…Najcharakterystyczniejszą cechą systemu komunistycznego jest natomiast totalna niewola ludzkiego ducha, zniewolenie ludzkiej myśli, ludzkiego intelektu. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

Replika. Język litewski jako dobro wspólne Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Środa, 23 stycznia 2013

…Symbolem ciemnoty politycznej, głupoty mas, symbolem krótkowzroczności, jakiegoś specyficznego chamstwa, ciasnoty nieprawdopodobnej, obłędu nieomal - niech służy fakt następujący: oto nad Wilnem, nad lotniskiem Porubanku, błyszczy czerwona gwiazda bazy sowieckiej. Straszliwy cień czerwonego terroru pada na życie, mienie i sumienie chrześcijańskiej ludności. Tymczasem ludność ta nie ma nic lepszego do roboty, jak tłuc się wzajemnie po własnych świątyniach, tłuc do krwi podczas modłów, spierając się o to - czy w kościołach katolickich śpiewane być mają pieśni w języku polskim, czy litewskim!!! Józef Mackiewicz. Prawda w oczy nie kole, 2002.
Niedawne obchody 22 rocznicy tragicznych styczniowych wydarzeń roku 1991 miały wiele wątków, zaowocowały wieloma imprezami, niecodziennymi wypowiedziami oraz audycjami, wypełnionymi wspomnieniami uczestników. A wśród nich – nawiązywano również do problemu wprowadzania w tamtym okresie języka litewskiego do powszechnego użytku w roli języka państwowego.

I naszego oporu, pobudzanego przez sowieckie instytucje i działaczy, którzy temat języka świetnie wykorzystywali do budowania podziałów, murów i niechęci. Zresztą i ówczesna władza odrodzonego państwa też była nie bez winy, bowiem wprowadzanie dla przykładu w roku 1993 dla swoich obywateli kategorii znajomości  języka litewskiego w warunkach kryzysu i bezrobocia, kiedy od złożenia czy niezłożenia zaliczki mogło zależeć czy znajdzie się chleb na stole  – wryło się w pamięci niektórych na kilka pokoleń jako przejaw wyjątkowej arogancji władzy w temacie niezwykle czułym. Dlatego dziś, naszym zdaniem, warto przestać koncentrować się na wrażeniach i pogłoskach z tamtego okresu, dostrzegając potrzebę zmian, przenosząc wysiłek z dziedziny krasomówstwa i bicia patriotycznej piany do praktycznego upowszechniania języka litewskiego.
***
Przed rokiem ukazała się informacja, iż grupa osób zawiązała społeczne Stowarzyszenie Obrońców Języka Litewskiego.  Odbyliśmy z Panią Prezes dłuższą rozmowę, przedstawiając własny punkt widzenia w sprawie obrony języka litewskiego  polegającej, naszym zdaniem na życzliwym, wręcz z miłością upowszechnianiu języka wśród tych, którzy nie posiadają wystarczającej wiedzy w tej dziedzinie, co nie tylko ułatwi im życie, ale też będzie sprzyjało wzajemnemu zrozumieniu i wzmacnianiu spójności społeczeństwa Litwy.  Niestety, społeczna organizacja, mimo zrozumienia naszej pozycji i swojej życzliwości, tego zadania podjąć się nie jest w stanie.  Tego obowiązku powinny się podjąć, naszym zdaniem, instytucje państwowe, bowiem w ich to w obowiązku leży, aby obywatele mieli możliwość posiadania i doskonalenia wiedzy z języka, który ma konstytucyjny tytuł państwowego.
***
Po zajęciu siłą na wskazanie Piłsudskiego Wilna i terenów przyległych przez oddziały pod przywództwem Żeligowskiego, w każdej większej miejscowości pojawiły się „biuro pisania podań". Oto jak opisał to w swoim czasie redaktor ukazującego się w Wilnie dziennika „Słowo” Stanisław Mackiewicz (Cat), w kontekście recenzji na ukazanie się książki jego brata, Józefa Mackiewicza, „Bunt rojstów”.

(…) Książka Bunt rojstów na karcie tytułowej ma hoppenowską winietę, chłop tutejszy, bosy, z czapką w ręku, oczy spuszczone, wyraz twarzy beznadziejnie smutny (…)

To, że przed nimi stoimy ciągle wszyscy z czapką w ręku - o tym świadczy dostatecznie chociażby ilość „biur pisania podań". Wjeżdżam kiedyś do wsi, nie ma żadnego sklepu, nawet szynku, nawet karczmy, a jest tylko „biuro pisania podań". Idę główną ulicą miasta powiatowego i oto na jednej u1icy doliczyłem się aż siedmiu biur pisania podań (…)

Ówczesny redaktor dostrzega w „biurach pisania podań" przede wszystkim przejaw rozrostu biurokracji i traktowaniu tutejszej ludności jako mieszkańców półkolonii. Ale były też te „biura” miejscem zarobkowania, szczególnie dla przybyłych kolonistów i ich rodzin, ośrodkami przybliżania języka polskiego w warunkach, kiedy „...aż do drugiej wojny światowej białoruski był językiem chłopów, poczynając już od dziesiątego kilometra za miastem (Wilnem) (…) 

Zastanawiamy się więc dlaczego dziś nie może zaistnieć coś podobnego, ale na innych zdrowych obywatelskich zasadach i pod innymi szyldami np. w Ejszyszkach, Solecznikach, Jaszunach, Turgielach, Rudaminie, Niemenczynie czy nawet w Wilnie, gdzie nieodpłatnie na koszt państwa każdy obywatel mógłby skonsultować poprawność swego listu, kierowanego do władz, gdzie mogły się odbywać nieodpłatne szkolenia i kursy z języka litewskiego i literatury, zresztą jak i rożne inne poznawcze zajecia, jako sposób na integrację społeczeństwa i kończenia trwających od ponad wieku sporów językowych, wychodząc z założenia iż prastary język litewski jest dobrem wspólnym, o obronę (upowszechnianie)  którego powinniśmy zadbać wszyscy razem. Mając również na uwadze, iż tylko w parze z wiedzą przychodzi przywiązanie i szacunek do języka oraz kultury.
Tym bardziej, iż funkcjonowanie takich placówek nie byłoby kosztowne w warunkach zmniejszonego zatrudnienia nauczycieli w szkołach oraz obecności chętnych ku temu grup nauczycieli -  emerytów.
***
Cytowany na wstępie wileński pisarz wszech czasów Józef Mackiewicz nam przypomina, jak ważne, abyśmy dziś w wieku XXI nie używali języków jako zarzewia do konfrontacji i izolacji, szczególnie w okresach dla państwa trudnych.  I o ile uznajemy Konstytucję – polskojęzyczni Litwini powinni dążyć do dogłębnego poznania języka litewskiego, a litewskojęzyczni Litwini życzliwie temu sprzyjać i pomagać, mając na uwadze, iż będąc  środkiem porozumiewania się miedzy ludźmi język sam w sobie stanowi bezcenną historyczną wartość kulturalną. I dlatego jego obrona i upowszechnianie  wymagają adekwatnych metod i zachowań.