Prawda jest nieznana, i prawdopodobnie, w obecnym stanie rozwoju gatunku ludzkiego, nigdy poznana nie będzie. Natomiast to, co stanowi najwznioślejszą cechę tego gatunku, to przyrodzony pęd do poszukiwania prawdy. Ten pęd świadczy o “uduchowieniu" naszego gatunku, wyrażonym w jego - kulturze, wszelkie zatem warunki zewnętrzne, ustroje państwowe, czy idee, wzbraniające lub tylko ograniczające prawo do poszukiwania prawdy, stają się automatycznie wrogami kultury ludzkiej. Józef Mackiewicz. Gdybym był chanem… Kultura, 1958

Stosunki polsko-litewskie – od sporów i konfliktów do strategicznego partnerstwa Drukuj
Autor: Jan Szybakowski   
Sobota, 09 kwietnia 2011

autor artykuluUniwersytet Warszawski. Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Praca magisterska na kierunku Stosunki Międzynarodowe. Praca wykonana pod kierunkiem doc. dr Marka Tabora, Instytut Stosunków Międzynarodowych.

Streszczenie

Niniejsza praca poświecona jest stosunkom polsko – litewskim od okresu drugiej połowy XIX wieku do dziś. Praca ukazuje różne punkty widzenia na przyczyny zaistnienie sporów polsko – litewskich, próbuje przełamać stereotypowe poglądy, które głównym winowajcą widzą Litwę.

Pokazuje dynamikę współczesnych przemian w stosunkach polsko – litewskich, stanowiąc dowód możliwości budowania przyjaznych stosunków przez dwa sąsiednie wolne narody.

Aby od razu przeczytać całą pracę kliknij tutaj (pobierz plik PDF)

Wstęp

Stosunki litewsko - polskie, które kształtowały się przez szereg wieków z racji sąsiedztwa i późniejszej Unii stanowią nie możliwy do powtórzenia wybitnie swoisty przykład wpływów i uzależnień, pozytywnych skutków i niepożądanych  konsekwencji, które miały miejsce tylko tu, tylko między tymi dwoma narodami i państwami i tylko w kontekście historycznych wydarzeń tego regionu Europy. Co nie znaczy, że na stosunki polsko – litewskie nie miały wpływu wydarzenia poza Litwą i Polską, postawy i dążenia innych narodów, czy też wpływy, mówiąc językiem współczesnym, grup interesów wewnątrz tych sąsiadujących ze sobą państw. Historyczna  złożoność tych stosunków i układów wynikała niejako z natury rzeczy tego terenu z całą jego innością i swoistością, które poniekąd określały sedno stosunków, postawy narodów i ich przywódców. O ile Polska kształtowała się jako raczej jednolity kulturowo organizm państwowy, o tyle Wielkie Księstwo Litewskie i sąsiadujące z nim narody kształtowały się w odmiennych warunkach.

(…)Według tradycyjnej terminologii polskiej był: synem Ziemi Mińskiej. Z perspektywy, jeżeli się ominie wiążące kryteria polskie, była to jedna z ziem należących do wyjątkowego w Europie fenomenu. Leżała bowiem w szczególnym pasie od Oceanu Lodowatego po Morze Czarne, w którym górna, rządząca warstwa ludności nie mówiła nigdzie tym samym językiem co warstwa niższa. W Polsce i szlachcic, i chłop mówili po polsku; w Rosji i jedni, i drudzy po rosyjsku. Ale w Finlandii szlachta mówiła po szwedzku, chłopi po fińsku; w krajach bałtyckich szlachta po niemiecku, a chłopi po estońsku i łotewsku; w Wielkim Ks. Litewskim szlachta po polsku, chłopi zaś po litewsku i białorusku; na Wołyniu ukraińskim i Ukrainie aż po Krym, górna warstwa mówiła po polsku lub rosyjsku, a chłopi po ukraińsku. Tak było - w skróconym schemacie - aż do roku 1914. Ale już w drugiej połowie XIX w., gdy stan ten zaczął przeszkadzać budzącym się nacjonalizmom, wytworzył z miejsca podwójne, a więc bardziej zawikłane niż w innych krajach problemy. Gdyż antagonizmy narodowe poczęły się splatać ze społeczno-socjalnymi. W wielojęzycznym byłym Wielkim Księstwie Litewskim nieraz w sposób szczególnie skomplikowany. Bo jeżeli dodać do tego szachownicę wyznań, panowanie administracji rosyjskiej z zewnątrz, nie skruszonych tradycji od wewnątrz, gospodarczo-handlową dominację Żydów po miastach, towarzysko-kulturalne promieniowanie tak różnych „stolic”: Wilna, Warszawy i St. Petersburga, i niemieckich uniwersytetów z Dorpatu i Rygi... Przy wszystkich nowinkach z Zachodu i rewolucyjnych ruchach z Rosji, nie można się dziwić, iż całość tworzyła szczególny konglomerat dla przeciętnego np. mieszczucha Europy zgoła nieprzejrzysty. A nie zawsze łatwy „w połapaniu się” i dla miejscowych.

W powyższych warunkach w okresie, kiedy Litwa i Polska różnie zaczęły spostrzegać i oceniać rzeczywistość i przyszłość, stawiając przed sobą różne do osiągnięcia, bez wątpienia trudno było uniknąć nieporozumień i konfliktów, a tym bardziej trudno by było oczekiwać od bohaterów wydarzeń tamtych czasów – narodów, społeczeństw, grup i przywódców, aby oceniali tamtą rzeczywistość z pozycji współczesnych pojęć i warunków, kiedy to Litwa i Polska są członkami kolejnej szerszej unii - Unii Europejskiej. Niemożliwość w ogóle uniknięcia sporów czy konfliktów, nie znaczy, że wyrozumiałość i dalekowzroczność przywódców czy rządzących gremiów nie mogła mieć znaczącego wpływu na przebieg podziałów, ich ostrość oraz formowanie trwałej pamięci historycznej, przerastającej w stereotypowe oceny i postawy, zachowujące aktualność  nawet w współczesnych warunkach. Zresztą niezwykle niska kultura współczesnych tzw. elit politycznych i niewyrobienie postkomunistycznych społeczeństw oraz pozostałości i uzależnienia z minionego sowieckiego okresu, dają możność do dziś na nowo ”odkurzać” wzajemne niechęci i nieufność oraz grać na uczuciach narodowych, w celu uzyskania taniego poklasku i politycznych dywidendów.

(…)Historia jest bardzo długa i bardzo zawiła. Chodzi o to, że ongiś, dawno, było państwo nie tyle bogate, co wielkie i, jak na mój gust, piękne, pod nazwą Wielkie Księstwo Litewskie. I oto raptem wszyscy wyrzekli się po nim sukcesji. Podręczniki historii pouczają nas, że rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów dokonały Prusy, Rosja i Austria. Co do Księstwa Litewskiego, to tragizm jego sytuacji polegał na tym, że niezależnie od administracyjnego podziału narzuconego z zewnątrz przez imperium rosyjskie, dokonywał się rozbiór wewnętrzny, niejako w drugiej płaszczyźnie, a właściwymi rozbiorcami stali się Polacy, Litwini i Białorusini. Sukcesor do całości się nie zgłosił. Po prostu nie było takiego. Każdy chciał tylko urwać dla siebie kawałek. Gdyby się pogodzili ze sobą, jak Prusy, Rosja i Austria, byłby może spokój. Niestety pogodzić się nie chcieli. Stąd wynikł spór narastający w walkę otwartą o języki, o kulturę, o tradycję, o interpretację historii, o religię. Bój prowadzony był też i na pięści, na pałki po kościołach i cerkwiach świętych, na noże, na hołoble, na pistolety, aż w końcu, podczas ostatniej wojny, na donosy po urzędach Gestapo czy NKWD. Nienawiść, według wszelkich praw natury, rodziła nienawiść.

Istniał też punkt szczytowy tych wzajemnych pretensji: terytorium, na którym ze szczególną namiętnością krzyżowały się wyciągnięte pięści, mianowicie obszar Wilna, niegdyś stolica całości. Objaw zrozumiały. Kto parceluje majątek, chciałby zawsze wykroić sobie resztówkę właśnie z dworem. W ten sposób na mapach białoruskich Wilno znalazło się na zachodnim krańcu roszczeń, na litewskich na wschodnim, a na polskich na północnym krańcu.

Wina strony polskiej jest tu może z ciężaru gatunkowego największa. Abstrahuję już od aktów formalnych, jak te zapadłe na sejmach w dniu 3 maja 1791 w Warszawie i 20 lutego 1922 w Wilnie, a likwidujące istnienie Wielkiego Księstwa Litewskiego. W dobie porozbiorowej strona polska była pierwotnie i praktycznie jedyną stroną, która mogła podjąć myśl o odrodzeniu suwerennego Księstwa i jego państwowo-kulturalno-gospodarczej niezależności. Gdyż sukcesorzy po spuściznę całości ziem Wielkiego Księstwa mogli się byli przez dłuższy czas znaleźć wyłącznie w szeregach jego faktycznych właścicieli, to znaczy szlachty, później inteligencji. Tymczasem ci ewentualni sukcesorzy zostali bez reszty spolonizowani nie tylko kulturalnie, ale przede wszystkim politycznie. W ten sposób w dobie rodzących się (wcale nie: „odradzających się”!) ciasnych nacjonalizmów białoruskiego i litewskiego, prawni sukcesorzy nie tylko nie przeciwstawili tym separatystyczno-rozbiorczym programom (w stosunku do własnego państwa, czyli Wielkiego Księstwa) własnego programu szerokiej wspólnoty państwowo-kulturalnej, ale wręcz przeciwnie: wystąpili z programem trzeciego nacjonalizmu - polskiego. Względnie polskiego patriotyzmu państwowego. W rezultacie znaleźli się we własnym kraju w sytuacji drastycznej, rzeczników innego państwa, a stąd do potraktowania ich jako obcych agentów przez absolutnie przytłaczającą większość mieszkańców, był już tylko krok jeden. Powieść „Nadberezyńcy” Czarnyszewicza może służyć za charakterystyczną ilustrację ówczesnego układu sił. Jeżeli usuniemy z niej łezkę patriotyczną i wyraźną tendencję autora, staniemy w obliczu małej garstki ludzi, zagubionej w masie olbrzymiego kraju o innej mowie i innej religii. I ta garsteczka chce narzucić swój język, swoją religię, swoją administrację, swoją dominację pod każdym względem i swoje państwo. (Czarnyszewicz odbrązowiony mógłby pod pewnym względem służyć za lekturę antypolskiej propagandy białoruskiej.)

Istnieje jeszcze wina, że się tak wyrażę, pośrednia, mimowolna, strony polskiej. Oto bowiem rodzące się nacjonalizmy dawnych wspólników Rzeczypospolitej, ukraiński, litewski, białoruski, wzór do swego „odrodzenia” narodowego zapożyczyły ślepo zarówno z programu, jak metod i haseł polskiego nacjonalizmu drugiej połowy XIX wieku. Przy tym, jak to się często zdarza, upodobali sobie jego aspekty najbardziej skrajne i paterny najbardziej szowinistyczne. Do pewnego stopnia mieli więc słuszność endecy zarzucając federalistom różnego autoramentu: „Zwalczacie program endecji polskiej, a nie dostrzegacie jeszcze „gorszych endeków” wśród Litwinów i Białorusinów!” Tak, i w Litwie, i na Białorusi wyrodzili się szowiniści czasem wielokrotnie przerastający swoich mistrzów…

Jak wynika z literatury tematu zrozumienia całej złożoności można raczej dostrzec wśród literatów, publicystów i historyków związanych z Litwą, uznających siebie poniekąd za obywateli WKL, mimo jego nieistnienia. Szczególnie wyraźnie ponad narodowymi nacjonalizmami znalazła się grupa osób, zaliczanych do krajowców, a która faktycznie nie miała większego wpływu na bieg wydarzeń i społeczną ocenę zjawisk w okresie największych napięć w stosunkach litewsko – polskich. Tym bardziej, że raczej jednonarodowa – polska – nie budziła ona zaufania w środowisku litewskim, które uważało za pierwszoplanowe zadanie jak najdalej posunięte pomniejszenie wpływów polskich na Litwie.

(…) Warstwy dziejotwórcze tworzyły się tutaj z elementów o wiele bardziej różnorodnych, niż ich odpowiedniki w Polsce etnicznej. Na Litwie Historycznej wlewała się do nich krew nie tylko różnych szczepów słowiańskich, zaprawionych krwią niemiecką, jak to miało miejsce w Polsce. Szlachcic i mieszczanin Litwy Historycznej rzadko był gente Polonus. Znacznie częściej gente Lithuanus, Rutenus, Tartarus, Germanus, w dalszych pokoleniach stał się amalgamatem wszystkich tych nie tylko słowiańskich elementów plemiennych.

Od II połowy XVII wieku wspólnym językiem i kulturą pełnoprawnych warstw politycznego narodu litewskiego był język i kultura polska, o wybitnie swoistym i odrębnym typie. „Dziady” Mickiewicza są osnute na folklorze białoruskim, a „Konrad Wallenrod” i „Grażyna” - na podaniach i folklorze litewskim. Kraszewski czerpał tematy swoich powieści z fantazji litewskich Teodora Narbutta a Słowacki i Asnyk z historii najdawniejszej Litwy.

Dla uświadomionych obywateli było jasne, że rozszczepienie tego obszaru na narodowe cząstki pociągnie za sobą walki wewnętrzne o rozgraniczenie terytorialne i osłabi odporność na zewnątrz. Wchłonięcie Białorusi, Litwy i Ukrainy przybliży Rosję do etnicznego obszaru polskiego i zwiększy napór sił rusyfikacyjnych. Nienasycona zachłanność wielkiego sąsiada zaciąży bezpośrednio nad wielką bramą pomiędzy Grodnem a Brześciem i dalej wzdłuż Bugu ku Sanowi i Beskidom. Stąd zachowanie niezawisłego od Rosji obszaru Litwy Historycznej i Ukrainy było w myśleniu politycznym krajowców pancerzem ochronnym dla wspólnych sił litewsko-białorusko-ukraińskopolskich przeciwstawiających się zaborczemu pochodowi Rosji na zachód.

Trudno było jednak stworzyć syntezę dziejową, jako punkt wyjścia dla współpracy na przyszłość, jeżeli dla polskich warstw dotąd przodujących, przeszłość rysowała się w jasnych barwach i w ciągłym pochodzie naprzód, podczas, kiedy dla strony litewskiej i białoruskiej była ona ustawicznym przypomnieniem utraty tych warstw na rzecz polskości i zejściem reszty masy narodowej na niższe stopnie drabiny społecznej. Dla zamknięcia tych rozwartych nożyc trzeba było znacznych ustępstw z obu stron.

Ze strony polskiej - rezygnacji z priorytetu politycznego i kulturalnego na tym obszarze, a ze strony litewskiej i białoruskiej - uznania równorzędności elementu polskiego, powstałego w wielowiekowym procesie historycznym. Ani jedno ani drugie nie było możliwe. Wszystkie nacjonalizmy zajmowały postawę wzajemnie antagonistyczną …

(…)Wielkie Księstwo Litewskie, formalnie zlikwidowane uchwałą Konstytucji 3-go Maja 1791, w całości włączone do imperium rosyjskiego w r. 1795 pod nazwą „Siewiero-Zapadnowo Kraja”, faktycznie zakończyło swą egzystencję geograficzną dopiero w roku 1914 /Ściślej, z chwilą przecięcia go okopami „linii Hindenburga”, jesienią r. 1915/. Od tego czasu nie wróciło do dawnej całości, na którą składały się w podziale administracyjnym gubernie: wileńska, kowieńska, grodzieńska, mińska, witebska i mohylowska. Zostało rozdarte na litewską, polską i białoruską części, później bolszewicką. To wielonarodowe Księstwo nie pozostawiło tek historiografii własnej. Powstały po nim i o nim, historie: narodowo-polska, narodowo-litewska, narodowo-białoruska, narodowo-rosyjska. Albowiem W. Ks. Litewskie nie pozostawiło sukcesorów, a wyłącznie skłóconych ze sobą pretendentów do sukcesji. I to przeważnie nie do całości, a poszczególnych jego części.

Wina polskiej strony, walczącej o wyzwolenie i pozbycie się rosyjskiej i niemieckiej dominacji polegała przede wszystkim na tym, że nie dostrzegła analogicznego dążenia ze strony ze strony Litwinów – pozbycia się odpowiednio polskiej i rosyjskiej dominacji. Dziś łatwo w wieku XXI z perspektywy historycznej widzieć niespójności czy błędy wpływające na stan stosunków w wieku XIX. Dlatego na pewno warto powtórzyć, iż działo się to w innych warunkach, w okresie powstawania współczesnych państw stricte narodowych. Nie powinno więc dziwić, iż wizję szerszej perspektywy stosunków, bez dominacji i ze zrozumieniem zainteresowań strony drugiej można odnaleźć w mniejszości zabierających głos w temacie.

(…) Niski poziom uświadomienia politycznego obywateli nigdzie i nigdy nie wyszedł państwu na dobre. Nawet żeby to byli obywatele innej narodowości niż większość państwowa. Stawka na ich nieświadomość jest błędem, bo jest ryzykiem, jak każda stawka na niewiadomą. Właśnie polska polityka narodowościowa popełniała ten błąd w odniesieniu do niektórych mniejszości. Jeszcze przed powstaniem Polski, pewne koła polityczne zaprzeczały Litwinom prawa do samodzielnej myśli politycznej. Nie zdołały im przeszkodzić w budowie własnego państwa, a zdziałały tyle tylko, że od początku urobiły psychikę tego państwa w niechętnym nastawieniu do Polski …

Marian Zdziechowski, uważany za życia za człowieka – sumienie Narodu, współczesnego Piotra Skargę, największego Europejczyka spośród wszystkich polskich kresowców, będący w swoim czasie pretendentem na urząd prezydenta RP, profesor, rektor USB w Wilnie, a którego niemożliwe jest posądzić o nieuczciwą stronniczość, również dostrzega nierealność polskiej polityki wobec Litwy i odmienny pogląd strony litewskiej na przyszłe stosunki. Zaznacza przy tym sposób myślenia i ocenę zapatrywań polsko kulturowych Litwinów, myślowa koncepcja których również nie miała szans realizacji, bowiem znajdowała się akurat pośrodku polskiego i litewskiego nacjonalizmów.

Zróżnicowany narodowościowo kraj nasz stanowi część Litwy historycznej - i nas - ludzi mego pokolenia - wychowywano jako Litwinów, oczywiście w tym znaczeniu, w jakim był Litwinem Mickiewicz, gdy wołał: „Litwo, ojczyzno moja”. W dzieciństwie uczono mnie, wraz z historią Polski, także historii Litwy; dzięki temu za bohaterów narodowych uważałem nie tylko tych, co Polskę budowali, ale i tego, który Litwę od Polski oderwać zamierzał - Wielkiego Księcia Witolda. Któż jednak wtedy nad tą niekonsekwencją się zastanawiał. I gdyby mnie dziś zapytano, kim w głębi serca się czuję, powiedziałbym, że czuję się obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego, nierozerwalnie unią złączonego z Polską. Gdy widzę powiewający tu z Góry Zamkowej sztandar z orłem, a bez pogoni, odczuwam to jako krzywdę sobie wyrządzoną.

Takim jest tylko głos serca. Każdy bowiem z nas wie i rozumie, że koncepcja państwa litewskiego w unii z Polską jest dziś nierealna. Czyli chcieć czegoś podobnego to zgadzać się z góry na osłabienie nasze .

Dlatego bez wątpienia mają rację ci, którzy uważają, że na współczesne litewsko – polskie stosunki ma znaczący wpływ kontekst historycznych stosunków. Dziś dla nowych pokoleń może mniejsze znaczenie ma okres od Unii do początku XX wieku. Na pewno natomiast realny wpływ na mentalność społeczeństwa litewskiego mają wydarzenia XX wieku, a szczególnie w latach 1918 – 1939. I na tym okresie są przede wszystkim wzorowane sterotypowe postawy narodowe, do tamtego okresu przede wszystkim dla przykładu dziś nawiązują liderzy Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, nie będące w stanie zaproponować dla polskiego środowiska na Litwie pozytywnego programu i dlatego wykorzystujący wzory nacjonalistycznych postaw z tamtego dawno minionego okresu, a który dla starszego pokolenia, będącego w okresie międzywojennym obywatelami Polski, jawi się po dziesięcioleciach, wzmocniony nie zawsze prawdziwą na cele polityczne propagandą, jako okres świetności. Co ciekawe, że brak znajomości historii i odejście w niepamięć szczegółów tamtych czasów, pozwala powoływać się nawet na faktycznie nie istniejące zjawiska i wydarzenia, rzekomo dające prawo do pewnych praw, zachowań i postaw.

(…) W kwestii polskości i Polaków na Litwie wyczuwa się przede wszystkim ciążenie historii. Litwini nie ukrywają, iż niechętnie chcieliby poznawać ten etap wspólnej historii „od unii lubelskiej poczynając aż do roku 1918”, kiedy Litwa „zatraciła cały swój heroizm, nie otrzymując należytego ładunku kulturalnego, który mógłby zaprzepaszczony ładunek zastąpić” W litewskiej publikacji, przetłumaczonej na język polski, przeważa motyw: co boli Litwinów we wspólnej historii.(…)

Niedocenianie nadal po unii lubelskiej niezależnego państwa litewskiego, jego odrębności duchowej itd.; nazywanie Rzeczypospolitej Obojga Narodów-Polską, nie docenianie zasług Litwinów w podboju ruskich ziem, nie podkreślanie, iż to ruskie i zachodnie tradycje miały równorzędne z polskim wpływy, zwłaszcza w zakresie litewskiej z ducha i języka reformacji, płynącej z pruskiego Królewca; nie przyznanie, że fenomen polski to taki sam jak niemiecki w krajach Europy Środkowej w procesie przyswajania łacińskiej cywilizacji, a także, że zbyt duża ilość Słowian i zapóźnienie Litwy spowodowały polonizację jej narodu politycznego. Por. wypowiedzi D. Kuolysa, J. Kiaupieni, E. Gudavićiusa, G. Bereznevićiusa, V Trumpy i innych [w:] Pozostawione historii, Litwini o Polsce i Polakach, pod red. K Korzeniewskiej i V Siratavićiusa, przekład K Korzeniowskiej, Kraków 1999 .

 

Aby przeczytać całą pracę kliknij tutaj (pobierz plik PDF)