy drugiej pacyfikacji, wymierzonej w ukraińską prawosławną ludność, jedynie poseł  Eugeniusz Czykwin złożył wniosek do Sejmu o podjęcie uchwały potępiającej tę akcję. Ale projekt uchwały do dziś tkwi w Komisji Kultury Sejmu RP …

Na Białorusi są odnawiane zabytki i pamiątki, związane z kulturą polską, bez oporu są porządkowanie cmentarze i groby żołnierzy września i AK. Nie mówiąc o milowym postępie w oświacie, kulturze, ożywieniu działalności religijnej. A w zamian – jak powyżej.

Na Litwie pojawiły się nowe tablice i pomniki, poświęcone wybitnym Polakom, nikt nie utrudnia upamiętniania miejsc walk i mogił, w tym AK, która walczyła z Litwinami. Miejsce pochówku serca J. Piłsudskiego jest utrzymane w należytym porządku. Nie mówiąc o ponad stu szkołach różnego szczebla, do których uczęszcza ponad 16 tys. dzieci i gdzie wszystkie przedmioty są nauczane po polsku. Jednocześnie natomiast z wielkim trudem udaje się w Sejnach wystawić pomnik orędownikowi polsko – litewskiego pojednania biskupowi Baranauskasowi, tylko dlatego, że był Litwinem; albo gdy na przygranicznym cmentarzu przez długie lata nie pozwala się na wzniesienie pomnika pochowanym tam w roku 1920 litewskim żołnierzom – jest po prostu wstyd i niezwykle smutno na myśl, jak głęboko zdegradowały za okres od  Unii Lubelskiej  przywódcy i elity polityczne Polski, najwyraźniej myślące w perspektywie nie dalej kolejnych wyborów i kolejnej kadencji.

Nie znane są też nam przypadki, by na Ukrainie, Białorusi czy Litwie prowadzono jakiekolwiek akcje protestu, gdy dla przykładu w Polsce odbywają się uroczystości ku czci  J. Piłsudskiego lub wznosi się kolejne pomniki, mimo że na jego osobisty rozkaz zostało  zajęte Wilno, oddano bolszewikom Mińsk i prowadzono pacyfikacje na Zachodniej Ukrainie, będące prawzorami do organizowania późniejszych tzw. obozów odosobnienia, a faktycznie łagrów. Widocznie przywódcy i społeczeństwa sąsiadujących z Polską państw  uważają, iż są to suwerenne wewnętrzne decyzje suwerennego państwa. Natomiast suwerenne decyzje podjęte w sąsiednich suwerennych państwach,  które mogą się w Polsce z tych czy innych względów nie podobać, natychmiast wywołują akcje protestu, potoki petycji, oświadczeń i wrzawę przechodzącą w jazgot w środkach masowego przekazu, z udziałem oficjalnych przedstawicieli, nawet z udziałem prezydenta, którzy najwyraźniej nie pamiętają, że na nich leży również misja wychowania społeczeństwa oparta na prawdzie, a nie uleganie najgorszym instynktom tłuszczy oraz sugestiom agentów i prowokatorów.

***

Mówiąc o wykorzystywaniu, a faktycznie o wynajmowaniu poszczególnych jednostek i grup spośród ludności polskiej do prowokowania konfliktów w krajach zamieszkania, warto zaznaczyć, iż mimo że Polska od kilku lat jest członkiem Unii Europejskiej, ta polityka najwyraźniej jest i będzie kontynuowana. Jak dotychczas z tego sposobu tworzenia sztucznych napięć korzystano głównie na Litwie i Białorusi. Ale jak wynika z informacji portali informacyjnych w czasie ostatniego rwetesu w Polsce, kiedy to Stepanowi Banerze nadano tytuł bohatera Ukrainy, placówki dyplomatyczne RP na Ukrainie zaczęły przyjmować (uprzednio widocznie zamawiając) zbiorowe skargi na prezydenta Ukrainy od obywateli Ukrainy narodowości polskiej (!?). Coś podobnego nie jest spotykane w dyplomacji europejskiej.

Zresztą, taka polityka wobec obywateli sąsiednich państw narodowości polskiej, dobrze jest widoczna na przykładzie działalności warszawskiej „Wspólnoty” – w roku 1999 roku ówczesny kierownik „Wspólnoty” A. Stelmachowski przyjeżdżał do Wilna na sądy, aby bronić Leona Jankielewicza, sekretarza KC KP Litwy na tzw. moskiewskiej platformie,  dziś Maciej Płażyński udziela się w białoruskich sądach, broniąc przyjaciół pułkownika KGB Gawina, a przy okazji zagranicznych wycieczek udziela wywiadów szkalujących Litwę.

Ciekawe, że przedtem jeden, a dziś drugi, z potężnym aparatem wspólnotowym tak naprawdę siedzą na kradzionym i pouczają innych jak należy uczciwie żyć. Kiedy przed laty zapytaliśmy wybitnego prawnika, byłego marszałka Sejmu PR Wiesława Chrzanowskiego jak to jest możliwe,  poprzez jaki mechanizm prawny są kierowane tak potężne środki z Senatu do „Wspólnoty” na cele, niezgodne z deklarowaną przez państwo doktryną o przyjaznej współpracy z sąsiednimi państwami i narodami oraz na szkodę tam mieszkającym Polakom, to dowiedzieliśmy się że:

- U nas wytworzyła się trochę sztuczna sytuacja, że się Senat tym zajmuje. W zasadzie z punktu widzenia Konstytucji, to nie jest wcale Senatowi przypisane. To się stworzyło w drodze faktu, że jak marszałkiem Senatu był prof. Stelmachowski on się tym zajął i utorował tę ścieżkę. ( Z wywiadu z Wiesławem Chrzanowskim. Nasz Czas, nr 1(676) za 19 01 – 1 02 2006 r.)

I tak niestety już zostało, a antykonstytucyjne działania oraz przestępcze marnotrawienie środków są przedstawiane światu jako wyraz rzekomej troski o losy obywateli innych państw narodowości polskiej.

Wszystkie te poczynania Senatu, „Wspólnoty”, ambasad i innych instytucji polskich, skierowane na prowokowanie konfliktów poprzez faktyczne wynajmowanie i opłacanie do tego celu grup osób narodowości polskiej w sąsiednich krajach, przy następnym obszernym nagłaśnianiu  tych przeważnie sztucznych konfliktów jest niekorzystne wszystkim Polakom na świecie. Bo imię Polaków w ostatnich latach jest używane tylko w kontekście konfliktów i faktycznie agenturalnych poczynań wobec kraju swego zamieszkania na doraźne polityczne potrzeby Polski. I prawie nigdy w związku z ich obywatelską postawą i obywatelskim zaangażowaniem.

Zresztą takie metody działania są widocznie najszerzej dziś stosowane wobec Polaków na Litwie, gdzie oficjalna Polska stawia na element najgorszy, najbardziej agresywny, skorumpowany do szpiku kości,  któremu ścisłej wewnętrznej okupacji i kontroli nad ludźmi w terenie ich zarządzania może  pozazdrościć nie jeden dyktator. I to daje odpowiednie rezultaty – wieloletnie niezmienne rządy polactwa, popieranego przez RP, na terenie zamieszkania skupiska ludności polskiej, faktycznie cofnęły rejony w rozwoju, negatywnie wydzielając się na mapie Litwy.

***

I na koniec szczypta humoru, odpowiednio do sytuacji – wisielczego. Przed laty znany aktor i satyryk Jan Pietrzak zauważył, że przy wyborze władz w Polsce szczególną uwagę zwraca się przede wszystkim na urodę, a nie na inne predyspozycje, potrzebne dla polityków. (…) Prezydent krępy, pulchny, pakowny, to typowy przedstawiciel polskiej rasy nizinnej. Wystarczy pięć pokoleń chowanych na kartoflach z kapustą, by uzyskać ten efekt. Polskim wyborcom nie przeszkadzają we władzach niedouki, krętacze, demagodzy, prymitywy itp. itd. Liczy się kartoflano – buraczana uroda (…). (Gazeta Polska nr 16(457) z dn. 17.04.2002) I niestety, to się powtarza od kilku już dekad. A kapusta, jak wiadomo, będąc jednym z najzdrowszych warzyw, spożywana od kilku pokoleń wpływa nie tylko na formę głowy, ale i jej treść.

Ryšard Maceikianec

2010 09 25