…Zróżnicowany narodowościowo kraj nasz stanowi część Litwy hi­storycznej - i nas - ludzi mego pokolenia - wychowywano jako Li­twinów, oczywiście w tym znaczeniu, w jakim był Litwinem Mickie­wicz, gdy wołał: „Litwo, ojczyzno moja”. Marian Zdziechowski. Idea polska na kresach, 1923

Replika. Postkomunistyczna propaganda i alkoholizowanie Narodu Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Środa, 06 maja 2015

Poznacie ich po ich owocach. Ewangelia wg św. Mateusza.

Ostatnio z inicjatywy prezydent D. Grybauskaitė było niezwykle głośno o szkodliwym wpływie na umysły naszego społeczeństwa postkomunistycznej  propagandy, nadawanej poprzez stacje telewizyjne z Rosji. Nie będziemy  oponować pani prezydent odnośnie stopnia szkodliwości komunistycznej i postkomunistycznej propagandy, bowiem jest ona niezrównanym znawcą tego tematu.

Ale  ponieważ rosyjskich programów nie oglądamy, więc nie jest nam w związku z tym ani ciepło ani zimno. Zresztą spotykamy dziś coraz więcej osób, które telewizorów nie mają  i nie oglądają również żadnych krajowych programów w celu zachowania jasności umysłu i niezależności myślenia.

Natomiast nasze nienaukowe i niesystematyczne obserwacje jednoznacznie wykazują, iż najczęściej ideologicznej propagandzie ze Wschodu ulegając osoby nadużywające napoi alkoholowych. I tylko w parze – alkoholizowanie społeczeństwa  i postkomunistyczna propaganda  mogą nas dosłownie wykończyć. Trzeźwemu społeczeństwu z jasną głową -  to nie grozi.

O ile nie mamy żadnego wpływu na to, co na świat będzie przekazywała Rosja, o tyle tragiczne w skutkach alkoholizowanie swego Narodu mamy obowiązek powstrzymać. Zacznijmy więc może od likwidacji warunków i przyczyn ulegania postkomunistycznej propagandzie, zamiast głośnego mówienia o bohaterskiej walce z konsekwencjami?

Nie wiem czy D. Grybauskaitė, L. Graužinienė i A. Butkevičius wiedzą o stanie spajania Narodu Litwy, ale jeżeli wierzyć  euro parlamentarzyście B. Ropė (on z kolei powołuje się na dane Światowej Organizacji Zdrowia), to w ciągu ostatnich kilku lat wysunęliśmy się na trzecie miejsce w świecie i pierwsze w Europie według ilości wypijanego alkoholu.

Wypijamy w ciągu roku 15,4 litra 100% spirytusu na głowę każdego mieszkańca kraju  powyżej 15 lat, co znaczy iż już dwukrotnie przekroczyliśmy granicę (8 litrów), za którą następują tragiczne w skutkach i nieodwracalne zwyrodnienia.

Co więcej – każdy czwarty piętnastolatek co najmniej raz w tydzień również pije. W ten sposób praktycznie zrównaliśmy się z przodującymi  w tej dziedzinie Białorusią i Rosją, skąd akurat płynie ta szkodliwa postkomunistyczna propaganda, rozliczona na alkoholizowane społeczeństwa.  A uwzględniając fale emigrantów, którzy nie rejestrują swego wyjazdu z kraju, w związku z czym statystyka również na ich „głowy“ dzieli wypity alkohol – widocznie jesteśmy na pierwszym miejscu nie tylko w Europie.

Ciekawe, że w odróżnieniu od D. Grybauskaitė, L. Graužinienė i A. Butkevičiusa, władze rosyjskie doskonale rozumieją współzależność skuteczności propagandy od stopnia alkoholizowania społeczeństwa, a dlatego stale zwiększają eksport mocnych trunków na Litwę. Zastanawiając się na tematem przy okazji oceniliśmy stan dostaw rosyjskiej wódki w jednym ze sklepów „Iki” i zdębieliśmy  – „Зеленая марка”, „Русский стандарт”, „Беленькая”,  „Спецзаказ”, „Талка”,  „Журавли”, „Пять озер” zajmują gros miejsca w dziale alkoholizowania społeczeństwa. Nie licząc wódek, produkowanych  z udziałem rosyjskiego kapitału na Łotwie i Białorusi. Znawcy tematu twierdza, iż w innych centralach handlowych sytuacja jest jeszcze bardziej jednoznaczna.

Znaleźliśmy się więc dziś w sytuacji niezwykle interesującej – Rosja stosuje embargo na dostawy naszych produktów, w tym zakąsek. Przy braku zakąsek - nadmiar wódki Rosja wysyła do naszego kraju. Tymczasem nasi przywódcy D. Grybauskaitė, L. Graužinienė i A. Butkevičius nie wiedzieć czemu embarga na dostawy rosyjskiej wódki na Litwę nie mają odwagi wprowadzić, mimo iż z ich słów bije takie męstwo i troska o dobro Narodu Litwy. Może Unia Europejska nie pozwala?

Będąc w posiadaniu wiedzy, iż jesteśmy w Europie krajem, gdzie są najgłębsze podziały społeczne (różnica miedzy minimalnym wynagrodzeniem i najwyższym wynagrodzeniem urzędnika w krajach UE wynosi 6 – 7 razy, w naszym kraju ta różnica wynosi 28,9 razy), a skala antykonstytucyjnych przywilejów dla sowieckiej i nowej nomenklatury nie ma analogów na Starym Kontynencie – rozumiemy, iż dzieje się to kosztem najsłabszych i najbardziej bezbronnych. I szczególnie kosztem tych rodzin, członkowie którzy wypijają co roku 15,4 litra 100% spirytusu i więcej - za siebie i emigrantów również.

Sytuacja, kiedy znaczna część społeczeństwa jest spajana tylko po to, aby „elity” mogłyby otrzymywać antykonstytucyjne przywileje, naszym zdaniem, jest głęboko amoralna. I wyraźnie przeczy art. 53 Konstytucji Republiki Litewskiej głoszącemu, iż (…)Valstybė rūpinasi žmonių sveikata (Państwo troszczy się o zdrowie ludzi). Bowiem jak na razie nie udało się nam znaleźć dowodów, iż spajanie Narodu jest równoznaczne trosce o jego zdrowie i przyszłość.

Będąc w temacie spajania Narodu, nie sposób nie zauważyć, iż w ciągu ostatnich tygodni historyczna stolica Litwy, Wilno, bije tragiczne rekordy w dziele reklamy alkoholi – prawie nie ma tablicy reklamowej, oszklonych przystanków, słupa czy płotu – przy placach zabaw, przy szkołach, przy kościołach, przy Sejmie i przy Rządzie – wszędzie widzimy różnorodne plakaty, reklamujące piwo, wino i drinki. Wieczorem reklamą mocnych alkoholi, w tym ruskich wódek, uderzają ekrany telewizyjne. Nie da się więc przed tym ukryć ani w dzień ani w nocy – biegnie więc co słabszy do najbliższego działu alkoholizowania się.

Jest więc dziś Wilno oplakatowane reklamą alkoholową, podobnie jak przed referendum w spawie przystąpienia do Unii Europejskiej czy przed wyborami do Europarlamentu. Co innego, że w odróżnieniu od wyborów – obywatel nie ma żadnego wyboru. Wśród morza plakatów, nawołujących do alkoholizowania się, nie ma ani jednego, który by krytycznie oceniał pijaństwo i zachęcał do zdrowego trybu życia. Reklama alkoholu wyraźnie zdominowała otwartą przestrzeń informacyjną stolicy, co pozwoliłoby z tego powodu widocznie znaleźć się Wilnu w Księdze rekordów Guinessa.  O ile władze stolicy wystąpią z takim wnioskiem.

Zastanawiamy się, co o tym myślą D. Grybauskaitė, L. Graužinienė, A. Butkevičius?  Możliwie że pomocniczki i pomocniki ich o tym nie informują, a poruszając się po mieście w samochodach z zaciemnionymi szkłami  tego po prostu nie widzą.

Wyślemy więc im powyższe rozważania i będziemy z zapartym tchem i biciem serca oczekiwali na ich odpowiedź i reakcję. Bowiem gdyśmy zwróciliśmy im uwagę na niespotykany w skali Europy zakres  antykonstytucyjnych przywilejów, podmywających fundamenty państwowości – to zaczęli je przyznawać kolejnym i kolejnym grupom.

Ale z alkoholizowaniem obywateli tego się zrobić już nie da – wszystkie możliwe do oplakatowania miejsca zostały oplakatowane reklamą alkoholu, a wszystkie półki  i magazyny mają już jakoby kilkuletnie zapasy.

Zaczekajmy więc.  Poznamy ich po owocach, o których na bieżąco będziemy informowali naszych  Czytelników.

Ryšard Maceikianec

Na zdjęciach: kilka przykładów obecnego oplakatowania Wilna.