Zbigniew S. Siemaszko. Polska kultura i emigracja Drukuj
Autor: Zbigniew S. Siemaszko   
Poniedziałek, 24 stycznia 2011

Przed wojną
Będąc uczniem gimnazjum, czytałem z zainteresowaniem wileńskie „Słowo". W jednym z artykułów Stanisław Mackiewicz (Cat) twierdził, iż Polacy i Czesi nie mogą dojść do porozumienia dlatego, że polska kultura jest szlachecko-elitarna, a czeska ludowo-chłopska. Pisał on, że uprzednio kultura czeska była również szlachecko-elitarna, ale na początku wojny 30 letniej, w bitwie pod Białą Górą, w listopadzie 1620 r. armia katolicka Habsburgów pokonała armię protestancką, do której należała szlachta czes ka. Na skutek tej porażki Czechy przestały być samodzielnym królestwem, straciły całą elitę i ogromną ilość ludzi, a czeska kultura uległa zmianie i stała się kulturą ludową.


Natomiast w Polsce, pomimo tragedii rozbiorów, kultura szlachecka dominowała nadal, aż do okresu II wojny światowej.

Była ona popularna i pozostawała wzorem do naśladowania przez inne warstwy społeczne, któ rych przedstawiciele, skoro wzbogacili się lub awansowali społecznie, adoptowali w pełni kulturę szlachecko-inteligencką. Ideałem Polaka był szarmancki młodzieniec wywodzący się ze środowiska elitarnego. Był on wzorem ogólnie naśladowanym. Zauważyli to Rosjanie, twierdząc, że wsie Polaki eto pany (wszyscy Polacy to panowie), czyli ludzie, którzy mają wielki szacunek do siebie i nie wykazują skłonności do poniżania się.


I rzeczywiście. „Honor Polaka" był pojęciem aż tak wysoko cenio nym, że minister spraw zagranicznych Józef Beck, odrzucił w maju 1939 r. propozycje niemieckie twierdząc, ku zadowoleniu ogółu, że Polacy cenią pokój, ale jeszcze bardziej cenią honor.


Wojna
W latach trzydziestych Winston Churchill zapytał pewnego Polaka, kto jest większym wrogiem Polski, Niemcy, czy Rosja? Otrzymał odpo wiedź, iż wybór jest trudny, bo Niemcy zabijają ciało, a Rosja też niszczy ciało, ale również zaraża duszę. Po klęsce 1939 r. sprawdziło się to w pełni. Niemcy likwidowali polską elitę, chcąc stworzyć z Polaków posłuszny lud, pracujący na korzyść Niemców i chcąc w ten sposób zlikwidować polski problem. Sowiety miały inne podejście. Rozumiały, że problemu polskie go nie da się zlikwidować, więc postanowiły go opanować. Dlatego z jednej strony; podobnie do Niemiec, likwidowały polską elitę, ale z drugiej po szukiwały jej przedstawicieli, którzy byliby przygotowani działać na korzyść Sowietów i pomagać w opanowaniu polskości.


Jako przykład można przytoczyć 14 i pół tysiąca oficerów i podofi cerów z trzech znanych obozów (Kozielsk, Starobielsk i Ostaszków), spośród których ogromną większość rozstrzelano wiosną 1940 r., ale około 400 wyselekcjonowanych pozostawiono przy życiu, mając widocznie nadzieję, że może będą jeszcze Sowietom potrzebni.


Akcja poszukiwania uległych Polaków dała wyniki i stopniowo zaczęły Sowiety organizować polską reprezentację po swojej stronie. W Rosji zorganizowano Związek Polskich Patriotów (ZPP) i Ludowe Wojsko Polskie (LWP), a w kraju powstała Polska Partia Robotnicza (PPR) i Armia Ludowa (AL). Dookoła tych organizacji zaczęła powstawać nowa polska tradycja oparta na uległości w stosunku do Sowietów. Jednocześnie, chcąc znaleźć przynajmniej częściowo oparcie w polskim narodzie, zaakcep towano koncepcję Polski nacjonalistycznej, łatwiejszej do przyjęcia przez Sowiety niż koncepcja Polski wielonarodowej i wielowyznaniowej. W ten sposób rozpoczęła się sowietyzacja polskiej kultury.


W tym czasie, kiedy zachodziły te procesy pod patronatem Sowie tów, po stronie niepodległościowej, zarówno w kraju jak i na Zachodzie, rozprzestrzeniało się przekonanie, iż należało poszukiwać kompromisu z Sowietami, który można było osiągnąć przy poparciu Aliantów zachod nich. W imię tej koncepcji rozpoczęto Powstanie Warszawskie i jed nocześnie Mikołajczyk prowadził pertraktacje zarówno z Sowietami, jak i z polską reprezentacją po stronie sowieckiej.


Spostrzeżenia Retingera i Mackiewicza
Po kilkumiesięcznym pobycie w kraju (kwiecień-lipiec 1944), Józef Retinger mówił o likwidacji elity polskiej co następuje:
Polscy intelektualiści są systematycznie mordowani przez Niemców. Ogółem Niemcy zabili pięć i pól miliona Polaków (dwa i pól miliona chrześcijan i trzy miliony Żydów). Najlepsi spośród naszych wykształconych ludzi: pisarze, artyści, naukowcy-faktycznie elita naszego narodu, wyginęła. (. . .). Arystokracja jako klasa też przestała istnieć.


Jedynie indywidualni przedstawiciele elity jeszcze pozostali i odgry wają poważną rolę, ale niestety wielu z nich udało się do Warszawy i mogązginąć w trwających tam walkach.1)


Retinger przewidywał, że na skutek zdziesiątkowania dotychczaso wej elity, przywództwo przejdzie w ręce chłopów i Stronnictwa Ludowego. W tym czasie, człowiek zupełnie innego pokroju, Stanisław Mackie wicz oceniał podobnie skutki Powstania Warszawskiego, mówiąc:
Zastanawiam się, a może nawet jestem pewien, że po Powstaniu Warszawskim psychika mojego narodu zmieni się nie do poznania. 2)


Sowiecka koncepcja Polski
Jeszcze przed zakończeniem wojny cała Polska znalazła się pod władzą Związku Sowieckiego, który zaczął realizować swoje zamiary wobec narodu polskiego. Przede wszystkim Sowietom zależało na tym, żeby wy rugować polskie wpływy na dawnych terenach Wielkiego Księstwa Litews kiego, to znaczy w obecnej Litwie, Białorusi i Ukrainie, wraz ze Lwowem i Wilnem. Było to cofnięciem biegu historii o sześć wieków, to znaczy do czasów, kiedy polskie, zachodnio-europejskie (łacińskie) i katolickie wpływy kończyły się na wschodniej granicy Polski piastowskiej. Było to anulowaniem dorobku wynikłego z Unii Lubelskiej.


Jednocześnie przesunęły Sowiety granice Polski daleko na zachód, stwarzając nowe pojęcie Polski „od Bugu do Odry". Widocznie chodziło o  to, żeby ulokować Polskę w takiej pozycji geograficznej, która uniemożliwiłaby porozumienie polsko-niemieckie, zawsze niepożądane z rosyjskiego punktu widzenia. Jednak zamiary te nie spełniły się i obecnie Niemcy są bardziej przychylne Polsce niż kiedykolwiek przedtem:


W okresie powojennym Sowiety korzystały z przeszło stuletniego doświadczenia carskiej Rosji w rządzeniu Polakami. Niektóre z metod stosowane uprzednio zatrzymały, a inne „udoskonaliły". Na przykład, carska Rosja traktowała polskie tereny jako część Rosji, rządzonej bezpośrednio przez Rosję, gdzie język polski był zakazany w miejscach publicznych. Wzbudzało to antyrosyjskie nastroje wśród Polaków. Sowiety tego błędu nie powtórzyły. Zorganizowały państwo polskie z pozoru niezależne i rzą dzone przez Polaków. Język polski nie był wcale ograniczony. Rosjanie rządzili państwem polskim „z ukrycia", posługując się Polakami im uległymi. Przeciętny człowiek Rosjan nie widział.


Carska Rosja chciała Polaków rusyfikować, co było zupełnie niesku teczne. Władze sowieckie wcale takich zamiarów nie miały, nikt Polaków w PRL nie rusyfikował. Ale w zamian za to, całość polskości poddano so wietyzacji.


Carska Rosja respektowała polską strukturę społeczną, dzięki czemu było wielu zamożnych i wpływowych Polaków, którzy pod warunkiem za chowania formalnej lojalności wobec państwa rosyjskiego, mieli dużą swo bodę działania, a między innymi popierania polskiej kultury, która za cza sów carskich rozwijała się niezależnie od kultury rosyjskiej. Zgodnie z so wieckim systemem, władze PRL zlikwidowały własność prywatną i uzależniły całkowicie poszczególnych ludzi ód łaski lub niełaski państwowej. Ci, którzy chcieli utrzymać się na lepszej stopie życiowej, mu sieli ulec dyrektywom pozornie państwowym, a faktycznie sowieckim.


W niektórych dziedzinach zastosowały Sowiety dawne metody cars kie. Na przykład, dążyły jak dawniej, do odwrócenia uwagi Polaków od Rosji i skierowania jej na Niemców i Żydów. Za czasów PRL nie wolno było prowadzić studiów dotyczących roli jaką polskość odegrała na Wschodzie w ciągu ostatnich kilku wieków. A jednocześnie, jak za czasów carskich, dążyły władze do podtrzymywania nastrojów antyniemieckich i antyżydowskich.
Kościół katolicki sprawiał Sowietom szczególne kłopoty. Nie chcąc zbytnio zniechęcać przeciw sobie Polaków, zdecydowano w Moskwie tole rować ludowo-obyczajowy charakter Kościoła. Zezwalano na procesje, pielgrzymki i śpiewy religijne. Natomiast wyeliminowano intelektualną strukturę Kościoła, zezwalając jedynie na jeden „Tygodnik Powszechny" i KUL, pozostające jednak pod silną kontrolą państwową. Ograniczono też wpływy Kościoła na młodzież.


Jednocześnie w szkołach, na uniwersytetach i w pracach historycz nych wprowadzono sowiecką interpretację najnowszych dziejów, a w szcze gólności międzywojennego okresu Niepodległości i okresu II wojny świa towej . Potępiano też powojenną emigrację, propagując opinię, iż powrót do kraju był obowiązkiem.

Reakcja narodu i Kościoła
W okresie pomiędzy wojnami prof. Stanisław Swianiewicz odnosił wrażenie, że polska inteligencja, będąc w masie swojej żywiołowo antynie miecka, była jednocześnie potencjalnie prorosyjska. Później, będąc w nie woli sowieckiej, nie zauważył tego rodzaju zjawisk w postawie szerego wych. Była ona całkowicie jasna i prosta. Była to postawa absolutnej obcości w stosunku do wszystkiego, co widzieli w Związku Sowieckim i co słyszeli od politruków. Ta masa była przesiąknięta jakimś instynktem, który ją obwarowywał murem psychicznym bardzo trudnym do przebycia dla sowieckiej propagandy. (...)I wówczas zaczęło formować się we mnie pewne uzupełnienie mego dawnego wrażenia o potencjalnej prorosyjskości polskiej. Zaczęło to przybierać postać tezy, że jeżeli kiedykolwiek Rosja psychicznie podbije Polskę, uczyni to poprzez polskich intelektualistów, a nie zaś przez zdobywanie polskich mas ludowych. Wiadomości, które ob ecnie dochodzą z kraju, zdają się w pewnym stopniu potwierdzać tę tezę.3)
A Czesław Miłosz opisał przechodzenie inteligenta polskiego od pojęcia, że kraj jego należy do cywilizacji wywodzącej się z Rzymu do etapu realizmu socjalistycznego , będąc jednocześnie przekonanym, że nie ma innej drogi.4)


Jedni przechodzili do „realizmu socjalistycznego", inni poszukiwali rozwiązań kompromisowych i wzorując się niekiedy na balladzie Mickie wicza, uwierzyli w wallenrodyzm. Jeszcze inni adoptowali teorię drzewa uginającego się na wietrze, które wyprostuje się, kiedy wiatr przestanie wiać. Powstał zwyczaj daleko posuniętej uległości na zewnątrz z nadzieją zachowania wewnętrznej niezależności. Powstała teoria rzodkiewki, czer wonej na zewnątrz, a białej w środku. Wielu Polaków, szczególnie wśród inteligencji, zaczęło wstępować do partii. W latach siedemdziesiątych prze prowadziłem obliczenie, z którego wynikało, że przeciętnie z każdej rodziny inteligenckiej więcej niż jedna osoba należała do partii. Wkrótce po powro cie do kraju w 1956 r. Stanisław Mackiewicz pisał jako Gaston de Cerizay w Listach z kraju niewoli drukowanych w „Kulturze" Jerzego Giedroycia, iż Polacy nie rozumieją, że nie po to namawiają ich do wstąpienia do partii, żeby brali udział we władzy, a po to, żeby władza miała nad nimi lepszą kontrolę.


Ogromna większość Polaków stopniowo, a szczególnie po paździer niku 1957 r., zaakceptowała PRL jako swoje państwo.
Episkopat Polski i prymasowie, najpierw Hlond a potem Wyszyński, nie wypowiadali się w sprawie, kto ma, lub nie ma prawa rzą dzenia Polską. Czyli nie popełnili błędu takiego jak prymas Węgier Mind szenty, który oświadczył, że komuniści nie mieli prawa rządzić Węgrami, co znacznie pogorszyło sytuację tamtejszego Kościoła katolickiego. Pry mas Wyszyński był zwolennikiem przede wszystkim pracy duszpasterskiej w parafiach, traktując katolicką nadbudowę intelektualną jako czynnik drugorzędny. Episkopat Polski odszedł od zasady, że katolicyzm to nie tylko objawienie i wiara, ale również filozofia życia i światopogląd. W ten sposób zdecydował nie konkurować z komunizmem w dziedzinie filozofii. Przyczyniło się to jakby do zwolnienia katolików polskich od myślenia. Wbrew temu jezuita Jerzy Mirewicz, wysłany z kraju najpierw do Rzymu, a potem do Londynu, w swych licznych wystąpieniach londyńskich podkreślał jakże słusznie ważność nadbudowy intelektualnej i światopoglą du katolickiego.


Ku memu wielkiemu zdziwieniu dowiedziałem się na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, że katolicy należący do partii otrzy mywali rozgrzeszenia i że było to zjawiskiem nagminnym. Wydawało mi się, że katolicy wstępujący do partii łamali podstawową zasadę moralnego postępowania, tzn. postępowania zgodnie z samym sobą, czyli zgodnie z własnym sumieniem. Wobec tego katolicy, patrioci, liberałowie, czy socja liści w przedwojennym pojęciu tego słowa, wstępując do partii, popełniali na sobie gwałt i stawiali siebie w sytuacji bez wyjścia. Jednocześnie unie możliwiali przekazanie swoich rzeczywistych przekonań następnym poko leniom. Ale księża z kraju, z którymi byłem w kontakcie, byli innego zda nia. Uważali, że poważnym przewinieniem jest odrzucenie wiary w Boga, co nie ma miejsca w wypadku zapisywania się do partii praktykującego ka tolika, który dąży jedynie do poprawy bytu swojej rodziny.


Gdyby zjawisko rozgrzeszania miało niewielki zakres, nie miałoby to większego znaczenia, ale dotyczyło ono ogromnej ilości ludzi. Dlatego przyczyniło się do zatarcia granicy pomiędzy dobrem a złem. Na skutek tego, po 1989 r. trudno było w Polsce oddzielić ludzi godnych zaufania, od tych, którym nie należało ufać.


Niewątpliwie najwybitniejszym Polakiem naszych czasów jest Jan Paweł II. Polacy są dumni z „naszego papieża", wiwatują na Jego cześć na Placu św. Piotra w Rzymie i tłumnie uczestniczą w spotkaniach podczas Jego wizyt w Polsce. Martwią się Jego dolegliwościami, interesują się Jego wyglądem, pamiętają Jego dowcipy i drobne potknięcia. Natomiast odnosi  się wrażenie, że to co papież mówi, Jego nauki i naświetlania poglądowe nie znajdują wśród Polaków wielkiego zainteresowania lub zrozumienia. Po wodem może być to; że przez ostatnie pół wieku katolicy polscy byli jakby „zwolnieni od myślenia", o czym piszę powyżej.


Inna kultura
Zmiany kulturowe następują jednak stopniowo i dlatego można zna leźć wiele przykładów, które zaprzeczają moim stwierdzeniom, ale to są je dynie wyjątki, to przysłowiowa „reszta". Gdyby PRL trwała kilka lub kilk anaście lat, z pewnością objawy wynikłe z warunków narzuconych przez So wiety znikłyby względnie szybko. Ale sytuacja ta trwała prawie pół wieku, czyli półtora pokolenia. Dlatego jej skutki zadomowiły się na dobre i w przekonaniu wielu Polaków są to zjawiska naturalnej ewolucji polskości. A w rzeczywistości wynikały one z warunków narzuconych z zewnątrz przez Sowiety.
Należy zastanowić się jakie są podstawowe cechy tej nowej, innej kultury?


Jedną z zasadniczych zmian jest to, że do niedawna kultura polska była w dalszym ciągu otwarta na inność i miała, odziedziczone po Rzeczypospolitej przedrozbiorowej, cechy zarówno wielonarodowe jak i wielowyznaniowe. Wyrażało się to na przykład tym, że w czasie ostatniej wojny nie tylko rdzenni Polacy gotowi byli ginąć za Polskę, ale również ginęli ci, których językiem ojczystym nie był polski. Świadczą o tym nie tylko płyty  grobowe ze znakami Dawida, ale również całe kwartały przekreślonych krzyży prawosławnych na cmentarzach 2 Korpusu pod Monte Cassino i w Bolonii. Natomiast obecna kultura polska jest zamknięta w sobie i wyraź nie jednonarodowa, jest to zaakceptowana przez wielu „Polska dla Pola ków" i „Polska od Bugu do Odry". Z punktu widzenia Moskwy jest to zmiana wybitnie pożądana, bo wyklucza polskie wpływy na dawnych tery toriach Wielkiego Księstwa Litewskiego, których przez wieki, pomimo usiłowań, aż dotąd nie zdołało państwo rosyjskie wyeliminować.


W okresie niepodległości panowało poczucie obowiązku w stosunku do społeczeństwa i państwa. Patriotyzm był na bardzo wysokim poziomie. Jednocześnie dorabianie się na stanowiskach państwowych uważano za zja wisko negatywne. Obecnie patriotyzm i poczucie obowiązku w poważnym stopniu zanikło, a wśród funkcjonariuszy państwowych czerpanie jak największych korzyści i usług z zajmowanych stanowisk jest na porządku dziennym. Poczucie służby i obowiązku w stosunku do społeczeństwa zmalało.


W przeciwieństwie do wygórowanego przed wojną pojęcia „honoru Polaka", obecnie przeciętny Polak nie ma do siebie szacunku, a stąd wyni ka, że nie ma również szacunku do innych. Zakorzeniła się niesprowokowa na niechęć do drugiego człowieka, tak popularna w Rosji sowieckiej. Po woduje to brak poczucia wspólnoty i odpowiedzialności społecznej.


System sowiecki, który panował w Polsce przez prawie pół wieku, spowodował zanik poczucia obowiązku i szacunku do pracy. Zamiłowanie do solidności jest obecnie rzadko spotykane. Rozprzestrzenił się brak skrupułów i daleko posunięte kombinatorstwo. Własność publiczna nie cieszy się takim szacunkiem jak przed wojną. Nastąpił zanik dobrych oby czajów, zapanowała arogancja i wulgarność języka polskiego stała się popu larna nawet w sferach inteligenckich.


Ambicja, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, w życiu osobistym istnieje nadal. Ludzie dbają o stopę życiową swych rodzin, o estetyczny wy gląd swoich mieszkań. Natomiast ambicja w sensie zbiorowym, ambicja społeczna zanikła w poważnym stopniu.
Ma się rozumieć, można spotkać poszczególne osoby i środowiska, w których nie występują wymienione tu negatywne zjawiska, ale są to jedy nie wyjątkowe przykłady, które nie mają większego wpływu na nastawienie ogółu.


W środowisku inteligenckim, przez prawie pół wieku, wielu auto rów, pisarzy i dziennikarzy nie pisało zgodnie ze swoimi przekonaniami, a zgodnie z tym czego wymagała władza.
W środowiskach uniwersyteckich doszło do specjalizacji w przepro wadzaniu analizy. Unikano natomiast syntezy, gdyż podsumowywanie i wyciąganie wniosków było rzeczą niebezpieczną, należało to do prerogatyw czynników partyjnych.
Doszło również do ogromnych zaniedbań i przeinaczeń w dziedzinie historii Polski ostatnich paru wieków, gdyż można było ją interpretować je dynie zgodnie z sowieckim naświetleniem polskiej historii. Należało więc oceniać negatywnie wszelkie polskie działania niezgodne z interesami so wieckimi. Współpracę Polaków z innymi narodami w ramach przedrozbior owej Rzeczypospolitej, a szczególnie w okresie Polski Niepodległej należało albo przemilczać, albo oceniać jako szkodliwą. Szlachta musiała być zawsze przedstawiana w jak najgorszym świetle. Polskę Niepodległą należało nazywać Polską międzywojenną i należało wyrażać opinię, iż była ona skazana na zagładę, bo nie chciała podporządkować się Sowietom.
Związek Sowiecki należało nazywać Związkiem Radzieckim, zgod nie z terminologią narzuconą przez Dzierżyńskiego i Marchlewskiego.


Gdyby po II wojnie światowej nie było supremacji sowieckiej, to jest całkiem prawdopodobne, że kultura polska nabrałaby cech ludowych, chłopskich, tak jak przewidywał Retinger w jesieni 1944 r. i tak jak miało to miejsce w Czechach, po bitwie pod Białą Górą. Ale kultura chłopska, chociaż może przyziemna, była solidna i gospodarna. Byłaby również trud na do spenetrowania przez Sowiety, jak to zauważył prof. Swianiewicz. Dlatego Sowiety nie dopuściły do powstania kultury chłopskiej i zmusiły do uległości nie tylko resztki elity, ale i przywódców chłopskich, do czego przyczynił się w pewnym stopniu tymczasowy powrót do kraju Mikołajczyka.


Ta nowa polska kultura, która ustabilizowała się w okresie PRL, w warunkach przymusowych, powinna mieć jakąś nazwę, której dotąd nie po siada, może dlatego, że pewnym czynnikom zależy na stworzeniu wrażenia, że powstała ona na skutek normalnej ewolucji. Kiedyś nazwałem ją „kulturą zaniedbanego przedmieścia", ale to tylko częściowo oddawało jej sens. Można by ją nazwać „peerelowską", ale byłoby to zbyt schematyczne. Chyba „kultura egoistyczna" byłaby nazwą najlepiej oddającą jej charakter.

Po 1989 roku
Zanim doszło do załamania się Sowietów, rozpoczął się w Polsce ruch solidarnościowy i powstała nadzieja, że nadchodzi odrodzenie, co wyrażało się hasłem „Żeby Polska była Polską". Sowiety znosiły tę sy tuację cierpliwie i przez kilkanaście miesięcy nie interweniowały, przy najmniej bezpośrednio, dopóki nie zaaranżowały w Polsce stanu wojenne go, czyli pacyfikacji jednych Polaków przez innych Polaków. Ta wypróbo wana uprzednio metoda dała Sowietom korzyści, bo wykazała Polakom jak są bezsilni, gdyż kilkumilionową organizację solidarnościową zlikwidowa no w ciągu jednej nocy.
Pokonana Solidarność zawarła umowę Okrągłego Stołu i przestrze gała jej nawet wówczas, kiedy PZPR nie miała już oparcia w załamujących się Sowietach.


Wkrótce okazało się, że oba zespoły, ekssolidarnościowy i ekspartyj ny mają tę samą koncepcję Polski - nieco zmodyfikowany system PRL. Okazało się również, że oba obozy zainteresowane są bardziej korzystaniem z przywilejów władzy niż koncepcją służby wobec społeczeństwa. Wprowadzono wielopartyjną demokrację, ale system rządzenia, szczególnie na niższym szczeblu, został ten sam. A co najważniejsze, mentalność ludzi pozostała ta sama, będąca nadal w ramach nowej „egoistycznej kultury", do minującej w społeczeństwie polskim. Można by powiedzieć, że powstała „demokracja z twarzą towarzysza".


Uprzednio wydawało się, że działanie czynników emigracyjnych ta kich jak Instytut Jerzego Giedroycia nastawiony na inteligencję krajową lub Radio Wolna Europa pod kierownictwem Jana Nowaka-Jeziorańskiego, nastawione raczej na masy, czy też duże ilości książek wydawanych na Za chodzie przekazywanych przez szereg lat do kraju, będą miały poważny wpływ na myślenie Polaków. Po roku 1989 trudno było dopatrzeć się wyraźnych skutków tych działalności.


Okazało się, że „egoistyczna kultura" powstała w okresie PRL, zadomowiła się do tego stopnia, że pisarze i historycy nie odwołali, nie skory gowali swoich uprzednich wypowiedzi. W ten sposób wszystko co było pi sane pod dyktando sowieckie przez 45 lat uznano za wkład do dominującej obecnie polskiej kultury.


Symbolem zmian w psychice narodu polskiego, o których mówił Stanisław Mackiewicz podczas Powstania Warszawskiego, są następujące okoliczności. W styczniu 2000 r. w 55 rocznicę wkroczenia do Warszawy armii sowieckiej i oddziałów Ludowego Wojska Polskiego, biskup polo wy dr gen. Leszek Sławój Głódź odprawił uroczystą mszę św. w Katedrze Wojska Polskiego w Warszawie. Potem złożono wieńce na Grobie Niezna nego Żołnierza. Żołnierz, który faktycznie tam leży, zginął walcząc o Niepodległość, więc kwiaty złożone z okazji wkroczenia armii sowieckiej do Warszawy w 1945 r. były obrazą jego żołnierskiej godności. Ale dzisiej si Polacy, wychowani w nowej kulturze, już tego nie rozumieją. U podłoża tych uroczystości kościelno-państwowych leży brak zrozumienia, że celem walk Czerwonej Armii nie było wyzwolenie Polski, a pobicie Niemiec, rozprzestrzenienie imperium sowieckiego i opanowanie Polski.


W lipcu 2001 r. miała miejsce w School of Slavonic and East Euro pean Studies w Londynie trzydniowa konferencja, na której 10 polskich wykładowców mówiło o korupcji w obecnej Polsce. Przeprowadzili wnikliwą analizę, ale żaden z nich nie wskazał w jaki sposób można by wyeliminować, albo przynajmniej ograniczyć korupcję. Wynikało z tego, że ko rupcja jest składową częścią polskiego systemu i nikomu nie zależy na tym, żeby sytuację zmienić.


Jednocześnie na tej konferencji rozdano opracowanie Tiansparency International z czerwca 2001 r. poświęcone badaniom stanu korupcji w 91 państwach na całym świecie. Polska znalazła się na 45 miejscu i na 10 możliwych punktów (odpowiadających systemowi wolnemu od korupcji) uzyskała zaledwie 4,1 punktu.


Korupcja, ignorowanie obywateli i traktowanie państwa jako „,mlecznej krowy", którą należy doić, sprowokowały arogancki ruch „anty" w postaci Samoobrony. Zajmuje on trzecie miejsce w Sejmie o ile chodzi o ilość posłów. Zaistniała więc możliwość, że „zbuntowane" ugrupowanie może dojść w ramach demokracji do poważnych wpływów, pomimo że sys temu demokratycznego nie respektuje.


Inne podobne antydemokratyczne i antyeuropejskie ugrupowanie to Liga Rodzin Polskich. Jest to też wyraz protestu oparty na szowinizmie nacjonalistycznym, który prześcignął nawet przedwojenną Falangę Bolesława Piaseckiego i na fundamentalizmie katolickim, którego dotąd w Polsce nie było. Do powstania tego ruchu przyczynił się z pewnością obec ny zanik autorytetu Episkopatu Polski, który nie może zdobyć się na ogra niczenie działalności Radia Maryja. Samoobrona i Liga Rodzin Polskich to też składniki nowej „egoistycznej kultury".


Trudno przewidzieć, czy w przyszłości życiu polskiemu będzie nada wało ton nadal środowisko wyrosłe z PZPR, czy antydemokratyczne i anty europejskie siły zainicjowane przez Samoobronę i Ligę Rodzin Polskich, czy też potomkowie nowej burżuazji, która wzbogaciła się w ostatnich kilkudziesięciu latach, czy też jakieś inne środowisko?


Ciągłość emigracji
Od czasów wojennych emigracja żyła w zupełnie innych warunkach niż społeczeństwo krajowe. Nie była pod władzą sowiecką i nie przeżyta wymuszonych zmian kulturowych narzuconych krajowi. Dominowała tu przedwojenna kultura elitarna i zwyczaje urobione przez długoterminową służbę wojskową, przez którą przeszła większość emigrantów.


Poza tym przez dziesiątki lat istniały na emigracji dwa ośrodki kul turowe, będące na wyższym poziomie, niż jakiekolwiek środowiska kra jowe w owym okresie. Były to londyńskie „Wiadomości" redagowane przez Mieczysława Grydzewskiego i paryska „Kultura" redagowana przez Jerzego Giedroycia. Stwarzały one możliwości swobodnego omawiania spraw polskich i światowych, co było niemożliwe w kraju przez 50 lat (włączając wojnę).
Dlatego istnieją obecnie poważne rozbieżności pomiędzy dominują cymi nastrojami w kraju i na emigracji. Na przykład, jak już zostało po wiedziane, w kraju korupcja jest zjawiskiem nagminnym, natomiast na emigracji, przynajmniej jak dotąd, jest ona właściwie nieznana. Na emi gracji zawsze istniało duże poczucie obowiązku i bezinteresownego działania „dla Sprawy". Działania takie mogły być bardziej lub mniej sku teczne, ale zawsze istniały i jeszcze istnieją. W kraju bezinteresowne działanie stało się z biegiem czasu prawie nieznane. Na emigracji, pomimo rażących nieraz rozgrywek personalnych, zachowała się w dalszym ciągu duża doza wzajemnego zaufania w stosunkach międzyludzkich, co w kraju uległo poważnemu zanikowi.
Wynika z tego, że byłoby poważnym błędem, gdyby teraz emigracja utożsamiała się z krajem i nazywając siebie Polonią (jak niektórzy sądzą) zaadoptowała naleciałości ze Wschodu, które zakorzeniły się w kraju w ciągu ostatnich 50 lat. Emigracja powinna dążyć do zachowania swej nie zależności i powinna nadal pielęgnować pozytywne cechy polskości, które zdołała dotąd utrzymać. Jednocześnie powinna dążyć do utrzymania kon taktu z tymi w kraju, którzy poszukują innej polskości niż ta, którą narzuca obecna „kultura egoistyczna".


Poza tym należy pamiętać, że na emigracji wyrosły już prawie dwa pokolenia, na które miało wpływ nie tylko środowisko emigracyjne, ale również, nawet w większym stopniu, środowisko brytyjskie. A zwyczaje i tradycje brytyjskie są poważnie odmienne od zwyczajów polskich, szcze gólnie obecnie panujących w kraju.
Jednocześnie, z biegiem czasu rozrosła się bardzo tzw. nowa emigra cja, tzn. emigracja ostatnich przeszło 30 lat. I w dalszym ciągu emigracja ta powiększa się. Można przypuszczać, że będzie ona zjawiskiem stałym, dla tego, że jeszcze przez długie lata życie w W. Brytanii będzie łatwiejsze niż życie w Polsce. Paweł Chojnacki przedstawia te problemy w sposób następujący:
Wybiera się wolność taką, jakiej w kraju brakuje. Wolność od niwe lujących trudności życia codziennego, wolność od zaklętego kręgu niemożliwości. Być może w niektórych wypadkach także wolność od at oosfery panującej w życiu publicznym, kompromitacji niedawnych autory tetów, bezkarności cynicznych polityków, aferzystów, komunistycznych przestępców. Nade wszystko jest to jednak wybór wolności od oglądania na co dzień straconych szans, w skali własnej, osobistej, jak i szerszej.5)


 Należy więc wnioskować, że wśród najnowszej emigracji mogą być tacy, którzy dążą do innego stylu życia i może innej polskości, niż ta którą mieli w kraju w ramach nowej „egoistycznej kultury". Zresztą wiadomo już, że są tacy nowi emigranci, którzy biorą czynny udział w działaniach prowadzonych w duchu dawnej emigracji.


Biorąc te zjawiska pod uwagę, wysiłki ze strony zarówno starej, jak nowej emigracji w celu współdziałania z zamiarem podtrzymania pozytyw nych polskich cech, są niezmiernie pożądane. Jeżeli nie dojdzie do przeka zywania dawnych tradycji polskich, możliwe że na emigracji zapanuje „egoistyczna kultura" i takie lokale jak na przykład POSK zamienią się w aroganckie spelunki w stylu peerelowskim.


Możliwe, że ta ponura perspektywa przyczynia się do tego, że nie które organizacje i instytucje emigracyjne rezygnują z dalszej działalności i już zlikwidowały się, lub mają zamiar zakończyć swoją działalność w nie dalekiej przyszłości. Ale są też inne organizacje, które mają bardziej długoterminową wizję i nastawiają się na dalszą egzystencję. Przy nich gro madzą się ci z nowej emigracji, którym nie odpowiada „egoistyczna kul tura" dominująca w kraju. Tym organizacjom i ich członkom spośród nowej emigracji należą się życzenia owocnej pracy.
Marzec 2002 r.

Przypisy:
1) Wywiad w Everybodys z 9 września 1944 r., s. 7.
2 Jadwiga Karbowska, Z Mackiewiczem na ty, Pax 1994, s. 289.
3) W cieniu Katynia, Paryż 1976, s. 93.
4) Zniewolony umysł , Paryż 1980, s. 30-32.
5) „Tydzień Polski", 28 lipca 2001.

Na podstawie: Zbigniew S. Siemaszko. Ci, którzy odeszli (1953 – 2002). Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 2002.