…Zróżnicowany narodowościowo kraj nasz stanowi część Litwy hi­storycznej - i nas - ludzi mego pokolenia - wychowywano jako Li­twinów, oczywiście w tym znaczeniu, w jakim był Litwinem Mickie­wicz, gdy wołał: „Litwo, ojczyzno moja”. Marian Zdziechowski. Idea polska na kresach, 1923

Prowokacja za każdą cenę PDF Drukuj Email
Autor: (zh)   
Środa, 03 sierpnia 2011

Ostatnio coraz wyraźniej brunatny „Kurier Wileński” głośno popiera poczynania działaczy Akcji Wyborczej „Polaków na Litwie”, mające na celu nadanie jednej z wiejskich ulic w starostwie zujunskim imienia Juliana Tuwima.
Tylko co wspólnego z Litwą miał Julian Tuwim? Pochodził z Łodzi, pisał wiersze, a w latach rządów Stalina był  jego chwalebcą. Dlaczego więc na Litwie mają się pojawiać nazwy ulic na cześć stalinowskich wielbicieli z Polski?

Jest to więc jeszcze jedna jednoznaczna prowokacja Akcji Wyborczej z udziałem powyższej postkomunistycznej gadzinówki, wywodzącej się z „Czerwonego Sztandaru”, który, jak to określił Tadeusz Konwicki, robił z duszą człowieka to, co hitlerowcy robili z jego ciałem. Cel, jak zwykle,  pozostaje  ten sam - prowokowanie i budowanie muru niechęci i konfliktu między Litwinami i Polakami - za wszelką cenę.

Aby Czytelnik mógł wyrobić własne zdanie na temat Tuwima przytaczamy urywek z  artykułu Piotra Lisiewicza „Stworzony lewą ręką. Julian Tuwim" (Niezależna Gazeta Polska – 5/05/2006 http://niniwa2.cba.pl/julian_tuwim.htm ) oraz jako ciekawostkę – odmienny stosunek i  reakcję Marii Dąbrowskiej na wieść o śmierci Stalina, która w swoim dzienniku sięgnęła nawet  po "twórczość wychodkową" (Anna Bikont, Joanna Szczęsna. Dzień, w którym umarł Stalin. (Gazeta Wyborcza,19/02/2000, http://niniwa2.cba.pl/towarzysze_nieudanej_podrozy_05.htm)
Zresztą, naszym zdaniem, słusznie. (rm)

Piotr Lisiewicz. Stworzony lewą ręką. Julian Tuwim
 
 "Gdyby tylko miał więcej oleju w głowie! Jakiż to był ograniczony człowiek, można z nim było mówić tylko o myszach, o czarownicach, o różnych dziwactwach - i o wierszach, i wtedy była rozkosz. Czysta wściekłość mnie bierze na myśl, że można być świetnym poetą i bardzo głupim człowiekiem. Irytujące, a jednak prawdziwe. On był wielki i głupi" - tak pisał o Julianie Tuwimie dawny przyjaciel Kazimierz Wierzyński.


Tuwima nazywano księciem poetów, a jego debiut przyrównywano do debiutu Mickiewicza. Jego wiersze śpiewali Hanka Ordonówna, Ewa Demarczyk i Czesław Niemen. Ptasie radio, Lokomotywę, Rzepkę czy Słonia Trąbalskiego zna do dziś każde dziecko. "Ojczyzna-polszczyzna" - to także wymyślona przez niego zbitka. "Są od niego poeci więksi, nawet w tym samym pokoleniu, ale nie ma drugiego, który górowałby nad Tuwimem w rzemiośle poetyckim" - pisał Jan Marx, autor książki Skamandryci (…)


5 marca 1953 r. Julian Tuwim publikuje w "Trybunie Ludu" artykuł Potęga, której nikt nie złamie...: "Wielka jest nasza ziemia - a nie ma na niej, jak długa i szeroka, takiego kilometra kwadratowego przestrzeni, na którym ludzie nie opłakiwaliby śmierci ukochanego nauczyciela, swego brata, obrońcy, nauczyciela, prawodawcy sumień - Józefa Stalina".

Po 1989 r. przypominanie tego cytatu wielu komentatorów przyjmowało z niesmakiem. "Napisał zaledwie jeden wers, którego mógłby się wstydzić" - broniła Tuwima publicystka "Wprost" Marta Sawicka. To nieprawda. Takich wersów - zarówno tych rymowanych, jak i wygłaszanych urzędową prozą, było wiele.

"Gdzie mieszkał Włodzimierz Lenin,/ Złóż kwiatek. To był przyjaciel prostych ludzi" - to z wiersza Do córki w Zakopanem. "Legionerski upiór" - pisał o swoim przedwojennym idolu Piłsudskim. A dawnym przyjaciołom i byłym żołnierzom Armii Krajowej poświęcił wiersz We mgle: "I rzygają do Tamizy,/ I rzygają do Sekwany,/ I rzygają do Hudsonu./ Dorzygali się do żółci,/ Do dziur w mózgach i krwotoku,/ Wyjce w desperackiej chuci,/ Kościotrupy sprzed potopu".

Rok 1950 - Polska pogrążona w stalinowskim terrorze. "W ustroju socjalistycznym nie ma, nie będzie miejsca dla ohydnych zbrodni, gwałtów, niesprawiedliwości, krzywdy i dręczenia słabych przez silnych, ubogich przez bogatych, miłosiernych przez okrutnych" - przekonuje Tuwim uczniów szkoły podstawowej w Inowłodzu.

Po połączeniu PPR i PPS w PZPR mówi o polskim ogniwie łańcucha, który coraz mocniej opasuje ziemię, "a tym samym gardziele wyzyskiwaczy, materialistów i dolarowych szantażystów". Przed światowym Kongresem Intelektualistów w Obronie Pokoju apeluje: "Nie wolno nam, ludziom mózgu i serca, trwać w neutralności, która jest wodą na młyn ludziom pięści i noża".

Gdy do Warszawy przyjechał Aleksander Surkow, sekretarz generalny Związku Pisarzy ZSRR, na zebranie spędzono polskich pisarzy. Jak wspominał Aleksander Wat, nagle "(...) z pierwszego rzędu zrywa się wielki polski poeta, podbiega do grafomana-czekisty i w ekstazie klaszcze". Nie ze służalczości. Bo Tuwim "(...) był ekstatykiem (...) żył tylko chwilami tych uniesień i tylko dzięki tym chwilom".

Władza potrafiła odwdzięczyć się Tuwimowi. Nie szczędziła mu odznaczeń. Jak zauważa Bohdan Urbankowski w Czerwonej Mszy, najważniejszymi lekturami szkolnymi czasów stalinowskich były książki O Wielkim Stalinie oraz Soso. "W dalszej dopiero kolejności uwzględniane były takie dzieła, jak: Murzynek Bambo Tuwima, Lenin wśród dzieci Krzemienieckiej czy Kaczka Dziwaczka Brzechwy. Ta mieszanina wytwarzała w młodych umysłach przeświadczenie, iż Stalin jest kimś najważniejszym na świecie, ale już Lenin jest jakimś bytem pośrednim między Murzynkiem Bambo a Kaczką Dziwaczką (...).

"Towim" po hebrajsku znaczy "dobry". Nazwisko to nosili przodkowie Juliana Tuwima. Poeta urodził się w 1894 r. w rodzinie zasymilowanych łódzkich Żydów. Matka Adela pochodziła z rodziny znanego łódzkiego drukarza Leona Krukowskiego. Ojciec Izydor był urzędnikiem bankowym (…)
                                                                                    (Niezależna Gazeta Polska – 5/05/2006).

Anna Bikont, Joanna Szczęsna. Dzień, w którym umarł Stalin
  (…)Pierwszą wiadomość polskie radio nadało 4 marca 1953 r. nad ranem, powołując się na sowiecką agencję TASS: Josif Wissarionowicz Stalin w nocy z 1 na 2 marca miał wylew krwi do mózgu.
Sparaliżowany, nieprzytomny, pozbawiony mowy wciąż jednak ma - i jeszcze długo po śmierci mieć będzie - przemożną władzę nad zwykłymi ludźmi, a też nad pisarzami i poetami w ZSRR i podległych mu krajach (…)
Następnego dnia Dąbrowska notuje w dzienniku, że jedynym wyrazem prawdziwej opinii publicznej jest dziś "twórczość wychodkowa", i przytacza czterowiersz:
 
Sraj na trumnę Lenina
sraj na trumnę Stalina
sraj na cały ten rząd pieski
ale nie sraj na te deski 
                                                                                            (Gazeta Wyborcza - 19/02/2000).

Poprawiony: Czwartek, 04 sierpnia 2011