…Komuniści, jeszcze z doświadczenia wojny domowej wiedzą, że niczym tak się nie przyciąga i nie wiąże ze sobą nacjonalizmu, jak popieraniem jego nienawiści do innego narodu. Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji, 1962

Droga donikąd Drukuj
Autor: Ryszard Maciejkianiec   
Sobota, 25 września 2010
Tak nazwał swoją książkę Józef Mackiewicz, jeden z najbardziej wybitnych pisarzy XX wieku – Wilnianin, obywatel WKL, antykomunista, kandydat do nagrody Nobla. „Drogą donikąd” autor przedstawił narzucony Litwie w roku 1940 system sowiecki. W „Drodze donikąd” spotykamy kłamstwo, przeciwstawianie ludzi, pustą sowiecką propagandę, zastraszanie, zagrożenie życia i zwykły ludzki strach oraz dostosowywanie się.

Nie bacząc na to, że od tego czasu upłynęło wiele lat, a Litwa należy już do Unii Europejskiej, wciąż odnajdujemy istniejące i tworzymy nowe drogi oraz ścieżki, prowadzące donikąd. W tej „twórczości” wcale nie ostatnią pozycję zajmuje prasa.

Ostatnio w litewskiej prasie często ukazują się publikacji, próbujące naświetlić sytuację w rejonach wileńskim i solecznickim („Vilnija virsta rezervatu“ (Wileńszczyzna staje się rezerwatem), „Veidas” 2007.05.10 d.; „Vilniaus rajone-lenkų valdžios siautėjimas“ (W rejonie wileńskim – nadużycia polskiej władzy) „Laisvas laikraštis” 2007.11.16 d.; „Už Vilniaus – kitas pasaulis“ (Za Wilnem – inny świat), „Vilniaus diena” 2007.11.24 d. Nie bacząc na różne ukierunkowanie pism, publikacje z ich łam łączy stereotypowy pogląd i chęć różnego traktowania Litwinów i Polaków, a Akcja Wyborcza jest przedstawiana jako jedyna organizacja reprezentująca wszystkich Polaków na Litwie.

Litwini mają tylko tyle, a Polacy więcej, Polacy mają lepsze szkoły, Polakom łatwiej jest zmienić przeznaczenie ziemi itd., itp. Tego rodzaju publikacje naprawdę są potrzebne wyłącznie działaczom Akcji, którzy ich oczekują jak wody, jak powietrza, żeby zdezorientowanej i niedoinformowanej ludności po raz kolejny z radością pokazać jak są „prześladowani” przez Litwinów „za poświęcanie się sprawom Polaków”, czego dowodem są rzekomo takie publikacje. Jest to faktycznie wiatr na żagle Akcji Wyborczej, które jak dotychczas są napędzane kłamliwymi hasłami i wyrafinowaną propagandą, a nie pracą dla dobra regionu. W wymienionych i innych publikacjach dosłownie brakuje obywatelskiej postawy i poglądu, iż Litwini i Polacy są obywatelami tego samego państwa, i że złodziei, skorumpowanych działaczy trzeba pokazywać jako takowych, nie akcentując specjalnie ich narodowości.

Czas najwyższy uświadomić sobie powagę i sedno problemu – poprzez takie metody rządzenia Akcji Wyborczej (a ściślej grupki osób, uprawiającej wewnętrzną okupację polskiego społeczeństwa) cierpią obywatele Litwy, którzy żyją w gorszych warunkach, w atmosferze łamania praw człowieka i obywatela, śledzenia i prześladowania, i że ten system najwyraźniej poszerza swój zasięg i zapuszcza coraz głębsze korzenie. A w warunkach ograniczenia swobody działania i śledzenia nie może się rozwijać ani gospodarka, ani kultūra, ani oświata. Swoboda działania, możliwość wyrażania własnego zdania i opinii ma większe znaczenie w wychowaniu obywatelskich postaw, dla rozwoju kultury i oświaty, niż posiadanie w szkole lepszej ławki, tablicy czy innych zachęcających podarunków.

Warto też zaznaczyć, że „człowymi bojownikami“ o polskie szkoły na Litwie dziś są ci, którzy ani sami, ani ich dzieci nie uczyły się w szkołach z polskim językiem nauczania i wątpliwie czy umieją czytać i pisać w tym języku. Wszyscy oni mieszkali albo uczyli się na Białorusi i zainteresowanie oświatą z polskim językiem nauczania nosi wyraźnie podtekst polityczny (Janušauskienė – Počikovska, Sinickij, Kviatkovskij i inni). Szczególnie wyrazistym przykładem tego rodzaju działaczy jest obecna mer rejonu wileńskiego Maria Rekst, posiadająca ośmioletnie wykształcenie i ukończone kursy księgowości na Białorusi. Jej rzeczywiste oblicze i poziom kultury mogli dobrze poznać nauczyciele i uczniowie wileńskiej Szkoły Średniej im. Wł. Syrokomli, gdy ona z grupą asocjalnych elementów wiosną i latem roku 2003 codziennie przyjeżdżała ze wsi Rukojnie i stała pod drzwiami szkoły z oszczerczymi plakatami, domagając się powrotu dyrektora szkoły w szeregi Akcji Wyborczej (po tym od razu została wybrana na stanowisko mera). W wyniku, dyrektor nie wytrzymał nacisków i się zwolnił, a najlepsza w tym czasie szkoła z polskim językiem nauczanie utraciła pozycję posiadaną do wymienionych wydarzeń.

Takich przykładów jest więcej, świadczą one o rzeczywistym obliczu „wierchuszki” Akcji Wyborczej i jej „zatroskaniu” oświatą, przyszłością Ziemi Wileńskiej. Oni to realizują wewnętrzną okupację regionu metodami, których mógłby się uczyć nawet sam Łukaszenko.

Szukając prawdy i chcąc poznać rzeczywistą sytuację w rejonie wileńskim trzeba mieć na uwadze, iż to się dzieje nie w próżni, a wokół stolicy Litwy, gdzie powinny działać ustawy, gdzie jakoby działa system instytucji praworządności i kontroli państwowej, utrzymywanych za pieniądze podatnika.

Mówiąc o sytuacji w rejonie wileńskim zazwyczaj jest poruszany problem zwrotu ziemi, podkreślając przy tym, iż jakoby miejscowym Polakom proces zmiany przeznaczenia ziemi przebiega o wiele łatwiej, a mówiąc o skali przenoszonej z innych rejonów własnościowych areałów, zazwyczaj przytacza się przykład przenosin 1 ha ziemi z Onikszt do rejonu wileńskiego przez Grażynę Landsbergienė. Takie powierzchowne, stereotypowe wypowiedzi nie tylko nie odzwierciedlają rzeczywistej sytuacji i nie wskazują na faktycznych winowajców, a jedynie dają możność Akcji Wyborczej nadal nadużywać zaufania ludzi, trwonić mienie i przyszłość mieszkających tu ludzi. Jedynie poznając problem zwrotu ziemi, można dogłębnie poznać oblicze kacyków Akcji Wyborczej, ich bezgraniczną przewrotność i zachłanność, a także powołany przez nich do życia antyprawny system zarządzania.

Że ludzie starają się zamieszkać wokół stolic i centrów cywilizacji – jest to normalne i dotyczy nie tylko Wilna. Że dążąc do tego celu starają się obejść ustawy – jest to raczej charakterystyczne dla krajów postkomunistycznych. Jednak, żeby w tym zamieszaniu interesów i emocji nie ucierpiały prawa miejscowej ludności – jest miejscowa władza samorządowa. Trzeba po prostu mieć na uwadze, że odpowiednia ustawa z roku 1998 przewidziała, że wszystkie projekty, związane z reformą rolną są uzgadniane z samorządami poprzez publiczne omawianie, a od roku 2002 – parafowane podpisem kierowników samorządu. Za cały ten okres wszystkie jak jeden projekty otrzymały poparcie samorządu. A przeniesiono z innych rejonów dzięki wymienionym projektom nie jeden hektar, a kilkanaście tysięcy ha. W wyniku mieszkańcom rejonu wileńskiego, gdzie na początku reformy prawie połowa ziem była wolna – proponuje się szukać wolnych areałów w innych rejonach.

Trzeba też mieć na uwadze, że od roku 2000, oprócz absolutnej władzy w rejonach wileńskim i solecznickim, w powiecie wileńskim stanowisko zastępcy kierownika administracji powiatu do spraw reformy rolnej zajmował przedstawiciel Akcji Wyborczej. Jaki jeszcze rejon, jaka partia posiadała tak sprzyjające reformie rolnej warunki, gdyby ku temu była dobra wola?

9 lutego 2006 roku tygodnik „Veidas” opublikował listę stu najbogatszych urzędników i polityków, gdzie na miejscu 41 widzimy Janušauskienė – Počikovską, zastępcę lidera Akcji Wyborczej, byłą mer rejonu wileńskiego a obecnie posłankę na Sejm RL. Ma ona w posiadaniu, jak wynika z opublikowanej deklaracji majątkowej, 4 domy i mieszkania w Wilnie oraz 6 działek ziemi w rejonie wileńskim, mimo że przybyła z Białorusi i zwrot ziemi jej się nie należy. Niestety, do deklaracji z nieznanych przyczyn nie zostały wpisane jeszcze dwa domy w rejonie wileńskim – w Niemenczynie i nad Żejmianą. Podobnie wzbogacili się i inni aktywiści akcji i ich krewniacy.

A ziemia, jak wiadomo, ma swoje granice – zgoda awepelowskich władz samorządowych na przenoszenie własności ziemskiej do rejonu wileńskiego jak też niepomierna chciwość działaczy Akcji – są powodem, że ludność nie może odzyskać ziemi, a niektórzy – nie odzyskają nigdy.

Będąc w latach 2004 – 2007 radnym samorządu rejonu wileńskiego po kolejnej pikiecie przed Sejmem RP jesienią 2006, gdzie tradycyjnie wbrew faktycznemu stanowi opartemu na stosownej ustawie twierdzono, że samorząd się wysila, aby zwrócić ziemię mieszkańcom, ale nic nie może zrobić, bo przeszkadzają nienazwani wysocy litewscy urzędnicy, i że ziemia jest rzekomo przenoszona z innych terenów do rejonu wileńskiego bez zgody i wiedzy władz rejonowych – zaproponowałem powołać komisję radnych, która dokonałaby analizy sytuacji w tym temacie i wskazałaby winnych. Trzeba było widzieć, jak się temu sprzeciwiali kierownicy rejonu i radni z ramienia Akcji!

I chociaż mimo oporów i zwłoki komisja została powołana, będąc w większości złożona z radnych Akcji swojej roli nie spełniła i nawet nie złożyła sprawozdania ze swojej działalności. Tym niemniej nawet w tych warunkach wykazała, że działacze Akcji przestępczo przez wiele lat nie poruszyli palcem, aby pomóc ludności w zwrocie ziemi, że w aparacie samorządu nie ma ani jednej osoby, która by na co dzień zajmowała się tym problemem, i że zamiast wynikającego z kompetencji samorządu obowiązku pracy, na wskazanie W. Tomaszewskiego, co i raz były organizowane hałaśliwe pikiety, aby odwrócić uwagę od rzeczywistych winowajców i przestępców. Analogicznie postępowała rada w temacie zmiany przeznaczenia posiadanych działek – szybko i sprawnie to załatwiano, głównie na prośbę skupujących ziemię. Wśród tych, którym to było dozwolone – miejscowi Polacy stanowili rzadki przypadek.

Wymienione pismo „Laisvas laikraštis” przytacza fakt, kiedy to W. Tomaszewski zażądał półtora miliona litów za zmianę przeznaczenia ziemi w okolicy Skojdziszek. Podobne i bardziej groźne pogłoski krążą po rejonie już od dawna. A jeżeli takie ogromne nielegalne i niekontrolowane sumy środków znajdą się w rękach psychopatów i tych, którzy w czasach sowieckich pięścią i rosyjskim matem wymuszali posłuszeństwo, a dziś „wdrażają demokrację”? Nie ma więc podstaw do oskarżania ludności, iż głosuje na Akcję – ona nadal żyje w warunkach zastraszania jak i w minionej epoce – zaznaczmy, na Litwie, która należy do Unii Europejskiej.

Przed ponad stu laty John E. Acton powiedział znaną frazę – władza korumpuje, a absolutna władza – korumpuje absolutnie. 15 lat rządów Akcji w rejonie wileńskim potwierdzają prawidłowość tego wniosku.

Zamieszczając ww. publikację „Wileńszczyzna staje się rezerwatem” tygodnik „Veidas” na stronie tytułowej zamieścił zdjęcie Góry Zamkowej z flagą Polski, opatrzone wymownym nadpisem – marzenie Polaków Wileńszczyzny, jednoznacznie jakby przypominając Litwinom, iż „sėdi lenkas ant kalniuko, akys blizga kaip velniuko”. Ta publikacja oprócz szeregu ww. ułomności jeszcze raz dowodzi, iż z trudem daje się politykom, działaczom i dziennikarzom odróżnić Polaków – obywateli Litwy od obywateli Polski, jej symboli i polityki.

Przed paroma laty wypadło rozmawiać z aktualnym dyrektorem Departamentu do Spraw Wychodźstwa i Mniejszości Narodowych w temacie pisowni imion i nazwisk. W czasie rozmowy dyrektor podkreślił, iż rząd Litwy przygotował nowy projekt ustawy w tej sprawie, który, sądząc z jego słów, mógłby, moim zdaniem, w aktualnych warunkach być dobrym rozwiązaniem. Zapytałem więc – dlaczego nie jest realizowany? Odpowiedział, iż Warszawa nie daje zgody. Zapytałem więc powtórnie – co ma wspólnego Warszawa z pisownią nazwisk obywateli Litwy?

Popatrzył zdezorientowany, zdaje się w ogóle nie rozumiejąc mego pytania.

Czego więc chcą litewscy Polacy? Ich dążenia i marzenia niewiele się różnią od marzeń Litwinów. Oni jak i Litwini chcą żyć w obywatelskim państwie prawa, mieć możność wolnego wyboru i do własnego nieskrępowanego zdania, rozwijać własną kulturę. Oni nie chcą, aby nad nimi sprawowała władzę przestępcza grupa, występująca formalnie jako partia polityczna, oni nie chcą być śledzeni, oni nie chcą, aby im w wieku XXI było wskazywane co mają czytać, z kim rozmawiać i witać się, z kim spotykać się i z kim się przyjaźnić.

Myśl przewodnia, która przenika całą twórczość wymienionego na wstępie Józefa Mackiewicza, została zawarta w wielce wymownych kilku słowach – jedynie prawda jest ciekawa. Mnie się zdaje, że właśnie tej pełnej prawdy brakuje w publikacjach poświęconych Polakom na Litwie, sytuacji w rejonach rządzonych przez Akcję. A półprawdy i powierzchowne informacje, jak i rządy Akcji Wyborczej, niestety, wiodą tylko na drogi donikąd.

Ryszard Maciejkianiec

P.S. Jest to wolny przekład publikacji, która p.t. „Kelias į niekur” ukazała się 21 stycznia b.r. w elektronicznym portalu www.balsas.lt w rozdziale Pilietinė visuomenė. Publikację można również znaleźć w naszym piśmie w rozdziale Z prasy.