…Nie należy zapominać, że demokracja to jeszcze nie wolność. Demokracja to tylko równość. Dopiero liberalizm jest ­wolnością. Połączenie równości z wolnością ma wreszcie stwarzać ów ideał, który wszyscy pragniemy osiągnąć. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

Kazimierz Okulicz. Brzask, dzień i zmierzch na ziemiach Litwy Historycznej (fragmenty) Drukuj
Autor: Kazimierz Okulicz   
Poniedziałek, 27 grudnia 2010


Szkic historyczno-publicystyczny
A książek tośmy cało bibliotekę napisali
A krain tośmy co niemiara zjeździli.
 Bitew dużośmy, dużo przegrali.
Aż i nie ma ni nas ni Maryli.
Czesław Miłosz

Cisza po klęsce
Kraj, o którym będzie tu mowa, nazywał się kiedyś Wielkim Księstwem Litewskim i wspólnie z Koroną tworzył Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Od początku XVIII wieku aż do 1815 roku przewalały się przez niego nawałnice wojenne niemal bez ustanku. Gdy szwedzkie zagony po klęsce Karola XII pod Połtawą ustały, ziemie te, często również zwane Litwą Historyczną, deptały na przemian wojska rosyjskie i niemieckie, zawsze w zamiarach rządom i ludności tego kraju nieprzyjaznych. Jedynie wojska napoleońskie nie we wrogich celach przemierzały jego obszary, mimo uprawianego gęsto rabunku i łupiestwa. Wydawać by się mogło, że od Kongresu Wiedeńskiego aż do I wojny światowej, tzn. całe stulecie, kraj ten zażywał spokoju i rozwijał się normalnie. Tak zgoła nie było. Wraz z Koroną, Litwa Historyczna nie godziła się z zaborem wspólnego państwa i trzykrotnie chwytała za broń przeciwko Rosji, by odzyskać wolność i niepodległość. Trzykrotnie powstania kończyły się klęską i pociągały za sobą coraz większy rabunek, coraz silniejsze zaciskanie pętli ucisku narodowego i religijnego.
Był to kraj rozległy, spokojny, o wielkich podmokłych nizinach, pokrytych brzozą i olchą lub moczarami zwanymi „rojstem"; o falistych, piaszczystych lub żwirowatych wyżynach porosłych świerkiem i sosną, z krętymi rzekami, płynącymi leniwie wśród mokradeł, lub wartko spieszącymi ku Niemnowi, Wilii, Dźwinie i Dnieprowi z wyżyn: żmudzkiej, oszmiańskiej, nowogródzkiej, mińskiej; kraj rozmaity w swoim krajobrazie, klimacie, języku i ubiorze ludzi, kolorze nieba i ziemi, z gęstą na północo-zachodzie a rzadką na południowym-wschodzie szachownicą dworów i dworków, wsi i „jednosielców”, miasteczek i zaścianków.


Czasami, w słoneczne letnie południe niezamącony spokój zalegał ten kraj. Powietrze jak gdyby zastygało w nieruchomej ciszy. Szum sosen zacichał, nawet liście topoli nieruchomiały. Żaden głos obcy przyrodzie nie budził jej z drzemki. Ludzie i zwierzęta zapadali w krótki, krzepiący półsen. W takie dnie, wieczorem, opary opadały na niżej położone łąki, obficie skrapiając trawę rosą, turkot zapóźnionej furmanki zdawał się daleki i głuchy. Jutro będzie pogoda - mówili ludzie, spoglądając na czyste oblicze księżyca. Szara godzina! Któż może zrozumieć sens tych słów, kto nie był na głębokiej wsi litewskiej w pierwszym dziesiątku XX wieku. Po zachodzie słońca mrok gęstniał z wolna, ciepło wyganiało ludzi na zewnątrz dworów, domostw i chat. „Panowie" siadywali na ławkach z oparciem, plecionych fotelach, na gankach i otwartych werandach; gospodarze we wsiach na progach chat lub na deszczułkach przybitych do kłód u wejścia do chaty, paląc fajkę lub „bankrutkę"*). Z rzadka padały urywane zdania jak w filmach Rene Clair'a w ćwierć wieku potem; ludzie nie zakłócali gwarem rozmowy wieczornej ciszy; tylko w pobliskich stawach śpiewały zielone żabki lub krzyk derkacza dolatywał z pól. Nie istniał jeszcze tam nieodstępny dziś towarzysz i ciemiężca cywilizowanego człowieka warkot motoru. Z dalekich pól i sianokosów wracali kosiarze siedząc na drabinkach dwukonnych „kar"**) lub jednokonnych drabiaków. Na Litwie etnicznej mężczyźni śpiewali wtedy jedną zawsze tę samą strofkę bardzo melodyjnej zadumanej pieśni. Dziewczęta ustawiały się dla śpiewu w koło, przy domostwie lub tzw. folwarku. Repertuar ich pieśni był bogatszy, lecz rzadko wychodził poza minorowe tony.dziennik
_________________________________________
*) Papieros skręcony ręcznie w bibułce i zaklejony śliną.
 **) Drabiniasty długi wóz na parę koni.
____________________________________________________
Nikt nie przemierzył tego kraju wzdłuż i w poprzek, by go dokładnie poznać, porównać i opisać. Krajoznawstwo mimo woli uprawiali wówczas jedynie myśliwi. Nawet wędrowni Węgrzy wożący swoje towary od domu do domu w wielkich kufrach z szufladami na wozach z węgierską uprzężą, mieli swoje uplanowane szlaki, równie jak kopacze rowów lub drwale, ścinający drzewa i piłujący je na miejscu na bierwiona i deski; jak pszczelarze, rymarze, znachorzy wiejscy, stroiciele fortepianów itp. (Cały „Potop" Sienkiewicza opowiedział mnie dokładnie, reperując uprząż, sezonowy rymarz). Różne rzemiosła, nie wymagające skomplikowanych warsztatów, były wykonywane przez wędrownych rzemieślników, znajdujących nocleg i posiłek u ostatniego w tym dniu klienta. Mimo tych różnic, mimo braku stosunków z powodu odległości, rzadkich kolei i przepaścistych dróg, kraj ten miał coś wspólnego, co łączyło jego mieszkańców i odróżniało od sąsiadów: Polaków-koroniarzy i Rosjan. Było to pomieszanie tych samych krwi, były to wspólne niegdyś prawa i obyczaje, instytucje i tradycje. Powtarzano często opowieść, niewątpliwie prawdziwą, która w różnych wersjach znalazła miejsce we wspomnieniach i pamiętnikach z owego czasu. Mój starszy kolega, M. J, opowiedział mnie swoją wersję. W I dziesiątku XX wieku jechał tzw. pocztowymi końmi gdzieś w okolicach Bramy Smoleńskiej. W pewnej chwili, gdy przejeżdżali jakiś mostek, woźnica obrócił się ku niemu i rzekł, wskazując biczyskiem na strumyk biegnący pod mostkiem: „A wot ciapier my prajechali granicu u Polszczu". „Polszcza" była pojęciem szerszym od W. Ks. Litewskiego czy Korony. W słownictwie ludowym oznaczała Rzeczpospolitę. W ludzie zachowała się aż do XX wieku pamięć o granicy pomiędzy Rosją a Rzeczpospolitą sprzed rozbiorów.
*
Na przełomie wieku XIX i XX zdawało się mieszkańcom tego kraju, że świat zastygł w bezruchu, że nic się w nim zasadniczo nie zmieni, a dla ludności miejscowej chyba tylko na gorsze. Gdzieś w południowej Afryce i we wschodniej Azji toczyły się jakieś rabunkowe wojny, których echa dobiegały do uszu obywateli tego „zapomnianego przez Boga i ludzi" kraju i stwarzały panom grającym w winta temat do dyskusji w przer¬wach między robrami. Ale postawa biernego oporu ludności katolickiej - polskiej, litewskiej i białoruskiej - a zwłaszcza średniej szlachty, była twarda i bezkompromisowa. Sprzedaż ziemi w ręce rosyjskie, małżeństwa mieszane z prawosławnymi (dzieci musiały być też prawosławnego wyznania) poczytywane były za zdradę narodową*).
Aż do roku 1905, kiedy w Petersburgu pojawiły się rosyjskie gazety liberalne i opozycyjne „Ruś" i „Riecz", żaden dziennik rosyjski nie miał dostępu do polskiego domu. Ale niemal każdy dwór, a nawet domek w miasteczku prenumerował jakiś polski periodyk, najczęściej ugodowy lecz znakomicie redagowany przez Czesława Jankowskiego, Erazma Piltza, Włodzimierza Spasowicza i Ludwika Straszewicza petersburski „Kraj", rzadziej „Tygodnik Ilustrowany" lub „Biesiadę Literacką". W niektórych okolicach kraju wielkim powodzeniem cieszyły się tzw. biblioteki obiegowe. 12 rodzin albo i więcej zamawiało książek za 10-15 rubli każda, ktoś z nich je sprowadzał, dawał do oprawy, opakowywał i puszczał w obieg według ustalonej kolejności uczestników. Co miesiąc taki łańcuszek książek przesuwał się dalej aby w końcu obiegu wrócić do tego, kto je zamówił i spocząć w jego bibliotece. W ten sposób każda z rodzin, uczestniczących w tej imprezie, miała do przeczytania co miesiąc nową partię współczesnych przeważnie książek. Tam gdzie się zbierało więcej młodzieży na wakacje letnie lub święta toczyły się, obok tańców i gier towarzyskich, gorące dyskusje. Dotąd pozostały mi w pa¬mięci tematy: o Młodej Polsce, o secesji, pozytywizmie, socjalizmie. Francja była dla nas „pays lumitire". Spierano się o to czy jesteśmy Litwinami czy Polakami z Litwy. Ale, zdziwiłby się każdy z nas gdyby go zapytano czy nie czuje się tutaj obco, skoro naokoło rozlega się przeważnie język litewski lub białoruski.
______________________________
*) zmuszany do przymusowej sprzedaży gospodarstwa folwarcznego na podstawie prawa wyjątkowego, ojciec mój wolał rozparcelować je pomiędzy włościan litewskich ze stratą w cenie niż sprzedać całość w ręce rosyjskie.
_________________________________________
Z pisarzy polskich górowali wśród młodzieży Wyspiański i Żeromski; w dalszej kolejności Prus, Sienkiewicz, Przybyszewski, Orzeszkowa, Sieroszewski, Daniłowski, Weyssenhoff, Kraszewski, Korzeniowski, Rzewuski, obaj Chodźkowie byli w zapomnieniu. Z pisarzy obcych poczytnością cieszyli się: Dumas (ojciec i syn), Daudet, Knut Hamsun, Wiktor Hugo, Dickens, Anatol France, Balzac, Maupassant, Zola, d'Annunzio. Z pisarzy rosyjskich tylko Czechow i Turgieniew cieszyli się pewną popularnością. Taki był skutek narzucania języka przez rusyfikatorów. Uprawianie muzyki było bardzo rozpowszechnione, jako że gra na fortepianie była niezbędną umiejętnością szlacheckiej „panny na wydaniu". Chopina męczono zawzięcie z takim uczuciem, że w późniejszych latach, kiedy nabrałem lepszego rozeznania w muzyce, doznawałem lęku na widok panienki siadającej do fortepianu.
*
Rosja była państwem stanowym i każdy przynależny do stanu (sosławije) szlacheckiego korzystał z pewnych przywilejów nawet w więzieniu czy na zsyłce. Każdy stan żył życiem odrębnym. Stan szlachecki dzielił się faktycznie na kilka kategorii bardziej w zależności od ilości posiadanej ziemi niż od dawności rodu. Trzy powstania, represje, deportacje i konfiskaty, obok szlacheckich fanaberii, poderwały wiele najstarszych rodów wielkolitewskich (tzw. „panów”, stanowiących, obok wymarłych „kniaziów" prawdziwą arystokrację Litwy Historycznej). Szlach¬ta zaściankowa straciła przynależność do stanu szlacheckiego wskutek nie wypełnienia kosztownych formalności w rosyjskim Departamencie Heroldii i socjalnie zlała się z włościaństwem*). Większość szlachty zaściankowej pielęgnowała język polski i tradycję szlachecką, lecz na peryferiach kraju, na Żmudzi i Białorusi zaberezyńskiej z wolna asymilowała się językowo z otoczeniem.
_________________________________

*) Słowo „chłop", uważane na Litwie Historycznej za odpowiednik rosyjskiego pogardliwego sława „mużyk", nie było w użyciu.

____________________________________

Okazją do zbierania się wszystkich stanów na przełomie wieków były coroczne odpusty kościelne i jarmarki, a co kilka lat wystawy rolnicze w miastach gubernialnych, czasem powiatowych, z nagrodami, dętą orkiestrą wojskową, bufetem a wieczorem tańcami. Zarazem był to pokaz mód, zaprzęgów, konnej, jazdy, no, i szlacheckiej szerokiej ręki. Aktywnym uczestnikiem jarmarków był piąty stan państwa rosyjskiego - Żydzi, monopalizujący w swoich rękach prawie wszystkie dziedziny handlu, szczególnie płodów rolnych, koni i bydła. Ozdobą jarmarków i przedmiotem największego zainteresowania były konie. Szlachta, w długich butach i bufiastych „galliffet`ach (zanim nie pojawiły się z Anglii „breeehes") człapiąc po kostki w błocie, oglądała przedniejsze gatunki koni, zaglądała w zęby i kopyta, klepała po zadach, obmacywała kolana i pęciny. Znawstwo zalet i wad końskich należało do dobrego tonu.
Stosunki ze światem zewnętrznym były w okresie transportu kołowego a potem tu i ówdzie kolejowego, bardzo ograniczone. Włościanin nie wychylał się poza kilka okolicznych parafii, szlachta dojeżdżała do powiatu, rzadziej do gubernialnego miasta, możniejsi do Wilna na karnawał, słynny na cały kraj swoimi balami, podwieczorkami tanecznymi itp., i jako „clou" sezonu amatorskim kabaretem p.n. „Ach", którego artystyczną oprawą kierował wyjątkowo nie Ruszczyc, lecz inny artysta malarz wileński Stanisław Siestrzeńcewicz, zapomniany dziś autor szkiców rodzajowych. Kontakt z Warszawą był głównie z powodu bojkotu szkolnego, dość słaby; znacznie większy z Pe¬tersburgiem, dokąd ojcowie jeździli do urzędów centralnych a synowie (córki czekały na mężów w domu) do wyższych uczelni. Stosunki pomiędzy polskim dworem a litewską wsią w etnicznej Litwie były bliższe i pomimo większej różnicy języka, przyjaźniejsze, niż w innych częściach kraju, być może dlatego, że poziom gospodarczy i cywilizacyjny włościan litewskich był wyższy.
Ocknienie
Czy na przełomie XIX i XX wieku istniały w tym kraju jakieś aspiracje polityczne? Czy zanikło dążenie do odzyskania niepodległości razem z innymi częściami zaboru rosyjskiego? Nie ma na to pytanie jednolitej odpowiedzi. Od roku 1905 aspiracje synów zaczęły już odbiegać od popowstaniowej rezygnacji ojców*). Z Królestwa przedostawał się jeszcze program pracy organicznej. O autonomii, a nawet samorządzie nikt nawet nie myślał. Dopiero w roku 1905 Litwini na swoim zjeździe w Wilnie wysunęli program autonomii dla Litwy etnicznej. Pokolenie popowstaniowe aż do roku 1905 nie liczyło na zasadnicze ustrojowe zmiany, raczej obawiało się ich. Ucisk jak gdyby zdrętwiał w tym czasie. Niedołężna, leniwa, przekupna ręka administracji rosyjskiej nie była zdolna wprowadzić w życie wszystkich najdrobniejszych przepisów rusyfikacyjnych, którymi zasypano ją w latach popowstaniowych. Nie mogła dotrzeć do życia prywatnego dworów, zaścianków, wsi i miast. Nie zdołała przeszkodzić szerzeniu się nielegalnej literatury patriotycznej, tajnego nauczania, śpiewów w kościołach, czytania książek polskich i litewskich, sprowadzanych z Warszawy, przywożonych z Petersburga i Moskwy, lub szmuglowanych z zaborów pru¬skiego a zwłaszcza austriackiego. Byłoby przesadą twierdzić, że akcja bojowa Piłsudskiego w Królestwie miała za sobą młodzież polską Litwy Historycznej - prócz nielicznych „wtajemniczonych". Piłsudski, który przed 1905 rokiem równie jak Dmowski nie był nawet przedmiotem dyskusji i sporów młodzieży szlachecko - mieszczańskiej, stał się popularny dopiero gdy rzucił hasło tworzenia wojska z myślą o powstaniu. Przed tym, pre¬kursorem idei niepodległościowej był w tym kraju Władysław Studnicki, którego książki kursowały gęsto choć nielegalnie. Hasło niepodległości nie zanikło, lecz tlało głęboko pod popiołem rozczarowań i klęsk ojców i dziadów.
Ogłoszony przez PPS słynny memoriał ks. Imeretyńskiego dla cesarza krytykował tylko metody, lecz nie zasady polityki w Królestwie, a ugodowców traktował pogardliwie. Memoriał ten krążył również po dworach polskich na Litwie Historycznej. Tam społeczeństwo nie miało złudzeń. Wiedziało, że w najlepszym razie los jego nie będzie identyczny z losem Królestwa i że musi szukać własnej koncepcji przyszłych swoich losów. „Stan posiadania" i pozycję społeczną utożsamiała część szlachty z interesem narodowym polskim. Lojalizmem wobec władz chciała dowieść, że polskości w tym kraju nie należy identyfi¬kować z irredentą lub rewolucją.
__________________________________
*)Kiedy w roku 1908 wstąpiłem do polskiego stowarzyszemia stu¬denckiego w Rydze „Arkonia" musiałem napisać obowiązkowy referat. Wybrałem temat o trzech rozbiorach Polski i postawiłem w końcu tezę, że Polska musi odzyskać niepodległość, Wywołało to sensację wśród kolegów, w większości przychylną. Ale była toż i drobna mniejszość.
_________________________________
Tym ostrzejszą była reakcja na obecność notabli polskich na odsłonięciu pomników Murawiewa i Katarzyny. „Wieszatiela" odsłaniano w r. 1898 bez pompy, jak gdyby wstydliwie. Ale udział 60 członków arystokracji i zamożnej szlachty w odsłonięciu pomnika Katarzyny II, 6 lat potem wywołał już huczek nie lada, który rozległ się po wszystkich ziemiach polskich. Rozpowszechniła się wówczas dla obecnych pod pomnikiem nazwa „kataryniarzy".
*
Mikołaj II objął tron w Rosji po twardym i surowym ojcu, Aleksandrze III. Do przypadłej mu roli przygotowany nie był. Naturę miał słabą i chwiejną. Jego późniejsze decyzje były często sprzeczne i niekonsekwentne. Nosił w sobie paniczny strach przed rewolucją. Zdaniem wielu historyków i pamiętnikarzy, ukazy wolnościowe, które Mikołaj II na wniosek zastraszonych ministrów podpisywał, był owocem lęku wywołanym aktami terroru lub podobnymi wiadomościami z pola rewolucyjnej walki. Obejmował tron, zapowiadając „utrzymanie zasady samodierżawja" równie mocno i nieugięcie, jak to czynił jego opłakiwany ojciec. Carowa, kobieta skłonna do ekscytacji i histerii, była ogarnięta obsesją nie uronienia żadnego atrybutu absolutnej władzy, przysługującej carom, dla swego syna od urodzenia chorego na hemofilię. Członkowie Rady Państwa z guberni wileńskiej Hipolit Korwin-Milewski i mińskiej Edward Woyniłłowicz, plastycznie opisali uroczysty akt otwarcia przez cesarza w sali tronowej Zimowego Pałacu 27 kwietnia 1906 roku pierwszej w Rosji Dumy Państwowej.
„punkt o jedenastej - pisze Korwin-Milewski - otworzyły się na drugim końcu sali naprzeciw tronu podwoje i przy dźwiękach hymnu „Boże, caria chrani" wszedł cesarz, za nim obie cesarzowe z koronami na głowie... Od chwili kiedym ich spostrzegł przy wejściu, miałem jasne wrażenie, że Mikołaj i cesarzowa Aleksandra posuwają się naprzód w mocnym przekonaniu, iż idą na śmietć : on wyprostowany, sztywny, stawiał automatycznie noga za nogą jak na paradzie; ona zaś, wówczas trzydziestoletnia, wysoka i kształtna kobieta, przygarbiona, z obu policzkami jakby namalowanymi krwią; obok niej cesarzowa matka, mała, rezolutra, z wyrazem wściekłości na twarzy, patrzyła jasno i bardzo wyzywająco".
Na rządy pierwszych lat panowania Mikołaja II wywierał przemożny wpływ Konstanty Pobiedonoscew, prokurator sw. Synodu, zawzięty przeciwnik demokracji, parlamentaryzmu i doktryny suwerenności ludu. Reakcja nie tylko nie osłabła, lecz nawet się wzmogła. Równolegle jednak, wskutek szybkiego uprzemysłowienia Rosji, rosyjska partia socjaldemokratyczna zyskała wielkie wpływy i zaczęła prowadzić akcję strajkową i rewolucyjną, w której wybitną rolę odgrywali studenci. Prądy te zaznaczyły się również na ziemiach Litwy Historycznej, co obok polskiej konspiracji rewolucyjnej, ugody i „infiltracji" Narodowej Demokracji, wpłynęło na pewne ożywienie w życiu społeczeństwa. Być może, jako skutek tego ożywienia, nastąpiło wyzwanie rzucone przez Litwinów i Białorusinów dotychczasowemu prymatowi społecznemu i kulturalnemu polskości w tym kraju. Dało to początek rozpadowi zakorzenionego wśród warstw oświeconych pojęcia politycznego narodu litewskiego, obejmującego wszystkich mieszkańców b. W. Ks. Litewskiego - autochtonów. Ten początek walki wewnętrznej na gruncie narodowościowym stał się kolejnym kamieniem milowym, otwierającym nową erę w życiu miejscowego społeczeństwa.
*
Wilno na początku XX wieku było miastem polsko-żydowskim, położonym na obszarze mieszanym, gdzie dominowała swoista gwara polska z domieszką białoruszczyzny, uwieczniona w „Gawędach Oszmiańczuka" Leona Wołłejki, w zbiorze opowiadań H. Romer-Ochenkowskiej „Nasi ludzie" i innych. Pielgrzymki z dalekich stron kraju do Ostrej Bramy, wielkie jarmarki wileńskie - na św. Kazimierza, św. Jana, św. Jerzego, św. Piotra i Pawła - uroczyste święta kościelne, tajne nauczanie, kółka rolnicze, kooperatywy, oraz w ogóle żywe tętno wiejskiego miasto, gdzie ciągle się coś działo - to wszystko było wielką pochodnią języka i kultury polskiej. Przechodząc przez białoruską soczewkę, nabierała ona specyficznych cech. Podczas gdy środowisko żydowskie miało charakter zamkniętego getta, a jego inteligencja w okresie popowstaniowym w znacznej części uległa rusyfikacji - środowisko polskie zwiększało się przez napływ z całego kraju oraz przez stałą intensyfikację życia kulturalnego.
Intensywność polskiego życia kulturalnego w Wilnie w latach 1907-1914 była, pomimo reakcji w Rosji, fenomenalna. Być może, był to skutek długiego tłumienia narosłych w ciągu 40 lat sił. Otwarcie klap, zamykających ten kocioł, wywołało jak gdyby wybuch sprężonej pary. H. Korwin-Milewski, który - jak pisze w swoich wspomnieniach - nie opuszczał żadnego polskiego przedstawienia teatralnego, ze zdumieniem stwierdził rosnącą liczbę widzów z klasy robotniczej i podmiejskich drobnych posesorów. Przedstawienia polskie odbywały się początkowo w byłym ratuszu na przemian z salą miejską, potem w budynku teatru letniego w ogrodzie po-bernardyńskim, wreszcie w wielkiej budzie cyrkowej na placu Łukiskim. Wszystkie te lokale miały ogromne niedogodności i dla widzów i dla artystów. Korwin-Milewski postanowił stworzyć konsorcjum dla wystawienia normalnego budynku dla teatru polskiego. O tragikomicznych perypetiach swojej inicjatywy opowiada we wspomnieniach barwnie, nie oszczędzając nikogo z współpartnerów. Ale doprowadził ją do szczęśliwego końca, stając się głównym fundatorem nowoczesnego budynku teatralnego, zwanego później „teatrem na Pohulance". Wystawa przemysłu ludowego w Wilnie w roku 1906 lub 1907 zwróciła uwagę całej Polski na inwencję i bogactwo miejscowej sztuki ludowej, polskiej, białoruskiej i litewskiej. W Warszawie wyszedł specjalny numer „Wsi Ilustrowanej", poświęcony tej wystawie z śliczną winietą tytułową Ruszczyca i wierszem białoruskim Bohdanowcza. Staraniem lub za poparciem Józefa Montwiłła (o którym niżej) odbyły się w tych latach wystawy: „Dziecko", „Urządzeń mieszkań", „Sztuka".
*
W końcu XIX wieku rozpoczęli Litwini w Wilnie i na pro¬wincji walkę z monopolem polszczyzny w kościele i szerzeniem się jej w pewnym stopniu ich kosztem. Było z tego powodu dużo kłótni i krzyku, a nawet bójek w kościołkach i polemik w prasie i broszurkach. W ogólnym bilansie, z punktu widzenia nacjona¬listycznego, przyniosła ta akcja pewne zyski obu stronom. Przyczyniła się do wzmocnienia zarówno polskiej jak i litewskiej świadomości narodowej. Równolegle zanikało w codziennym użyciu pojęcie „Litwy Historycznej" i Litwina „mickiewiczowskiego". Wśród polemik i niesławnych starć trwało to aż do końca I wojny światowej. Po dwudziestoletnim okresie podziału wszystkie trzy rozsierdzone wzajemnie na siebie odłamy narodowościowe wlały się ponownie, zgodnie z wizją Puszkina, do „rosyjskiego morza".
 Czasami nacjonalizmy miejscowe łączyły się akcji przeciwko działaczom, kościelnym i świeckim, którzy nie ulegali ich sprzecznym dążeniom. Ofiarą takiej niepisanej zmowy padł .biskup wileński w latach 1918-1925 Jerzy Matulewicz, Litwin, poprzednio generał Zgromadzenia Marianów, zalecony na wileńską stolicę biskupią przez Episkopat polski. Ale nacjonalistyczna większość polskiego duchowieństwa katolickiego i społeczeństwa miejscowego zarzucała mu, że jest za mało polski, a podobne sfery duchowieństwa litewskiego - że za mało litewski. Gdy spór o Wilno zakończył się w roku 1922 na korzyść Polski, strona polska przekonała Rząd (ministrem Wyznań Religijnych był wówczas Stanisław Grabski) o „narodowej" konieczności zmiany na stanowisku biskupa wileńskiego. W roku 1925 biskup Matulewicz, wobec nieprzebierającej w środkach kampanii, widział się   zmuszonym po raz trzeci prosić Stolicę Apostolską o zwolnienie
 go z wileńskiej placówki kościelnej. W pamięci ludzi bezstronnych i dążących do zgodnego współżycia narodowości miejscowych, biskup Matulewicz pozostał postacią wybitną, obcą szowinizmom, o bardzo wysokim poziomie intelektualnym, moralnym oraz powołania duchownego.*)
 W dwóch pierwszych dziesiątkach lat XX wieku rozszerzyła się i wzmocniła duża polska enklawa dokoła Wilna i znacznie mniejsze na północ od Kowna i dokoła Grodna i Mińska**). Okupacja niemiecka w latach 1915-1918, mimo ostrza antypolskiego, tego procesu nie powstrzymała. Analiza tego zjawiska wykracza poza ramy niniejszego szkicu.
_____________________________________
*) Zob. także: Tadeusz Górski, Mic: Biskup Matulewicz a Rząd Polski w „Tygodniku Powszechnym", Nr. 7(1203) z 13.IL1972, Kraków.
**) Według prof. W, Wielhorskiego, „polskość rozkrzewiła się w Litwie i na Rusi Litewskiej w swej znakomitej większości na pniu tubylczym, litewskim lub ruskim. Przedstawiała przeto nie przedłużenie polskości, wwiezionej z rodzinami przybyszy, lecz odmianę życia duchowego, utworzoną na miejscu z własnej woli i inicjatywy tubylców" (zob. „Teki Historyczne", tom XIII, Londyn 1984-85).
___________________________________
Wystarczy tu zanotować, że niemiecki spis ludności okupowanych terenów na wschodzie znalazł w roku 1916 w trzech okręgach (Verwaltungsgebiet): Kowno, Wilno i Grodno od 7% do 55% Polaków. W mieście Wilnie, spis w marcu 1916 r., wykazał: 50,15% Polaków, 43,5% Żydów, 2,6 Litwinów, 1,36 Białorusinów, reszta Rosjan, Niemców i innych. Litwini i Białorusini kwestionowali ten spis, ale Michał Brensztejn udowodnił niesłuszność tego zarzutu w broszurze wydanej w Warszawie w r. 1919 p.t. „Spisy ludności w mieście Wilnie podczas niemieckiej okupacji od 1. XI. 1915 roku". Przeprowadzony powtórnie na skutek skarg Litwinów spis w listopadzie 1916 roku wykazał liczbę Polaków o kilka % wyższą. Wyniki tych spisów zostały przez władze okupacyjne zatajone, lecz „przeciekły" do wiadomości ogólnej. Po wojnie znaleziono je w tajnym sprawozdaniu Zarządu wojskowego za r. 1916. Odsetek Litwinów był realny z powodu ich wysokiej samowiedzy narodowej, natomiast odsetek Białorusinów, zwłaszcza w okręgu grodzieńskim, - pomniejszony wskutek małej samowiedzy narodowej i politycznego ciążenia do Polski. Ogólnie biorąc, pas polski pomiędzy obszarem białoruskim a litewskim rozciągał się z południowego zachodu na południu od Grodna aż po Dyneburg (Dźwińsk), ale z kilkoma przerwami.
Rewolucja i reakcja
Ale cofnijmy się nieco wstecz, do roku 1905, kiedy nastąpiło wiele wydarzeń znamionujących początek nowej ery. Rozpoczęła się ona masakrą ludności Petersburga, którą przywiódł pod pałac zimowy agent „ochronki"*) pop Gapon z poduszczenia „gradonaczalnika" Trepowa, dla złożenia petycji. Car był nieo¬becny, a przygotowane ad hoc wojsko położyło trupem „dla nastraszenia" ludu tysiąc kilkadziesiąt petentów. Fala przerażenia i oburzenia przebiegała jeszcze przez przestrzenie Rosji, gdy bomba rewolucjonistów rozszarpała stryja cesarskiego, gen. gub. Moskwy, W. Ks. Sergiusza. Wkrótce potem, w marcu 1905 armia rosyjska pod gen. Kuropatkinem poniosła decydującą klęskę pod Mukdenem, a w maju tegoż roku prawie cała rosyjska flota została zniszczona pod Cuszimą.
_________________________________________
*)„Ochrannoje Otdielenje" organ tajnej policji za caratu, stworzony w 1881 roku dla zwalczania ruchów rewolucyjnych, najpierw w Petersburgu, Moskwie i Warszawie. Zniesiony (czasowo) podczas rewolucji marcowej 1917 roku.
____________________________ 
Były to iskry padające na beczkę prochu. W ciągu lata i jesieni 1905 buchnął płomień buntu w miastach i we wsiach.
Manifest carski 17. X. 1905 obdarzył ludność cesarstwa prawami obywatelskimi i Dumą Państwową, czyli surogatem parlamentu. Liberałowie rosyjscy byli zadowoleni i szykowali się do objęcia władzy w konstytucyjnej monarchii. Ale socjaliści różnych odcieni nie zamierzali poprzestać na tym, żądali republikańskiego i socjalistycznego ustroju. Powstanie zbrojne w Moskwie w grudniu 1905 było przełomowym momentem rewolucji. Zostało krwawo stłumione, - i od razu w umiarkowanych sferach społeczeństwa nastąpiła silna reakcja przeciwko ekscesom rewolucji. W Petersburgu pojawił się mąż silnej ręki, najpierw jako minister spraw wewnętrznych, zaraz potem jako premier. Piotr Arkadiewicz Stołypin pochodził z gub. Twerskiej, lecz był właścicielem ziemskim w gub. Kowieńskiej i w ciągu 15 lat gubernialnym marszałkiem szlachty. Liberalizujący konserwatysta i nacjonalista, energiczny i bezwzględny, znał dobrze Polaków i ich aspiracje polityczne, nie lubił ich i wiedział, że polityka ugody - to weksel bez pokrycia. Szala przechyliła się na jego stronę.
 Rewolucja nie miała przywódcy. Stołypin był jedynym mężem stanu, który w latach I i II rewolucji mógł zmierzyć się z Leninem, gdyby go w roku 1911 kula rewolucjonisty i agenta „ochranki" nie powaliła. Lenin w listopadzie 1905 wrócił z emigracji, lecz musiał przyglądać się bezradnie klęsce rewolucji, której kierownictwa chwycić w swe ręce wówczas nie mógł. W końcu roku 1906 był już znowu za kordonem.
Upadek rewolucji w r. 1907 zacisnął znowu śrubę rusyfikacji.  IV Duma, wybrana podług innej, kurialnej, ordynacji wyborczej miała większość prawicowo - nacjonalistyczną i w swoich zapędach rusyfikacyjnych prześcigała rząd. Ale w latach 1906-1911Stołypin zdążył zapoczątkować w Rosji ważną reformę zamiany kolektywnej („obszczinnoj") własności na indywidualną, oraz znacznie poprawił sytuację robotników w przemyśle w dziedzinie płac, ubezpieczeń i zdrowia. Nawet uniwersytety, na podstawie nowego statutu z r. 1905 uzyskały szeroką autonomię. Korzystała z tego ogromna ilość młodzieży polskiej, napływająca do uniwersytetów w Rosji. Powstały na wpół jawne związki młodzieży o charakterze politycznym, konkurujące ze sobą przy wyborach do Bratnich Pomocy, oraz zarządach gospodarczych urządzeń, np. bardzo popularnych stołówek, zwanych po prostu „kuchnią"*). W latach 1909-1914 w Petersburgu, który ściągał największą ilość młodzieży polskiej, były dwa główne polityczne ugrupowania: „Związek Młodzieży Postępowej" i „Zjednoczenie Narodowe". W Związku dominowało PPS i kierunek niepodległościowy, w Zjednoczeniu - różne odszczepieńcze grupy z na¬rodowej demokracji z niepodległością, jako celem bardziej oddalonym.
*
Dla ludności „Siewiero-Zapadnawo Kraja" rewolucja 1905 ro¬ku choć nieudana w Cesarstwie i w Królestwie, gdzie Akcja Bojowa PPS i wojna domowa z elementami narodowymi pozo¬stawiła po sobie dużo goryczy i złej krwi, przyniosła poważne zyski. Już w poprzednich latach zezwolono na utworzenie Towarzystw Rolniczych w kilku guberniach, Towarzystwa Śpiewaczego „Lutnia" z teatrem amatorskim w Wilnie, a w roku 1904 zniesiono zakazy drukowania czcionkami łacińskimi, ogłoszono tzw. ukaz tolerancyjny, na którego podstawie rozpoczął się masowy powrót przymusowych prawosławnych na katolicyzm**); zniesiono ograniczenia języków miejscowych, oraz nabywania i dziedziczenia ziemi przez Polaków. Powstało dużo organizacji społecznych, oświatowych naukowych, m.in. Towarzystwo Przyjaciół Nauk (o którego zbiorach i działalności informuje w tej książce pośmiertnie prof. Stanisław Kościałkowski); zaroiło się szkolnictwo prywatne. Życie polskie w Wilnie zaczęło bić niezwykle silnym tętnem, prześcigając w rozmachu poczynania kulturalne innych odłamów narodowych
__________________________
*)W petersburskiej kuchni studenckiej przy Zabałkańskim prospekcie można była spotkać sporo polityków polskich, miejscowych i przyjezd¬nych, interesujących się nastrojami studenterii. Stałym gościem był tam Władysław Studnicki.
**) Byli to unici, przymusowo obróceni w prawosławnych, oraz dzieci małżeństw mieszanych. M.in. carowie mieli zwyczaj wydawać „grzeszne" frejliny dworu za swoich „dobrze urodzonych" i zamożnych poddanych. Zdarzało się, że trafiali się między zaszczyconymi także Polacy.
___________________________
W kwietniu 1906 r. odbyło się tu pierwsze w zaborze rosyjskim przedstawienie „Wesela" Wyspiańskiego. Aktorzy, zrzeszeni w „Towarzystwo Dra¬matyczne" pod kierunkiem dyr. J. Puchniewskiego odegrali dwa pierwsze akty dozwolone przez cenzurę w gmachu dawnego ratusza. Po roku weszło „Wesele" do repertuaru pierwszego stałego teatru w Wilnie, założonego przez Nunę Młodziejowską. Zagrał w nim po raz pierwszy rolę Młodego, Juliusz Osterwa. Rachelą była Młodziejowska. W okresie niepodległości przez 6 lat gościła „Reduta" tegoż J. Osterwy. Kolejnymi dyrektorami teatru na Pohulance w latach 1904-1939 byli po Młodziejowskiej: Franciszek Rychłowski, Juliusz Osterwa, Aleksander Zelwerowicz, Mieczysław Szpakiewicz i Leopold Kielanowski. W „Lutni" grał teatr amatorski, z którego wyszedł na wielką scenę utalentowany aktor Leon Wołłejko, a w niedzielę odbywały się koncerty symfoniczne. Później grała tam stała operetka.
Koncesję na pierwszy po 40 latach dziennik polski dostał Hipolit Korwin-Milewski, wielki właściciel ziemski, „kataryniarz", pyszałek i arogant, ale człowiek wykształcony we Francji, o dużym talencie i temperamencie politycznym, mający duże stosunki w kołach politycznych Europy, prezes Wileńskiego Tow. Rolniczego, później członek Rady Państwa z wyboru, autor z niezmierną werwą i ciętością pióra wydanych w 1930 roku pamiętników. Założony przez niego „Kuryer Litewski" zmieniał kilkakrotnie wydawców i pod kolejnymi redaktorami: Czesławem Jankowskim, Wojciechem Baranowskim i ostatnim Józefem Hłasko po zajęciu przez Niemców Wilna w r. 1915, żywota swego dokonał. Powstało też w Wilnie kilka innych dzienników i czasopism. Miarą liberalizmu (lub głupoty administracji?), który w erze reakcji porewolucyjnej uchował się w prasie wileńskiej może służyć wywiad Józefa Hłaski z Piłsudskim we Lwo¬wie, opublikowany w „Kuryerze Litewskim", jako rozmowa z „Panem Marianem" w numerze z 25 lutego 1913 r. Piłsudski w tej rozmowie zapowiadał, a Hłasko wydrukował, że przystępuje do tworzenia siły wojskowej samodzielnej, która przy likwi¬dowaniu nadchodzącej wojny zaważyć będzie mogła na szali.
W ostatnich latach przed wojną światową w społeczeństwie polskim Litwy Historycznej zarysowały się wyraźnie grupy polityczne. Stronnictwo Polityki Realnej miało tutaj sporo sympatyków wśród zamożnej szlachty. Łączył ich z warszawskimi „realistami" lojalizm wobec tronu i obawa przed radykalizmem społecznym, lecz dzieliły poglądy na urządzenie tego kraju. Wielkie ziemiaństwo sprzyjało przeważnie idei zachowania odrębnego organizmu Litwy Historycznej, jako całości. Światlejsi przedstawiciele tej warstwy stali na gruncie lojalizmu, lecz rozumieli konieczność zmiany archaicznego systemu rosyjskiego. Emancypacyjnych ruchów narodowych nie negowali i dążyli do porozumienia z ich konserwatywnymi elementami. Tymi motywami, prócz niewątpliwego przywiązania do kraju, kierował się większy właściciel ziemski na Polesiu Roman Skirmunt, stając w r. 1918 na czele pierwszego rządu białoruskiego. Była to jednak strategia podówczas już spóźniona.
Konserwatywni członkowie Dumy i Rady Państwa wiedzieli doskonale, że łączenie losów „Siewiero-zapadnawo Kraja" z losami Królestwa jest w oczach rządzących sfer „biezumnym i priestupnym miecztatielstwom" (szalonym i karygodnym marzycielstwem), którym poważni ludzie nie powinni się zajmować. Manifestacje lojalizmu i stosunki osobiste w stolicy były głównym narzędziem ich polityki. Byłoby niesłusznym wyrokować, że nie dbali oni o dobro kraju, lecz tylko o własny interes. Nie można odmówić wielu z nich dużych wysiłków i zasług w obronie interesów ogólnokrajowych. Do Narodowej Demokracji konserwatyści odnosili się nieufnie. Nie szło im w smak nacjonalistyczne i demagogiczne - ich zdaniem - słownictwo tej partii.
Wśród konserwatystów tego typu było kilka tęgich głów politycznych. Wspomniany już Korwin-Milewski, jego następca w Towarzystwie Rolniczym Paweł Kończa - w Wilnie; Aleksander Meysztowicz, polityk o miękkich manierach, lecz twardym charakterze*), Stanisław Kognowicki i Kazimierz Zawisza - w Kowieńszczyźnie; Edward Woyniłłowicz, typowy „żubr kresowy”, wybitny rolnik s działacz społeczny oraz Karol hr. Czapski, prezydent m. Mińska - w Mińszczyźnie.
__________________________________
*) A. Meysztowicz, był, obok K. Barda, jednym z wyjątkowych ministrów w czasie dwudziestolecia, który złożył dymisję i ustąpił indywidualnie z własnej inicjatywy.
______________________________________
Do konserwatystów nie można było zaliczyć Józefa Montwiłła, najpopular¬niejszego i najbardziej dla Wilna zasłużonego działacza, założyciela i dożywotniego prezesa Banku Ziemskiego, najpotężniejszej finansowo instytucji polskiej (faktycznie) w b. W. Ks. Litewskim. Był to rzadki typ społecznika, businessmana i finansisty. Nie angażując się do żadnej grupy politycznej i unikając wszelkiej „publicity", zachował Montwiłł niezależność, rozwijając akcje społeczne w rozmaitych dziedzinach. Stworzył w Wilnie i na prowincji dwadzieścia kilka instytucji społecznych, szkolnych, ekonomicznych i finansowych. Józef Piłsudski w artykule w „Robotniku" (Pisma zebrane, tom I, str. 239), pisząc o odsłonięciu pomnika Murawiewa zaznacza:
w całym Wilnie znalazło się aż dwóch odważnych właścicieli domów, pp. Józef Montwiłł i dr. Raduszkiewicz, którzy mimo nalegań policji nie wywiesili flag i nie zapalili iluminacji".
Wybrany dno Dumy Państwowej, był prezesem połączonego Koła posłów i członków Rady Państwa z Litwy i Białorusi.
Aż do roku 1915, kiedy Rosja odpłynęła z zachodniej części ziem Litwy Historycznej, program Narodowej Demokracji nie mógł tam zaflancować się silniej. Nie było żadnych szans na to, aby obszar ten mógł doznać tego samego losu, co Królestwo. Wileńska jej ekspozytura różniła się zawsze od centrali warszawskiej. Była mniej agresywna, mniej moskalofilska, a nawet mniej antysemicka. Po śmierci długoletniego prezesa dr Witolda Węsławskiego, bardzo zacnego człowieka i popularnego lekarza, o umyśle apolitycznym, kierownictwo partii objął zakorzeniony w Wilnie „koroniarz", Aleksander Zwierzyński, polityk umiarkowany i poważny, lecz bardziej od swego poprzednika ortodoksyjny. Fanatyzmem narodowym odznaczał się Jan Obst, redaktor kwartalnika naukowego „Ateneum Wileńskie", a jednocześnie autor oszczerczych artykułów w „Dzienniku Wileńskim" lub „Dwugroszówce" o Piłsudskim, spacerujący w czamarze i granatowej rogatywce. Mieszczaństwo wileńskie akceptowało hasła nacjonalistyczne i antysemickie, ale w rozgrywającym się konflikcie europejskim nie sprzyjało Rosji, nie spodziewając się od niej niczego dobrego dla siebie i Kraju w razie jej zwycięstwa.
Nazwisko Józefa Piłsudskiego, niepopularne w czasie akcji bojowej w Królestwie, wymawiane ze zgrozą po „ekspropriacji" bezdańskiej*), zaczęło nabierać innego wydźwięku, zwłaszcza wśród młodzieży, gdy na Litwie Historycznej pokazali się wysłannicy tworzonych w Galicji organizacji paramilitarnych, oraz wydawana tam literatura. Akcja niepodległościowa i jej przywódca znajdowały żywy oddźwięk i sympatię wśród młodzieży, demokratów wileńskich, PPS i części narodowców. Od Narodowej Demokracji zaczęły się odłupywać różne „secesje". Z tych kilku elementów utworzył się w Wilnie obóz niepodległościowy, posiadający bardzo licznych sympatyków wśród warstw społeczeństwa, choć rozumiano ogólnie, że połączenie losów Wilna z Warszawą i Krakowem może nastąpić tylko w bardzo sprzyjających okolicznościach i w sposób pośredni, rozwiązujący problem całej Litwy Historycznej.
____________________________________________

*) Napad na stację Bezdany na pociąg idący z Wilna i wiozący pod eskortą znaczną sumę pieniędzy rządowych w nocy z 26 na 27.IX.1908 r., pod osobistym kierownictwem Józefa Piłsudskiego. Zdobyto przeszło 200 tys. rubli, które posłużyły na zapoczątkowanie akcji organizacyjnej i propagandowej w Galicji.

_______________________________________________
„Krajowcy"
 Ta dziwna dla niemiejscowych nazwa przylgnęła w ciągu pier¬wszych 15 lat XX wieku do ludzi grupujących się dokoła „Polskiego Stronnictwa Demokratycznego na Litwie". Nie istnieje - o ile wiem - ani opracowana historia idei krajowej, ani oficjalny program stronnictwa, które ją reprezentowało. Ale są mało znane i dziś zapomniane przyczynki do tego programu sprzed 50 lat. Oprócz artykułów w „Gazecie Wileńskiej" i „Przeglądzie Wileńskim" w latach 1910-1915, wymienić należy dwa dokumenty: 1) odpowiedź Michała Romera prof. W.J. Jaworskiemu, prezesowi Naczelnego Komitetu Narodowego (NKN), na propozycję napisania memoriału dla decydujących czynników mocarstw centralnych uzasadniającego konieczność przesunięcia wschodnich granic Polski poza teren etnicznie polski. W tej odpowiedzi Romer wyłuszczył swoje stanowisko, które podjął się uzasadnić w broszurze. Proponował wówczas, aby polityka polska stanęła zdecydowanie na gruncie restytucji W. Ks. Litewskiego, równorzędności narodów na tym terytorium i przeciwko wszelkim jego podziałom. 2) Gdy propozycja jego pozostała w NKN bez echa (z którego programem się nie godziła), Romer wydrukował w „Wiadomościach polskich" (Nr 70 z 2.IV.1916) artykuł, roz¬wijający jego idee, pt. „Wojna i solidarność Polski z narodami północno-wschodniej Europy." Przeciwstawiał w nim koncepcji „małych etnicznych kraików" ideę zmodernizowanej Rzeczypospolitej - Związku narodów współpracujących ze sobą swobodnie, w dziedzinie twórczości, kultury i obrony. Były to nie tylko indywidualne myśli autora. Odpowiadały one mniej więcej programowi Stronnictwa Demokratycznego, alias „Krajowców".
Ironia losu sprawiła, że w tym samym mniej więcej czasie litewscy nacjonaliści w wydawanym w Szwajcarii przez Juozasa Gabrysa (o którym niżej w odsyłaczu) miesięczniku „Pro Lituania" odrzucali a limine tę ideę jako imperialistyczny pomysł polski, przedstawiając Polaków jako ośmiornicę usiłującą zadu¬sić Litwinów i Rusinów swoimi mackami"*).
Typ psychiczny „krajowca", jego krąg pojęć i uczuć przedstawił bodaj najwierniej Zygmunt Jundziłł, wybitny prawnik wileński, senator, profesor USB**). Zarysy tej postawy - bardziej niż politycznego programu - można znaleźć również w publicystyce wileńskiej owych lat, żeby wymienić tylko Ludwika Abramowicza, Ludwika Chomińskiego, Helenę Romer-Ochenkowską, Witolda Staniewicza, Stanisława Swianiewicza, Mariana Świechowskiego, Seweryna Wysłoucha i in. Poza ludźmi pióra, „mózg" krajowców tworzyli czterej ludzie: Witold Abramowicz, Zygmunt Jundziłł, Bronisław Krzyżanowski, Jan Piłsudski, z którymi ściśle współpracowali miejscowi przywódcy - PPS: Stanisław Bagiński, Witold Czyż, Leon Kulikowski.
______________________________________
*) Wiadomości o korespondencji M. Romera z prof. Jaworskim i o jego artykułach w „Wiadomościach Polskich", oraz o artykułach w „Pro Lituania" czerpię z pracy (niedrukowanej, lecz udostępnionej mi przez autora) prof. dr W. Sukiennickiego, opartej na znalezionych przez niego  w archiwach Biblioteki Hoovera w Stanford materiałach w tzw. kolekcji Wiskowskiega.
Co do „Pro Lituania" i jej redaktora J. Gabrysa, jest dziś dowiedzione, że już w listopadzie 1915 „Auswartiges Amt", za radą posła niemieckiego w Bernie von Romberga, paryskało Gabrysa wraz z jego pismem na mocy formalnego kontraktu do służby dla Niemiec (zob. F. Fischer: Griff nach der Weltmacht, str. 608). Gabrys potrafił pogodzić swoją opłaconą działalność w interesie Niemiec z niestrudzonymi i często skutecznymi zabiegami u aliantów zachodnich na rzecz interesów litewskich.
**) We wspomnieniu drukowanym w „Alma Mater Vilnensis", Tom IV, „Prace Zebrane" pt. „Z dziejów polskiej myśli politycznej na ziemiach b. W. Ks. Liteskiego." (tamże K. Okulicz: „Posłowie"). Z. Jundziłł wymienia znaczną ilość członków i sympatyków ,,Stronnictwa Demokratycznego na Litwie", oraz sympatyków koncepcji krajowej pośród konserwatystów.
______________________________________
Warstwy dziejotwórcze tworzyły się tutaj z elementów o wiele bardziej różnorodnych, niż ich odpowiedniki w Polsce etnicznej. Na Litwie Historycznej wlewała się do nich krew nie tylko różnych szczepów słowiańskich, zaprawianych krwią niemiecką, jak to miało miejsce w Polsce. Szlachcic i mieszczanin Litwy Historycznej rzadko był gente Polonus. Znacznie częściej gente Lithuanus, Rutenus, Tartarus, Germanus, w dalszych pokoleniach stał się amalgamatem wszystkich tych nie tylko słowiańskich elementów plemiennych.
Od II połowy XVII wieku wspólnym językiem i kulturą pełno¬prawnych warstw politycznego narodu litewskiego był język i kultura polska, o wybitnie swoistym i odrębnym typie. „Dziady" Mickiewicza są osnute na folklorze białoruskim, a „Konrad Wallenrod" i „Grażyna" - na podaniach i folklorze litewskim. Kraszewski czerpał tematy swoich powieści z fantazji litewskich Teodora Narbutta, a Słowacki i Asnyk z historii najdawniejszej Litwy.
Dla uświadomionych obywateli było jasne, że rozszczepienie tego obszaru na narodowe cząstki pociągnie za sobą walki wewnętrzne o rozgraniczenie terytorialne i osłabi odporność na zewnątrz. Wchłonięcie Białorusi, Litwy i Ukrainy przybliży Rosję do etnicznego obszaru polskiego i zwiększy napór sił rusyfikacyjnych. Nienasycona zachłanność wielkiego sąsiada zaciąży bezpośrednio nad wielką bramą pomiędzy Grodnem a Brześciem i dalej wzdłuż Bugu ku Sanowi i Beskidom. Stąd zachowanie niezawisłego od Rosji obszaru Litwy Historycznej i Ukrainy było w myśleniu politycznym krajowców pancerzem ochronnym dla wspólnych sił litewsko-białorusko-ukraińsko-polskich przeciwstawiających się zaborczemu pochodowi Rosji na zachód.
Trudno było jednak stworzyć syntezę dziejową, jako punkt wyjścia dla współpracy na przyszłość, jeżeli dla polskich warstw dotąd przodujących, przeszłość rysowała się w jasnych barwach i w ciągłym pochodzie naprzód, podczas, kiedy dla strony litewskiej i białoruskiej była ona ustawicznym przypomnieniem utraty tych warstw na rzecz polskości i zejściem reszty masy narodowej na niższe stopnie drabiny społecznej. Dla zamknięcia tych rozwartych nożyc trzeba było znacznych ustępstw z obu stron. Ze strony polskiej - rezygnacji z priorytetu politycznego i kulturalnego na tym obszarze, a ze strony litewskiej i białoruskiej - uznania równorzędności elementu polskiego, powstałego w wielowiekowym procesie historycznym. Ani jedno ani drugie nie było możliwe. Wszystkie nacjonalizmy zajmowały postawę wzajemnie antagonistyczną.
Wileńscy krajowcy usiłowali przenieść do głów przywódców białoruskich i litewskich swoją koncepcję, ale oddźwięku u nich znaleźć nie mogli. Były to rozmowy prowadzone różnymi językami. Również w Polsce tylko górne koła polityczne interesowały się tą koncepcją, uważano bowiem, że popiera ją Naczelnik Państwa. Ale koncepcja Piłsudskiego była wprawdzie pokrewna idei krajowej, lecz realizowana innymi metodami.
*
W pierwszych latach XX wieku, kiedy ucisk administracyj¬ny nieco zelżał, odrodziły się w Wilnie niektóre organizacje, nawiązujące do istniejących w początkach XIX wieku, w okresie świetności Wszechnicy Wileńskiej i planów Aleksandra I połączenia Litwy z Koroną. Do takich organizacji należały wów¬czas m.in. Towarzystwo Szubrawców, Wolnomularstwo Polskie, Węglarze i Towarzystwo Patriotyczne.
O Towarzystwie Szubrawców wiadomo było w Wilnie już od roku 1904, że istnieje w postaci luźnego zespołu notabli wileń¬skich, nie posługującego się ani dawnym ,kodeksem szubraw¬skim", ani groteskową obrzędowością pierwotnego Towarzystwa. Ale nie wiedziano ani kiedy zaczęły się te zebrania, ani jaki był ich początek i kto inicjatorem.*) Podejrzewano w pew¬nych kołach, że ci nowi Szubrawcy są ukrywającymi się pod tym mianem masonami. Ale te przypuszczenia upadły wobec wielkiej różnolitości członków tego zmiennego zespołu, w któ¬rego zebraniach uczestniczyli zwolennicy wszystkich kierunków politycznych, - bodajże z wyjątkiem narodowej demokracji (ale nie bezpartyjnych narodowców), o której mówiono, że posiada „na szczycie" nieliczną zakonspirowaną i obdarzoną peł¬nią władzy wobec adeptów komórkę kierowniczą.
________________________________________
*) O dawnym Tow. Szubrawców i Wiadomościach Brukowych zob.: Zdzisław Skwarczyński: Kazimierz Kontrym. Towarzystwo Szubrawców. Dwa studia Łódzkie Tow. Nawlcowe, Ossolineum, Łódź, 1961.
________________________________________
Jedynie na własnej pamięci opieram informację, że zebrania nowych Szubrawców odbywały się w mieszkaniu, a raczej bibliotece, Tadeusza Wróblewskiego, słynnego adwokata, w domu Cywińskich naprzeciwko którego stał na placu (później Napoleona) pomnik Murawiewa - Wieszatiela. Gdy w roku 1915 Rosjanie opuszczali Wilno, zabierając również swoje pomniki, i figura Murawiewa zawisła nad cokołem ze sznurem na szyi, - ort.-fotograf Jan Bułhak uchwycił ten moment i z okna biblioteki zrobił historyczne zdjęcie. Uczestników tych zebrań niepodobna wyliczyć. Jeżeli zostały o tym jakieś doku¬menty, to znajdują się albo w Moskwie (dokąd natychmiast po zajęciu Wilna w roku 1939 wywieziono również najbogatszy w Polsce gabinet pamiątek masońskich zebranych przez T. Wróblewskiego i L. Abramowicza), albo - wraz z całą biblioteką im. Wróblewskich - w bibliotece Litewskiej Akademii Nauk w Wilnie. O ile pamiętam, nie było żadnego prezydium (może ze względów bezpieczeństwa wobec władz rosyjskich), a uczestnicy byli po prostu gośćmi T. Wróblewskiego. Między innymi, bywali na tych zebraniach w okresie przedniepodległościowym: prezydent m. Wilna Michał Węsławski, wiceprezydent Konrad Niedziałkowski, członek Rady Państwa Aleksander Chomiński, Bronisław Umiastowski, bracia Władysław i Wacław Studniccy, adwokaci Bronisław Krzyżanowski, Jan Piłsudski, Jan Klott, Zygmunt Jundziłł, dr Jan Dembowski, dr Władysław Zahorski, Ludwik Abramowicz, Michał Brensztejn, Marian hr. Broel-Plater, Michał Romer. Na zebraniach nie pobierano żadnych uchwał ani decyzji. Służyły one tylko jako forum dla wymiany zdań na bieżące ważne dla miasta i kraju, oraz ogólnopolskie tematy. Tam też odbywały się spotkania przyjezdnych działaczy polskich z Petersburga, Warszawy i Krakowa. Nie odrodziły się tylko po stu latach „Wiadomości Brukowe", satyryczny, jedyny w swoim rodzaju periodyk dawnego Tow. Szubrawców, świadectwo wybitnych talentów i wysokiej humanistycznej kultury ówczesnego środowiska wileńskiego.
Wolnomularstwo na ziemiach W. Ks. Litewskiego ma bardzo bogatą przeszłość. Według A. Brucknera „Dziejów kultury polskiej", w latach 1815-1821 było na Litwie Historycznej około tysiąca wolnomularzy w kilkunastu lożach, z których loża „Gorliwy Litwin" była najliczniejszą i najzamożniejszą.*) Wolnomularstwo ówczesne było organizacją zamkniętą lecz nietajną i cieszyło się poparciem cara Aleksandra I aż do roku 1821, kiedy ukazem carskim nastąpiło rozwiązanie wszystkich łóż. Do wolnomularstwa należeli wybitni działacze polscy, a wśród nich król Stanisław August oraz ks. Adam Czartoryski, jak również niektórzy wyżsi duchowni katoliccy i protestanccy. W spisach Stanisława Małachowskiego-Łempickiego i Walentego Wilkoszewskiego znajdujemy wśród wileńskich wolnomula¬rzy m.in. nazwiska następujących znanych podówczas działaczy i pisarzy: Jana Chodźkę, Jana Czeczota, ks. prałata Michała Dłuskiego, Kazimierza Kontryma, publicysty Antoniego Marcinowskiego, hr. Michała Ogińskiego, hr. Ludwika Platera, Mi¬chała Romera, art.-malarza Jana Rustema, dr Jakuba Szymkiewicza, I prezesa Towarzystwa Szubrawców, Tomasza Zana.**)
W r. 1820 mistrzem katedry Litewskiej Loży Prowincjonalnej „Doskonała Jedność" został gubernialny marszałek szlachty z wyboru Michał Romer. Loża mieściła się w jego domu przy ul. Bakszta. Tenże Romer był organizatorem na Litwie, z ramienia Komitetu Centralnego w Warszawie, Towarzystwa Patriotycznego, założonego przez Łukasińskiego w 1821 roku. Gdy Aleksander I, wskutek ostrej opozycji zarówno prawicy jak i liberalnej lewicy rosyjskiej, porzucił swój zamiar połączenia W. Ks. Litewskiego z Królestwem, odpadła zasadnicza przyczyna przychylności jego dla wolnomularstwa polskiego na Litwie. Kilkakrotne próby porozumienia Tow. Patriotycznego z „dekabrystami" były bezowocne.
__________________________________________

*) Zob. Z. Skwarczyński: l.c. str. 52
**) Zob.: Stanisław Małachowski-Łempicki: Wykaz polskich łóż wol¬nomularskich, oraz ich członków w latach 1738-1821. - Archiwum Komisji Historii Polskiej Akademii Umiejętności, Seria 2, tom II, Kraków, 1930, oraz
Walenty Wilkoszewski: Rys historyczne-chronologiczny Towarzystwa Wolnego Mularstwa w Polsce. Wydał z rękopisu Tadeusz Święcicki, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn, 1968.
____________________________________________
Po długiej przerwie pomiędzy rokiem 1825 a końcem XIX stulecia wolnomularstwo rosyjskie odrodziło się w końcu XIX wieku, jako organizacja tajna, skupiająca żywioły opozycyjne wobec ówczesnego prawicowe-nacjonalistycznego kursu Aleksandra III i Mikołaja II (lecz nie rewolucyjne-marksistowskie). Poprzez związki osobiste i towarzyskie licznej polskiej inteli¬gencji w Petersburgu i Moskwie z liberalnymi kołami rosyjskimi jakieś próby organizacji wolnomularstwa w Wilnie przeniknęły jednocześnie z Petersburga i Warszawy. Wskazują na to fragmenty pamiętników Maksymiliana Malinowskiego, znanego działacza ludowego, redaktora i wydawcy „Zarania", ogłoszone przez Ludwika Hassa w „Kwartalniku historycznym" (Nr 4 z 1967 r.). Ale te zapiski, robione przez autora w bardzo późnym wieku, są dość bałamutne i zdają się plątać ówczesne zebrania szubrawców z wolnomularskimi.
Prawdziwe polskie wolnomularstwo narodowe - jak wynika z prac poważnego badacza tego przedmiotu, Ludwika Hassa odrodziło się w Polsce dopiero w r. 1919 przy pomocy Wielkiej Loży Włoskiej w obrządku szkockim, i uzyskawszy „suwerenność" 1.X1.1921, takim pozostało aż do rozwiązania się uprzedzając dekret, podpisany przez prezydenta RP na życzenie „pierwszej osoby po prezydencie" w końcu roku 1938. W tym nowym wolnomularstwie polskim skupiały się według tegoż L. Hassa, „ugrupowania i kierunki, które w pierwszych latach niepodległości tworzyły tzw. obóz belwederski". Do tego stwierdzenia potrzebna jest korekta w tym sensie, że jak wiadomo, „obóz belwederski" wkrótce po roku 1926 rozłupał się, co również odbiło się podobnie na wolnomularstwie.
Nie ma pewnych danych dla ustalenia daty powstania w Wilnie już w odrodzonej Rzeczypospolitej loży wolnomularskiej Tomasza Zana, ani też pierwszych jej inicjatorów: Prawdopodobnie nastąpiło to równolegle ze staraniami o restytucję polskiego wolnomularstwa w głównych ośrodkach państwa. Ot¬warcie loży Tomasza Zana nie mogło nastąpić wcześniej, niż w końcu 1920 lub początku 1921 roku, czyli po względnej stabilizacji politycznej tego obszaru. Loża pracowała do roku 1938, (kiedy, za przykładem innych lóż polskich rozwiązała się sama) cały ten czas „pod młotkiem" (czyli pod przewodnictwem) Witolda Abramowicza adwokata, później czas krótki prezesa Komisji Rządzącej Litwy Środkowej, wreszcie senatora. Loża skupiała miejscowe inteligenckie elementy demokratyczne spod znaku PPS, Ludowców i Demokratów czyli Krajowców, ze znaczną przewagą ideologicznych wpływów tych ostatnich. Członkami loży byli również wojskowi i urzędnicy państwowi. Nazwiska podane w przyczynkach pp. Hassa i Chajna, drukowanych w różnych periodykach historycznych w kraju, oparte prawdopodobnie na raportach policyjnych, trudno uważać za ścisłe.*) Od czasu do czasu, przeważnie z okazji jakichś wyborów, sfery prawicowo-nacjonalistyczne i ich prasa urządzały dość hałaśliwe, acz nieszkodliwe „polowania na czarownice" masońskie, - co wzbudzało wielką wesołość wśród braci dziennikarsko-literackiej w kawiarniach i cukierniach Rudnickiego i Sztralla.
______________________________________________________

*) Ciekawym przyczynkiem do dziejów loży Tomasza Zana jest praca p. Aleksandry Bergmanowej „Bronisław Taraszkiewicz, a lewica belwederska" w ,,Kwartalniku Historycznym" Nr 1. z r. 1968. M. in. Taraszkiewicz, przywódca propolskich sfer inteligencji białoruskiej, później, rozczarowany co do intencji polskich, przywódca „Hromady" był członkiem loży wileńskiej w pierwszych latach jej istnienia i pozostawił wspomnienia m.in. o tych czasach.
______________________________________________________
Nie odrodziły się po stu latach w Wilnie inne związki tego typu: Węglarzy (Carbonarii) i Towarzystwo Patriotyczne. Natomiast, po restytucji Uniwersytetu w Wilnie, powstało sporo organizacji młodzieżowych, nawiązujących czasami do tamtych sprzed wieku.

Pobratymcy
Nazwa ta brzmi w latach 70 XX wieku ironicznie. Ale dla tych, którzy przed pół wiekiem myśleli jeszcze kategoriami dawnej Rzeczypospolitej - było to słowo szczere i nierzad¬ko serdeczne. Jako jeden z epigonów owej epoki, używam tego terminu w szkicu niniejszym - bez ironii.
Sfery kierownicze ruchów odrodzenia litewskiego i białoruskiego nie były w tym stopniu co Polacy wielkolitewscy przywiązane do tradycji państwowej W. Ks. Litewskiego. Masa tych narodów składała się aż do roku 1861 z pańszczyźnianych chłopów oraz zaściankowej niespolonizowanej szlachty, nie biorących udziału w życiu społecznym. Dopiero po uwłaszczeniu utworzył się z tej masy stan włościański, obdzielony ziemią nieco hojniej niż w rdzennej Rosji, by wzbudzić uczucie wdzięczności dla cara. Z tej uwłaszczonej masy wyszła z biegiem lat inteligencja litewska i białoruska, która stworzyła ruch odrodzenia narodowego.
Szlachta polska w trzech zachodnich guberniach W. Księstwa była w dużej mierze inicjatorką uwolnienia chłopów. Było też wśród niej sporo sympatyków, rozumiejących naturalność białoruskiego i litewskiego ruchu narodowego.
Starszy, silniejszy, bardziej samoistny był proces formowania się samowiedzy narodowej i dążeń politycznych ludności litewskiej. Jej cechy narodowe przechowały się w najczystszej postaci na Żmudżi graniczącej z Prusami (Małą Litwą) i Kurlandią (później stanowiącą część Łotwy). Polonizacja szlachty sięgała tam najmniej i już w XIX wieku znaczna ilość szlachty i duchowieństwa używała obu języów w słowie i piśmie: Szymon Staniewicz, Dyonizy Pośka-Paszkiewicz, Szymon Daukantas, ks. Antoni Drozdowski (Strazdas), biskup żmudzki Maciej Wołonczewski (Valanćius), biskup sejneński Antoni Baranowski, ziemianin i nauczyciel W. Ivinskas i inni. Do rozwoju ruchu litewskiego przyczynił się znacznie choć pośrednio Uniwersytet wileński na początku XIX wieku przez prace i studia uczonych o przeszłości i folklorze Litwy etnicznej, oraz przez panujący w nim duch romantyzmu i hasła wolności narodów niewolnych.
W Małej Pruskiej Litwie, gdzie nie było praw wyjątkowych, powstał w roku 1883 miesięcznik „Auśra" (Jutrzenka), który stał się punktem zwrotnym w kulturalnym ruchu odrodzenia litewskiego, wyzwaniem przeciwko dotychczasowej tradycji wielkolitewsko-szlacheckiej. „Auśra" upadła po strzech latach, ale zrobiony przez nią wyłom w stagnacji narodowej zaczął się szerzyć i wypełniać nową treścią.
W roku 1889, z inicjatywy młodzieży studiującej w Warszawie i w Moskwie, powstał - również w Małej Litwie, w Tylży - drugi miesięcznik „Varpas" (Dzwon), który stał się organem naradzającej się demokratycznej inteligencji litewskiej. Redaktor i ideolog tego kierunku, przedwcześnie zmarły w 1899 roku w wieku 41 lat Vincas (Wincenty) Kudirka, z zawodu lekarz, zarazem pisarz, poeta i tłumacz (m.in. tłumaczył na litewski „Dziady" Mickiewicza, „Mindowe" Słowackiego, „Kiejstuta" Asnyka) nie odrzucał a priori współpracy polsko-litewskiej i miał świadomość wspólności losów Polski i Litwy.
„Varpas" wypowiadał się za ideą polsko-litewskiego sojuszu obronnego przeciwko Rosji (Nr 9 z 1891 roku, art. „My i Polacy"). Po stronie polskiej trwał jeszcze zakorzeniony pogląd, że Litwini stanowią cząstkę politycznego narodu Rzeczypospoli¬tej Obojga Narodów. Nie było wspólnej platformy nawet z pol¬skimi demokratami. Wkrótce po ukazaniu się „Varpasa" bardzo aktywne i konserwatywne duchowieństwo litewskie, zaniepokojone rozszerzeniem się wpływów „Varpasa", zaczęło wydawać czasopismo „Apżvalga" (Przegląd), by zrównoważyć wpływy demokratów.
Momentem konsolidującym odrodzenie litewskie był tzw. Sejm Wileński w grudniu 1905 roku. Zjazd uchwalił program polityczny, pozostawiając partiom wolną rękę w dziedzinie urządzeń i reform socjalni-gospodarczych. W uchwalonym programie Zjazd stanął na gruncie autonomii z sejmem w Wilnie i „federacji z sąsiednimi krajami państwa rosyjskiego".
Tak, z szumiącej piany odrodzenia litewskiego, wyłoniły się już na przełomie wieków XIX i XX trzy zasadnicze kierunki myśli politycznej: 1) Chrześcijańska Demokracja (Lietuviu Krikśćioniu Demokratu Susivienijimas) później „Partija", konserwatywna, nacjonalistyczna, antyrosyjska i antysemicka; 2.) Ludowcy popularnie zwani „Liaudininkai" do których wleli się dawni „Varpasowcy" i Związek Włościański (Lietuvos Valstiećiu Sąjunga), odpowiednik Polskiego Stronnictwa Ludowego; 3) Socjal-Demokraci (Lietuvos Socjal-Demokratu Partija), bliższa programowo rosyjskim socjal-demokratom niż PPS. Już po „Sejmie Wileńskim" 1905 roku zorganizowało się 4 stronnictwo: Litewskie Demokratyczne Stronnictwo Narodowe (Tautiśkoji Lietuviu Demokratu Partija), później popularnie zwane „Tautininkai”. Te cztery zasadnicze kierunki przetrwały w tej czy innej formie aż do wojny 1939 roku i sowietyzacji Litwy w r. 1940. W Litwie niepodległej najdłużej, bo 14 lat rządzili „Tautininkai", którzy w sejmach litewskich albo wcale nie mieli przedstawicieli albo tylko drobną garstkę, albo obchodzili się w ogóle bez wyborów i bez sejmów. Była to litewska odmiana modnego wówczas w Europie łagodnego faszyzmu. „Tautininkai" tyleż mieli wspólnego z demokracją co w Polsce OZON.
Można zauważyć pewien paralelizm w rozwoju wewnętrznych stosunków w Litwie i w Polsce w latach międzywojennych. I tu i tam w pierwszych latach niepodległości była sejmokracja i bezrząd. W tym samym roku 1926 nastąpił w obu państwach przewrót w Polsce w maju krwawy, w Litwie, w grudniu bez wystrzału. I tu, i tam konstytucja została zmieniona w duchu autorytatywnym; były nawet próby lewicowego przewrotu: w Polsce Kongres Demokratyczny i Bereza, w Litwie - pucz w Taurogach i przymknięcie przywódców, (w Polsce Witosa i innych, w Litwie Woldemarasa i innych). W Polsce „drugą osobą po prezydencie" został marszałek Rydz-Śmigły, na podstawie okólnika premiera Składkowskiego, w Litwie wódz naczelny gen. Raśtikis (via facti, bez okólnika). Wreszcie, Polska upadła wskutek zmowy dwóch rozbiorców: Niemiec i Rosji (układ tajny niemiecko-sowiecki z 23.VIIL1939). Litwa o miesiąc później również w wyniku zmowy tychże sąsiadów (układ tajny niemiecko-sowiecki z dn. 28.IX.1939).
Ta współzależność ma daleko większe znaczenie, niż retoryka unijna, krewska, horodelska czy lubelska. Tam jest mowa o rzeczach i sytuacjach minionych, nie dla każdej strony jednakowo miłej, a tu grają i działają siły i dążenia aktualne i realne.
Wśród litewskich nacjonalistów i chadeków istniały od dawna sympatie proniemieckie. Litwini w swoim typie psychicznym, mentalności i temperamencie stoją bliżej Niemców pruskich i Skandynawów, niż narodów słowiańskich. Przemawiałoby to za domieszką w ich żyłach krwi normańskiej i gockiej. Sąsiadując z Prusami Wschodnimi na dużej przestrzeni, oraz z Łotwą, przejęli w znacznym stopniu - tak jak Łotysze - cywilizacyjny typ niemiecki i cenili go wyżej od typu cywilizacji polskiej i rosyjskiej. Wyszła z ludu inteligencja litewska miała w okresie niepodległości znamiona cywilizacji zachodniej.
Program terytorialny, lansowany przez Komitet Narodowy Polski (KNP) w Paryżu, któremu przytakiwali także niektórzy delegaci Naczelnika Państwa, rozporządzał się terytorium etnicznie litewskim jak cząstką nowej Polski, któremu Komitet wspaniałomyślnie ofiarowuje autonomię. Co prawda, nie lepiej było ze strony litewskiej. Maksymalizm terytorialny Litwinów sięgał po ziemie białoruskie i polskie W. Ks. Litewskiego, mimo, że nowe państwo litewskie miało być państwem narodowym. Na terytorium, zakreślonym dla Litwy w memoriale Basanavićiusa, złożonym hr. Witte, premierowi Rosji w roku 1905, Litwinów byłaby około 30. Ale rekord pobił Gabrys, w swej wydanej w Szwajcarii mapie przyszłej Litwy, w której Litwini stanowiliby już tylko około 15%. W kwietniu 1919 szef delegacji litewskiej na konferencji pokojowej w Paryżu Augustyn Woldemaras w piśmie do prezesa Konferencji Clemenceau określił terytorium; które ma objąć państwo litewskie, a mianowicie gubernie: Kowieńską, Wileńską, Grodzieńską, Suwalską część Kurlandii i Prus wschodnich. Terytorium to obejmowało Suwałki, Białystok, a nawet Brześć Litewski. Już ma wstępie powstawania obu państwowości, polskiej i litewskiej zamiast porozumienia wynikł spór, który obciąża dotychczas stosunki polsko-litewskie*).
________________________________________________________

*) Przykładem może służyć nasze wydawnictwo. Staraliśmy się pozyskać któregoś z litewskich pisarzy, dla napisania krótkiej pracy o odrodzeniu litewskim lub obecnym stanie Litwy Sow. - bez żadnych warunków. Starania nasze nie dały wyniku.
____________________________________________________
Książka niniejsza zawiera dłuższy szkic o początkach i stanie obecnym Odrodzenia Białoruskiego. Autorem jest wybitny historyk tego przedmiotu, Wacław Panucewić, wychowanek USB i redaktor czasopisma naukowego w Chicago „Litva", którym to mianem określa b. W. Ks. Litewskie. Nie wchodząc w polemikę z historiozofią ani semantyką autora, ograniczam się do kilku uwag na marginesie pracy p. Panucewića.
Naczelnik Państwa Polskiego, wypierając bolszewików z części ziem białoruskich w r. 1919, zamierzał stworzyć z nich odrębny organizm białoruski, o czym mówił delegacji ludności w Mińsku 19. IX. 1919, lecz spotkał się najpierw ze sprzeciwem ze strony zwycięskiej koalicji, która uważała Białoruś za pro¬wincję rosyjską, następnie z rozbiciem przywódców białoruskich na zwalczające się frakcje, z niechęcią Sejmu Polskiego oraz części administracji i wojska. Maksymalizm postulatów przywódców politycznych w zestawieniu z biernością masy przekonał go o niedojrzałości politycznej sprawy białoruskiej do jej rozwiązania. W liście do Jerzego Osmołowskiego, Komisarza Generalnego Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich 21. IX. 1919 oraz w ustnej instrukcji Leonowi Wasilewskiemu przed jego wyjazdem na konferencję w Helsinkach 31. XII. 1919 wyłożył Piłsudski swój pogląd na realne zadania w owej chwili. Antoniemu Łuckiewiczowi, prezesowi Białoruskiej Rady Narodowej mówił:
nawet sprawy mające większą wartość obiegową, jak kwestia ukraińska lub bałtycka, poruszone naprzód być nie mogą, cóż dopiero mówić o najsłabszej z tych kwestii… jak kwestia białoruska" - radził więc słusznie swemu rozmówcy, ,.by się zatrzymać teraz na organicznej pracy dla wytworzenia czegoś w rodzaju Piemontu białoruskiego i zaniechać do czasu wszelkich wystąpień w wielkim stylu, które teraz sprawie tylko zaszkodzić mogą". Obiecywał, że „gdy się poruszą odpowiednie sprawy na skrzydłach i staną mocno na nogach, to znaczy Ukraina i Bałtyk, przez to samo stworzy się podstawa dla odpowiedniego postawienia sprawy białoruskiej”.
Te słowa nacechowane realizmem i szczerością nie były zrozumiane po stronie białoruskiej ani po stronie polskiej, a koleje wojenne wkrótce pozbawiły Piłsudskiego środków dla realizowania jego planów.
Granica ryska nie dawała podstaw do rozsądnego rozwiązania zagadnienia białoruskiego, gdyż centrum białoruskie - Mińsk i większość narodu znalazła się w ZSSR. Poruszyć masy białoruskie można było hasłami socjalno - gospodarczymi, którymi bolszewicy zawsze byliby prześcignęli każde rządy polskie. Po tej stronie można było tylko prowadzić politykę zaspakajania kulturalno-narodowych potrzeb równolegle z reformą rolną bez kolonizacji, z wielkimi inwestycjami, by dać zatrudnienie odpływającym z przeludnionej wsi w przemyśle, rzemiośle a inteligencji również w administracji. Niestety, państwo polskie nie miało środków na odpowiednie szkolnictwo, ani na radykalną reformę rolną (którą zwalczałaby cała prawica a może i Stronnictwo Ludowe), ani na inwestycje przemysłowe. A przede wszystkim nie miało programu i pozwalało wojewodom z przypadku, bez wiedzy i praktyki administracyjnej, eksperymentować własne naiwne koncepcje, warte aby je ktoś opracował jako odstraszający przykład niekompetencji i improwizacji administracyjnej. Nie było również perspektywy czasu, bo widmo zmowy sąsiadów, pomnych poniesionej niedawno porażki, wisiało na horyzoncie politycznym.
(…)
Jutro
Cały obszar dawnej i przedwojennej Rzeczypospolitej jest od przeszło ćwierć wieku pod faktycznym władztwem Rosji Sowieckiej. Istotne składniki suwerenności państwowej PRL są uzależnione od Moskwy. Nasi najbliżsi sąsiedzi są albo w identycznej, albo, jako republiki związkowe ZSSR, w jeszcze gorszej sytuacji. Stosunki ich wzajemne są ograniczone, urzędowe i pilnie śledzone, - bo divide et impera jest dewizą Związku Sowieckiego również w polityce wewnętrznej. Emigracje tych narodów żyją też w rozproszeniu i izolacji. Różne „Związki narodów uciśnionych" itp. organizacje są bardziej instrumen¬tem taktycznym polityki mocarstw po obu stronach Atlantyku, niż reprezentacją własnych dążeń i interesów. Pokolenie uchodźcze lat 1944-46 ustępuje z pola, ich potomstwo naturalizuje się w krajach osiedlenia. Jest to rzeczywistość siedemdziesiątych lat XX wieku.
Którędy więc prowadzi droga do wolności i niepodległości dla narodów obecnie zjednoczonych pod znakiem sierpa i młota? Z pewnością, o swoją przyszłość troszczyć się będzie i decydo¬wać ludność krajów, o których tu mowa. Ta na miejscu, na własnej ziemi, przede wszystkim. Ale czy zdołają te narody prze¬chować w sobie dążenie do wolności i stanąć, gdy zajdzie potrzeba, do walki o nią?
Nasi sąsiedzi ze Związku Sowieckiego nie są narodowo uciskani. Polityka narodowościowa Sowietów nie jest tak tępa i prymitywna, jak polityka caratu. Są oni jednak zniewalani do „dobrowolnego zespolenia się z wielkim i potężnym narodem sowieckim", którego cywilizacja jest jedyna - rosyjska. Są wprawdzie różne inne języki i kultury, ale mają znaczenie podrzędne, lokalne. Z takim tylko językiem nikt w ZSSR kariery nie zrobi.
Społeczeństwom tzw. republik ludowych, m.in. i polskiej, nie grozi w tej chwili rusyfikacja. Rządząca grupa w Polsce, wzorując się na metodach carskiej tajnej policji z roku 1905,*) dla odwrócenia uwagi od swego bezrządu, wygrywa uczucia prymitywnego nacjonalizmu mas, kierując je przeciwko studentom (rok 1968) i Żydom (rok 1969). Będąc pozbawione wolności słowa, druku, zrzeszania się i inicjatywy prywatnej; społeczeństwa tych krajów odspołeczniają się i atomizują politycznie, niepostrzeżenie ulegając nastawionej na jeden ton propagandzie massmediów. Narodom podległym zagraża, w różnym stopniu oczywiście, powolne zamieranie dążenia do pełnej niepodległości, godzenie się z modelem sowieckiego istnienia, - ewentualnie, „ulepszonego". Potwierdzają to przyjezdni stamtąd. „Nic nie poradzimy” - mówią. Prof. Swianiewicz trafnie zauważa w swoim w tej książce wspomnieniu, iż inteligencja polska jest warstwą bardziej podatną na wpływy rosyjskie, niż inne warstwy polskie.
_________________________________________________

*) Zob.: M. Karpowich: Imperial Russia, 1801-1917, str, 72.
______________________________________
Każda emigracja polityczna kończy się zazwyczaj z pokoleniem, które ją stworzyło. Emigracja polska po klęsce roku 1945 zmarnowała ostatnich 18 lat przez niesnaski, spory i rozłamy, żadną istotną racją nieuzasadnione, a w konsekwencji przez brak jednolitego działania. Dla ludzi, którzy działalność swoją na emigracji zaczęli w wieku dojrzałym te 18 lat - to bardzo dużo, to druga połowa normalnego okresu ich pracy publicznej. To niezachęcający przykład dla tych z młodego pokolenia, którzy gotowiby byli, być może, wypełnić choćby częściowo powstające pośród ich ojców luki.
W chwili kiedy to piszę - w kwietniu 1972, po śmierci prezydenta Rzeczypospolitej na uchodźstwie, Augusta Zaleskiego i po objęciu tego urzędu przez legalnego następcę, Stanisława Ostrowskiego - ważą się losy powrotu do zgody i połączenia się w jedno rozłamanego w roku 1954 obozu niepodległościowego. Jest to ostatni egzamin powojennej emigracji. Co w niej przeważy? Sejmikowy duch zwady, czy poczucie obowiązku utrzymania sztandaru niepodległej Polski w jednych rękach? Zanim to pytanie ukaże się w druku, będziemy znali odpowiedź tych, którzy dać ją winni.
Bilans polityczny emigracji za ostatnie ćwierć wieku jest, jak już zaznaczyłem, ujemny. Ale w dziedzinie piśmiennictwa i innych przejawów kultury dorobek jej jest wielki i cenny. Twórczość polska w krajach osiedlenia żyje i owocuje w klimacie pełnej wolności, godnie reprezentując wolną myśl polską, zniewoloną i kneblowaną przez przemoc w ojczyźnie.
Analogiczne zadania mają emigracje naszych sąsiadów i, w miarę swoich sił, spełniają je. Niestety, pomiędzy nimi a nami nie ma należytego kontaktu i współpracy. Być może, wzbudza w nich nieufność frazeologia naszych „czynników" i organizacji, emocjonalnie rewindykujących utracone na wschodzie terytoria II Rzeczypospolitej. Niesłusznie. Nie wyobrażam sobie, aby demokratyczny rząd przyszłej wolnej Polski mógł ogłosić krucjatę o odzyskanie ziem. b. W. Księstwa Litewskiego, które były niegdyś kolebką a dziś są siedliskiem narodowym, naszych niegdyś pobratymców. Pokoleniu synów i córek ludzi, którzy te ziemie zmuszeni byli opuścić, powinno bardziej zależeć na ich zaufaniu i przyjaźni, niż na odzyskaniu obszarów, które dziś nie są polskie; - z wyjątkiem wypadku, gdyby te narody uległy same rusyfikacji. Dla wolnej Polski nie może być obojętnym kto faktycznie rządzi za wschodnią granicą - nasi historyczni sąsiedzi, czy też straż przednia Moskwy.
Muszę w tym miejscu poczynić zastrzeżenie osobiste. Wszystko co tu piszę o Rosji nie wypływa bynajmniej z uczuć nienawiści lub wrodzonej niechęci do narodu rosyjskiego, ofiary własnego opresyjnego reżymu.
I nienawiść i ignorancja Rosji jest naszym wielkim błędem. I jedno i drugie daje tylko ujemne skutki. Nienawiść paczy nasz sąd o rzeczach rosyjskich, a ignorancja przeczy słusznej zasadzie „poznaj swego przeciwnika jak najdokładniej". Trzeba znać specyfikę duszy rosyjskiej, jej sprzeczności, skrajności, ale i jej głębię, wiarę w swoje posłannictwo, jej patriotyzm imperialny.
W duszy rosyjskiej odbywa się nieustannie walka dwóch bogów - Qrmuzda i Arymana. W stosunku do narodów dawnej Rzeczypospolitej, a przede wszystkim polskiego, przeważa z reguły w tej walce Aryman, siła zniewalająca, narzucająca swą wolę. Musimy się przed nią bronić, gdy trzeba, nawet ofensywnie. A na to politykom potrzebna jest jej znajomość. Cała ogromna lecz przeważnie papierowa sowietologia amerykańska jest tego dowodem.
W okresie dwudziestolecia snobizowanie się lekceważeniem i ignorancją Rosji należało do zasad towarzyskiego comme il faut. Gdy prof. Marian Zdziechowski domagał się na uniwersytecie krakowskim katedry rusoznawstwa, studenci - „patrioci" bojkotowali go jako rusofila. Ewangelią wiedzy o Rosji był wielki pamflet Kucharzewskiego, a Bruckner i potem Wacław Lednicki znani byli tylko jednostkom. W dzisiejszej Polsce nauka o Rosji jest zapewne przyjmowana tak jak za moich lat szkolnych historia Iłowajskiego. Rezultatem tu i tam jest spaczony przymusem i emocjami obraz siły, która bez walki i porażki jej zaborczych planów nie ustąpi z ziem dawnej Rzeczypospolitej.
*
II wojna światowa potwierdziła współzależność losów krajów bałtyckich, Białorusi, a nawet Ukrainy, z Polską. Nie znaczy to, że, notując ten fakt, nawiązuję do historycznych związków, łączących te kraje lub że zalecam ich restytucję. Bynajmniej. Emigracje narodów b. W. Księstwa oraz Ukrainy nie chcą nawet słyszeć o wznawianiu w przyszłości dawnych związków z Polską, Trzeba to przyjąć, jako fakt polityczny, bez żadnych namów i perswazji, pozostawiając ułożenie wzajemnych stosunków z tymi sąsiada przyszłym koleniom nieobciążonym urazami przeszłości, przed którymi to zagadnienie konkretnie stanie. Zmianę w sytuacji prawno-polityczną republik związkowych może spowodować rewolucja w ZSSR, to znaczy upadek władzy sowieckiej z powodów wewnętrznych lub zewnętrznych. Tzw. ewolucja systemu sowieckiego, gdyby nawet była realną (a na pewno nie jest) nie doprowadziła by nawet do autonomii tych krajów, nie mówiąc już o niepodległości. Trzykrotne próby „ewolucji" samodierżawija w XIX i XX wieku były krótkotrwałe i skończyły się recydywą reakcji. A rewolucje bywały niespodziewane i zwycięskie. Rosja posuwa się - lub cofa - skokami.
Najdalej idącym postulatem, który można postawić naszym sąsiadom na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej jest: by nie ulegli naciskowi ani syrenim śpiewom ze wschodu; by w chwili krytycznej łączyli siły i nie pożarli się ze sobą - i z nami - o tę czy inną parafię lub miasteczko; by uszanowali prawa pozo¬stałych na tych ziemiach Polaków litewskich, oraz dzieło cywilizacyjne ich przodków. Bo i my będziemy kiedyś im potrzebni.
Wielu z nas, autochtonów Litwy Historycznej, opuszczając naszą ziemię rodzinną, nie miało jasnego poglądu na zagadnienie przyszłości tego wielkiego obszaru. Dziś po opcji za przyszłą wolną Polską, powinniśmy swoich uczuć przywiązania do utraconej najbliższej ojczyzny nie czynić drogowskazem politycznego myślenia i działania. Polska potrzebuje mieć za wschodnią granicą przyjaźń i zaufanie sąsiadów, a nie nieustannie żarzącą się irredentę masy własnych obywateli. Problemy uczuciowe reguluje samo życie i czas. Mam przyjaciół, ojca i syna, równie jak ja głęboko przywiązanych do naszej ziemi rodzinnej i jej stolicy, Wilna. Ale jest i trzecie pokolenie w tej rodzinie: wnuk, student technologii, urodzony już w obecnej Polsce. Będąc w Lon¬dynie, mówił mi, że chciałby odbyć wycieczkę naukową do ZSSR. „No, to w drodze powrotnej wpadnij do Wilna" - wtrąciłem. „A po co?" spytał z odcieniem zdziwienia. Tak, wszystko mija... Polska odpłynęła od źródeł swego romantyzmu.

Wykaz ważniejszych źródeł (prócz wymienionych w odsyłaczacach)
Abramowicz, Ludwik (L. A.): Problem Litwy podczas wojny. Zbiór dokumentów, odezw itp., Warszawa, 1918.
Biegański, Stanisław: Piłsudski i Lenin o ruchach rewolucyjnych i na¬rodowych. - „Niepodległość", IV, 1952, Londyn.
Dmowski, Roman: Polityka polska i odbudowanie państwa, Warszawa, 1925.
Dokumenty i materiały do stosunków polsko-radzieckich, tomy I - III, PAN, Warszawa, 1962.
Feldman, Wilhelm: Dzieje polskiej myśli polityczmeg w okresie poroz¬biorowym. - Warszawa, Hoesick, 1920, 3 tomy.
Fischer, Fritz: Griff nach der WeltmachR; Dusseldorf, 1982.
Glaser, Stefan: Okupacja niemiecka w Litwie w latach 1915-19. Stosunki prawne, Lwów, 1929.
Griedieskuł, N. A.: Rossija i jeja narady. - Petragrad, 1916.
Komornicki, Tytus: Rebirth of the Polish Republik. - London, 1957.
Kukiel, Marian: Dzieje Polski porozbiorowe (1795-1921); Londyn, 1961.
Kutrzeba, Tadeusz: Wyprawa kijowska 1920 roku, - Warszawa, 1937.
Leinwand, Artur: Polska Partia Socjalistyczna wobec wojny polsko-radzieckiej 1919-20, Warszawa PAN, 1964.
Lewandowski Józef: Federalizm. Litwa i Białoruś w polityce obozu belwederskiego. - Warszawa, 1962.
Linde, Gerd: Die deutsche Palnik in Litauen im I Weltkriege, Wies¬baden, 1965.
Lithuania. 700 Years. Edit. by A. Gerulis. New York, 1969.
Łossowski, Piotr: Stosunki polsko-litewskie w latach 1.918-1920, „Książ¬ka i Widza", Warszawa, 1966.
Pajewski, Janusz: Wokół sprawy polskiej. Paryż - Lozanna - Londyn, 1914-1918, Wyd. Poznańskie, 1970.
Paleologue, Maurice: La Russie des Tsars pendant la Grande Guerre, Tamy I-III, Paris, 1922.
Piłsudski, Józef: Pisma zbiorowe, - Instytut Józefa Piłsudskiego, To¬mów 10, Warszawa, 1937.
Pobóg-Malinowsxi, Najnowsza historia polityczna Polski, tomów 2, Landyn, 1963-1967.¬
Piltz, Erazm: Polityka rosyjska w Polsce. List otwarty do kierowników polityki rosyjskiej, Warszawa, 1909.
Romer, Michał: Litwa. Studium o odrodzeniu narodu litewskiego, Lwów, 1908.
Sprawy polskie na Konferencji Pokojowej w Paryżu 1919. 2 tomy, PWN. 1965-67, Warszawa.
Studnicki, Władysław: Zarys statystyczno-ekonomiczny ziem północno¬-wschodnich, Wilno, 1922.
Studnicki, Władysław: Z przeżyć i walk, Warszawa, 1928.
Starzewski, Jan: Zarys dziejów polskiej polityki zagranicznej 1914-1939, Londyn, 1944 (powielane).
Sukiennicki, Wiktor: Przyczyny i początek wojny polsko-sowieckiej 1919¬-1921. „Bellona", zesz. I i II/1963; III i IV 1963; rocznik 1964, wyd. w r. 1967.
Vakar, Nicolas: Bielarussia. The Making of a Natian. Harvard Univers. Press, 1956.
Waligóra, Bolesław: Walka o Wilno. Wilno, 1938.
Wasilewski, Leon: Piłsudski, jakim go znałem. Warszawa, 1935.
Wielhorski, Władysław: Polska a Litwa. Stosunki wzajemne w biegu dziejów. Londyn, 1947.
Wielhoiski, Władysław: Litwa współczesna. Warszawa, 1938.
Zdziechowski, Marian: Widmo przyszłości. Szkice historyczno - publicys¬tyczne. Wilno, 1939.
Żuk-Hryszkiewicz, Wincenty: Kwestia białoruska, Londyn, 1949 (powiel.)
____________________________________________
Kazimierz Okulicz, ur. w b. gub. Kowieńskiej, w r. 1890, gim. w Libawie, studia wyższe w Rydze, Petersburgu (obecnie Leningradzie) i w Wilnie, dyplom prawa i nauk społecznych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie w 1925 roku. Pracę publicystyczną rozpoczął w „Kuryerze Litewskim" w 1908, na¬stępnie w „Przeglądzie wileńskim", „Gazecie wileńskiej` i „Na¬szym kraju". W r. 1922 redaktor naczelny ,,Gazety krajowej" a od 1923 do 1936 „Kuriera Wileńskiego", w 1928 poseł na Sejm; lata 1939-40 na Litwie, 1940-1945 w Polsce pod okupacją niemiecką, 1946 w 2 Korpusie we Włoszech; od 1946 roku w Anglii. Dłuższe opracowania drukiem: „Ziemie wschodnie Rze¬czypospolitej" (broszura wydana tajnie w Warszawie w r. 1943), „Umowa Sikorski-Majski z r. 1941" w „Niepodległości" rocz¬nik II (po wznowieniu) w r. 1950; „Podział ziem W. Ks. Litew¬skiego" w pracy zbiorowej „Dzieje Ziem W. Ks. Litewskiego" wyd. Społ. Akademicka USB w r. 1953; „Posłowie" w „Pracach zebranych", wyd. Społ. Akademicka USB, w 1958. „Białorusi¬ni, Litwini i Polacy w powstaniu styczniowym na Litwie His¬torycznej" w „Zeszytach historycznych", zeszyt VII z r. 1965: „Ostatni akt dramatu Józefa Piłsudskiego" - tamże, zeszyt IX z r. 1966.
 Na podstawie: Pamiętnik Wileński. Polska Fundacja Kulturalna. Londyn, 1972.