…Zróżnicowany narodowościowo kraj nasz stanowi część Litwy hi­storycznej - i nas - ludzi mego pokolenia - wychowywano jako Li­twinów, oczywiście w tym znaczeniu, w jakim był Litwinem Mickie­wicz, gdy wołał: „Litwo, ojczyzno moja”. Marian Zdziechowski. Idea polska na kresach, 1923

Znowu w grze polska karta Drukuj
Autor: Ryszard Maciejkianiec   
Sobota, 25 września 2010

Ostatnio kolejnym głośnym tematem, zaogniającym stosunki społeczne, stało się nakłanianie ludności polskiej na Litwie do przyjmowania tzw. Karty Polaka. Naciskają działacze Akcji Wyborczej, polska placówka dyplomatyczna, środki masowego przekazu z Polski oraz dotowane z Polski, a wydawane na Litwie. Te zorganizowane głośne larum jak zwykle wychodzi z tych samych kręgów, które od lat prowokują konflikty w celach politycznych, nieustannie rozpowszechniają na świat negatywną informację o Litwie, nieuczciwie prowadzą propagandę krzywd, chociaż znaczna ich część powinna być przez nich samych rozstrzygana. Wszystko to negatywnie naświetlając budują w świadomości społeczeństwa Litwy wybitnie ujemny obraz wszystkich Polaków litewskich, budząc uzasadniony niepokój u tej części polskiego społeczeństwa, która od pokoleń na dobre i złe jest związana z Litwą, i która nie zamierza poszukiwać sobie innej ojczyzny..

O ile w pierwszych latach po ogłoszeniu niepodległości mogły być wątpliwości co do kierunku rozwoju państwowości i sposobów działania różnych instytucji, to po zadeklarowaniu, a szczególnie po przystąpieniu do struktur euroatlantyckich nie powinno być miejsca na wątpliwości – Litwa buduje obywatelskie państwo prawa. I jak wszystkie kraje wyzwolone z sowieckiego panowania – niestety, z wielkim trudem przezwycięża wieloletnie naleciałości.

Przed wielu laty, kiedy przekroczenie granicy wymagało niekiedy kilkudniowego oczekiwania, my również mówiliśmy o potrzebie poszukiwania rozwiązań w celu ułatwienia kontaktów z sąsiednim krajem. Dziś, kiedy cała Europa stoi otworem, a granice przekracza się nawet bez potrzeby zatrzymania się – Polska nieoczekiwanie uchwala tzw. Kartę Polaka. Co więcej czyni naciski, przy tym głównie na Litwie, aby Polacy z sąsiednich krajów, będący obywatelami tych państw, Kartę przyjęli i zadeklarowali, zgodnie z treścią powyższego dokumentu, swoją przynależność do narodu polskiego. Bez wątpienia rozumiejąc, że pojęcie narodu w warunkach współczesnej demokracji europejskiej jest równoznaczne wspólnocie obywateli państwa niezależnie od pochodzenia czy narodowości. Tym bardziej jest to więc zastanawiające, gdy przynależność do społeczeństwa i zobowiązania wobec innego kraju deklarują reprezentanci Republiki Litewskiej – posłowie na Sejm. Smutne, że te naciski są czynione wobec ludności, której brakuje rozeznania, w okresie, kiedy to po wieloletnim okresie sowieckiego panowania, zaledwie zaczyna sobie uświadamiać pojęcie obywatelstwa i wagę jego znaczenia.

Szczególny niepokój i niesmak budzi fakt, że równolegle z dwóch stron te działania prowadzi Warszawa i Moskwa, które, jako napastowanie słabszych, w swoim czasie pisarz Józef Mackiewicz określił mianem „świńsko-nierycerskich”. W wyniku czego w strategicznych regionach Litwy – w stołecznym regionie wileńskim, w Kłajpedzie i w atomowym mieście Visaginas – pojawią się znaczne skupiska obywateli Litwy narodowości polskiej i rosyjskiej, deklarujących jednocześnie swoją przynależność do społeczeństw państw sąsiednich. Źle to będzie służyło Litwie, znacznie wpływając na wewnętrzną destabilizację państwa ze wszystkimi stąd wynikającymi negatywnymi skutkami; w okresie kryzysów społecznych czy ekonomicznych – szczególnie.

Ta sytuacja również jeszcze bardziej pogłębi dezintegrację i samoizolację społeczeństw mniejszościowych, która już dziś w rejonach podwileńskich osiągnęła zagrażający rozwojowi i postępowi poziom.

Że tak postępuje Moskwa – jest to zrozumiałe. Trudniej jest natomiast zrozumieć analogiczne i równoległe postępowanie wobec Litwy „strategicznego partnera” – Polski. Tym bardziej, że nie po raz pierwszy. Składa się na to widocznie kilka powodów, a przede wszystkim niska kultura polityczna współczesnych elit rządzących, w wyniku czego Polska faktycznie nie ma dobrych stosunków z żadnym krajem sąsiednim. Pycha i przekonanie o tym, że Polska i Polacy zawsze i we wszystkim mają rację, w tym wobec wszystkich bez wyjątku wydarzeń historycznych, podkreślanie swojej wyższości i nieomylności w połączeniu z postsocjalistyczną wewnętrzną próżnością i brakiem odpowiedzialności – wiadomo zniechęca do współpracy, a deklarowane partnerstwo nosi raczej charakter formalny. W powyższym wypadku– czyż nie wypadałoby Polsce swoje działania, skierowane na zbieranie przez placówki dyplomatyczne szczegółowych informacji o obywatelach Litwy, związanych z tzw. Kartą Polaka, skonsultować z władzami kraju?

Inna rzecz, że w ocenie wielu politologów Polska z pozycji lidera przemian w Europie Środkowo – Wschodniej w latach dziewięćdziesiątych, dziś wyraźnie staje się autsajderem. Szczególnie w sferze przemian ustrojowych. Niedawno wydana przez historyków Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka książka „SB a Lech Wałęsa” wskazuje na niezmienną dotychczasową ciągłość struktur i ludzi władzy. Z zamieszczonych dokumentów niedwuznacznie wynika, że Lech Wałęsa, (pseudonim „Bolek”) nie tylko był współpracownikiem SB (polska filia sowieckiego KGB), ale że SB dobierało mu również odpowiednich doradców. Dziś tamci doradcy, „zasłużeni dla „Solidarności”, doradzają aktualnym kierownikom państwa. Nieszczęściem tego kraju było też to, że po pięciu latach sprawowania najwyższego urzędu przez „Bolka”, kolejne 10 lat Polską rządził „Alek”. Pierwszym ambasadorem Polski na Litwie był wykładowca szkoły SB, który przed udaniem się z misją dyplomatyczną do Wilna wiele zrobił, aby nie dopuścić do lustracji w swoim kraju, szczególnie promując właśnie ludzi SB. Dziś jest honorowym ambasadorem Litwy w Polsce. Aktualny ambasador Polski w Wilnie również jest wychowankiem moskiewskiego instytutu sowieckiej dyplomacji…

Czy ci ludzie mogą dobrze życzyć Litwie i Polakom na Litwie – jest to więcej niż wątpliwe. Nie jest więc dziełem przypadku, że z ich udziałem dziś jest finansowany i wspierany wyłącznie skrajny element antylitewski.

Pozostaje otwarte jeszcze jedne pytanie – dlaczego ta znacznie większa część polskiego społeczeństwa na Litwie, które nie popiera działalności Akcji i na nią nie głosuje, w obecnej i podobnych sytuacjach nie zabiera głosu i nie zgłasza swego sprzeciwu wobec powyższych poczynań, które źle służą wszystkim, a szczególnie młodemu pokoleniu litewskich Polaków, które będzie musiało ponosić w przyszłości skutki tych prowokacyjnych działań.

Po pierwsze, jest oczywiste, że ta część społeczeństwa nie ma gdzie tego zdania przedstawić, bowiem jak dotychczas są wspierane i mogą prowadzić niezakłóconą działalność wydawniczą jedynie te środki masowego przekazu, które wspierają Akcję Wyborczą i wywodzą się kadrowo oraz ideowo z „Czerwonego Sztandaru”. Według tych samych kryteriów następuje pomoc z Polski.

Po drugie – gorzkie doświadczenia zaczynając wyborami prezydenta V. Adamkusa i kończąc wyborami samorządowymi roku 2007 wskazują, że publicznie zgłoszone poparcie dla władz jak dotychczas zawsze kończyło się źle dla popierających. Wygrywały osoby o postawie dwuznacznej albo wyraźnie antylitewskiej. I trwa to, niestety, od wielu lat.

***

Po ośmiu długich latach rządów postkomunistycznej lewicy władzę na Litwie obejmuje centroprawica. Czy zechcą nowi kierownicy państwa oprócz problemów ekonomicznych dostrzec również nieodzowność zmian w dziedzinach i tematach, sprzyjających zwiększeniu wewnętrznej spójności państwa – pokaże najbliższa przyszłość. Sloganem jest, że każdy naród ma prawo się bronić – przed napadem wrogów z zewnątrz, przed próbami destabilizacji państwa od wewnątrz, przed zorganizowaną przestępczością, również występującą pod legalnymi szyldami partii czy organizacji. Nikt inny tego obowiązku obrony oprócz legalnie wybranej władzy podjąć się nie jest w stanie. A czytelna i godna postawa władzy i nieustępliwość wobec poczynań, skierowanych na dyskredytowanie imienia państwa, dezintegrację jego obywatelskiego społeczeństwa, bez wątpienia zwiększy szeregi jej popierających.

Ryszard Maciejkianiec