…Zróżnicowany narodowościowo kraj nasz stanowi część Litwy hi­storycznej - i nas - ludzi mego pokolenia - wychowywano jako Li­twinów, oczywiście w tym znaczeniu, w jakim był Litwinem Mickie­wicz, gdy wołał: „Litwo, ojczyzno moja”. Marian Zdziechowski. Idea polska na kresach, 1923

W sprawie Mackiewicz – Karsov Drukuj
Autor: Edward Dusza   
Środa, 27 stycznia 2016

Oświadczenie Edwarda Duszy, amerykańskiego wydawcy książek Józefa Mackiewicza

Józefa Mackiewicza i Barbarę Toporską poznałem na początku lat 70-tych. Byłem z nimi w stałym kontakcie do chwili ich śmierci. Jestem wydawcą dwóch książek Józefa Mackiewicza - angielskiego tłumaczenia „W cieniu krzyża" (Nowy Jork 1973) oraz broszury „Miejmy nadzieję" (Nowy Jork 1983).
W roku 1982, jako przewodniczący jury Literackiej Nagrody Towarzystwa Krzewienia Nadziei Oddział w Wisconsin, USA, promowałem do tej nagrody książkę Mackiewicza pt. „Droga donikąd". Będąc redaktorem, a potem senior-editorem tygodnika emigracyjnego „Gwiazda Polarna" w Stevens Point, w stanie Wisconsin, otworzyłem szeroko Józefowi Mackiewiczowi łamy tego pisma - mógł tam publikować bez żadnych ograniczeń, a przez długi czas wypłacałem mu honoraria w gotówce. Także w latach 1971-1972 Fundacja Kościuszkowska, kierowana wówczas przez dr Eugene Kusielewicza, wielokrotnie wspierała Mackiewicza tzw. „doraźnymi stypendiami" (emergency grands). Na prośbę pisarza musieliśmy wypłacać te zapomogi wyłącznie w gotówce. Podobnie czyniliśmy z dotacjami pochodzącymi od działaczy polonijnych - Wiktora Węgrzyna z Chicago i śp. Mariana Święcickiego z New Jersey. Czeki przekazywano do Wiednia na ręce naszej wiedeńskiej korespondentki i autorki edytoriałów, poetki Mirosławy Kruszewskiej, a ta osobiście zawoziła gotówkę do Monachium i dyskretnie przekazywała ją Mackiewiczom. Chodziło o to, aby Mackiewiczowie nie mieli kłopotów z zapomogą dla ubogich, udzielaną im przez niemiecką Sozialhilfe.

Już w latach 70-tych grono ludzi przyjaznych Mackiewiczowi, a zgrupowanych w Towarzystwie Przyjaciół Twórczości Józefa Mackiewicza, w Orlando na Florydzie, w USA, przejawiało poważną obawę, iż prawa autorskie pisarza zostały zawłaszczone przez emigrantkę z kraju, Ninę Karsov-Szechter. Kiedy zdrowie Józefa Mackiewicza zaczęło się pogarszać, Barbara Toporską, towarzyszka życia pisarza, coraz częściej odsyłała potencjalnych wydawców książek Mackiewicza do Niny Karsov, która od samego początku zaciekle torpedowała wszystkie inicjatywy wydawnicze.

Na przełomie lat 1983/84 prowadziłem z Mackiewiczami pertraktacje w imieniu amerykańskiej firmy wydawniczej - Wiide Publications Group Inc., (Chicago, stan Illinois), w sprawie publikacji „Dzieł wszystkich" Józefa Mackiewicza w wersji dwujęzycznej i edycji luksusowej, tzw. „hard cover" z obwolutą. Propozycję tę, trzeba podkreślić, bardzo dla Mackiewiczów intratną finansowo, przedstawił wydawca-inwestor amerykański, Graham R Core, który był również właścicielem polskiego tygodnika „Gwiazda Polarna" oraz kilku innych periodyków anglojęzycznych. Józef Mackiewicz wyraził zgodę na propozycję Grahama Core'a i praktycznie rozpoczęto prace graficzno-redaktorskie, które zostały przerwane histerycznym telefonem Barbary Toporskiej, w którym zleciła mi ona, jako redaktorowi merytorycznemu, abym natychmiast skontaktował się z Niną Karsov-Szechter w Londynie.

W rozmowie ze mną, Nina Karsov-Szechter oświadczyła, że posiada wszelkie pełnomocnictwa Józefa Mackiewicza i odwołuje jego zgodę na druk „Dzieł wszystkich" w Wiide Publications. Zaproponowała natomiast, co wydało mi się niesmacznym żartem, iż wykona ona ten projekt sama, a my po prostu będziemy mogli u niej kupić całe nakłady interesujących nas pozycji. Oczywiście, Graham R Core, który był poważnym wydawcą i właścicielem największej i najnowocześniejszej w Wisconsin drukarni, uznał propozycję Karsov za wysoce nieprofesjonalną i, jak sam powiedział, wręcz bezczelną. Nie od rzeczy będzie tu nadmienić, że Graham R Core i jego firma Wiide Publication Group, ponieśli w planach wydania pism Mackiewicza wielkie straty finansowe. Prace edytorskie były już daleko zaawansowane, ukończono kosztowne sondaże marketingowe rynku księgarskiego, którymi kierowała specjalistka w tej dziedzinie, Ann Garbor, setki dolarów kosztowały rozmowy telefoniczne między USA a Europą. Co najgorsze, zaawansowane już były prace translatorskie. Cała rzesza ludzi została zaangażowana do pracy i wszystko to zostało nagle zatrzymane. Jedna z nielicznych wielkich szans wydawniczych, jaka kiedykolwiek spotkała Józefa Mackiewicza, została przez Karsov bezpowrotnie zniweczona. Nikt trzeźwo myślący nie uwierzy, że można było dokonać tak nierozsądnego wyboru: z jednej strony wielka, amerykańska firma wydawnicza, dysponująca nowoczesnym sprzętem i potężnym zapleczem publikatorskim, a z drugiej - pojedyncza osoba przepisująca ukradkiem na maszynie, po godzinach pracy w wydawnictwie londyńskim, książki Mackiewicza.

W czyim interesie było wstrzymanie publikacji, tak ważnych dla nas wszystkich, książek Józefa Mackiewicza? Oczywiście, zyskał na tym najwięcej zwalczający zaciekle tego właśnie pisarza reżim PRL-u, a na wychodźstwie - front lewacki, zawsze nastawiony wrogo do nieugiętej postawy jedynego świadka zbrodni katyńskiej. Dopiero w kilka miesięcy po całym zajściu, w niekontrolowanej przez osoby trzecie rozmowie Mackiewicza z Mirosławą Kruszewską, wyszło wszystko na jaw. Okazało się, że Józef Mackiewicz nie wiedział nic na temat protestów Toporskiej i Karsov, które to panie po prostu podjęły za niego decyzję, nie informując zupełnie o niczym pisarza. Sprawę tę, od strony europejskiej, zna najlepiej pani Mirosława Kruszewską, z którą Józef Mackiewicz wielokrotnie, z goryczą, ten temat dyskutował. Była ona ostatnią z osób (Polaków), która rozmawiała z Mackiewiczem za jego życia bez kontroli tandemu Toporska-Karsov.

W roku 1981/82 Towarzystwo Krzewienia Nadziei z Wisconsin otrzymało fundusze od znanego filantropa i działacza polonijnego, Mariana Święcickiego z Dunellan w stanie New Jersey, na wydanie angielsko-niemieckiej wersji „Drogi donikąd". Istniało tłumaczenie angielskie Lwa Sapiehy, zaś tłumaczenia niemieckiego podjęły się Mirosława Kruszewską i prof. Pauline Isaacson. Tym razem odmówiła Toporska, twierdząc, że „to nie warto, bo sprawa nie wypali" i cytowała opinię Karsov, że „te tematy nie interesują już, niestety, czytelnika na Zachodzie ".

Fundusze Mariana Święcickiego zostały więc przeznaczone na nagrody literackie przyznawane przez Towarzystwo Krzewienia Nadziei, które m.in. otrzymali: w dziale prozy - sam Józef Mackiewicz, autor-reżyser Adam J. Jabłoński, a w dziale poezji - Wacław Iwaniuk, Jerzy Niemojowski i Mirosława Kruszewską. W roku 1972, w maju, w obecności Krystyny Dunin-Borkowskiej z Radia Wolna Europa, w mieszkaniu Mackiewiczów w Monachium, rozmawialiśmy o jego testamencie pisarskim. Pokazywał on nam dokument - jego główną spadkobierczynią miała być, zamieszkała w Polsce, córka Halina. Niestety, nie czytałem tego dokumentu, bo cała sprawa w ogóle wówczas mnie nie interesowała. Mogę zrelacjonować tylko to, co mówił sam pisarz. Chciał on też publikować w Polsce, ale bez cięć cenzury i interwencji redakcyjnych in extenso. Powtarzał uporczywie swój slogan, że mógłby publikować nawet w „Prawdzie" czy „Trybunie Ludu", byle bez cenzury. Testament Józefa Mackiewicza znali: Krystyna Dunin-Borkowska (Monachium), Janusz Kowalewski (Londyn), weteran-lotnik Alfons Jacewicz (Mexico), zaś w czasie regularnych odwiedzin u Mackiewiczów, w Monachium, czytała go i dyskutowała z pisarzem treść dokumentu Mirosława Kruszewska, która wówczas mieszkała w Wiedniu na azylu politycznym. Właśnie do Kruszęwskiej Mackiewicz wyraził opinię, iż nie boi się śmierci, ponieważ jego twórczość zostanie zabezpieczona w kraju przez córkę, Halinę. Zawsze twierdził, że może wynagrodzi w ten sposób najbliższym w Polsce to, iż będąc za granicą nie mógł w żaden sposób ich wspomagać finansowo. Testament ten, według słów Mirosławy Kruszewskiej, nigdy nie był po myśli Barbary Toporskiej. W dokumencie nie padało nazwisko Niny Karsov-Szechter. Nina Karsov-Szechter nigdy nie była uważana przez emigrację polską za córkę Barbary Toporskiej. Wręcz odwrotnie: księżna Barbara Koczubej-Szubska, przewodnicząca Towarzystwa Przyjaciół Twórczości Józefa Mackiewicza, wręcz uważała Ninę Karsov-Szechter za osobę nasłaną przez komunę. Na początku znajomości sama Barbara Toporska traktowała Ninę Karsov nieufnie, a nawet wrogo, i jej propozycje wydawnicze uważała za podejrzane. Dopiero gdy książki „W cieniu krzyża" J.Mackiewicza oraz tom wierszy Toporskiej „Athene noc tua" (1973) z braku wydawcy wpadły w ręce Niny Karsov i ujrzały światło dzienne, lody zostały przełamane.

Należy zaznaczyć, że finansową pomoc przy publikacji w/w książek udzieliła Mackiewiczom, w różnych formach, Fundacja Kościuszkowska z Nowego Jorku i Nina Karsov-Szechter nie jest sensu stricto pełnym wydawcą ich książek, co łatwo jest sprawdzić zapoznając się z biuletynami finansowymi Fundacji Kościuszkowskiej, publikowanymi cztery razy w roku przez samą Fundację. W ostatnich miesiącach swego życia, Barbara Toporska wielokrotnie żaliła się, w moich z nią rozmowach telefonicznych, na natarczywość Karsov-Szechter, która miała, według słów Toporskiej, zadręczać ją podpisywaniem różnych „papierków" i wyłudzaniu od niej dokumentów z archiwum Mackiewicza. Twierdziła też, że wiele dokumentów zginęło.

Barbara Toporska, udręczona chorobą nie traciła rozeznania w rzeczywistości, choć Karsov za taką ją uważała. Nawet w ostatnich chwilach swego życia, Toporska nigdy nie nazywała Niny Karsov swoją córką, co wówczas znowu nie było takie ważne, ponieważ wszyscy na emigracji wiedzieli, że nie istniało żadne pokrewieństwo - rodzinne, rasowe, a zwłaszcza ideologiczne -pomiędzy NinąKarsoy-Szechter a Mackiewiczami.

Józef Mackiewicz często mówił do mnie, a również do Mirosławy Kruszewskiej, Krystyny Dunin-Borkowskiej i przyjaciół z Anglii, o swojej polskiej rodzinie. Izolował się jedynie od swojego brata, Stanisława. Często mówił o swojej córce, Halinie, a był niezmiernie dumny z osiągnięć literackich swego siostrzeńca, Kazimierza Orłosia. Nigdy nie zamierzał powierzać swojej spuścizny literackiej, czy też praw autorskich do niej, osobom obcym. Zwłaszcza, że miał na emigracji nielicznych, lecz ofiarnych przyjaciół, a w Polsce najbliższą rodzinę, z którą czuł się związany.

Sam Mackiewicz nie mógł zrozumieć zainteresowania Niny Karsov-Szechter jego losem i dorobkiem literackim. Zastanawiał się, co rzeczywiście kryje się za jej działaniem i skąd ona bierze na nie pieniądze i czas. Kiedy Barbara Toporska lekceważyła jego nieufność, nazywając go „litewskim niedźwiedziem w mateczniku", usprawiedliwiał się, twierdząc, że zna komunistów i wie, że stać ich na wszystko. Podobne opinie wygłaszał do Mirosławy Kruszewskiej, z którą był przez lata w bliższym od nas kontakcie, ponieważ mieszkała ona w latach 80-tych w Wiedniu i częściej niż inni mogła pisarza odwiedzać, a ja byłem praktycznie skazany na kontakt telefoniczny i sporadyczne, kilkugodzinne wizyty w Monachium. Z relacji Kruszewskiej wiem, że Mackiewicz był zaskoczony gwałtowną reakcją Niny Karsov na jego pytanie, czy podjęłaby się opublikowania w broszurze jego artykułu „Miejmy nadzieję", który w swojej treści był wręcz manifestem antysowieckim. Gdy Karsov stanowczo odmówiła, artykuł został opublikowany przeze mnie w USA, w ogromnym nakładzie.

Nie rozumiem zupełnie polskich i niemieckich sądów stojących w obliczu jawnego fałszerstwa oraz nieposkromionego tupetu Niny Karsov-Szechter - jakim jest podawanie się za córkę i jedyną spadkobierczynię Barbary Toporskiej i Józefa Mackiewicza, co przed laty wywołało wśród emigracji polskiej śmiech i kpiny, a w końcu powszechne oburzenie na tak jawne oszustwo. Osoba obojgu Mackiewiczom obca rasowo, religijnie i ideologicznie, wykorzystała ich trudną sytuację finansową, choroby, niedołężność i starość, a dziś próbuje pozbawić cały naród polski zaznajomienia się z dorobkiem największego polskiego pisarza niepodległościowego. Co więcej, jego najbliższą rodzinę, i to rodzoną córkę, spycha w niebyt i pozbawia spadku po ojcu.
Dzisiaj już wiem, że Józef Mackiewicz miał rację, gdy we wczesnej fazie znajomości z Niną Karsov-Szechter wietrzył podstęp w jej „życzliwości" i „ofiarności". Niestety, polscy sędziowie nie znają z autopsji stosunków, jakie panowały na emigracji, nie rozumieją szczególnej roli, jaką wśród wychodźstwa odgrywał Józef Mackiewicz. Stąd też próby oszustwa, dokonane nad spuścizną literacką Józefa Mackiewicza, doczekały się niewytłumaczalnego pobłażania polskiej Temidy. Mam nadzieję, że wkrótce przejrzy ona na oczy. I to szybko.

Edward Dusza, Stevens Point, Wisconsin - 26 sierpnia, 2008