…Henryk Sienkiewicz był pisarzem dla dzieci, które na zawsze zostają w nas i którymi my na zawsze zostajemy gdzieś w głębi naszych serc i w mrokach podświadomości. Stefan Żeromski był pisarzem dla młodzieży. Józef Mackiewicz jest pisarzem dla dorosłych, dla ludzi w wieku męskim, wieku klęski.
Marian Hemar. Tydzień Polski, 1966

90 – lecie podpisania i złamania Umowy Suwalskiej Drukuj
Autor: Ryszard Maciejkianiec   
Poniedziałek, 18 października 2010

Bo nie to wydaje mi się najważniejsze w życiu, jakie kto ma przekonania, a to jedynie – by każdy je mógł swobodnie wypowiadać. (Józef Mackiewicz. Gdybym był chanem…)

Antanas TylaW sobotę, 9 października b.r. w Ratuszu Wileńskim odbyła się konferencja, poświęcona 90. rocznicy podpisania i złamania Umowy Suwalskiej. Podstawowe referaty wygłosili akademik Ananas Tyla oraz prof. Vytautas Landsbergis. Wymienione oraz następne wystąpienia zostały gorąco przyjęte przez licznie zgromadzonych na sali, co świadczy o zainteresowaniu tematem mimo znacznego upływu czasu. Przede wszystkim z powodu różnej interpretacji ze strony historyków Litwy i Polski jak samej Umowy, tak i konsekwencji jej złamania. Chociaż tak naprawdę temat jest absolutnie jasny, wina Polski jest bezsporna, a polityka Piłsudskiego i piłsudczyków wobec Litwy tragicznie zaciążyła nad losami tego regionu i samej Polski, uniemożliwiając wypracowanie wspólnej polityki i przedsięwzięć wobec zagrożenia ze strony Związku Sowieckiego i hitlerowskich Niemiec. Zresztą ciągiem dalszym tej obłędnej polityki był Traktat Ryski, dzielący między Polskę i Związek Sowiecki   Białoruś i Ukrainę, w wyniku czego te narody zaczęły budowę własnego niezależnego bytu narodowego z siedemdziesięcioletnim opóźnieniem.
Vytautas LandsbergisTrudno byłoby oczekiwać, że historycy Polski zgodzą się z interpretacją historyków litewskich, oceniających zajęcie Wilna i przyległych terenów jako akt okupacji. Przyznanie bowiem tego faktu pociągnęłoby za sobą potrzebę zmiany ocen całego ciągu wydarzeń historycznych i postaci, w tym Józefa Piłsudskiego, do czego społeczeństwo Polski, kształcone w duchu mitów, stereotypów i kanonów, jest nie przygotowane i nie przygotowywane. Mimo że historiografia Polski najwyraźniej stoi wobec dylematu – kardynalnej zmiany ocen wobec całego szeregu historycznych wydarzeń XX wieku, czy też dalszego upowszechniania propagandowych stereotypów, nie odpowiadających historycznym faktom.

Warto też odnotować, iż nie tylko Litwini negatywnie oceniali złamanie Umowy Suwalskiej i zajęcie Wilna oraz politykę, uprawianą wobec ludności na zajętym terenie. Poniżej kilka z wielu ocen na ten temat, wydanych przez wybitnych Polaków, wywodzących się z Litwy i nie tylko. Zresztą nikt nigdy nie podawał pod wątpliwość faktu, iż Wilno od wieków było stolicą Litwy (WKL).

Ryszard Maciejkianiec

 

Występ zespolu wojska

 ***

(…) Było to miasto przez liczne wieki stolicą wielkiego kraju, noszącego niegdyś miano Wielkiego Księstwa Litewskiego. (…) Wilno niepomiernie silnie promieniowało myślą i kulturą na cały ów obszar(…). (Pamiętnik Wileński. Polska Fundacja Kulturalna, Londyn.)

***

(…)Na skutek zobowiązań podjętych przez premiera Władysława Grabskiego w Spa jeszcze w lipcu 1920 r., który dążąc do uzyskania pomocy od mocarstw Ententy zgodził się pod naciskiem, iż one będą decydować o przyszłych losach Wilna. Wprawdzie żadnej efektywnej pomocy ze strony Ententy nie uzyskano, ale podjęte ustalenia nadal obowiązywały.

W tej sytuacji marszałek Piłsudski postanowił zamaskować swe działania. Pod płaszczykiem buntu formacje pochodzące z ziem północ­no-wschodnich ( 1 dywizja litewsko-białoruska i oddziały ochotnicze ), na własną rękę miały zająć Wilno. Dowództwo nad operacją marszałek powierzył gen. Lucjanowi Żeligowskiemu, pochodzącemu z Ziemi Wileńskiej, do którego miał duże zaufanie (…).

  Tymczasem w następstwie trwającej wymiany depesz, a także wysiłków mediacyjnych Ligi Narodów, 30 września 1920 r. doszło do konferencji polsko-litewskiej, tym razem w Suwałkach. Głównym jej  celem było doprowadzenie do zawieszenia broni (…).

Przy udziale komisji Ligi Narodów doprowadzono do zawieszenia broni, najpierw na Suwalszczyźnie, a potem i na prawym brzegu Niemna, aż do wsi Poturce. Porozumienie, które podpisano 7 paździer­nika, mówiło o ustaleniu demarkacji polsko-litewskiej na Suwalszczyź­nie wzdłuż linii Focha, natomiast na prawym brzegu Niemna linia demarkacyjna miała biec do Oran, a skręcając na wschód, kończyła się koło miejscowości Bastuny, na szlaku kolejowym z Lidy do Wilna. Bastuny pozostać miały w rękach polskich. Nie było to rzeczą przypad­ku. Strona polska tak skonstruowała porozumienie, aby linia demar­kacyjna, a zwłaszcza zawieszenie broni, nie objęły terenu przyszłych działań gen. Żeligowskiego. (Piotr Łossowski. Polska – Litwa, ostatnie sto lat..)

***

(…) Świadomie pomijam tu bardzo liczne koncepcje rozwiązania tzw. Idei Jagiellońskiej w ramach różnorakich polskich programów federalistycznych. Miały one bowiem tę jedną wspólną cechę, że w mniejszym lub większym stopniu (a do nich należy zaliczyć również próby Piłsudskiego) wychodziły z założenia polskiej racji stanu, polskiego interesu państwowego jako nadrzędnego, a Litwie i Białorusi udzielały jedynie (nieraz, trzeba to przyznać, nawet bardzo dużych) korzyści i przywilejów, ale drugiego, nie suwerennego stopnia. Nie było więc mowy o powtórzeniu unii równego z równym, mimo częstego powtarzania tych słów. Poza tym z wielu tych koncepcji wyłaziła nieszczerość, chwyt, taktyka polityczna, maskowana konspiracja, jak w wypadku P.O.W. i wreszcie frazeologia („za naszą i waszą!”), która zamiast pociągnąć Litwinów i Białorusinów, rozbudzała ich nieufność. Złamanie Traktatu Suwalskiego i Żeligowskiada były największym błędem, który zaciążył na losach tej części Europy Wschodniej. A stworzona przez Piłsudskiego Litwa Środkowa, której wszyscy reprezentanci przy słowie „Litwa” dowcipnie przymykali jedno oko, była niewątpliwie szopką wysoce szkodliwą. (Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bujnickim.)

***

Sprawę litewską chciał Piłsudski rozwiązać za pomocą konspiracji POW, czym przyczynił się do zatrucia atmosfery polsko-litewskich stosunków. W ciągu jednego roku 1920 zła­mał dwa traktaty, z Litwinami „Suwalski”, z Ukraińcami „Warszawski”. Zwłaszcza złamanie umowy Suwalskiej było zupełnie zbyteczne i tłumaczy się wyłącznie zamiłowaniem do skostniałych form konspiracyjnych. „Bunt Żeligowskiego”, jeżeli już chciał, dałby się uskutecznić tymi samymi środkami i w tym samym czasie, bez narażania honoru Polski na szwank przez kładzenie podpisu pod traktat z przesądzonym z góry zamiarem niedotrzymania go nazajutrz; w dodatku w odniesieniu do „bratniego” narodu… Ta niezmiernie przykra afera Suwalska, pokryta w Polsce częściowo zakłamaną, częściowo tromtadracką apologetyką, wystarczyłaby sama dla wykazania braku poczucia „romantyzmu” w działaniach Piłsudskiego. Skończyło się na tym, że Piłsudski, który w przeciwieństwie do endeków wyciągał rzekomo braterską dłoń do Litwinów, Białorusinów i Ukraińców, i dążył do współżycia na zasadach federacji, został przez nich znienawidzony i stał się symbolem „złej Polski” bardziej niż naj­zacieklejsi nacjonaliści polscy. (Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji.)

 

***

Zróżnicowany narodowościowo kraj nasz stanowi część Litwy hi­storycznej – i nas – ludzi mego pokolenia – wychowywano jako Li­twinów, oczywiście w tym znaczeniu, w jakim był Litwinem Mickie­wicz, gdy wołał: „Litwo, ojczyzno moja”. W dzieciństwie uczono mnie, wraz z historią Polski, także historii Litwy; dzięki temu za bohaterów narodowych uważałem nie tylko tych, co Polskę budowali, ale i tego, który Litwę od Polski oderwać zamierzał – Wielkiego Księcia Witol­da. Któż jednak wtedy nad tą niekonsekwencją się zastanawiał. I gdy­by mnie dziś zapytano, kim w głębi serca się czuję, powiedziałbym, że czuję się obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego, nierozerwalnie unią złączonego z Polską. Gdy widzę powiewający tu z Góry Zamkowej sztandar z orłem, a bez pogoni, odczuwam to jako krzywdę sobie wy­rządzoną.

Takim jest tylko głos serca. Każdy bowiem z nas wie i rozumie, że koncepcja państwa litewskiego w unii z Polską jest dziś nierealna. Czyli chcieć czegoś podobnego – to zgadzać się z góry na osłabienie nasze. (Marian Zdziechowski. Widmo przyszłości.)

***

W końcu roku 1935-go na wojewodę wileńskiego naznaczono pułkownika Ludwika Bociańskiego (…). Był bardzo niskiego wzrostu i szczupły. Zoszczenko powiedział kiedyś, że całe zło na świecie pochodzi od ludzi małego wzrostu i szczupłych. (…) Większość Polaków nie zdawała sobie sprawy z idiotycznego impasu, w który Polskę wpędzili trzymający się kurczowo posad i posadek piłsudczycy (…). „Dzielny” zdaniem niektórych głupich ziemian, był najgorszą kombinacją – chytrej tępoty z energią. Zresztą, jeśli o politykę chodzi, był na terenie Wileńszczyzny miniaturą i wiernym wykonawcą generała Sławoja Składkowskiego. Nie uznawał Litwinów i Białorusinów. W stosunku do Litwinów stosował różne chwyty skarbowo-policyjne. Białorusinów w ogóle nie uznawał za naród. Rozwrzeszczał się na nauczyciela w powiecie dziśnieńskim, na którego mu doniesiono, że poza szkołę rozmawia po białorusku z rodzicami uczniów. Był w najlepszej komitywie z arcybiskupem Jałbrzykowskim i – kto wie – czy nie z namowy księcia kościoła wprowadził do wileńskiej cerkwi garnizonowej język polski zamiast cerkiewno-słowiańskiego. Szkoda że słabo znał historię i zapewne nie wiedział, że naśladuje Murawjowa, który np. litewskie książki do nabożeństwa kazał drukować „grażdanką” (…).

Za panowania Bociańskiego prokuratura wileńska uległa sprostytuowaniu. Oczywiście stało się to nie bez dyrektyw ministra sprawiedliwości. Prokurator sądu okręgowego co dzień składał meldunki naczelnikowi wydziału społeczno-politycznego i od tegoż naczelnika dostawał wskazówki. I za Bociańskiego nastąpił słynny wyrok skazujący nieszczęśliwego Cywińskiego za „lżenie pamięci Józefa Piłsudskiego”. A więc nie tylko z prokuraturą, ale i z „niezawisłym” sądem nie było lepiej… (Michał K. Pawlikowski. Wojna i sezon.)

***

(…)Po inkorporacji Wileńszczyzny do Polski i po traktacie ryskim w 1921, dzielącym Białoruś między Polską i Związek Sowiecki, „krajowcy” mogli już tylko ze smutną satysfakcją konstatować, że władza centralna w Warszawie i jej lokalni urzędnicy nie rozumieją interesów gospodarczych, politycznych i kulturalnych ziem północno – wschodnich Rzeczypospolitej i nie potrafią ich rozwiązać.

(…) Regiony północno – wschodnie traktowane są niemal jak kolonie: metropolia żąda od nich zapłaty podatków, dostarczenia rekruta, przemysłowi umożliwia czerpanie taniej siły roboczej i surowców, urzędnikom pozwala na samowolę, której nie tolerowano by gdzie indziej. (Andrzej Stanisław Kowalczyk. Reporter byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego.)

9 Październik 2010