…Złamanie Traktatu Suwalskiego i Żeligowskiada były największym błędem, który zaciążył na losach tej części Europy Wschodniej. A stworzona przez Piłsudskiego Litwa Środkowa, była niewątpliwie szopką wysoce szkodliwą. Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bubnickim. Kultura, 1954

Więźniowie Gułagu i człowieka z drugiej strony barykady. Rozważania w nawiązaniu do wręczenia A. Michnikowi Premii Wolności Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Wtorek, 13 stycznia 2015

W Wilnie w od roku 1907 do roku 1944 mieszkał, dorastał i tworzył Józef Mackiewicz (1902 – 1985) wybitny powieściopisarz, kandydat do nagrody Nobla  z roku 1975, głęboki analityk i najbardziej konsekwentny pisarz – antykomunista, jedyny Litewski Polak, który w październiku 1939 roku otwarcie powitał wkroczenie wojsk Republiki Litewskiej do Wilna.  Przewodnim lejtmotywem   Jego twórczości była myśl, iż tylko prawda jest ciekawa. Tą zasadą kierował się przez całe bez wyjątku swoje życie.

Mimo, iż w większości pisał po polsku, z pochodzenia, ukochania kraju i jego krajobrazu, przywiązania do historii i tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz treści Jego dzieł był na rzeczy samej Litwinem, polskojęzycznym pisarzem litewskim. Blisko spokrewniony z rodziną Stasysa Lozuraitisa do końca życia utrzymywał żywe kontakty.

Honorowy Obywatel Miasta Wilna, laureat Literackiej Nagrody Nobla Czesław Miłosz uważał Józefa Mackiewicza za najwybitniejszego wileńskiego pisarza wszech czasów. Poniżej przytaczamy kilka zdań z licznych wypowiedzi Cz. Miłosza, zawierających ocenę  życia i dorobku Józefa Mackiewicza – Człowieka i Pisarza:

[…]Józef Mackiewicz - wybitny powieściopisarz. Mieszkał w mieście, które było dla niego nadal stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego i był tego kraju patriotą[…]

[…]Józef Mackiewicz widział groby katyńskie i napisał, co zobaczył. Przypadkiem był też świadkiem, jak odbywało się mordowanie Żydów przez Niemców w Ponarach i też zostawił rzeczowy raport. I dopóki będzie istnieć polskie piśmiennictwo, te dwa zapisy grozy dwudziestego wieku powinny być stale przypominane, po to, żeby dostarczały miary wtedy, kiedy literatura zbytnio oddala się od rzeczywistości[…]

[…]Mackiewicz był pisarzem realistą i w porównaniu z jego zaciekłością w odtwarzaniu " jak naprawdę było" inne odmiany realizmu ukazują swoją bladość albo fałsz[…]

[…]Powieści Mackiewicza skłaniają do sceptycyzmu wobec literatury, bez ustanku przyrządzanej w coraz to innym sosie, w sosie obowiązującej w danym momencie mody, ideologii, polityki i tak dalej. Mają żywą narrację, zaciekawiają tak, że "nie można się oderwać” […]

[…]Jego proza jest zwarta, oszczędna, funkcjonalna, widzi się, co opisuje, a już specjalnie krajobraz jego okolic[…]

[…]Pośród znanych mi polskich literatów nikt tak nie pisał[…]

[…]Pisał na złość. Na złość całemu światu, który czarne nazywa białym i nie ma nikogo, kto by założył veto. I właśnie w tej pasji jest sekret jego stylu[…]

Z kolei w wywiadzie pismu "Nowe Książki" (9/1991), udzielonym po śmierci wielkiego Wilnianina, dzisiejszy laureat Premii Wolności Adam Michnik w ten oto sposób ocenił dorobek  Józefa Mackiewicza  oraz jego głębokie przywiązanie do najwznioślejszych idei wolności  i  obrony ludzkości  przed komunistycznym zniewoleniem:

[...]O ile uważam, że można zrozumieć Mackiewicza, o tyle zupełnie nie pojmuję, jak można go gloryfikować. Wie Pan, czego dziś się w Polsce boję? O tym już mówiłem: boję się tego schamiałego barbarzyństwa. I kiedy kilka lat temu okazało się, że Józef Mackiewicz jest najbardziej poczytnym pisarzem, to pomyślałem, że ci, którzy go gloryfikują, którzy intelektualizują jego tępy zoologiczny antykomunizm, biorą na siebie jakąś odpowiedzialność za to barbarzyńskie schamienie, które teraz nadchodzi[...]

I nigdy tego  wypadu nienawiści i pogardy wobec Józefa Mackiewicza nie odwołał, mimo iż wpływ jego twórczości, głębokich analiz i ocen na proces de sowietyzacji  świadomości intelektualnych elit w tej części Europy jest, naszym zdaniem, porównywalny do wpływu papieża Jana Pawła II.

Natomiast wpływ A. Michnika – który fetował spotkania z liderami komunistycznych centrów i jedynie chciał zreformować komunizm oraz nadać jemu polską twarz czy nawet, sądząc ze słów jego najbliższego przyjaciela Jacka Kuronia (Jako naród możemy świadomie zrezygnować z części swej suwerenności […] bezpośrednio na rzecz ościennego mocarstwa […] interesów Związku Sowieckiego), zrzec się niepodległości na rzecz sowieckiego okupanta – żaden.

W tej sytuacji Józef Mackiewicz miał wszelkie podstawy uważać A. Michnika za szczególnie niebezpiecznego działacza z drugiej strony barykady, utożsamiającego się z systemem komunistycznego zniewalania:
[…] Aleksander Wat w swej książce Mój wiek daje taką definicje komunizmu: „Pierwsza kategoria, w której mnie komunizm odpycha, to kategoria brzydoty... jakiegoś szmatławienia charakterów,  miast,  rzeczy,  globalna korupcja słów".
Słusznie.  Ale  dodałbym  z własnego  doświadczenia:  bezgraniczna nuda. Jako życie niewarte życia. Przy tym swojski, „własny" komunizm, przez to samo, że jako koszula jest bliższy ciału, wydaje mi się gorszy od obcych. Powiem nie obwijając w bawełnę: Adam Michnik i... towarzysze — że pozwolę sobie na ten skrót, aby nie wymieniać wszystkich świętych dzisiejszej prasy emigracyjnej — są mi ludźmi z drugiej strony barykady. Ja jestem przeciwko każdemu komunizmowi. Oni go popierają w takich postawach jak: „antyrosyjski", „europejski", w plastiku „praw człowieka i obywatela"
[…] ( Józef Mackiewicz. Dzieła t. 11. Droga Pani…., Londyn 1998.)

***
Każdy ma prawo do posiadania własnych poglądów i głoszenia własnych ocen. A. Michnik - również. Ale kiedy w ćwierć wieku po obaleniu komunizmu w imieniu Republiki Litewskiej w stolicy kraju w Wilnie Czesława Miłosza i Józefa Mackiewicza wręcza się Premię Wolności naprawiaczowi komunizmu, lewicowemu liberałowi i wojującemu ateiście, który nie przebierając w słowach potępiał tych, którzy konsekwentnie komunizm zwalczali – zastanawia, czy drogą wielkiego moralnego ześlizgu, używając słów Michnika, politycy kraju nie zeszli czasem do poziomu schamiałego barbarzyństwa?

Szczególnie zastanawia niezwykle szybka zmiana moralnych kryteriów wśród tych, którzy, działając pod kierunkiem prawicowej konserwatywnej chrześcijanki, zupełnie niedawno proponowali do Premii Wolności rzeczywistych jej obrońców, więźniów Gułagu, terroryzowanych przez sowieckie struktury okupacji i represji Sergeja Kovaliova, Antanasa Terleckasa i biskupa Sigitasa Tamkevičiusa.

I czy czasem nie z braku godności własnej i szacunku do swego Narodu w kraju, którego setki tysięcy obywateli zginęli w walce z okupantem bądź spędzili długie lata w obozach Gułagu, nie znalazło się godnej Premii Wolności osoby?

Zresztą szczególne aktywne zaangażowanie się I. Degutienė i G. Kirkilasa w dziele przyznania premii dla A. Michnika w pewnym sensie sprawę wyjaśnia.

Michnik możliwie rzeczywiście w roku 1991 poparł Niepodległość Litwy. Ale na pewno nie w roku 1990. Pewne natomiast jest, iż aktywnie publicznie udzielał się obronie Leona Jankeleviča, sekretarza KC komunistycznej partii Litwy na tzw.  moskiewskiej platformie. Natomiast  w ostatnich latach jego „Gazeta Wyborcza” była jedną z tub informacyjnych tomaševskiej propagandy, skierowanej na tworzenie sztucznych podziałów na tle narodowościowym na Litwie  oraz pogarszanie stosunków między Litwą i Polską.

Zresztą nawet dziś w czasie wręczania premii A. Michnik  podkreślił, iż Polska, jako kraj dziesięciokrotnie większy od Litwy, będzie nadal zabiegała o zapewnienie pełni praw obywatelskich (?!) dla polskojęzycznych Litwinów, i w brew ich wyraźnej woli, o zmianę im nazwisk oraz o polskie nazwy dla litewskich miejscowości - zapewniając tym samym permanentność nieporozumień.  Z redakcji "Gazety Wyborczej" w Warszawie widocznie lepiej widać, czego potrzebują obywatele Litwy – Litewscy Polacy.

***
Józef Mackiewicz po ucieczce z Litwy przed sowieckim "wyzwoleniem" mieszkach i pisał w Niemczech, doznając również tam moralnego prześladowania i życia w głębokiej nędzy, szczególnie w okresie bratania się Zachodu ze Związkiem Sowieckim. Ale nigdy, nawet przymierając za to z głodu, swoich przekonań nie zmienił. Jego prochy spoczęły na cmentarzu przy kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie. Na urnie z prochami zgodnie z jego ostatnią wolą wyryto, iż prochy mogą być przeniesione jedynie do Wilna na cmentarz na Rossie. Tam, gdzie spoczywają jego rodzice.

Nie wiemy - czy gdyby jeszcze żył, nie dokonałby czasem dziś, po wręczeniu w Wilnie A. Michnikowi Premii Wolności, zmian w swoim testamencie?

Ryšard Maceikianec

Na zdjęciu: dziś w Sejmie z prawa na lewo G. Kirkilas, A. Michnik, tłumacz.

***

Józef Mackiewicz . Niektóre wyjątki, dotyczące Adama Michnika.

(...) Charakterystyczne jest, że od tego czasu minęło dziesiątki lat i tak samo jak wtedy „nowy emigrant Hłasko", tak dziś tzw. „dysydenci" z wielu krajów komunistycznych, zwłaszcza ze Związku Sowieckiego i Polski Ludowej, różni „krytycy reżymu", „obrońcy praw człowieka", „opozycjoniści" różnej mości etc. identycznie protestują przeciwko przezywaniu ich „antykomunistami"!... Zarówno wśród znajdujących się na Zachodzie, jak pozostających w kraju. O bardzo dużej rozpiętości intelektualnej. Czy to będzie akademik Sacharow, czy taki przywódca „opozycji robotniczej" Jak Wałęsa w Polsce; Sołżenicyn W USA, czy Kuroń i Michnik  z „Solidarności” warszawskiej — będą uważali za „oszczerstwo" i „denuncjację" przezywanie ich mianem „antykomunisty"... (Zwycięstwo prowokacji,  Londyn 1997, str 18. Uzupełnienie 27.6.1981).

***

„Opozycja" na obraz i podobieństwo...
(...)Podobnie jak z obroną „praw człowieka" — choć nie musi być identycznie — ma się rzecz z tak zwaną „opozycją" w krajach Bloku Komunistycznego, legalną, półlegalną, czy zgoła manipulowaną. Nie jest wyrazem wrogości wobec komunizmu jako takiego. Jest raczej jego akceptacją. Nie dąży bowiem do jego obalenia, lecz do poprawienia, udoskonalenia. Poprawia się rzecz wartą utrzymania; a nie godną wyrzucenia na śmietnik.

Jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, „opozycja" przybrała prawie we wszystkich krajach Bloku Sowieckiego obraz i podobieństwo tych form, jakie obserwujemy w „dysydentyzmie" sowieckim. W Czechach, w Niemczech Wschodnich, na Węgrzech etc. W PRL nazywa się „ruchem praw człowieka i obywatela". Do tego dochodzą pomniejsze deklaratywnie organizacje, których tu wymieniać nie będziemy, a m. in. „Komitet Obrony Robotników" (KOR), o którym bardzo głośno.

Głośne są też nazwiska. Reprezentacyjną rolę „polskiego Sacharowa" objął partyjny komunista, prof. Edward Lipiński, członek PAN. W Polsce Ludowej zrobił dużą karierę jako ekonomista. Był on przed i podczas wojny członkiem PPS. W r. 1948, wraz z grupą odszczepieńców, przeszedł do komunistycznej PZPR. Odznaczony orderem „Sztandaru Pracy" I klasy. W r. 1973 nagrodą komunistycznego „Towarzystwa Ekonomicznego" za pracę Marks i zagadnienia współczesności. Podobno kilka miesięcy temu skreślony został z listy członków PZPR, jak podała prasa emigracyjna w tonie współczującym z krzywdą jakiej doznał „nestor polskiej ekonomii". Dodając, że prof. Lipiński jest jednym z tych, którzy nadal uważają się za komunistów, a przestrzegał jedynie przed fałszywą polityką partii, która mogłaby doprowadzić do tragedii, tzn. prób gwałtownego przewrotu w kraju.

Dalej do tego „ruchu" należą liczni działacze i pisarze PRL, jak Kuroń, Modzelewski, Jerzy Andrzejewski, Konwicki, Kazimierz Brandys, Kijowski, Jacek Bocheński, Woroszylski i wielu innych, znanych z pióra, czynności i zasług, dekorowanych w Polsce komunistycznej. Na pierwszy plan wysunęli się wszelako Adam Michnik i „komunista z komunistów" w przeszłości Jacek Kuroń. Kuroń formował ongiś „Czerwone Harcerstwo", „walterowiec" („...Komunista to człowiek, który walczy o sprawiedliwość społeczną"). Obecnie przywódcy faktyczni, jak sami podkreślają, „legalnej opozycji". Na Zachodzie sztandar „ruchu" ujął w swe ręce Leszek Kołakowski,  b. propagator ateizmu w Polsce (współpracownik organu „Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli", Argumenty), profesor Uniwersytetu Warszawskiego. W r. 1968 Kołakowski wystąpił też z krytyką błędów partyjnych. I w rezultacie — jak podaje to samo źródło emigracyjne: „...I jego, najwybitniejszego autora marksistowskiego w kraju, ukarano za to wyrzuceniem z partii"! Dołączył też marksista Włodzimierz Brus oraz masa sympatyków.

Słusznie wskazuje się z kół narodowych na emigracji („endeków"), iż zespół tej opozycji składa się z wybitnych ekskomunistów, marksistów, neomarksistów, lewicowców różnych odcieni, radykałów, ideowych socjalistów, słowem ludzi jednoznacznie przynależnych do tzw. „formacji marksistowskiej". Natomiast błędnie zarzuca się im w tych kołach emigracyjnych, iż dążą rzekomo do jakowegoś wybuchu, czy zgoła przewrotu drogą przemocy. Jak zobaczymy dalej: wręcz przeciwnie. Na każdym kroku podkreślają swą legalność i lojalność. (Ażeby nie plątać różnych pojęć, należałoby tu uczynić wstawkę rozgraniczającą. Jest dużo b. komunistów, którzy znienawidziwszy fałsz samego ustroju, przeszli do obozu antykomunistów. I ci na Zachodzie się nie liczą. Natomiast teraz jest dużo b. komunistów, którzy przeszli do obozu „dysydentów", zgłaszając poprawki jedynie wobec niektórych metod ustroju. I ci robią karierę.)

Jak już wspomniano wyżej, zewnętrzne formy „opozycji" w PRL pokrywają się niemal zupełnie z wystąpieniami „dysydentów" sowieckich i innych krajów Bloku. Przede wszystkim więc podkreślenie zasadniczej postawy: żadnego przewrotu drogą przemocy.

Adam Michnik na zebraniu polskiej emigracji w Sztokholmie 5 marca 1977 przeciął wszelką na ten te¬mat wątpliwość: „W Polsce nie ma sytuacji rewolucyjnej. Sytuacja rewolucyjna byłaby dla Polski katastrofą... Opozycja działa w sposób jawny i legalny. Jedynym celem łączącym, podkreślam to, jest obrona praw człowieka". To samo podkreślają wszyscy, dosłownie, członkowie „ruchu". Czasem z pewnym urozmaiceniem programu. Tak np. spiker tzw. „kół katolickich", wojażujący często po Europie i Ameryce, Stefan Kisielewski, gorąco zaleca wzór „finlandyzacji" Polski wewnątrz Bloku Sowieckiego, jako idealne rozwiązanie dla naszego kraju. Popiera go w tym komunista Kuroń w swoim programie „Trzeciej Polski". Pisze on:
„Jako naród możemy świadomie zrezygnować z części swej suwerenności na rzecz władzy państwowej, lub też, w porozumieniu z  tą władzą, bezpośrednio na rzecz ościennego mocarstwa. Celem w tym względzie byłby status Finlandii... ograniczonej w polityce zagranicznej i wewnętrznej o tyle, o ile dotyczy to... interesów Związku Sowieckiego".

Poza tym szczegóły towarzyszące znane nam już są i przejawów innych ruchów „dysydenckich". A więc legalne wyjazdy za granicę, konferencje polityczne, wizyty składane przywódcom zachodnich partii komunistycznych. Udzielanie wywiadów prasowych, nawet telefonicznych z kraju (a la Sacharow), zwoływanie konferencji korespondentów zagranicznych rezydujących w PRL. Wydawanie samizdatu w kraju i odpowiedników za granicą, etc. etc. Wszystko przeplatane aresztowaniami - zwolnieniami i ogromną reklamą (…).( Droga Pani...Londyn 1998.  Na drodze wielkiego ześlizgu (II), str 315 – 316 – 317).

***

(...)W marcu 1977 Leszek Kołakowski i Adam Michnik w towarzystwie  prokomunisty niemieckiego H. Bolla urządzają zebranie  w Kolonii. Jeszcze raz pada uroczyste zapewnienie: „Żadna grupa opozycyjna w PRL nie planuje obalenia obecnych władz". Artykuł Ramatowskiego w Życiu Warszawy”, który oskarżył opozycjonistów polskich, że prowadzą antykomunistyczną krucjatę, napiętnowany został jako fałsz i nazwany „kalumnią”!

Wnet Kołakowski i Michnik wojażują dalej. Przyjmowani  serdecznie przez komunistów włoskich („fetowani" — pisze w „Kulturze” paryskiej Brukselczyk). Zresztą na równi z sowieckim dysydentem-komunistą Pluszczem. W obronie „opozycji” polskiej występuje L. Lama, sekretarz gen. CGIL, największej  prokomunistycznej centrali związków zawodowych i członek KC partii komunistycznej, który wysyła telegram do przewodniczącego Rady Państwa PRL. Kuroń z Warszawy apeluje w liście do przywódcy Partito Communista, Berlinguera, który mu przyjaźnie odpowiada. W tym czasie w komunistycznej włoskiej Paese Sera czytamy:
„…Profesor Kołakowski i Adam Michnik podkreślili, że obrońcy paw człowieka ze wszystkich krajów Europy Wschodniej występują — po raz pierwszy — solidarnie, a partie komunistyczne Zachodu, dzięki eurokomunizmowi, popierają walkę o poszanowanie praw ludzkich  w krajach demokracji ludowej".

Następnie Kołakowski i Michnik pojechali do Paryża, gdzie tamtejsi komuniści i socjaliści zorganizowali dla nich wielką konferencję prasową z udziałem stu dziennikarzy francuskich. W trakcie spotkania połączono się telefonicznie z Jackiem Kuroniem w Warszawie, który odpowiadał na pytana przedstawicieli prasy (…)(DP, str. 321).

***

Aleksander Wat w swej książce Mój wiek daje taką definicje komunizmu: „Pierwsza kategoria, w której mnie komunizm odpycha, to kategoria brzydoty... jakiegoś szmatławienia charakterów,  miast,  rzeczy,  globalna korupcja słów".

Słusznie.  Ale  dodałbym  z własnego  doświadczenia:  bez¬graniczna nuda. Jako życie niewarte życia. Przy tym swojski, „własny" komunizm, przez to samo, że jako koszula jest bliższy ciału, wydaje mi się gorszy od obcych. Powiem nie obwijając w bawełnę: Adam Michnik i... towarzysze — że pozwolę sobie na ten skrót, aby nie wymieniać wszystkich świętych dzisiejszej prasy emigracyjnej — są mi ludźmi z drugiej strony barykady. Ja jestem przeciwko każdemu komunizmowi. Oni go popierają w takich postawach jak: „antyrosyjski", „europejski", w plastiku „praw człowieka i obywatela"(…).( DP,  str 323).