…Szczerość każdego pisarza mierzy się nie tylko tym, o czym pisze, ale i tym co przemilcza. Józef Mackiewicz. Niemiecki kompleks.  Kultura, 1956

Andrzej Stanisław Kowalczyk. Reporter byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego Drukuj
Autor: Andrzej Stanisław Kowalczyk   
Poniedziałek, 20 grudnia 2010

O! rozległe były kiedyś ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego, od Bałtyku po Morze Czarne, a któż zna dzisiaj jego granice?!...Józef Mackiewicz, Droga donikąd
Bez końca deptano tę sapowatą, niezbyt żyzną ziemię, jakby raptem wszystkim stała na zawadzie w osiągnięciu ich dalekich obcych celów. A zdawało się leży na ustroniu, i lasy ją ochraniają gęste, i drogi kiepskie, latem za suche, jesienią za błotniste, zimą za śnieżne, wiosną wcale nawet, bywało, nie do przebycia. Bez bogactw mineralnych, bez pretensji światoburczych, bez bydła rasowego; we wsiach słomą krytych i zwyczajnym kundlem strzeżonych. Ale nie! Wciąż pchano się do niej z wojskiem, z armatami, z ideami, z obcym prawem; raz z reklamą pasty do zębów, raz z drutem kolczastym, raz z okopem przez sam środek żyta.  Józef Mackiewicz, Kontra
Bo mnie się zdaje, że czas już najwyższy skończyć z poglądem na tę resztówkę z Wielkiego Księstwa Litewskiego jako na bardzo szczęśliwą sielankę, której synom zależy tylko na jednym w życiu, aby pod urzędową batutą pozwolono im śpiewać chóralnie: Hej, strzelcy wraz...   Józef Mackiewicz, Bunt rojstów
Nietrudno byłoby udowodnić, że całą późniejszą twórczość Józefa Mackiewicza można wywieść z Buntu rojstów, zbioru reportaży, który ukazał się nakładem wileńskiego dziennika „Słowo" w 1938 (innego wydawcy autorowi znaleźć się nie udało). W istocie, jest to książka językowo bogata, napisana wykrystalizowanym już Mackiewiczowskim stylem. Autor z całkowitą swobodą włada polszczyzną literacką, odwołuje się do gwary wileńskiej, chętnie przytacza dialogi po białorusku. Nie jest to jednak dziennikarska mieszanka czy kresowy wolapik, lecz dojrzały indywidualny język artystyczny, którym z wielkim powodzeniem będzie się posługiwał Mackiewicz w swoich powieściach. Bunt rojstów patronuje twórczości Mackiewicza również i w innym sensie: jest aktem przymierza z ziemią. Ta lojalność pozostanie dla pisarza najważniejsza. Będzie się upominał o swoją ojczyznę, wzniecając bunt rojstów.


W roku 1938 Józef Mackiewicz ma już lat 36, wydał tom nowel, jest współautorem sztuki i powieści satyrycznej, pracuje jako dziennikarz i reporter w „Słowie", gazecie redagowanej przez Stanisława Cata-Mackiewicza, starszego brata. Tam najpierw ukazują się poszczególne części książki, ale dopiero zgromadzone w tomie ujawnią swą siłę i dojrzałość pisarską autora. Jest Bunt rojstów popisem stylistycznym, Mackiewicz niemal w każdym tekście mówi innym językiem: swobodnie posługuje się stylem reportażu nastawionym na opis i relację, wrażliwym na szczegół, gest, wypowiedź spotkanego interlokutora, doskonale włada sarkastyczno - ironicznym językiem pamfletu, nie stroni od tonacji lirycznej, gdy chce dać wyraz wzruszeniu. Reporter, główny bohater Buntu rojstów, zna i potrafi wyrazić rozmaite uczucia, od gniewu (Rynsztok i szkoła w Wołożynie) po łagodną melancholię ( Z 18 go ułańskiego na Prypeć i Horyń . Jest on bowiem nie tylko łowcą sensacyjnych faktów, demaskatorem kłamstw i iluzji. Nawet gdy najwięcej uwagi poświęca ludziom i ich zawikłanym, czy po prostu zakłamanym, sprawom, nie przestaje bezinteresownie obserwować świata, jesiennego lasu, zjawisk na nocnym niebie, wezbranych wód. Bo obok dramatów ludzkich i trosk, jest świat osobny, który z człowiekiem nie współczuje, obojętny świadek jego codziennego mozołu i szaleństw. W wielkich powieściach, które niebawem napisze, opowie o wydarzeniach odmieniających oblicze ludzkiego świata, ale nigdy nie straci z oczu nieba i ziemi, wciąż takich samych, pięknych, prawdziwych i obojętnych. Źródłem dystansu Mackiewicza do człowieka i jego historii jest urzeczenie naturą, podziw dla jej urody, kontemplacja jej samowystarczalności i obojętności. Obok więc tonu zaangażo¬wanego obserwatora styl afirmującej rzeczowości, wzbogacony czasami powściągliwym liryzmem. Ta dwoistość pojawia się w Buncie rojstów po raz pierwszy, ale już w postaci całkowicie wykrystalizowanej.
Do najlepszych utworów należy A Szwarce Bor, reportaż z podwileńskiego letniska uczęszczanego przez Żydów. Mackiewicz jednak prze¬kracza ograniczenia stylu dziennikarskiego, kreśli sekwencję scen, daje znakomity portret białoruskiego chłopa Jana Koła, który żydowskim letnikom odnajmuje własną chatę i wyszukuje pokoje. Usługi te stanowią dla niego najważniejsze źródło zarobku, co jednak w żadnej mierze nie powściąga jego antysemityzmu. Mackiewicz nawiązuje do krótkich form literatury realistycznej XIX wieku, ale potrafi ożywić tradycyjną, wysoko zresztą przez siebie cenioną konwencję. Odnawia ją przede wszystkim za sprawą języka: ,Jan Koł stoi obok mnie, na przystanku, małymi oczkami przebiera ciżbę żydowską, jakby palcami różaniec w dzień świąteczny i mówi głośno, raz w raz ramieniem odpychając cisnących się Żydów: «Isz ich, Żydów, jak muraszek, wszystko równo. Dziś, pan łaskawy, tak niama krześcijanam życia»"1 . Pojawiający się w Buncie rojstów chłopi białoruscy, Poleszucy, drobni kupcy żydowscy to nie figury egzotyczne, dziwni tubylcy, którzy śmieszą swoim prostactwem. Mackiewicz rozmawia z nimi ich językiem, bynajmniej dla niego nie obcym. Rozumie ich, ale nie powołuje się, jak realistyczny narrator, na uniwersalne zasady humanizmu, lecz poczuwa się do wspólnoty ziemi, przeszłości i przyszłości. Jest z nimi solidarny, broniąc ich przed urzędnikami centralistycznego państwa, broni własnej ojczyzny, a więc i samego siebie.
W stosunku reportera do postaci, w sposobie ich budowania, w pieczołowitości dla szczegółu i w wierze pisarza-realisty w możliwość uchwycenia w języku rzeczywistości przejawia się wierność Mackiewicza dla idei krajowej - przekonania o zasadniczej odrębności regionów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Krajowcy postulowali utworzenie niepodległego państwa federacyjnego złożonego z kantonów narodowościowych. Idea krajowa powołania federacyjnego państwa nawiązującego do tradycji tych ziem i respektującego ich odmienność upadła, powołaniem takiego organizmu państwowego nie byli zainteresowani ani Polacy, ani Litwini, ani Żydzi, więcej zwolenników znalazłaby być może wśród Białorusinów, ale ci byli zbyt słabi politycznie. Po inkorporacji Wileńszczyzny do Polski i po traktacie ryskim w 1921, dzielącym Białoruś między Polskę i Związek Sowiecki, „krajowcy" mogli już tylko ze smutną satysfakcją konstatować, że władza centralna w Warszawie i jej lokalni urzędnicy nie rozumieją interesów gospodarczych, politycznych i kulturalnych ziem północno - wschodnich Rzeczpospolitej i nie potrafią ich rozwiązać.
Można więc czytać Bunt rojstów również jako pamflet polityczny wymierzony przeciw państwu scentralizowanemu i upośledzaniu przezeń uboższych regionów. Władze w Warszawie ani przysyłani przez nie urzędnicy (Mackiewicz często podkreśla, że urzędnicy, nauczyciele, policjanci na Kresach pochodzą w większości z innych części Polski) nic dla regionów północno-wschodnich nie zrobią, bo nie dostrzegają ich swoistych wartości, widząc tylko ciemnotę, ubóstwo i zacofanie cywilizacyjne. Nie podejmują jednak żadnych kroków, żeby zmienić ten stan rzeczy. Regiony północno-wschodnie traktowane są niemal jak kolonie: metropolia żąda od nich zapłaty podatków, dostarczenia rekruta, przemysłowi umożliwia czerpanie taniej siły roboczej i surowców, urzędnikom pozwala na samowolę, której nie tolerowano by gdzie indziej. Być może zresztą posyła tam najgorsze kadry, jakimi dysponuje. Idea krajowa, która centralizacji przeciwstawiała federację, dominacji centrum - samorząd, organizacji państwowej - wspólnoty lokalne, nie była bynajmniej fantazją polityczną, skoro program, jaki ją pokonał, rzekomo racjonalny, nowoczesny i skuteczny, właśnie się na naszych oczach kompromituje się swoją bezradnością, a nierzadko i tolerancją dla kłamstwa, niekompetencji, dla gry pozorów. Takim oskarżeniem jest cykl reportaży poświęconych sprawie jeziora Narocz. Ustawa sejmowa nakazała tworzenie przymusowych obwodów rybackich na wodach będących własnością więcej niż jednej osoby. Ponieważ prawo własności do Naroczu miało w różnych formach bardzo wiele osób, państwo przejęło jezioro i wydzierżawiło Dyrekcji Lasów Państwowych, nie pytając nikogo o zdanie. Dyrekcja miała wypłacać tenutę dzierżawną, która powinna być dzielona proporcjonalnie między właścicieli. Tymczasem właścicieli Naroczu było kilkuset, nie wszyscy potrafili się wylegitymować formalnymi aktami własności, więc do czasu wyjaśnienia stosunków własności Dyrekcja Lasów Państwowych pieniądze deponowała w starostwie. Setkom rodzin chłopskich utrzymujących się z połowów na Naroczu zajrzała w oczy nędza, wybuchł strajk, nastąpiły bezprawne aresztowania. W obliczu narastającego konfliktu władze wycofały się. Mackiewicz ze swadą relacjonuje bieg wypadków, ale na tym nie poprzestaje. Oto jaskrawy przykład szkodliwej ingerencji władz centralnych w skomplikowaną strukturę społeczną lokalnej wspólnoty. Ustawa miała coś uporządkować, tymczasem zagroziła podstawom bytu setek ubogich rodzin, wznieciła niepokoje społeczne, skłóciła ludzi, skompromitowała władze wszystkich szczebli. Państwo polskie zwalcza ruch komunistyczny jako szkodliwy społecznie i sprzeczny z racją stanu, jednocześnie jednak samo kwestionuje prawo własności obywateli, brutalnie ingeruje w sprawy lokalnej społeczności,nie bacząc na koszty, na krzywdę ludzi, na kompromitację prawa. Teraz już mówi nie Mackiewicz-reporter lokalnej gazety tropiący powiatowe skandale i gminne sensacje, lecz Mackiewicz-pisarz upominający się o dobro Rzeczpospolitej. Państwo - przypomina wielokrotnie - to nie tylko urząd skarbowy, policja, armia urzędników, aranżowanie obchodów jubileuszowych i masówek, propaganda mocarstwowa. Państwo winno służyć dobru wspólnemu, sprzyjać dobru tam, gdzie może, powstrzymywać się od ingerencji tam, gdzie ingerować na pewno nie musi. Stawiając tezę, że władze różnych szczebli paraliżują i zatruwają życie społeczne, wzywa Mackiewicz do debaty nad stanem Rzeczpospolitej.
Jest jednak w Buncie rojstów jeszcze jedna warstwa, którą określiłbym jako pesymistyczne spojrzenie na cywilizację nowoczesną. Utwór Przez błotna pustynię zwiedzie droga do raju jest jednocześnie reportażem i czymś w rodzaju przypowieści. Mackiewicz wyrusza w głąb Polesia na poszukiwanie legendarnej wsi, której nie ma na mapie, nie wiedzie do niej żadna droga, nie dociera nawet poborca podatków, a mieszkańcy nie wiedzieli do niedawna nic o wojnie światowej. Po drodze sensacyjne pogłoski okazują się fałszywe. Tylko drogi rzeczywiście do wsi Mitrycze nie ma. Nie dlatego jednak poborca podatkowy tam nie zagląda, z całej wsi została bowiem tylko jedna rodzina, która żyje w takiej nędzy, że nie byłoby co zasekwestrować. Przyczyny rozproszenia się mieszkańców Mitrycz były bardzo nowoczesne: wieś w czasie wojny stała się bazą zbiegłych z niewoli jeńców rosyjskich, Niemcy wysiedlili więc ludność, a wioskę zrównali z ziemią. W 1918 chłopi wrócili, ale o ziemię upomniał się właściciel i mitryczanie otrzymali nadziały gruntu gdzie indziej. „Wystarczyło komuś rzucić wieść - konkluduje ironicznie Mackiewicz - że w wolnej Polsce [...] jest wieś, w której... nie było dotąd sekwestratora! I oto wokół tej wsi powstaje legenda [...] legenda o raju na ziemi, o raju wśród błot, bo przez nie może przekroczyć urzędnik polski." 2
Badacz twórczości Mackiewicza, Wacław Lewandowski, pisze w swej książce o autorze Lewej wolnej, że w Wilnie Bunt rojstów został całkowicie przemilczany 3. Krajowcy byli źle widziani w byłej stolicy dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego zarówno przez władze, jak i przez związaną z nimi część miejscowej inteligencji. Natomiast książka została dostrzeżona w Warszawie, na łamach „Wiadomości Literackich" recenzował ją entuzjastycznie Ksawery Pruszyński (Mackiewicz dostał też nagrodę tygodnika), w „Prosto z mostu" - Karol Zbyszewski4, obszernie omówiono Bunt rojstów w „Polityce" Jerzego Giedroycia, a Redaktor bardzo wysoko ją cenił (choć z jego przedwojennym programem Polski mocarstwowej nic nie miała wspólnego).
Po sześćdziesięciu kilku latach książka - w dużej mierze przecież reporterska - nie zestarzała się. Nie wiemy, jak dziś żyją chłopi nad jeziorem Narocz, ile godzin i jakim statkiem żegluje się z Pińska do Dawidgródka, jak wygląda miasteczko Druja; opisy, dialogi i portrety z Buntu rojstów nie odsyłają już do żadnej wiedzy o rzeczywistości, ale też Mackiewicz jest przede wszystkim pisarzem-moralistą, który nie o świecie, lecz o czytelniku najważniejsze rzeczy ma do powiedzenia.
Pierwodruk: „Krasnogruda" (Sejny) 2003, nr 16, s. 167-170.
Przypisy:

1.J. Mackiewicz: Bunt rojstów, Wilno 1938, s. 171.
 2. Tamże, s. 207.
 3. W. Lewandowski: Józef Mackiewicz: artyzm, biografia, recepcja, Londyn 2000, s. 72.

 4.Por. przedruk recenzji Pruszyńskiego w niniejszym tomie. K. Zbyszewski opubli¬kował swoją recenzję W długich butach po błocie w „Prosto z mostu" z 13 lutego 1938 r. (nr 9), zaś „Polityka" przyniosła omówienie książki: To nie są nowele, to szkice polityczne wraz z wywiadem z pisarzem: Chaty na biało - dusze na czerwono, w nr 5 z 25 lutego 1938 r. (przyp. red.).

Opublikowano na podstawie: Józef Mackiewicz i krytycy. Antologia tekstów pod redakcją Marka Zybury. LTW, Łomianki 2009