…Do Mackiewicza nikt nie chciał się przyznać i dlatego, że taki literacko zacofany, i dlatego, że okropny reakcjonista, ale czytali, aż im się uszy trzęsły. Pośród znanych mi polskich literatów nikt tak nie pisał. Szlachcic szaraczkowy, jak go nazwałem, z tych upartych, wzgardliwych, zaciekłych milczków, pisał na złość. Na złość całemu światu, który czarne nazywa białym i nie ma nikogo, kto by założył veto. I właśnie w tej pasji jest sekret jego stylu. Czesław Miłosz. Kultura,  1989

Jeżeli przylepianie etykietki utworowi literackiemu należy do dobrych tradycji recenzenckich, stwierdzić muszę na wstępie, że zaszufladkowanie ostatniej książki Józefa Mackiewicza nie jest łatwe.
O ileż łatwiej było pisać recenzje z dwóch jego poprzednich książek. A więc jego Drogę donikąd można było streścić w niewielu wierszach: „kinoteatr okropności" ze zwolnioną, a czasem zatrzymaną taśmą filmową, z szeregiem trupiobladych masek na ekranie, z wyrazem bezgranicznej nudy i tępego przerażenia na twarzach więźniów osadzonych w kamerze wysokiego ciśnienia systemu bolszewickiego, polegającego na zakłamywaniu, ogłupianiu i „odczłowieczaniu” ludzi. A więc Karjerowicza określiłbym jako fascynującą, choć nierówną artystycznie, narrację powieść, w której autor stracił, moim zdaniem, bajeczną okazję zgłębiania pasjonującego zagadnienia psychologicznego na temat: „bohaterstwo - tchórzostwo - dezercja", temat przez wielkiego Tołstoja zaledwie dotknięty.

Nie tylko Polacy są ludźmi
Ubawił mnie kiedyś list pewnego czytelnika, który zachwycał się antysowieckimi artykułami Józefa Mackiewicza i z uznaniem pisał, że żaden inny autor polski za granicą nie płonie taką nienawiścią do Rosji. Do Rosji, Rosjan, wszystkiego co rosyjskie. Trudno o większe nieporozumienie. Antykomunizm Mackiewicza nie ma najmniejszego zabarwienia antyrosyjskiego. Pisarz ten zużył już chyba beczkę atramentu na walkę z uprzedzeniami narodowościowymi i nacjonalizmem wszelkiego rodzaju. Rozumowo odrzuca wszystkie nacjonalistyczne uogólnienia i uproszczenia. Jeśli uczuciowo podświadomie ma niechęć do jakiegoś narodu, to do własnego, w czym nie jest bynajmniej wyjątkiem wśród wybitnych pisarzy naszych i obcych. Jeśli w podobny sposób darzy jakiś naród szczególną sympatią, to właśnie Rosjan i ich bliższych i dalszych pobratymców: Kozaków i Białorusinów. W twórczości jego łatwiej dosłuchać się ech wielkiej literatury rosyjskiej, od Gogola poprzez przede wszystkim Tołstoja aż do Pasternaka, niż polskiej. Pisuje często do czołowych czasopism tzw. białej emigracji i jego, zdaniem znawców, doskonały język rosyjski nie zawiera więcej polonizmów niż bujna, językowo nadto rozczochrana polszczyzna - szpetnych rusycyzmów i rutenizmów.


Dwa lata temu w Kaliforni zadeklarowałem się jako defector zza żelaznej kurtyny. Umyślnie podałem prasie swój adres i numer telefonu. Telefon nie przestawał dzwonić. Jako jeden z pierwszych zadzwonił doktor Z. Doktor Z. przeżył wojnę w Rosji. Był okręgowym weterynarzem, obsłu giwał dziesiątki kołchozów. Był przenoszony z jednego okręgu do drugiego, wiele rzeczy widział. Po wojnie udało mu się wrócić do Polski, a potem wywędrować do Stanów Zjednoczonych. Opowiadał mi o ko munizmie lat czterdziestych, a ja jemu o komunizmie lat sześćdziesią tych. Wszystko się nam zgadzało co do joty. I choć doktor Z. jest ode mnie starszy o jakieś trzydzieści lat, nie zauważyłem między nim a sobą żadnej tzw. generation gap. Rozumieliśmy się doskonale.

1. Tom nowel, Wilno 1935.
2. Bunt rojstów, Gebethner i Wolff, Wilno 1938.
3. To dopiero byłaby klęska... Nr 16, Wilno 10 sierpnia 1941 (vide Aneks A).
4. Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów (Z przedmową gen. Andersa), Gryf, Londyn 1948, drugie wydanie 1950.

Wileńskie „Słowo” było pierwszą gazetą, którą zobaczyły me oczy i było również ostatnią gazetą, jaką czytałem w Polsce niepodległej. Mianowicie 15 września, jadąc konno z Duniłowicz (jakieś 50 km na północ od jeziora Narocz), przeglądałem właśnie zabrany z poczty numer „Słowa” (tam nikt poczty nie rozwoził), w którym Stanisław Mackiewicz, starszy brat Józefa, pisał, że Armia Czerwona koncentruje się na polskiej granicy i że należy oczekiwać, że lada dzień wkroczy do Polski. Sprawdziło się to w dwa dni później. Potem czytałem prawie wszystko, co Stanisław Mackiewicz napisał w czasie wojny w Londynie, i prawie wszystko co obaj, Stanisław i Józef, napisali po wojnie. Więc nic dziwnego; że pomimo iż ich osobiście nie znałem i jedynie z Józefem korespondowałem (z przerwami) w latach 1970-81, czuję się wobec nich zobowiązany. Stanisława Mackiewicza pożegnałem wspomnieniem w drugą rocznicę jego śmierci („Kultura”, nr 4/246, kwiecień 1968, vide Aneks B), teraz piszę o Józefie, zmarłym w Monachium 31 stycznia 1985.

Józef Mackiewicz był chyba już jedynym i może ostatnim polskim intelektualistą, polskim pisarzem, który stał na stanowisku dawnej, szerokiej, wielostronnej Rzeczypospolitej. Zainteresowania jego skupiały się na problematyce wschodniej. Pisał on o Kozakach, o Białorusinach, o Żydach, o Cerkwi prawosławnej, o bolszewikach i o kontrrewolucji, i o Rosji. I to było przyczyną kolizji pomiędzy Mackiewiczem a rdzennymi Polakami, dla których zarówno wielonarodowa Rzeczpospolita, jak i zagadnienia wschodnie to sprawy obce.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com