Prawda jest nieznana, i prawdopodobnie, w obecnym stanie rozwoju gatunku ludzkiego, nigdy poznana nie będzie. Natomiast to, co stanowi najwznioślejszą cechę tego gatunku, to przyrodzony pęd do poszukiwania prawdy. Ten pęd świadczy o “uduchowieniu" naszego gatunku, wyrażonym w jego - kulturze, wszelkie zatem warunki zewnętrzne, ustroje państwowe, czy idee, wzbraniające lub tylko ograniczające prawo do poszukiwania prawdy, stają się automatycznie wrogami kultury ludzkiej. Józef Mackiewicz. Gdybym był chanem… Kultura, 1958

Prowokacja za każdą cenę PDF Drukuj Email
Autor: (zh)   
Środa, 03 sierpnia 2011

Ostatnio coraz wyraźniej brunatny „Kurier Wileński” głośno popiera poczynania działaczy Akcji Wyborczej „Polaków na Litwie”, mające na celu nadanie jednej z wiejskich ulic w starostwie zujunskim imienia Juliana Tuwima.
Tylko co wspólnego z Litwą miał Julian Tuwim? Pochodził z Łodzi, pisał wiersze, a w latach rządów Stalina był  jego chwalebcą. Dlaczego więc na Litwie mają się pojawiać nazwy ulic na cześć stalinowskich wielbicieli z Polski?

Jest to więc jeszcze jedna jednoznaczna prowokacja Akcji Wyborczej z udziałem powyższej postkomunistycznej gadzinówki, wywodzącej się z „Czerwonego Sztandaru”, który, jak to określił Tadeusz Konwicki, robił z duszą człowieka to, co hitlerowcy robili z jego ciałem. Cel, jak zwykle,  pozostaje  ten sam - prowokowanie i budowanie muru niechęci i konfliktu między Litwinami i Polakami - za wszelką cenę.

Aby Czytelnik mógł wyrobić własne zdanie na temat Tuwima przytaczamy urywek z  artykułu Piotra Lisiewicza „Stworzony lewą ręką. Julian Tuwim" (Niezależna Gazeta Polska – 5/05/2006 http://niniwa2.cba.pl/julian_tuwim.htm ) oraz jako ciekawostkę – odmienny stosunek i  reakcję Marii Dąbrowskiej na wieść o śmierci Stalina, która w swoim dzienniku sięgnęła nawet  po "twórczość wychodkową" (Anna Bikont, Joanna Szczęsna. Dzień, w którym umarł Stalin. (Gazeta Wyborcza,19/02/2000, http://niniwa2.cba.pl/towarzysze_nieudanej_podrozy_05.htm)
Zresztą, naszym zdaniem, słusznie. (rm)

Piotr Lisiewicz. Stworzony lewą ręką. Julian Tuwim
 
 "Gdyby tylko miał więcej oleju w głowie! Jakiż to był ograniczony człowiek, można z nim było mówić tylko o myszach, o czarownicach, o różnych dziwactwach - i o wierszach, i wtedy była rozkosz. Czysta wściekłość mnie bierze na myśl, że można być świetnym poetą i bardzo głupim człowiekiem. Irytujące, a jednak prawdziwe. On był wielki i głupi" - tak pisał o Julianie Tuwimie dawny przyjaciel Kazimierz Wierzyński.


Tuwima nazywano księciem poetów, a jego debiut przyrównywano do debiutu Mickiewicza. Jego wiersze śpiewali Hanka Ordonówna, Ewa Demarczyk i Czesław Niemen. Ptasie radio, Lokomotywę, Rzepkę czy Słonia Trąbalskiego zna do dziś każde dziecko. "Ojczyzna-polszczyzna" - to także wymyślona przez niego zbitka. "Są od niego poeci więksi, nawet w tym samym pokoleniu, ale nie ma drugiego, który górowałby nad Tuwimem w rzemiośle poetyckim" - pisał Jan Marx, autor książki Skamandryci (…)


5 marca 1953 r. Julian Tuwim publikuje w "Trybunie Ludu" artykuł Potęga, której nikt nie złamie...: "Wielka jest nasza ziemia - a nie ma na niej, jak długa i szeroka, takiego kilometra kwadratowego przestrzeni, na którym ludzie nie opłakiwaliby śmierci ukochanego nauczyciela, swego brata, obrońcy, nauczyciela, prawodawcy sumień - Józefa Stalina".

Po 1989 r. przypominanie tego cytatu wielu komentatorów przyjmowało z niesmakiem. "Napisał zaledwie jeden wers, którego mógłby się wstydzić" - broniła Tuwima publicystka "Wprost" Marta Sawicka. To nieprawda. Takich wersów - zarówno tych rymowanych, jak i wygłaszanych urzędową prozą, było wiele.

"Gdzie mieszkał Włodzimierz Lenin,/ Złóż kwiatek. To był przyjaciel prostych ludzi" - to z wiersza Do córki w Zakopanem. "Legionerski upiór" - pisał o swoim przedwojennym idolu Piłsudskim. A dawnym przyjaciołom i byłym żołnierzom Armii Krajowej poświęcił wiersz We mgle: "I rzygają do Tamizy,/ I rzygają do Sekwany,/ I rzygają do Hudsonu./ Dorzygali się do żółci,/ Do dziur w mózgach i krwotoku,/ Wyjce w desperackiej chuci,/ Kościotrupy sprzed potopu".

Rok 1950 - Polska pogrążona w stalinowskim terrorze. "W ustroju socjalistycznym nie ma, nie będzie miejsca dla ohydnych zbrodni, gwałtów, niesprawiedliwości, krzywdy i dręczenia słabych przez silnych, ubogich przez bogatych, miłosiernych przez okrutnych" - przekonuje Tuwim uczniów szkoły podstawowej w Inowłodzu.

Po połączeniu PPR i PPS w PZPR mówi o polskim ogniwie łańcucha, który coraz mocniej opasuje ziemię, "a tym samym gardziele wyzyskiwaczy, materialistów i dolarowych szantażystów". Przed światowym Kongresem Intelektualistów w Obronie Pokoju apeluje: "Nie wolno nam, ludziom mózgu i serca, trwać w neutralności, która jest wodą na młyn ludziom pięści i noża".

Gdy do Warszawy przyjechał Aleksander Surkow, sekretarz generalny Związku Pisarzy ZSRR, na zebranie spędzono polskich pisarzy. Jak wspominał Aleksander Wat, nagle "(...) z pierwszego rzędu zrywa się wielki polski poeta, podbiega do grafomana-czekisty i w ekstazie klaszcze". Nie ze służalczości. Bo Tuwim "(...) był ekstatykiem (...) żył tylko chwilami tych uniesień i tylko dzięki tym chwilom".

Władza potrafiła odwdzięczyć się Tuwimowi. Nie szczędziła mu odznaczeń. Jak zauważa Bohdan Urbankowski w Czerwonej Mszy, najważniejszymi lekturami szkolnymi czasów stalinowskich były książki O Wielkim Stalinie oraz Soso. "W dalszej dopiero kolejności uwzględniane były takie dzieła, jak: Murzynek Bambo Tuwima, Lenin wśród dzieci Krzemienieckiej czy Kaczka Dziwaczka Brzechwy. Ta mieszanina wytwarzała w młodych umysłach przeświadczenie, iż Stalin jest kimś najważniejszym na świecie, ale już Lenin jest jakimś bytem pośrednim między Murzynkiem Bambo a Kaczką Dziwaczką (...).

"Towim" po hebrajsku znaczy "dobry". Nazwisko to nosili przodkowie Juliana Tuwima. Poeta urodził się w 1894 r. w rodzinie zasymilowanych łódzkich Żydów. Matka Adela pochodziła z rodziny znanego łódzkiego drukarza Leona Krukowskiego. Ojciec Izydor był urzędnikiem bankowym (…)
                                                                                    (Niezależna Gazeta Polska – 5/05/2006).

Anna Bikont, Joanna Szczęsna. Dzień, w którym umarł Stalin
  (…)Pierwszą wiadomość polskie radio nadało 4 marca 1953 r. nad ranem, powołując się na sowiecką agencję TASS: Josif Wissarionowicz Stalin w nocy z 1 na 2 marca miał wylew krwi do mózgu.
Sparaliżowany, nieprzytomny, pozbawiony mowy wciąż jednak ma - i jeszcze długo po śmierci mieć będzie - przemożną władzę nad zwykłymi ludźmi, a też nad pisarzami i poetami w ZSRR i podległych mu krajach (…)
Następnego dnia Dąbrowska notuje w dzienniku, że jedynym wyrazem prawdziwej opinii publicznej jest dziś "twórczość wychodkowa", i przytacza czterowiersz:
 
Sraj na trumnę Lenina
sraj na trumnę Stalina
sraj na cały ten rząd pieski
ale nie sraj na te deski 
                                                                                            (Gazeta Wyborcza - 19/02/2000).

Poprawiony: Czwartek, 04 sierpnia 2011