…Nie należy zapominać, że demokracja to jeszcze nie wolność. Demokracja to tylko równość. Dopiero liberalizm jest ­wolnością. Połączenie równości z wolnością ma wreszcie stwarzać ów ideał, który wszyscy pragniemy osiągnąć. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

O Józefie Mackiewiczu i jego twórczości
[N.N.] Bunt rojstów Józefa Mackiewicza Drukuj
Autor: N.N.   
Poniedziałek, 20 grudnia 2010

Nazwisko Józefa Mackiewicza (brata głośnego redaktora „Słowa") nie jest dostatecznie znane czytającemu ogółowi w Polsce. Tylko nieliczni wiedzą, kim jest ukrywający się pod literkami „J.M.” w wewnętrznych stronach „Słowa" utalentowany reporter wileńskiego pisma. Bo reporter to niewątpliwie dziś w Polsce jeden z najzdolniejszych, ruchliwy i wnikliwy, piszący barwnie a lekko, zamaszyście a z wdziękiem, z pasją i jednocześnie z finezją, z sarkaniem a również z humorem. Na tym nieprzeciętnym talencie poznali się najlepiej... cenzorzy, którzy stale dzielą swą ojcowską troskliwość pomiędzy obu braci. Józef Mackiewicz, też bowiem zatrąca chętnie o tematy polityczne - wprawdzie jego podejście jest inne, bo podchodzi do tematów nie od strony zasad ani ideologii, ale od strony małych, ciemnych, ubogich ludzi - lecz potrafi uplastycznić brudne plamy tych nędznych wegetacji, przeciwstawiając je tromtadracji oficjalnej, pełnej frazesów górnych, odświętnych, wzniosłych.

CZYTAC DALEJ…
 
Ferdynand Antoni Ossendowski. List do autora Drukuj
Autor: Ferdynand Antoni Ossendowski   
Poniedziałek, 20 grudnia 2010

Szanowny Panie!
Nie widzieliśmy się nigdy i nie dzieliliśmy się swymi myślami, które przy bliższej znajomości stałyby się zapewne - „dumami", pełnymi troski palącej i jadowitej trwogi.
Nie znamy się, a jednak coś podszepnęło Panu myśl, by przysłać mi swój Bunt rojstów. Wyczuł Pan dobrze, że książka ta padnie na moje biurko, jak „te wici ogniste, jak ta zapowiedź wojny". I tak się też stało...
Każdy, najmniejszy reportaż, umieszczony w książce Pana, żywym echem odbił się w moim sercu i obudził w nim wspomnienia tego, co przejrzałem własnymi oczyma, co przeczułem i przeniknąłem instynktem pisarza i podróżnika, przemierzając rojsty, hała, puszcze, wąwozy, wierchy górskie, jary i bezkresną równinę naszych kresów, a czego z bezwzględnością chirurga w swoich książkach opisać nie mogłem, gdyż moje książki przeznaczone są jak gdyby „na wyrost", na ten szczęśliwy okres naszej gospodarki państwowej i dojrzałości myśli politycznej, kiedy to Bunt rojstów stanie się niezmiernie ważnym i pouczającym dokumentem historycznym wartości pierwszorzędnej.

CZYTAC DALEJ…
 
Cat (Stanisław Mackiewicz). Bunt rojstów Drukuj
Autor: Cat Stanisław Mackiewicz   
Poniedziałek, 20 grudnia 2010

Książka Bunt rojstów na karcie tytułowej ma hoppenowską1 winietę , chłop tutejszy, bosy, z czapką w ręku, oczy spuszczone, wyraz twarzy beznadziejnie smutny. Oto chłop nasz przed demokratycznym urzędem polskim na Ziemiach Wschodnich.
Chłop jest nasz, może to być katolik albo prawosławny, mówiący lepiej lub gorzej po polsku, lub całkiem po białorusku. Ale chłop jest nasz. Nie wyrzucimy go stąd, nie wypędzimy - to nie Żyd, nie przybłęda, nie zastąpimy go innym - musimy go zrobić obywatelem. To jest nasza państwowa konieczność. .
Urzędnik, przed którym ten chłop trzyma czapkę w garści, mając jednocześnie tępy i przygnębiony wyraz twarzy, świadczący o całkowitej beznadziejności, ten urzędnik, o, na pewno jest demokratą, może był w „Legionie Młodych"2 , może małżonka jego jest paniusią z klubu demokratycznego, głośno opowiadającą swoje sympatie do bolszewizujących młodzieńców, z którymi dyskutuje na herbatkach sam pan minister. Urzędnik jest oczywiście zwolennikiem reformy rolnej... a jakże, potrafi na zawołanie powiedzieć tysiące najbardziej patetycznych frazesów wolnościowych.

CZYTAC DALEJ…
 
Ksawery Pruszyński. Książka o człowieku głębinowym Drukuj
Autor: Ksawery Pruszyński   
Poniedziałek, 20 grudnia 2010

Polska jest krajem, który lemiesz reportażu przeorywał jedynie rzadko, niedbale i nader płytko; jej północno-wschodnie ziemie, Wileńszczyzna, Nowogródczyzna, Grodno, to kraj, w który po prawdzie nie worał się nigdy. Toteż dziennikarz warszawski zapuszczający się w te strony rozpowiada potem o swej „wyprawie" niczym o ekspedycjach polarnych, a opisuje Nieśwież radziwiłłowski, cukiernię Sztrala, Tuchanowicze Maryli. I piękno jeziora Narocz. Kraj przez pryzmat tych spojrzeń wygląda niczym z filmówek PAT-a. Od czasu do czasu jakiś as reportażu przeprowadzi cykle wywiadów z miejscowym naczalstwem i miejscowym społeczeństwem, z jakimś pokazowym osadnikiem i oryginałem ziemiańskim. Dlatego wiemy jednak, że w tym kraju jest trochę jezior, starostów i szefów wydziału bezpieczeństwa; że jest Zułów i są rojsty; że buduje się jachtkluby, a niekiedy i szkoły; że trafiają się i chłopi mówiący rozczulająco śpiewnym językiem, grzeczniejsi niż ci z Małopolski Środkowej, nie mówiąc już o Wschodniej. Od czasu do czasu jakiś pastuszek rozszarpany przez wilki zasila pożytecznie prasę stołeczną; widocznie obok sprężystych urzędników żyją tam i łagodne pastuszki, a zjadanie ich przez wilki nadaje pewnej malowniczości miłemu krajowi na północy, który acz biedny, jest potulny, durny i cichy i ma na tyle taktu, że nie przysparza naszemu mocarstwowemu państwu antypaństwowych kłopotów.
Niestety, książka Józefa Mackiewicza Bunt rojstów wzburzy nam ten piękny, pogodnie skomponowany obraz.

CZYTAC DALEJ…
 
Czesław Miłosz. Głos wiernego czytelnika Drukuj
Autor: Czesław Miłosz   
Niedziela, 19 grudnia 2010

Józef Mackiewicz był człowiekiem uparcie trzymającym się swego zdania, często wbrew zdaniu innych. W okresach, kiedy wymagane jest podporządkowanie się opinii zbiorowej, taki człowiek jest niewygodny i naraża się na liczne niebezpieczeństwa. Nigdy nie traktowałem poważnie pomówień o współpracę Mackiewicza z Niemcami hitlerowskimi. Te i podobnie nieprzychylne mu sądy jednak do niego przylgnęły i przeszkadzały w uznaniu jego zasług jako pisarza.

Przez kilka miesięcy 1940 r. współpracowałem z wydawaną przez niego w Wilnie „Gazetą Codzienną". Po zajęciu Litwy przez Rosjan przedostałem się przez zieloną granicę do Warszawy i nie byłem świadkiem tego, co się pod okupacją sowiecką i później niemiecką z Mackiewiczem działo, ale spotkałem go w Warszawie latem 1944 i odbyłem z nim długą rozmowę, notabene rozmawialiśmy we trójkę, tj. z Januszem Minkiewiczem.

Tak zwana „sprawa Mackiewicza" wygląda inaczej dla kogoś, kto jak ja znał dobrze wileńskie polityczne układy, a zwłaszcza  kto znał opinie i plotki krążące w polskim Wilnie czasów wojny. Mackiewicz nienawidził bolszewików i oczywiście przyjął z ulgą zajęcie Wilna przez Litwinów, po paru tygodniach, w początkach października  1939 r., odstąpionego im przez Sowiety.

CZYTAC DALEJ…
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna > ostatnia >>

Strona 8 z 9