…Symbolem ciemnoty politycznej, głupoty mas, symbolem krótkowzroczności, jakiegoś specyficznego chamstwa, ciasnoty nieprawdopodobnej, obłędu nieomal - niech służy fakt następujący: oto nad Wilnem, nad lotniskiem Porubanku, błyszczy czerwona gwiazda bazy sowieckiej. Straszliwy cień czerwonego terroru pada na życie, mienie i sumienie chrześcijańskiej ludności. Tymczasem ludność ta nie ma nic lepszego do roboty, jak tłuc się wzajemnie po własnych świątyniach, tłuc do krwi podczas modłów, spierając się o to - czy w kościołach katolickich śpiewane być mają pieśni w języku polskim, czy litewskim!!! Józef Mackiewicz. Prawda w oczy nie kole, 2002

Dwadzieścia młodych lat w Wilnie Drukuj
Autor: Mianowski Krzysztof Maciej   
Niedziela, 26 września 2010

Mianowski Krzysztof Maciej

Dwadzieścia młodych lat w Wilnie(Urywek)

Trokienie

Do Zacharyszek należało kilka folwarków, które odziedziczyli moi wujowie i ciotka. Wuj Konstanty odziedziczył Józefin - 150-hektarowe gospodarstwo. Ciotka Antonia dostała Borkuszk - 100 hektarów pięknego lasu i około 30 hektarów ornej ziemi. Zacharyszki odziedziczył wuj Stefan. Moja matka dostała folwark Elżutkę i las w Oskierdiszkach. W opinii sąsiadów - mama została pokrzywdzona. Podobno dziadek motywował to faktem, że dodatkowym wianem mamy jest jej uroda. (...)

Ilekroć przyjeżdżałem do Trokień z miasta, uderzała mnie głęboka cisza przerywana jedynie śpiewem licznych skowronków unoszących się nad polami. Jeszcze wyżej, wykorzystując prądy konwekcyjne krążyły pod chmurami kwiląc ogromne jastrzębie.

Trokienie należały kiedyś do majątku Małe Soleczniki, czyli stanowiły część ojcowizny. Ojciec mój odnosił się z pietyzmem do tej ziemi. W okresie międzywojennym rodzice doprowadzili Trokienie do dobrego stanu. Kamienie zostały zebrane z pól i ułożone na granicy posiadłości w postaci wałów; większe rozsadzono prochem. Został zbudowany ładny dworek z kolumnami na wzór dworu w Małych Solecznikach. Wszystkie pokoje były schludne, wesołe. Było ich osiem, nie licząc pokojów dla służby i korytarzy, z których jeden był właściwie moją sypialnią, Zasypiając słyszałem zawsze odgłosy dochodzące z lasu, kukanie kukułek, stukot dzięciołów, kumkanie żab, wreszcie brzęczenie komarów. (...)

W sąsiedztwie Trokień znajdowało się dużo tzw. szlacheckich okolic. Były to małe folwarki, na których siedziała szlachta zagrodowa, trzymająca w swych skrzyniach stare dokumenty, świadczace o tym, że z nadania królów polskich na tych ziemiach przebywa od kilkuset lat. Wspomnę tu nazwiska Miłaszewiczów z Obał, Bortkiewiczów z Sangiełowszczyzny, Peretków z Dawidowszczyzny, Koziełłów...

Kiedy pojawiliśmy się w Trokieniach, byli tam jeszcze dzierżawcy - rodzina Sakowiczów, również zbiedniała szlachta zagrodowa. Szefem był najstarszy z braci, Józef, przystojny mężczyzna w typie staropolskim. Miał chorowitą żonę i życie ułożyło mu się bardzo ciężko. Pozostali bracia to Julian, z którego córką Wandzią, naszą rówieśniczką często bawiliśmy się i Stanisław, którego synka trzymałem do chrztu z Hanią Wędziagolską. (...)

W Trokieniach rodzina spędzała bardzo przyjemnie całe wakacje. Kwitło życie towarzyskie. Dookoła były dwory zaprzyjaźnione od pokoleń. Jedynie z bratem swoim Zygmuntem, który odziedziczył Małe Soleczniki, ojciec żył w nieprzyjaźni i nie bywaliśmy tam nigdy. Dopiero kiedy Zygmunt ten majątek stracił i Małe Soleczniki przeszły do Platera, zaczęliśmy bywać we dworze solecznickim. (...)

Rozmaite myśliwskie imprezy, na które byłem przez ojca zabierany, przyczyniły się do tego, że poznałem szereg zakątków na Wileńszczyźnie, a także na Nowogródczyźnie i Grodzieńszczyźnie. Poznałem również mieszkających tam krewnych. Wiele tych wypraw odbyło się w towarzystwie pana Karola Wędziagolskiego, z którym mój ojciec od dziecka żył w wielkiej przyjaźni. (...)

Interesująca była wizyta u wujostwa Houwaltów w Rakliszkach. Kiedyś Rakliszki stanowiły ordynację. W prędkim jednak czasie, z wydatną pomocą wuja Witka majątek skurczył się. Pozostał tylko wielki pałac. (...)

W bibliotece rakliskiej wisiało również na ścianie drzewo genealogiczne baronów Houwaltów, przekreślone na krzyż, z napisem "panow niet". W ten sposób bolszewicy upamiętnili swoją obecność we dworze rakliskim w 1920 roku. W tymże czasie wuj Witek miał z nimi jakieś ciężkie przejścia i ledwo uratował życie. (...)

W dni świąteczne jeździliśmy z Trokień bryczką do kościoła w Małych Solecznikach. Kościół ten zbudował mój prapradziad Mikołaj Mianowski. W kościele były obrazy pędzla Franciszka Smuglewicza. Na jednym z nich sportretował on w charakterze aniołków dwóch moich pradziadków w wieku dziecięcym. Byli to bliźniacy - Antoni i Konstanty Mianowscy. Fotografie tych aniołków już w wieku dojrzałym znajdowały sie w Trokieniach. Jeden aniołek - Antoni, przedstawiony jako łysy jegomość był bardzo podobny do mego ojca. Drugi aniołek - Konstanty figurował w mundurze generała-majora. Był inżynierem wojskowym, budował cytadelę w Dyneburgu. Ten ostatni to mój pradziad w prostej linii. (...)

Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej. Bydgoszcz, 2001.

Nasz Czas

Poprawiony: Czwartek, 07 października 2010