…Najcharakterystyczniejszą cechą systemu komunistycznego jest natomiast totalna niewola ludzkiego ducha, zniewolenie ludzkiej myśli, ludzkiego intelektu. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

Michał K. Pawlikowski. Kontra Drukuj
Autor: Michał Kryspin Pawlikowski   
Czwartek, 27 stycznia 2011

Jeżeli przylepianie etykietki utworowi literackiemu należy do dobrych tradycji recenzenckich, stwierdzić muszę na wstępie, że zaszufladkowanie ostatniej książki Józefa Mackiewicza nie jest łatwe.
O ileż łatwiej było pisać recenzje z dwóch jego poprzednich książek. A więc jego Drogę donikąd można było streścić w niewielu wierszach: „kinoteatr okropności" ze zwolnioną, a czasem zatrzymaną taśmą filmową, z szeregiem trupiobladych masek na ekranie, z wyrazem bezgranicznej nudy i tępego przerażenia na twarzach więźniów osadzonych w kamerze wysokiego ciśnienia systemu bolszewickiego, polegającego na zakłamywaniu, ogłupianiu i „odczłowieczaniu” ludzi. A więc Karjerowicza określiłbym jako fascynującą, choć nierówną artystycznie, narrację powieść, w której autor stracił, moim zdaniem, bajeczną okazję zgłębiania pasjonującego zagadnienia psychologicznego na temat: „bohaterstwo - tchórzostwo - dezercja", temat przez wielkiego Tołstoja zaledwie dotknięty.

Trudniej jest zaklasyfikować Kontrę. Już sam tytuł może wprawić czytelnika polskiego w pewne zakłopotanie, nie wszyscy bowiem wiedzą, że „kontra" w żargonie sowieckim jest pogardliwym skrótem wyrazu „kontrrewolucjonista". Sprawa tytułu jest oczywiście szczegółem drugorzędnym. Ciekawsze jest pytanie, czym jest Kontra: powieścią, dokumentem historycznym czy studium politycznym?


Formalnie jest powieścią. Jest sagą naddońskiej rodziny Kolcowów w okresie trzydziestolecia od upalnego lata wybuchu pierwszej wojny światowej do „zbrodni w dolinie rzeki Drawy" 1 czerwca 1945. W świetle „obiektywnej prawdy", do której wykrycia autor dąży z uporem na 212 stronicach swego wstrząsającego opowiadania, zbrodnia ta jest chyba najbardziej ponurym epizodem ostatniej wojny, bardziej nawet ponurym od Katynia, jeśli się zważy, że masakry katyńskiej dokonali bolszewicy, a zbrodni w dolinie Drawy żołnierze jednego z mocarstw zachodnich, w których, jak zauważa autor w przypisach, „większość przedstawicieli wschodnioeuropejskich narodów na emigracji... słusznie dopatruje się d z i ś [podkr. moje] jedynego oparcia i sojusznika przeciwko Sowietom".


Kontra jest jednocześnie dokumentem historycznym - przypomnieniem i uszeregowaniem nieznanych lub mało znanych faktów z bardzo niedawnej przeszłości, którą - dzięki grymasowi historii - narody walczące bohatersko przeciw bolszewikom u boku Niemiec uważają (że znów przytoczę słowa autora w przypisach) „za epizod co najmniej wstydliwy". W interesie sojuszników i Sowietów również nie leży przypominanie światu zarówno „zbrodni w dolinie Drawy", jak poprzedzających ją zdarzeń. Zwłaszcza Sowiety wolałyby ukryć, że walczyli przeciwko nim nie tylko partyzanci litewscy lub ukraińscy, lecz że w roku 1944, czyli w okresie, gdy klęska Niemiec była już kwestią czasu, miały przeciwko sobie niemal półmilionową armię Własowa, składającą się prawie wyłącznie z Rosjan. Kto wie - może gdyby nie książka-dokument Mackiewicza, fakty przez niego podane leżałyby jeszcze długie lata pod korcem „koniunkturalnej" prawdy - pokryte pyłem „wstydliwego" zapomnienia. Kładąc nacisk na dokumentalny aspekt swej opowieści, autor jest bardzo skrupulatny. Stronice aż się jeżą od dat, wyciągów z rozkazów i innych dokumentów; numerów korpusów, dywizji, pułków - niemieckich, sowieckich, sojuszniczych. Szczegóły te mogą zdziwić, a nawet znużyć czytelnika szukającego w powieści wyłącznie wątku i dialogów. Dla historyka jednak lub czytelnika o zainteresowaniach historycznych stanowią cenne źródło informacji.


Kontra jest wreszcie studium politycznym. Teza tego studium nie będzie niespodzianką dla tych, którzy czytali liczne artykuły polityczne autora. Artykuły jego były jednak nie zawsze do obronienia, właśnie dlatego że były... artykułami. Ileż to razy przyjaciele autora poklepywali go protekcyjnie po ramieniu, radząc mu, aby pozostawał pisarzem-artystą i nie wścibiał nosa do spraw „wielkiej" polityki! Polemizując z argumentami artykułu politycznego, jakże łatwo zasypać go kontrargumentami z rodzaju nazwanego przez autora „prawdą koniunkturalnego interpretowania prawdy"! Z powieścią sprawa jest trudniejsza. Kontra - pomimo swego polityczno-dokumentalnego charakteru - jest przede wszystkim tworem prozy artystycznej. Nie rezonuje, lecz przykuwa, wstrząsa, oburza, podnieca - i w końcu przekonywa lepiej, niżby to zrobił najlogiczniej napisany artykuł polityczny.


Tezę autorską można by z grubsza streścić, jak następuje. Nie ma podziału na Zachód i Wschód europejski. Jest tylko - z jednej strony totalna i psychiczna zaraza bolszewizmu, wroga kultury, a tym samym wroga nie jednego narodu, ale całej ludzkości, zaraza, której pierwszą ofiarą padli Rosjanie, z drugiej zaś - demokracje zachodnie, które zamiast wbijać klin pomiędzy naród rosyjski i partię komunistyczną, wciąż są niestety mniej antybolszewickie niż tzw. Wschód europejski.


Po ukazaniu się Drogi donikąd jeden z naszych czołowych publicystów pasował Józefa Mackiewicza na „największego pisarza powojennego". Już raz miałem okazję zauważyć, że się boję superlatywów i że w powyższym określeniu opuściłbym przedrostek „naj". Nie wahałbym się jednak nazwać Józefa Mackiewicza najbardziej „nie-polskim" ze wszystkich pisarzy polskich. Istotnie: sceną i klimatem Drogi donikąd jest skrawek Litwy, i - jeśli nie liczyć języka - tzw. „polskość" nie jest, jakby się wyraził W.A. Zbyszewski, „kamertonem" powieści. Wątek Karierowicza byłby możliwy w każdym kraju. Wreszcie Kontra jest utworem, po którego przeczytaniu obcy czytelnik nie domyśliłby się, że autorem jest Polak.


Witold Gombrowicz toczy, jak wiemy, na stronicach swego dziennika „bój z Polską" i pragnie „wyzwolić się z Polaka". Niemniej przeto pozostaje pisarzem bardzo polskim (choć zastrzegam się, wybitnym, ciekawym i oryginalnym). Józef Mackiewicz toczy bój nie z Polską, lecz z „polrealizmem". Manifestów literacko-artystycznych nie ogłasza. A jednak jest pisarzem nie polskim, lecz - ogólnoludzkim. Jeżeli moja diagnoza jest trafna, tedy kwestia, czy jest pisarzem wielkim, większym,  czy największym, usuwa się na plan dalszy.
 Pierwodruk: „Wiadomości" (Londyn) 1957, nr 40.

Opublikowano na podstawie: Józef Mackiewicz i krytycy. Antologia tekstów pod redakcją Marka Zybury. LTW, Łomianki 2009.