…Zaszedł bowiem podczas ostatniej wojny ciekawy paradoks historyczny na terenie Wschodniej Europy. Od Petsamo po Morze Czarne, wszystko co było demokratyczne z pochodzenia, a więc narody chłopskie jak Białorusini, Ukraińcy oraz te państwa, które zdobyły sobie niezależność niejako „rękami czarnymi od pługa”, Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, uznały za wroga nr 1 - Związek Sowiecki. W jednolitym łańcuchu; jedynie „szlachecka” Polska i „kapitalistyczne” Czechy za wroga nr 1 uznały Trzecią Rzeszę, a z Sowietami zawarły przymierze. Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bubnickim. Kultura, 1954

Konferencja, poświęcona sygnatariuszom Aktu niepodległości Litwy Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Sobota, 29 listopada 2014

Dziś w Domu Sygnatariuszy w Wilnie odbyła się konferencja, poświęcona rocznicowym obchodom oraz przypomnieniu życia i dorobku czterech sygnatariuszy Aktu niepodległości Litwy z dnia 16 lutego 1918 roku - Steponasowi Kairisowi i Jurgisowi Šaulisowi, którym w tym roku minęła 135 rocznica urodzin, Antanasowi Smetonie – 140 i Donatasowi Malinauskasowi – 145 rocznica.

Referaty wygłosili dr Vilma Bukaitė, dr. Dalia Bukelevičiūte, Marius Kundrotas i Vytautas Plečkaitis.

Konferencję moderował dr. Algimantas Kasparavičius. Uczestnicy konferencji obejrzeli  też krótkie dokumentalne filmy, poświęcone  ww. sygnatariuszom, przygotowane  przez Narodowe Muzeum Litwy z myślą o współczesnej młodzieży szkolnej, która jest bardziej przygotowana do wizualnego zdobywania wiedzy.

***

I chociaż  w czasie konferencji nikt nie wspominał imienia Piłsudskiego i piłsudczyków, mimo woli rodzi się chęć porównania ludzi, którzy rządzili Litwą i Polską, metod ich rządzenia i dorobku, który po nich pozostał. Trzeba otwarcie przyznać, iż bezstronne porównania wypadają  na korzyść ówczesnych Litwinów.

Sygnatariusze Aktu niepodległości, o których była mowa na konferencji, byli to ludzie wykształceni, obyci, zasadni, mimo różnych poglądów politycznych, mogący się z sobą dogadać w sprawach podstawowych. Żadnej prywaty, nadziałów, rent, pensyjek czy innych przywilejów za zasługi. Przeprowadzili reformę rolną, w warunkach, na które wówczas Litwie było stać, rozwinęli gospodarkę, co odczuła również miejscowa ludność i uchodźcy wojenni z Polski w Wilnie jesienią 1939 roku. I po przejęciu Wilna natychmiast przystąpili do reformowania życia wokół stolicy.

[…]Serce rosło, a jednocześnie płonęło ze wstydu, gdy się patrzyło, jak się Litwini zakrzątnęli przy podnoszeniu rolnictwa na Wileńszczyźnie w r. 1939. W ciągu ośmiu miesięcy zdążono powymieniać ziarno siewne, pud za pud zdziczałe z ubogich kłosków na „niemieckie" (tak je nazywali nasi chłopi).
Agronom litewski przez dwa dni w tygodniu objeżdżał gospodarstwo po gospodarstwie, badał ziemię, taksował bydło, radził, kalkulował, pisał wnioski o przyznawanie kredytów na nawozy, na budulec, na narzędzia, na inwentarz. Weterynarz wiejski na motocyklu stał się postacią równie złączoną z krajobrazem tygodnia co ksiądz i nauczyciel.
Poza tym od razu zorganizowano punkty skupu nabiału, dogodnie bliskie, z cenami o grosze niższymi od rynkowych, co dało wreszcie chłopom łatwy dopływ gotówki, uniezależniony od odległości od miasta, od straty za dowóz, „dzikie" kształtowanie się cen, kwaśnienie mleka w bańkach i butelkach, roztapianie się masła w szmatkach pod słomą. To wszystko były rzeczy dziecinnie proste, niekosztowne a rentowne, a jednak administracja polska nie mogła się na nie zdobyć przez lat dwadzieścia!
[…] (Barbara Toporska).

I w przeciwieństwie do nich - Piłsudski  ze swoją legionową soldateską, która obnosiła się zasługami udziału w Legionach, a nie wiedzą, kulturą czy pracą.  Pazerni na nadziały na Wschodzie, obsadzający sobą stanowiska nie na zasadzie kompetencji, ale wierności wodzowi, rozprawiający się przy pomocy „nieznanych sprawców” z każdym, kto krytycznie ich oceniał.  Potrafili […] na zawołanie powiedzieć tysiące najbardziej patetycznych frazesów wolnościowych. Ale […] cała robota wasza, panowie - to jedna wielka fikcja, to ów powierzchowny pokost wapienny, którym kazaliście malować ściany chat, zwrócone ku gościńcowi lub drodze, którą a nuż może przejechać pan premier Składkowski. Fikcja ! Jedna wielka fikcja![…] (St. Mackiewicz (Cat).

[…]Władze w Warszawie ani przysyłani przez nie urzędnicy nic dla regionów północno-wschodnich nie zrobią, bo nie dostrzegają ich swoistych wartości, widząc tylko ciemnotę, ubóstwo i zacofanie cywilizacyjne. Nie podejmują jednak żadnych kroków, żeby zmienić ten stan rzeczy. Regiony północno-wschodnie traktowane są niemal jak kolonie: metropolia żąda od nich zapłaty podatków, dostarczenia rekruta, przemysłowi umożliwia czerpanie taniej siły roboczej i surowców, urzędnikom pozwala na samowolę, której nie tolerowano by gdzie indziej[…] (Andrzej Stanisław Kowalczyk).

Zresztą jeszcze dziś bezpośrednio stykamy się nie tylko z pozostałościami demagogii piłsudczyzny, ale też  przy zwrocie pod Wilnem niezreformowanej ziem w  tzw. sznurach.

Wsłuchując się w treści referatów i mając przed sobą budowaną przez Polskę atmosferę niechęci wobec naszego kraju, wyraźnie zaczerpniętą z historii i doświadczeń  tamtego okresu pod wydumanym pretekstem obrony praw niewywodzącej się z Polski i niebędącej obywatelami tego kraju ludności – aż się prosi, aby historycy podjęliby się trudu powyższych porównań.  Pozwoliłoby to poznać jedynie ciekawą prawdę, która tylko, a nie legendy i półprawdy,  może być fundamentem budowania przyszłości.

Na zdjęciu: moderator konferencji dr. Algimantas Kasparavičius.

Filmy: fragmenty przemówienia i referatów.