…Złamanie Traktatu Suwalskiego i Żeligowskiada były największym błędem, który zaciążył na losach tej części Europy Wschodniej. A stworzona przez Piłsudskiego Litwa Środkowa, była niewątpliwie szopką wysoce szkodliwą. Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bubnickim. Kultura, 1954

Diabli mnie podkusili, żeby kupić „Czerwony Sztandar” Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Niedziela, 10 lutego 2019

gazetę wychodzącą po polsku w Wilnie. Najtańszy zakup na terenie PRL. Jeden egzemplarz tego surrealistycznego szmatławca kosztuje tylko 30 groszy [...]Chryste Panie, co to za lektura [...] Matko Boska Ostrobramska[...]W środku Europy. Na oczach całego świata. W obliczu ONZetu, papieża i Pana Boga. To, co hitlerowcy robili z organizmami biologicznymi więźniów, tu się robi z duszą tego czy owego narodku[...] Ja się zabiję któregoś dnia przy tych lekturach, pisał w przeddzień ogłoszenia przez Litwę niepodległości  we „Wschodach i zachodach Księżyca” ewakuowany z Wilna do Polski Tadeusz Konwicki.

W roku ubiegłym nasz kraj zaznaczył 100. lecie odzyskania państwowości, w roku przyszłym będzie świętował  30. lecie ponownego ogłoszenia Niepodległości.  I właśnie w takiej historycznej chwili diabeł mnie podkusił, bym rzucił okiem na kupę szaro – brunatnych post czerwono sztandarowych pism, wystawionych na sprzedaż w jednej z wileńskich księgarni.

Chryste Panie, co to za lektura! Mimo upływu ponad ćwierćwiecza nic się nie zmieniło, a te same towarzystwo z łam „Czerwonego Sztandaru”, które zdaniem zrozpaczonego Tadeusza Konwickiego robiło z duszami Litewskich Polaków to,  co hitlerowcy robili z organizmami biologicznymi więźniów, nadal robi wodę z mózgu tubylczym polskojęzycznym Litwinom.

Tak na łamach „Magazynu Wileńskiego”, będącego własnością Michala Mackeviča, wychowanka bliżej nieznanej moskiewskiej uczelni, wieloletniego redaktora  „Czerwonego Sztandaru” i „Советская Литва” , czerwono sztandarowa Krystyna Adamowicz przedstawia swoje kolejne wiekopomne dzieło, które z kolei wynosi pod niebiosa też czerwono sztandarowy Henryk Mażul, przy okazji poeta i niezmiennie zmieniający się redaktor kolejno wszystkich pism, które ukazały się w języku polskim na Litwie również po ogłoszeniu Niepodległości.

W tym też piśmie czerwono sztandarowy Wojciech Piotrowicz w towarzystwie ww. H. Mażula ocenia wyniki konkursu dla dzieci i ustala odznaczenia, zachęcając  młodzież do czytania  bredni w jednym z portali elektronicznych.

Z kolei wieloletnia współpracowniczka tego towarzystwa  Aleksandra Akińczo, występująca w roli łączniczki między „Magazynem” i Radiem znad Wilii, donosi co słychać na bieżąco.

W roli kwiatka do kożucha w tym piśmie widzimy wstydliwą publikację „O wstydzie” pióra czerwono sztandarowego Jana Ciechanowicza, autora niezrealizowanej idei Polskiej Republiki Sowieckiej w składzie Związku Sowieckiego, który jak widać jeszcze nie wie, że kłamstwa, dwulicowości, oszukaństwa, okradania ludzi, fałszywego opiekuństwa również trzeba się wstydzić i wskazywać palcem na tych, którzy to w blasku dnia czynią.

Jedyną nie czerwono sztandarową postacią wszechstronnie sfotografowaną w powyższym numerze pisma jest ks. Tadeusz Rydzyk, który omodlił, skropił wodą święconą M. Mackeviča i V. Tomaševskiego, błogosławiąc ich z ww. towarzystwem i zgromadzonych na kontynuowanie dotychczasowej działalności, aby prężnym krokiem w zwartym szyku podążali do przodu, bo właśnie od nich bardzo często uczy się wiary i gorącego umiłowania Boga.

Jeżeli więc nawet tak wpływowy ksiądz katolicki z sąsiedniej Polski, przybywa do Wilna, aby uczyć się wiary i gorącego umiłowania Boga u wychowanego w Moskwie byłego znanego ateisty i sekretarza komitetu partyjnego „Czerwonego Sztandaru“, i wynosi go pod niebiosa – to cóż może wobec  tego czerwono sztandarowego towarzystwa, jego umiejętnego przepoczwarzania się i demagogii, niewyrobiona ludność tubylcza z dziećmi włącznie?!

I aby czasem nikt nie miał nadziei na zmiany, więc wybiegając myślami w przyszłość, dożywotny prezes Mackevič, wyraził przekonanie, iż nie ma takich wiatrów (nawet tych w oczy) i sił, które potrafią ich mocne zakorzenienie i trwanie zlikwidować.

Zreszta, wtórując ks. Rydzykowi, gość ze Szwecji T. Piłat, równie mocno podkreślił, iż Mackevič i jego towarzystwo są przykładem dla wielu organizacji polskich i polonijnych na terenie całej Europy, a może i na świecie.

Tym niemniej za szczyt bałwochwalstwa należy widocznie uznać wystąpienie niejakiego dr. Bogusława Rogalskiego, badającego relacje polsko-litewskie ze szczególnym uwzględnieniem dyskryminacji polskiej mniejszości narodowej na Litwie (w kilku słowach aż dwa błędy merytoryczne), który na ręce Mackeviča, złożył ikonę Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej, z poczuciem, iż umieścił ją w ołtarzu głównym świątyni.

Chociaż jeszcze zupełnie niedawno mówiło się  i się pisało o Mackieviču, jak o osobniku, który podrabia rachunki i kradnie polskie pieniądze, a dlatego ambasador Polski w Wilnie próbowała go nawet  wezwać na dywanik.

Co prawda pozdrowienia i panegiryki, nadesłane na ręce Mackieviča przez samego (!) naczelnika państwa Jarosława Kaczyńskiego, którego  rodowód zahacza również o okrągły stół w domu wypoczynkowym w Magdalence, raczej świadczą, iż sprawę kradzieży pokaźnych sum puszczono w niepamięć i umorzono, a bojowe szpady przetopiono na smalec, o czym zresztą świadczy obecność na spotkaniu Irminy Szmalec, reprezentującej ambasadę RP w Wilnie.

Za ewidentny, rzucający się w oczy błąd w organizacji spotkania, wynikający widocznie z winy M. Mackieviča i E. Truseviča, jest marginalizowanie obecności kobiet. Udzielenie głosu zaledwie dwóm szwagierkom – Edycie Tomašiūnaitė i Ricie Tomašunienė, z których jedna zazwyczaj kuje, a druga złoci, ale raczej nie dla Mackeviča, a dla J. Narkeviča i V. Tomaševskiego, możliwie nie w pełni odzwierciedla ducha spotkania wielkiej wspólnoty „samych swoich“.

Jednak, jak nam się zdaje, przyjrzenie się tylko jednemu numerowi „MW“ w zupełności wystarcza, aby pojąć, że powyższa wspólnota „samych swoich“ jeszcze długo będzie stała na przeszkodzie w drodze do osobistej i współ obywatelskiej wolności polskojęzycznych Litwinów, którą można budować jedynie na fundamentach prawdy, sprawiedliwości i miłości. A sącząc jad niezgody, zakłamania, budując podziały i sztuczne konflikty nie da się wychować godnych imienia Człowieka ludzi. A jedynie im podobnych.

***

Z kolei „Kurier Wileński”, który przed laty z własnej niewymuszonej woli uznał siebie za spadkobiercę „Czerwonego Sztandaru”, jego dorobku i ducha za lata 1953 – 1990, w charakterystycznym dla niego stylu już teraz zachęca nie w pełni, ale bądź co bądź, obywateli Litwy, do udziału w majowym prowokacyjnym pochodzie pod sztandarami Polski przez centrum stolicy Litwy Wilna, w przeddzień wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Prowokacyjne wymuszane marsze, odbywające się w lata wyborów, pod kierownictwem i z udziałem działaczy Akcji Wyborczej oraz ambasadorów Polski, dobrze służą budowaniu atmosfery podejrzeń i braku zaufania wobec wszystkich polskojęzycznych Litwinów. Daje to pewny nieuczciwie zarobiony polityczny kapitał wyborczy dla bonsów Akcji, przynosząc poczucie wstydu, winy i niepewności dla jego szeregowych uczestników, zmuszając ich do jednoczenia się wokół, dbających jedynie o potrzeby własne, prowodyrów.

Każdy bowiem, nawet  uzależniony i zmuszony do udziału w prowokacyjnym marszu, doskonale rozumie, iż chodzi tu o złośliwe urąganie się Litwinom i przypominanie im pod sztandarami Polski i z udziałem jej ambasadora okresu międzywojennej okupacji Wilna. I tylko stały ogłupiający harmider informacyjny i stadne myślenie nie pozwala zaganianym do udziału uczestnikom uświadomić sobie, iż nie pochodzą z Polski, nigdy nie mieszkali na jej terytorium, nigdy nie byli jej obywatelami i  dlatego nie należą do tamtego narodu. A dlatego Polska ze swoimi sztandarami, o ile chce, może obnosić się na terytorium własnym, a nie w stolicy naszego państwa.

Szczególnie obrzydliwie to wygląda, gdy do udziału w tego rodzaju prowokacjach wciągane są dzieci w wieku szkolnym, aby budować niechęć wobec swojej Ojczyzny i swego Narodu od lat najmłodszych.

Publikacja w „KW” przy okazji wyświetla mechanizm anty prawnych machinacji przy organizacji takich prowokacyjnych pochodów, gdzie formalnie muzykę zamawia, inicjuje, organizuje i opłaca ZPL rejonu wileńskiego na czele z V. Tomaševskim, bo na takie szou przedwyborcze partie mają zakaz.  Zresztą te i podobne anty prawne manipulacje tej najbardziej uczciwej partii trwają od chwili jej powołania i nie jest  widocznie dziełem przypadku, iż znalazła się ona rękach osobnika, którego ojciec znajduje się na liście domniemanych współpracowników KGB (patrz. „Respublika” nr 9 (197) za 2018 r. str. 15).

Pozostała część tego numeru, wypełnia relacja o wręczaniu orderów, medali i krzyży  zasługi, hojnie rozdawanych przez reprezentanta urzędu prezydenta Polski dla litewskich działaczy kultury i kilku polskojęzycznych Litwinów, w tym redaktorowi „Kuriera Wileńskiego” (Czerwonego Sztandaru) za zasługi wobec Polski.

Zniewolenie narodów sąsiednich poprzez przekupywanie inteligencji jest sposobem dawno znanym. A dlatego przyjmujacy takie nagrody powinni się głęboko zastanowiać czy wynikające stąd zobowiazania wobec sąsiedniej Polski nie będą sprzeczne z obowiązkiem obywatelskim wobec swego kraju.

Inna rzecz, że opublikowana długa lista orderonosców raczej nie najlepiej świadczy o głębi razwiedki Instytutu Kultury Polskiej, bo w opinii rasowej inteligencji litewskiej są to w większości osoby, którym jest obcy wyższy polot myśli, a dlatego biorą zawsze i niezależnie z czyich rąk.

Kolejny znaleziony w księgarni numer pisma - to kolejna obszerna relacja o nagrodzie  „Kuriera Wileńskiego” dla już wzmiankowanej Edyty Tomašiūnaitė poprzez uznanie jej za Polaka Roku 2018.

Niestety, nawet słabo czytelne zdjęcia, a także imię i nazwisko laureatki pozwalają wątpić, iż jest to osoba płci męskiej, a dlatego Polakiem raczej nie jest. Tym bardziej, iż od dawna jest wiadomo, że od politykowania i politykierstwa płeć się nie zmienia, a jedynie cechy charakteru, co prawda na minus.

A czy jest  ona Polką – na to też nie ma żadnych dowodów, bo nie ma w jej życiorysie nawet najmniejszej wzmianki, iż pochodzi z Polski. Nie mogła też w przeddzień otrzymania tego bardzo ważnego dla niej odznaczenia stać się Polką, bowiem nie ma w naszym kraju mechanizmu prawnego, ustalającego tryb zmiany narodowości. A dlatego państwowy rejestr mieszkańców Litwy kieruje się raczej narodowością rodziców, ustaloną w odległym okresie sowieckim, wpisując widocznie również E.Tomašiūnaitė do tej czy innej grupy narodowościowej. Do której  – tego też nikt nie wie.

Jedno jest raczej pewne, że ta wyjątkowo ważna nagroda „Kuriera Wileńskiego”, widocznie ceniona nie tylko w czerwono sztandarowym zbiorowiska, a może i na świecie, możliwe w roku przyszłym trafi do tej samej rodziny, bowiem V. Tomaševski, wzorem swego stryjecznego szwagra, również widocznie zechce przeforsować swoją podopieczną Ritę Tomašunienė, powszechnie znaną ze swoich walorów moralnych, która dlatego właśnie w obecnym Sejmie ustala normy etyki i moralności dla całego Sejmu i całego kraju. I nie jest aż tak ważne, czy będzie ona uznana za Polaka czy Polkę. Ważne są jej niezwykle wysokie walory moralne, ze szczególnym akcentem na wartości rodzinne i wierność małżeńską, jak i przystoi aktywistce partii rodzin chrześcijańskich.

***

Kolejne pismo z tej czerwono – burej kupy makulatury – to "Tygodnik  Wileńszczyzny", wywodzący się z sowiecko – komunistycznego pisma "Drużba – Draugyste – Przyjaźń", nie mniej rozmodlony i katolicki, niż „Magazyn Wileński” widocznie z tego powodu, iż również w tym piśmie widzimy czołowego ideologa „Czerwonego Sztandaru” w osobie wzmiankowanej Krystyny Adamowicz.

Miłym zaskoczeniem w tym piśmie była dla nas kolorowa informacja o działalności bliżej nieznanej instytucji pt. instytutu myśli polskiej w Wilnie z V. Tomaševskim w roli prelegenta, który możliwie tradycyjnie występował w towarzystwie J. Narkeviča czy R. Tomašunienė. Możemy się tylko domyślać głębi ich myśli, sięgającej widocznie tam, gdzie wzrok nie sięga.

Pamiętając o znanych Listach do hrabiego, przepraszamy  słuchaczy tych wykładów i Czytelników powyższej informacji, jeżeli któryś z nich w trakcie słuchania czy czytania zwymiotował.

Zresztą tzw. instytut myśli polskiej w Wilnie jest najwyraźniej odpowiednikiem polskiego klubu dyskusyjnego, założycielami którego jest również czerwono sztandarowy Z. Balcevič, a także osoby z listy podejrzanych o współpracę z KGB i wnuki NKGBistów.

Wspólnym mianownikiem  tego rzekomo różnorodnego towarzystwa w postaci pism, klubów, instytutu, organizacji, partii czy Radia znad Wilii są nie tylko ewidentne cienie przeszłości, ale też  ich (możliwie właśnie dlatego) utrzymywanie na garnuszku poprzez Senat RP pod kontrolą ambasady RP w Wilnie. Stąd ich udawane różnice i spory, protesty i prowokacyjne marsze mogą się odbywać i się odbywają jedynie za pozwoleniem i na wskazanie, i tylko po to, aby razwiedka mogła głębiej spenentrować litewskie tereny i lepiej poznać tubylczą ludność.

Kończymy przegląd tej szaro – burej makulatury miłym akcentem, dostrzegając przedwyborczą reklamę członkini widocznie tej samej rodziny – Rasy Tomašiunienė, której towarzyszą dwa cienie przeszłości – Z. Palevič i Z. Jedinskij.

Warto by się zagłębić, kto jest jej opiekunem tej osóbki, bo jej błyskawiczna kariera w AWPL świadczy, iż bez tego raczej obejść się nie mogła. Będzie to też widocznie jeszcze jedna z kandydatek do tytuły Polaka – Polki kolejnych lat.

O tym, że AWPL i jej nowa gwiazda Rasa Tomašiunienė idzie na wybory w koalicji z promoskiewskim Aljasnem Rosjan, przypominać  raczej nie warto, bo to się ciągnie niezmiennie od wielu lat, kiedy to doradcą V. Tomaševskiego był zawodowy major KGB niejaki Bałakin, który to widoczne jeszcze wtedy w ramach akcji „Вместе мы сила” przekazał ustalony dla AWPL kierunek działania na odległą perspektywę.

***

I dygresja osobista. Jesteśmy w pewnym stopniu wdzięczni wszystkim tym czerwono sztandarowym cieniom, osobom z listy podejrzanych o współpracę z KGB, kurierom, radiu, tygodnikom i magazynom, osobnikom z obecnych klubów i instytutów, że prężnym krokiem w zwartym szyku podążali przed laty wspólnym rot frontem przeciwko nam, wspólnie upowszechniali paszkwile i pomówienia, przedstawiając nas w jak najgorszym świetle.

To nas hartowało, pozwoliło pojąć i ocenić z kim tak naprawdę mamy do czynienia, co się wokół nas dzieje, w jak trudnej sytuacji jest nasza Ojczyzna Litwa, a polskojęzyczna ludność  w szczególności.

To dlatego ku naszej radości, wynikającej z wolności osobistej, od lat i dzisiaj jesteśmy poza tym zbiorowiskiem.  Nie musimy więc, zgodnie z rozdzielnikiem, chodzić na wykłady i biesiady do instytutów i klubów myśli polskiejj, gdzie z obrzydzeniem musielibyśmy wysłuchiwać zdemoralizowanych i skorumpowanych do szpiku kości osobników. Nie musimy tego ani oglądać,  ani też czytać, aby się nie zabić, jak to pisał Tadeusz Konwicki, przy tych lekturach.

Ryšard Maceikianec