…Najcharakterystyczniejszą cechą systemu komunistycznego jest natomiast totalna niewola ludzkiego ducha, zniewolenie ludzkiej myśli, ludzkiego intelektu. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

Listy Józefa Mackiewicza do redaktora "Wiadomości" Mieczysława Grydzewskiego Drukuj
Autor: Józef Mackiewicz   
Niedziela, 31 marca 2013

Listy Józefa Mackiewicza publikujemy na podstawie książki "Z listów do Mieczysława Grydzewskiego 1946-1966".
Wybór, wstęp i opracowanie Rafał Habielski.
Copyright © The Lanckoroński Foundation and Stefania Kossowska Fist published in Polish
in November 1990 Pierwsze wydanie polskie
ISBN O 902352 89 X

Więcej o książce "Z listów do Mieczysława Grydzewskiego 1946-1966" oraz listy innych autorów - w rozdziale Biblioteka.

Józef Mackiewicz (1902-1985) studiował biologię na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. W okresie międzywojennym współpracownik wileńskiego «Słowa», przez pewien czas sekretarz redakcji dziennika. Wilno opuścił w 1944 r., przedostał się do Warszawy, następnie do Krakowa i Wiednia. Z końcem 1944 r. dotarł do Włoch. Po zakończeniu wojny mieszkał w Londynie, następnie przeniósł się do Monachium. Jeden z najpopularniejszych autorów «Wiadomości»; w plebiscycie czytelników z 1955 r. zajął drugie miejsce po swym bracie Stanisławie; członek Akademii pisma i juror jego nagrody. Po 1945 r. opublikował m.in. Droga do nikąd (1955), Kontra (1957), Lewa wolna (1965), Nie trzeba głośno mówić (1969). Jego książka o zbrodni katyńskiej, która nie ukazała się w języku polskim, miała siedem wydań w czterech językach.

***

16.XI.47
Szanowny Panie Redaktorze,
Zawsze z dużym uznaniem odnosiłem się do proponowanych przez Pana zmian i poprawek w moich artykułach, co, jak Pan sam musi przyznać, nigdy nie było cnotą zbyt rozpowszechnioną wśród autorów. Co do szeregu zmian zapowiedzianych przez Pana w moim artykule, nie mógłbym powiedzieć ostatniego słowa przed ich zobaczeniem. Przypuszczam jednak, że się z nimi w zupełności zgodzę.

Jeżeli ośmielę się dorzucić swe subiektywne wrażenie, uważałem, że artykuł jest dobry i oryginalny1. Chciałem w nim przede wszystkim wyrazić, że jakkolwiek Mikołajczyk jest szubrawcem, nie należy mu przeszkadzać w obświnianiu bolszewików, jeżeli to będzie czynił skutecznie w opinii światowej, gdyż nasze sprawy wewnętrzne są podrzędne w stosunku do nadrzędnej, jaką jest zwalczanie Sowietów.

Zdawało mi się też, że przypomnienie postaci Wielkiego Muftiego czy Krawczenki z tej okazji, jest ujęciem oryginalnym. Jeżeli ma postąpić ostateczne zerwanie pomiędzy Ameryką a Sowietami, to jakie znaczenie ma Jałta? Jeszcze mniejsze to, czy Mikołajczyk zajmował takie czy inne stanowisko. Absolutnie też się nie zgadzam ani z moim bratem, ani ze Zbyszewskim, że „bezpieka" ułatwiła mu ucieczkę. Bolszewicy raz tylko zrobili ten błąd, to było z Trockim, i nigdy od tego czasu nikogo nie wypuszczali. - Sądzę, że ustęp o wyborach można zupełnie wyrzucić. - Nie wiem, czy nazwisko Nowakowskiego, w przytoczonym przeze mnie przykładzie, uważa Pan Redaktor za dostatecznie fortunne?

Łączę wyrazy głębokiego szacunku
J. Mackiewicz

1 J. Mackiewicz, „Gdzie jest prezydent Ulmanis?", «Wiadomości» nr 100, 1948 r.

***

23.11.49
Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Korektę otrzymałem dopiero dziś rano i odsyłam ją z nową wersją tego zdania, o które mi chodziło.
Chciałbym jednocześnie skorzystać ze sposobności, czego nie zdążyłem zrobić podczas naszej rozmowy telefonicznej, i zapewnić, że zachowuję zawsze największy podziw i respekt nie tylko dla sposobu prowadzenia przez Pana Jego pisma, ale równie osobiście dla Pana Redaktora, który moim zdaniem, jedyny spośród Polaków potrafi ratować resztki niezależnej myśli i szanować zdanie przeciw¬ne, często, jak to zresztą Manstein dowodzi, nawet wbrew własnym przekonaniom.1

Poza tem rozumiem doskonale, z jakimi trudnościami musi Pan walczyć i nie potrzebuję chyba dodawać, że nie zmienię wypowiedzianego tu zdania, nawet gdyby pewnego dnia miał Pan oświadczyć, że nie będzie np. nic mego drukował. W żadnym tedy wypadku nie chciałbym utrudniać Panu i bez tego ciężkiej pracy. Gdyby więc list mój w ogóle obciążał w czemkolwiek «Wiadomości», nie będę miał żadnej pretensji za jego niedrukowanie. Prosiłbym tylko w takim razie, gdyby to było możliwe, o wydrukowanie jednego zdania w dopisku do innych listów, że mój nie został umieszczony z takich, a takich względów. Ewentualnie pozostawienie jakiegoś śladu jego w „odpowiedziach redakcji".

Zależy mi na tem, ponieważ nie chcę się upodobnić do reszty towarzystwa, które zawsze gotowe jest do potępienia, a prawie nigdy do obrony.

Znam z własnego doświadczenia: kilku moich przyjaciół, spośród osób nawet bardzo poważnych, które wiedzą, że ataki na moją osobę tej zgrai akowców pozbawione są podstaw, ale nie tylko nie wystąpią publicznie, ale bronią mnie „o tyle o ile" albo półgębkiem, żeby się samym nie narazić.

Wszystko to razem jest dla mnie szczerze obrzydliwe, dlatego nigdy się nie pogodzę z tym stanem rzeczy, gdy to cały naród, bo co tu ukrywać prawdę, dosłownie cały naród leży na brzuchu i liże but, który go przyciska do ziemi, a ci co są na wolności wyżywają się w kopaniu innych powalonych i odmawiają czci jednostce, która ośmiela się ich bronić, jak to ma rzecz ze Studnickim.

Niechby nawet Manstein był „opryszkiem", jak go Pan nazywa, choć dla mnie pozostanie zawsze tylko wrogim generałem, dotychczas jednak składanie zeznań odciążających przestępców kryminalnych nie pociągało za sobą odsądzania świadka od czci i wiary. To zaś, co się u nas robi, jest zwykłym naśladownictwem wzorów bolszewickich, gdzie kryminalna „szpana" cieszy się większymi honorami niż przestępcy polityczni.

Zechce Pan Redaktor wybaczyć mi te przydługie wywody i przyjąć wyrazy głębokiego szacunku i poważania
J. Mackiewicz                                

P.S. Liczbę przyjaciół polsko-radzieckich zmieniłem z półtora na dwa miliony, ponieważ onegdaj radio Warszawa zakomunikowało z okazji nowego adresu dla Stalina, że liczba ta dosięgła właśnie dwóch milionów.
1 Przebywający na emigracji publicysta i działacz polityczny Władysław Studnicki (1867-1953) zgłosił się w charakterze świadka obrony w trwającym ówcześnie procesie niemieckiego feldmarszałka Ericha von Mansteina (1887-1973). O sprawie tej Mackiewicz pisał w nr. 193 «Wiadomości*, 1949 r.

***

Józef Mackiewicz
44, Marlborough Place
London, N.W.8
25.10.50

Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Odmowa wydrukowania mego listu była dla mnie dużym ciosem. Półtora roku temu opuściłem «Lwów i Wilno», które moim zdaniem uprawia „poputniczestwo" czystej wody (z Bierutem, przeciwko któremu nie wolno tam napisać złego słowa). Zgadzam się, że na te rzeczy można mieć też inny pogląd, jak też zdaję sobie doskonale sprawę, że poglądy Pana Redaktora nie pokrywają się z moimi, ale też z wielu innymi współpracownikami «Wiadomości». Redaktorska indywidualność Pana przebijała zawsze bardzo silnie w «Wiadomościach” (mówię o stronie polityczno-ideowej), a mimo tego stały się one pismem niejako nadrzędnym, skupiającym wszystkich.

W jaki sposób umiał Pan pogodzić najbardziej przeciwstawne nieraz poglądy swoich pisarzy, z wyraźną indywidualnością i konsekwentną linią pisma, nie da się zapewne wytłumaczyć jednym zdaniem. Sądzę, iż należy to do dziedziny talentów, graniczących nieomal z genialnością. Osobiście uosabiał Pan dla mnie jedyną i ostatnią w Polsce ostoję najszlachetniejszego liberalizmu. Jeżeli zatem nawet Pan odmawia umieszczenia mego listu (listu, nie artykułu!), to znaczy że nie tylko nie wolno namawiać do walki z bolszewikami, ale nawet - dyskutować na ten temat! Jak na moje poglądy jest to fakt ponury. Ponieważ w tej specjalnie dziedzinie nie jestem zdolny do jakiegokolwiek kompromisu więc zastrzegam lojalnie, że chciałbym do tej rzeczy powrócić w przyszłości, bo w tej chwili praca zarobkowa, w połączeniu z wykańczaniem powieści, nie daje mi chwili wolnej.

Przesyłam Panu właśnie jej urywek, a raczej adaptację tego urywku. Nie wiem, czy to Pana będzie interesować, zwłaszcza ze względu na objętość!1 Dotyczy jednego z najbardziej egzotycznych i dotychczas nieznanych zdarzeń z okresu okupacji sowieckiej. Wszystko to jest autentyczne, do nazwisk, nazw miejscowości, dat itd. włącznie. Ja tam byłem, na tym cudzie. W wypadku, gdyby coś z tego mogło zainteresować Pana Redaktora i projektował Pan jakieś skróty lub zmiany, byłbym wdzięczny o porozumienie się ze mną jeszcze przed oddaniem do druku. W razie odrzucenia - o zwrot rękopisu, lub zatelefonowanie, a przyjadę go zabrać.

Zechce Pan przyjąć wyrazy głębokiego szacunku
J. Mackiewicz

1 Anonsowanego fragmentu Grydzewski nie opublikował.

***

Józef Mackiewicz 44, Marlborough Place London, N.W.8 Tel. MAI 9244
8.9.51
Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Nigdy bym nie pozwolił sobie zwracać się do Pana w podobnej sprawie, gdybym nie musiał wyznać szczerze, że ze wszystkich polskich recenzji z mojej angielskiej książki o Katyniu, jak to zresztą nietrudno się domyśleć, naprawdę szczerze zależało mi jedynie na «Wiadomościach».

Tymczasem zauważyłem, że zapowiedź tej re¬cenzji znikła ze szpalt. Czy zaszło coś dla mnie niepomyślnego?

Pewne gorzkie refleksje wzbudziła we mnie notatka w «Czasopismach obcych» o recenzji z książki Czapskiego. O mojej książce ukazało się dotychczas (bo ciągle nowe napływają) przeszło 60 recenzji w Szwajcarii, Anglii, Ameryce, Niemczech, Austrii, w sześciu językach (w tym tylko w pięciu gazetach polskich). Przy tem, wyznam, większość recenzji zajmuje się nie tyle walorami książki, ile samą sprawą. Nie tyle więc ja się muszę z tego cieszyć, ile ci z nas, którzy tych spraw pilnują i, jak wiadomo, szafują na nią dużo publicznych pieniędzy, ale tylko wtedy, gdy przy okazji pieką prywatną pieczeń.

Ponieważ organy apaiserskie całego świata usiłują moją książkę przemilczeć, a piszą o niej, jak dotychczas prawie wyłącznie pisma antysowieckie, więc na 60 recenzji pochlebnych, ukazało się dotychczas tylko dwie niepochlebne: w «Dzienniku Polskim» w Krakowie i... «Orle Białym» w Londynie! Jest to mały, ale charakterystyczny przykład polityki personalnej, która dla pewnych kół stanowi suprema lex.

Przeszło 30 recenzji ukazało się dotychczas w pismach angielskich. Aż cztery z nich, w tym organ Edena «Yorkshire Post», zestawiają moje nazwisko z Winstonem Churchillem, co mnie napawa zabaw¬ną dumą, ale żart na stronę, rozszerzając i korygując w ten sposób pamiętniki Churchilla, przecież dolewają kropelkę do prawdy, od której głoszenia w ogóle po to jest emigracja polska. Darmo by jednak szukać o tym choć najmniejszej wzmianki w różnych „dziennikach", „życiach", „gazetach", w której aż roi się od Stypułkowskich1, Czapskich, Andersach2, Borach3 czy innych silnych mira siewo.

Przy okazji załączam odpis, oczywiście czysto reklamowy, ulotki spreparowanej na prośbę Orbisu jeszcze trzy tygodnie temu, a jednocześnie odsłonię Panu poufnie stronę księgarsko-handlową: Bito 6.500. Na dzień l września rozprzedano 5.000. O pozostałe 1.500 ubiega się British Book Centre in New York City. Jeżeli transakcja dojdzie do skutku, nakład zostanie wyczerpany. Nakładzik, jak Pan widzi mały, ale sukces, jak na niecałe trzy miesiące, kompletny! Tymczasem wydawca na wspomnienie drugiego nakładu drapie się w głowę i mówi coś o braku papieru, a niejaki pan Stahl4, który ukradł mi i nie zapłacił w ten sposób polskiego wydania, z ramienia gen. Andersa, czy jak inni chcą bez tego ramienia, staje ze swej strony na głowie, by przeszkodzić zarówno drugiemu wydaniu, jak amerykańskiemu.

Byłbym naprawdę niepocieszony, gdyby Pan Redaktor, ten mój spontaniczny wylew żółci, poczytał za objaw jakowyś moich i w stosunku do Pana pretensji. Przeciwnie, mam do Niego tylko szczerą wdzięczność za dotychczasowy przychylny do mnie stosunek. Chodzi mi tylko o honor dla mojej książki, aby była omówiona w «Wiadomościach», bo jak Pan widzi, materialna strona reklamy, prawie że już nie jest aktualną5. O żadne inne recenzje w żadnym z polskich pism się nie ubiegałem i nie ubiegam.

Zechce Pan, Panie Redaktorze, przyjąć wyrazy głębokiego szacunku i uznania
Józef Mackiewicz

1  Zbigniew Stypułkowski (1904-1979) adwokat, polityk, uczestnik procesu 16 przywódców Polski Podziemnej w Moskwie w 1945 r.
2  Władysław Anders (1892-1970) generał, dowódca II Korpusu Polskiego, jeden z czołowych przywódców politycznych emigracji.
3 Tadeusz Bór-Komorowski( 1895-1966) generał, dowódca AK w latach 1943-1944, po 1945 r. premier rządu na emigracji (1947-1949).
4 Zdzisław Stahl (1902-1987) działacz polityczny, publicysta.
5  Recenzję z The Katyn  Wood Murders napisał Wacław A. Zbyszewski, «Wiadomości» nr 289, 1951 r.

***

5.11.51

Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Bardzo dziękuję za uprzejmy list Pana w sprawie mojej ostatniej opowieści. Niestety, żadna z propozycji Pana Redaktora nie wydaje mi się możliwa. Opowiadanie jest zbyt statyczne i pozbawione akcji, aby je można dzielić. Poza tem nie uważam go za dość doskonałe, aby wypełniać mogło aż dwa numery. Natomiast, ze względu na jego charakter, skrócenie o jedną trzecią, przydać by mogło opowiadaniu jakowąś lakoniczną ostrość, co nie leżało w moich zamiarach.

Niejako w „zastępstwie" przesyłam Panu co innego.1 Uważam tę rzecz za rewelacyjną, ale może się mylę, gdyż każdemu specjaliście [z] jakiejś dziedziny, każdy szczegół wydaje się bardzo ważny, gdy dokonywuje nowego odkrycia. Naprawdę jestem przekonany, że sprawa Winnicy rzuca zupełnie inne światło na sprawę Katynia. Katyń był tylko zwyczajnym dalszym ciągiem metody, niczem więcej. Zebranie tych materiałów kosztowało mnie dobre dwa tygodnie czasu. Gdyby się artykuł wydał Panu Redaktorowi za długi, albo przewidywał Pan konieczność skrótów dla jego dobra, zgadzam się z góry. Niestety z wyjątkiem pierwszej półtorej stronicy. Pisuję tak rzadko do «Wiadomości» i tak oszczędnie narzucam się ze swoimi poglądami, a nie mam zupełnie możności wypowiedzieć się gdzie indziej.

Zechce Pan Redaktor przyjąć wyrazy szczerego szacunku i serdeczne pozdrowienia
Józef Mackiewicz

1 J. Mackiewicz,   „Klucz  do 'Parku Kultury i Odpoczynku' ", «Wiadomości» nr 296, 1951 r.

***

15.1.52
Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Pozwalam sobie przesłać Panu opowiadanie o piekle1, ale być może nie znam się na tej rzeczy.
Przy okazji chciałbym zapewnić, iż będę bardzo wdzięczny za przekazanie mi honorarium za uprzednie opowiadanie.

Jednocześnie bardzo dziękuję za Wierzyńskiego. Naturalnie, napisałem do niego zaraz i otrzymałem serdeczną odpowiedź. Wydaje mi się, iż szczerze chce mi pomóc na terenie Ameryki. Wczoraj otrzymałem od niego drugi list z adresem agencji, którą poleca. Jednocześnie zetknął mnie z W. Bestermanem, przekazując mi jego list i opinię. Niestety, Besterman ocenia rzecz bardzo pesymistycznie i pisze do Wierzyńskiego:
„Wiadomo mi, że Komitet Katyński Kongresu lwią część swych dociekań i wniosków oprze na książce Mackiewicza. Raport tego Komitetu będzie miał na pewno wielki rozgłos, ale Mackiewiczowi ani centa z tego nie przybędzie".

Jak Pan widzi, strasznie trudno zarobić na antysowieckości, choć mój brat wciąż przestrzega przed obcymi agenturami, które tylko czyhają, aby gdzieś sypnąć dolarami.

Proszę przyjąć wyrazy głębokiego szacunku i poważania
Józef Mackiewicz

1 „Przygoda małego diabełka", «Wiadomości» nr 308, 1952 r.

***

Józef Mackiewicz Munchen 19 Nibelungenstrasse 16/1 (bei Frau Genal)
4.6.1955
Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Wczoraj wysłałem Panu książkę Karowa o partyzantce sowieckiej. Będę wdzięczny za rychły jej zwrot.
Mam do Pana wielką prośbę. Wyszła nareszcie moja powieść DROGA DONIKĄD.

Domyśla się Pan zapewne, jak mi zależy na omówieniu w «Wiadomościach». Nie mam oczywiście ani prawa, ani nawet zamiaru wpływania na wybór recenzenta. O jedno tylko chciałbym pana prosić, że jeżeli zdecyduje się Pan łaskawie udzielić tej książce trochę miejsca, to żeby to zrobił ktoś, możliwie, z pierwszego garnituru zespołu... Przede wszystkiem chciał to już robić Wacio Zbyszewski, któremu książka bardzo się podoba. Nie wypadało mi odpowiedzieć, że go o to wcale nie proszę, ale ponieważ w «Dzienniku» ma pisać Karol, więc uważam, że dwóch Zbyszewskich, w i tak już ciasnym świecie emigracyjnym, to może za dużo...

Jeżeli chodzi o moje prywatne zdanie, to właściwie najwięcej zależałoby mi na Bregmanie. Jakkolwiek nie zna on ani tamtych stron, ani nie jest specjalistą od literatury, to jednak jego zdanie należy zawsze do najwyższej klasy1.

Pisał do mnie przedostatni redaktor «Wozrożdienija» paryskiego, Jakonowski: „«Wiadomości» to jest naprawdę doskonała gazeta! Uważam, że stoi na wyższym poziomie niż wszystkie czasopisma przedwojennej Polski".

Zechce Pan przyjąć wyrazy szacunku i poważania
Józef Mackiewicz
1 Autorem recenzji Drogi donikąd («Wiadomości» nr 488, ] 955 r.) był Michał K. Pawlikowski (1893-1972), zamieszkały w Stanach Zjednoczonych, współpracownik «Wiadomości» (autor działu „Okno na Rosję"), opublikował m.in. Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego (1959) oraz Wojnę i sezon (1965).

***

Miinchen 19 Nibelungenstrasse 16/1
Dn. 26 lipca 1955
Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Dn. l czerwca upłynęło dziesięć lat od, moim zdaniem, jednej z najstraszliwszych zbrodni ubiegłej wojny, wydania w ręce bolszewików przez władze angielskie wszystkich konnych i pieszych pułków kozackich, dońskich, kubańskich, terskich, stawropolskich oraz Kałmuków wraz z przeszło 30 tysiącami ich rodzin. Rzecz odbyła się w Dolinie rzeki Drawy; jeżeli zaś chodzi o XV korpus kozacki operujący przeciwko bandom Tity, to wydanie nastąpiło w Judenburgu w Austrii. Rocznica ta dziwnym trafem zbiega się z nowym „kochajmy się" w Genewie...

Straszliwe szczegóły i sceny tego wydania, zwłaszcza jeżeli chodzi o kobiety i dzieci, i wszystkie towarzyszące temu fakty historyczne, dziś, po dziesięciu latach są już dokładnie zbadane, zgromadzone, sprawdzone i skonfrontowane. Jest to materiał wstrząsający. Ponieważ ponadto osobiście znam te strony i przedzierałem się właśnie doliną Drawy do Włoch (o kilka miesięcy wcześniej od tych wypadków), które mnie pasjonują, zamierzam je wyzyskać do większej pracy, a może nawet do powieści, jeszcze nie wiem.

Niezależnie jednak od tego, na podstawie już zgromadzonego przeze mnie materiału mógłbym napisać obszerny reportaż. Pewien szkopuł może tu stanowić okrutna rola, jaką odegrali Anglicy. A też do jakiego stopnia można by ujawniać numery pułków angielskich i nazwiska oficerów?

Nie wiem, czy taka rzecz w ogóle i w zasadzie mogłaby Pana interesować? Sprawa przedstawia się, w jej obiektywnej ocenie, mniej więcej tak: o ile w okrucieństwie ustępuje może hitlerowskim i sowieckim, o tyle w perfidii na pewno je przewyższa.

W wypadku, gdyby taka rzecz Pana interesowała, musiałbym się zastrzec, że mnie ona interesuje wyłącznie od strony opisowo-literackiej, a nie krótkiego artykułu. Musiałbym więc mieć na to co najmniej pełną stronę.1

W oczekiwaniu łaskawej odpowiedzi Pana Redaktora łączę wyrazy głębokiego szacunku i poważania
Józef Mackiewicz

1 J. Mackiewicz, „Zbrodnia w dolinie rzeki Drawy", «Wiadomości» nr 499, 1955 r.

***

Józef Mackiewicz Munchen 19 Nibelungenstrasse 16/1
l sierpnia 1955 r.
Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Dopiero dziś wróciłem z Walchensee, gdzie siedziałem tydzień i zastałem Pana uprzejmy list w sprawie Somossierry i San Domingo. Ponieważ prosił Pan o depeszowanie, a minęło już sporo dni, więc sądzę, że depesza nie będzie miała już znaczenia i odpisuję.

Naturalnie, jeżeli Panu zależy naprawdę na skreśleniu czegoś zgodziłbym się natychmiast, po prostu przez zwykłą życzliwość i głęboki szacunek dla Pana. Z drugiej strony jednak nie bardzo rozumiem, dlaczego stotalizowanie myśli i słowa mamy doprowadzać do tego stopnia, żeby pisarz nie miał prawa mieć innych poglądów nawet na wypadki historyczne?

W tej chwili nie mam pod ręką źródeł, o których pamiętam, że całą tę szarżę w wąwozie stawiały pod duży znak zapytania. Karol Zbyszewski stwierdził, że żadnego wąwozu nie ma. Wyjaśnienie Kukiela, którego również nie mam pod ręką, ale pamiętam, że wydało mi się nie tylko niejasne, ale mętne. Przy tem miałem wrażenie wówczas, czytając go, że cytowane przezeń źródła odbijają przeważnie wersję polską i stanowią pochodne ze źródeł polskich. Po ostatniej wojnie, którą przebyłem w kraju pod okupacją i widziałem wszystko własnymi oczyma, a teraz mogę przed własnym sumieniem i Bogiem stwierdzić, że 85% wydrukowanych relacji stanowi jakieś hypnotyczne, masowe łgarstwo, z którym walczyć jest fizycznym niepodobieństwem, gdyż 1.000 świadków przysięgnie w każdej chwili, że było tak, jak - nie było... - nie wierzę w żadne źródła polskie!

Co do San Domingo, to myślałem, że Pan o tym wie. Wyprawa była rozgłoszona jako nie przedstawiająca żadnego niebezpieczeństwa, natomiast na której można się obłowić raz na całe życie! Prawo wzięcia w niej udziału było rozdawane nieomal jak koncesja dla tych, którzy na poprzednich kampaniach nic nie zrobili. Natłok był tak wielki, że z protekcji zrobiono prawdziwy handel. Doszło do tego, że procent oficerów przewyższał w niektórych formacjach procent szeregowych... Naturalnie protoplasci naszych kasztaniarzy1 z II korpusu znaleźli jakieś chody, żeby się na tę wyprawę wścibić, i żeby się solidnie obłowić. Dopiero, gdy cała rzecz zakończyła się klęską, przekręcono wszystko do góry nogami i przez sto pięćdziesiąt lat prawie uczymy swoje dzieci, że „Polaków rzucają zawsze na stracone pozycje!". Jest to oczywiście najbezczelniejszy bluff, jaki kiedykolwiek ktoś wymyślił.

Bieda jest oczywiście nie w tym, że my „przelewamy krew za kogoś", tylko że nie chcemy przelewać jej nawet za własną ojczyznę i dlatego bili nas wszyscy po kolei i rozbierali Polskę od dwustu lat, jak kto chce. Podczas ostatniej wojny na prosowieckich kolaborantów, czyli AK, spadał taki deszcz dolarów i złota, że każdy zabity przez nich Niemiec ważył na pewno mniej i to o wiele. A teraz krzyczymy, że „nas sprzedali" bolszewikom!

Łączę wyrazy głębokiego szacunku i poważania
Józef Mackiewicz

1 kasztaniarze - handlarze złotą walutą.

***

Józef Mackiewicz Miinchen 19 Nibelungenstr. 16/1 c/o Genal
16 marca 1956
Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Przesyłam korespondencję o Kozakach znad Drawy1, skąd przed chwilą wróciłem. Być może nada się ze względu na zainteresowanie, jakie wzbudził poprzedni artykuł na ten sam temat.

Zechce mi jednak Pan wybaczyć szczerość, że z bardzo wieloma poprawkami w poprzednim artykule się nie zgadzam. Mówię o stronie stylistyczno-literackiej. Różne drobne szczególiki uwypuklają oddanie prawdy. Przykładowo: skreślone przez Pana nazwy hotelu „Złota Rybka" uważam za wielki błąd czysto literacki. Czy ataman Domanow zaprosił na ostatnią kolację kogoś, kto miał zawisnąć w Moskwie tylko „do hotelu"... czy też do hotelu „pod złotą rybką" - to jest moim zdaniem duża różnica w oddaniu prawdy życia na naszym globie. Umyślnie wybieram przykład tak nikły pozornie. Ja piszę artykuły do różnych amerykańskich pisemek w ciągu godziny. Do «Wiadomości» piszę czasem tydzień albo dłużej. Wciąż nie mogę się pozbyć maniery opracowania każdego zdania i wydobycia efektów literackich, jakie ja osobiście uważam za słuszne. Poczucie, że zostanie przerobione, odbiera chęć pisania albo też wpływa na lekceważący stosunek do własnej twórczości. A ostatecznie honorarium nie pokrywa tego rodzaju pracy. Niektóre poprawki Pana, w niektórych artykułach, są lepsze niż w moim oryginale, ale nawet i w takim wypadku wolę pozostać sobą.

Przy okazji załączam fotografie do ewentualnego wykorzystania, o zwrot których proszę uprzejmie.

Zechce Pan przyjąć wyrazy głębokiego szacunku i poważania
Józef Mackiewicz

1 „Po latach na miejscu zbrodni nad Drawą", «Wiadomości" nr 526, 1956 r.

***

Monachium, 25 marzec 1957

Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Jest mi bardzo przykro, ale, niestety, nie zgadzam się na żadne zmiany. Cyfry swoje oparłem na pracy Margret Boveri – „Der Verrat im XX Jahrhundert" - która cytuje obszerną literaturę francuską, amerykańską, angielską itd. Jest to dzieło raczej filozoficzne, a cyfrowe dane przytaczane są na marginesie jako przyczynki. Głęboki antyhitleryzm autorki i jej wielki obiektywizm w innych dziedzinach nie pozwala mi przypuszczać, żeby mogła operować fałszywymi cyframi.

Podaje: we Francji - pół miliona aresztowanych, z tego 160 tysięcy procesów; padło ofiarą czystek podczas Liberation - 100 tysięcy, a więc więcej niż na polu bitwy. - W Belgii - 600 tys. dochodzeń policyjnych i procesów, w Holandii 130 tysięcy.

Każdy wie, że we Francji „czystki" po roku 1945 przybrały charakter masowego szaleństwa, z kolei więc wydają mi się Pana cyfry nieprawdopodobnie niskie. W Belgii było nie lepiej, ale gorzej. Cała afera z królem i przepołowienie narodu w późniejszych latach są tego najlepszym dowodem. Stopień zacietrzewienia ilustruje wypadek znany sprzed roku: Facet z Fupen, przyłączonym w roku 1940 formalnie do Niemiec, walczył wyłącznie na froncie wschodnim przeciw bolszewikom. W roku 1945 po likwidacji „kotła" kurlandzkiego ucieka do partyzantki litewskiej. Aresztowany przez NKWD ucieka powtórnie. W rok później po rozbiciu oddziału litewskiego, aresztowany w Wilnie, skazany zostaje na 15 lat łagru.
Po 10 latach wraca z Kołymy zdaje się, a żandarmeria belgijska czeka na granicy z kajdanami... Było o tym głośno w prasie.

Czy lepiej było jeździć do Moskwy i kłaniać się Stalinowi, czy do Berlina kłaniać się Hitlerowi, to moim zdaniem rzecz co najmniej sporna. De Gauile wybrał jedno, Laval drugie. W każdym razie upieram się, że mam prawo postawić tu znak równania i jedną, i drugą stronę traktować jako przeciwników politycznych.

Gomułka był zwyczajnym łapsem i agentem sowieckim, wymienionym przez Sowiety z więzienia polskiego w roku 1936 - a dzisiaj, ze względów „politycznych", nawet cała emigracja leży przed nim plackiem. - W moim artykule nie chodzi mi o to, kto ma rację, tylko o stwierdzenie faktu, że masowe „czystki" nie są wyłącznością Wschodu. Dlatego nie mogę podzielać Pana zdania, że podobne zestawienie jest „paradoksalne". Raczej uważam go za obiektywnie słuszne.

Co do ścisłości cyfr - nigdy nie wiadomo po tej wojnie. «Wiadomości» niejednokrotnie cytowały cyfry strat w Polsce, które obiektywnie są fantastyczne. To też wszystkie są mniej lub więcej względne. Mógłbym co najwyżej sprawdzić źródła M.Boveri albo do niej napisać. Zajmie to jednak dużo czasu. W każdym razie nie zgadzam się na umiany, ale też z drugiej strony ani narzucać, ani upierać się nie chcę i doprawdy nie będę miał ani cienia żalu do Pana Redaktora, jeżeli uzna mój artykuł1 w tej formie za nie nadający się do druku. Pozostaję zawsze z szacunkiem do głębokich przekonań innych.

Zechce Pan przyjąć wyrazy szacunku i poważania
Józef Mackiewicz

J.Mackiewicz,   „Tak zwany   Wschód   europejski",   «Wiadomości» nr 581, 1957 r.

***

Józef Mackiewicz Munchen 19 Nibelungenstrasse 16/1
25 lipca 1957 r.

Szanowny Panie,
Dziś otrzymałem list Pana z dn. 23 bm., który mnie bardzo zdziwił zarówno swoim tonem, jak treścią. Już pierwszych zdań nie rozumiem:..”natomiast Francuz powinien pisać Varsovie etc."

Przecież ja właśnie napisałem, że Francuz powinien tak pisać. A wygląda tak,
jakby Pan mnie imputował, że chcę narzucić Francuzom pisownię niemiecką...

Pisze Pan dalej: „myli się Pan całkowicie, że ja poprawiam komukolwiek styl". Nie tylko się nie mylę, ale stwierdzam, że nie tylko poprawia Pan styl, ale czasem go zupełnie zniekształca. I nie tylko styl, ale przez odpowiednio stosowane skróty, zniekształca Pan często moją myśl przewodnią, akcenty i siłę argumentacji w poglądach, z którymi się Pan nie zgadza. Jeżeli ja piszę np.: „panowie z AK", a Pan mnie przerabia na: „żołnierze z AK" (jak to miało miejsce), to oczywiście nie chodzi tu o żaden błąd językowy, tylko odwrócenie akcentu, a tym samym intencji autora. Podobnych przykładów mógłbym przytoczyć setkę, co najmniej, ale czasu nie mam. Choć może kiedyś to zrobię.

Nie jest Pan nauczycielem języka polskiego, tylko nauczycielem języka, który narzuca Pan «Wiadomościom», drogą samowolnego dekretu, korzystając z monopolu, jakim te «Wiadomości» się cieszą. Na globie ziemskim po wojnie istniały dotychczas tylko dwa pisma polskie o takim poziomie i na tę nazwę zasługujące: «Wiadomości» i «Kultura».

Odkąd «Kultura» stała się pismem jednostronnie politycznym, o wyraźnym kierunku popierającym polskich komunistów w ich „własnej drodze do socjalizmu", pozostały tylko «Wiadomości». Wydaje mi się, że niezupełnie zdaje Pan sobie sprawę z ogromu odpowiedzialności, jaki spadł na Pana, aby ratować resztki polskiego liberalizmu.

Pod tym względem «Kultura», mimo całego skrętu politycznego, jest o wiele bardziej liberalna. Nieporównanie bardziej liberalna od «Wiadomości», jakkolwiek powinno być odwrotnie. - Pisze Pan: „Nie narzucam nikomu tematu.." No wie Pan, w stosunku do wolnych pisarzy, a nie stałych współpracowników, takie rzeczy zapoczątkował Lenin, a kontynuował dr. Goebbels. Mnie się zdaje, że na razie wystarczy, iż tematy w «Wiadomościach» są niesłychanie ograniczone. Jak na jedno pismo spośród setek innych, na pewno nie. Ale jak na jedyne pismo polskie udostępnione dziś wolnym pisarzom jest stotalizowane.

Nie będę wyliczał wszystkich tabu. Pan sam zna je najlepiej. Wystarczy stosunek do kraju. W stosunku do tego, co się w Polsce dzieje, nie powinno być dziś ani jednego Polaka, a na łamach «Wiadomości» ani jednego pisarza polskiego, któremu można by zabronić wypowiedzieć absolutnie wszystko cokolwiek chce i cokolwiek o tym myśli. To za poważna rzecz, ażeby ją poddawać cenzurze Mieczysława Grydzewskiego albo Jego osobistym poglądom. To jest własność wszystkich. Tymczasem w «Wiadomościach» wypowiada się na ten temat tylko kilka uprzywilejowanych osób, a sądząc z pewnej monotonii tych wypowiedzi, są one uzgodnione z redakcją. O tym właśnie chciałem mówić, mówiąc o braku liberalizmu. Naturalnie, jeżeli pan uważa «Wiadomości» za swój organ prywatny, mówić w ogóle nie ma o czym.

Pisząc o honorariach pisze Pan z wyraźnym rozdrażnieniem, na które ja w stosunku do Pana sobie dotychczas nigdy nie pozwalałem. I zapytuje: „w stosunku do czego nie są wysokie?" — W stosunku, proszę Pana, do pracy. Tylko w stosunku do włożonej pracy. Są zupełnie i śmiesznie niskie! Nigdy nie zarzucałem Panu, że może Pan płacić więcej. Wiem, że Pan nie może. Ale nie zmienia to sytuacji, że to, co Pan może płacić, jest śmiesznie mało. Zwłaszcza, jeżeli się weźmie pod uwagę autora, jak mnie, nie mającego dostępu do żadnych dolarodawczych instytucji, obsiadłych przez b. sowieckich kolaborantów.

Mnie, piszącego prawie za darmo artykuł, aby go później zobaczyć zniekształconym na łamach «Wiadomości», i z tego opłacającego paczki do Polski.

Oczywiście więcej nigdy artykułów do «Wiadomości» pisać nie będę. Nie będę się wdawał w kwalifikację, ale nie uważam, żeby Pan pisał lepiej ode mnie. Siedzieć zaś i poprawiać rzekomo mój artykuł, napisany przez Pana, zawierający często takie pierwotne błędy, jak np. „który" nie wiadomo do jakiej osoby się odnoszący itp. uważam za równie przygnębiające jak śmieszne. Wolno Panu polegać na wyczuciu językowym swego sekretarza, ale ja na jego wyczuciu polegać nie będę. Sam umiem pisać. A jeżeli nie będę mógł drukować, wolę pisać „pod siebie" niż pod Pańskiego sekretarza.

Łączę wyrazy szacunku Józef Mackiewicz

***

Józef Mackiewicz Munchen 55 Windeckstrasse 21 Tel.: 746907
28 kwietnia, 1964
Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Dziękuję serdecznie za list. Niestety, absolutnie nie mogę zgodzić się z argumentacją Pana. Wybory odbyły się na pytanie: „Kogo wybralibyśmy do akademii"? Ale nie: „kogo wybralibyśmy do jury"? To jedno. Po drugie, jeżeli«Wiadomości» „zawsze zażarcie zwalczały pojęcie akademii", to dlaczego nadały temu gremium zarówno wewnętrzny, jak zewnętrzny statut wzorowany właśnie na - „akademii"... Z dożywotnim miejscem etc.? Po trzecie, ja wcale nie twierdzę, że to jest Akademia ani nie mam pretensji do miana „akademika", bo to śmieszne.

Twierdzę natomiast, że jest to „Akademia" w cudzysłowie i tak też napisałem. I twierdzę, że dla wielu względów, m.in. kulturalno-politycznych, należałoby powołać, czy przystąpić do nowego głosowania, dla stworzenia Akademii bez cudzysłowów. „Jury" jest tylko „funkcją" - napisałem - tego gre¬mium, wybranego, jak słusznie Pan pisze, na podstawie rodzaju Gallupa. Cofnięcie i podkreślanie późniejsze, że to tylko ,jury", może słusznie wywołać wrażenie pewnego reweransu w stosunku do „literatury polskiej w Kraju" (przez duże K naturalnie), która jest w istocie planowa, inspirowana, kierowana tak samo, jak od roku 1918 literatura sowiecka. Ludzie, którzy patrzą na te rzeczy i znają je na wylot od pół prawie wieku, a teraz nagle udają, że tego nie widzą, popadają - moim zdaniem - w zakłamanie. W istocie, zwalczając rzekomo koegzystencję, jesteśmy tej koegzystencji (na swoim odcinku) pierwszymi rzecznikami i „wzorcem" dla wszystkich poputczików wolnego świata.

Jeżeli chodzi o moją podejrzliwość, że się lojalność w stosunku do „Kraju" posuwa za daleko, to nie przybiera ona rozmiarów „manii", jak Pan pisze, ale raczej szczerego przygnębienia. Wystąpienie «Wiadomości» w sprawie petycji 34' zakrawa na przejście na pozycje już titoizmu.

Są to bowiem wewnętrzne postulaty grupy ludzi, podtrzymujących notorycznie ustrój komunistyczny w kraju. Wielu z nich, jak taki Kisielewski2 na przykład, spełnia rolę dywersantów, emisariuszów, agentów w wolnym świecie i w emigracji etc.etc. Biadolenie, że tym ludziom nie daje się pisać w komunistycznej prasie czy pracować w komunistycznym radio, którego przeznaczenie jest zatruwanie wolnego świata, nie inne niż z Moskwy, Leningradu etc. - jest dla mnie nie do przyjęcia.

Czy Pan wie, co to jest PAX? Jest to agentura stworzona według recepty „Żywej Cerkwi" i dla spełniania analogicznej roboty dywersyjnej. W jaki więc sposób można rozczulać się nad losem i oburzać, że kogoś z tej agentury wyrzucili i nie dają mu nadal w niej pracować?... W taki sposób możemy dojść do tego, że będziemy się oburzać, że kogoś wyrzucili z Bezpieki...

Tenże Kisielewski napisał kiedyś w «Tygodniku Powszechnym» nader słusznie: Nie można jednocześnie - chcieć czegoś obalać i poprawiać. - Jest to więc przejście ze stanowiska „obalania" komunizmu na stanowisko „poprawiania" komunizmu. To, że całą emigrację ogarnął owczy pęd, nie dowodzi, że ten pęd jest słuszny.

Mnie się zdaje, że Pańskie wspaniałe «Wiadomości Literackie» słynęły właśnie z przeciwstawiania się owczym pędom, a nie w ich przodowaniu.

Zasiadłem nawet do napisania spokojnego, rzeczowego artykułu votum separatum w sprawie „34". Ale dałem spokój. Wychodząc nawet z założenia, że nie mam stuprocentowej racji, czy nawet żadnej racji, niepodobna zaprzeczyć, że w wolnym świecie rzecz taka podlegać może wolnej dyskusji. A kto mnie taką wolną dyskusję wydrukuje? Pan nie, «Kultura» nie, «Dziennik» nie, żadne pismo emigracyjne. Na czyje ręce ja mam składać petycję o przywrócenie wolności słowa? Skoro za takie zaczyna się na emigracji uważać to, które udzielić może towarzysz Cyrankiewicz.

To wszystko jest bardzo przygnębiające.

Przechodząc z tej gorzkiej polemiki do rzeczy bardziej przyjemnych, bardzo się cieszę z uzyskania owych 40 gwinei. Przykro mi tylko, że muszę narazić Pana na kłopot i, jeżeli to możliwe, prosić o przekazanie do Monachium, gdyż na miejscu w Londynie, nie mam dla nich przeznaczenia.

Zechce Pan przyjąć wyrazy głębokiego szacunku i poważania
Józef Mackiewicz

PS. Dziś właśnie sprzedałem Sprawę Pułkownika Miasojedowa na Amerykę. Wydaje ta sama firma co Road To Nowhere.
1  Tekst listu 34 intelektualistów Grydzewski ogłosił w nr. 943 «Wiadomości», 1964 r. wraz z informacją o represjach wobec jego sygnatariuszy.
2 Stefan Kisielewski (1911) pisarz, ówczesny publicysta «Tygodnika Powszechnego".

***

Józef Mackiewicz 8 Miinchen 55 Windeckstrasse 21 Tel.: 749907
15.XI.1965
Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Zarówno Sakowski, jak autor chcieliby, żebym  napisał coś o Z wysokości siodła*. Pisał mi jednak Sapieha, że w «Wiadomościach» ma napisać o tym Hemar. Pióro, naturalnie, bezkonkurencyjne. Więc, czy reflektowałby Pan w tej konfiguracji na jakieś moje a propos, raczej uwagi na marginesie etc.? Bo mam duże wątpliwości. To jest jedno.

Drugie, to rzecz taka: ja w tej chwili znalazłem się w zupełnie wyjątkowej złej sytuacji, chyba najgorszej od czasów emigracji, ze względu na jakiś - jak w złym śnie - fatalny zbieg okoliczności. Gdyby Sakowski nie podesłał mi był reszty honorarium, to już bym umierał z głodu. Słowem w takiej sytuacji, nie przez wrodzoną chciwość, ale po prostu - nie mogę sobie pozwolić kilka dni pisać (a piszę teraz b. wolno, ja nie Wacio Zbyszewski!) za darmo.

Naturalnie jesteśmy Panu niezmiernie wdzięczni za przysyłanie «Wiadomości», bez których szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie egzystencji. W ten sposób, my z żoną, pozostaniemy wiecznymi dłużnikami. To jasne. Ale z drugiej strony, czy nie dałoby się tak przewekslować, że skoro dostąpiłem największego zaszczytu zasiadania wśród „Jurorów" «Wiadomości», to może z tego tytułu należałby się mi numer «Wiadomości» gratis"? Natomiast za rzeczy ewentualnie przesłane, otrzymywałbym choć drobne honorarium?

Ja to piszę nie - z przekonania. Tylko - z własnej sytuacji.

Serdeczne pozdrowienia od nas obojga załączam

Józef Mackiewicz

1 Grydzewski zamieścił recenzję Mackiewicza z książki Lwa Sapiehy (Londyn, 1965) w nr. 1034 «Wiadomości», 1966 r.