…Zaszedł bowiem podczas ostatniej wojny ciekawy paradoks historyczny na terenie Wschodniej Europy. Od Petsamo po Morze Czarne, wszystko co było demokratyczne z pochodzenia, a więc narody chłopskie jak Białorusini, Ukraińcy oraz te państwa, które zdobyły sobie niezależność niejako „rękami czarnymi od pługa”, Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, uznały za wroga nr 1 - Związek Sowiecki. W jednolitym łańcuchu; jedynie „szlachecka” Polska i „kapitalistyczne” Czechy za wroga nr 1 uznały Trzecią Rzeszę, a z Sowietami zawarły przymierze. Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bubnickim. Kultura, 1954

Artykuly
Głos z Polski. Co dalej Panie Prezydencie? Drukuj
Autor: Krzysztof Tracki   
Sobota, 25 września 2010
 „Ludzie są śmiertelni a Rzeczpospolita wieczna”

Stefan Czarniecki

Kraków 1655 (w czasie „potopu szwedzkiego”)

 Naród Polski zanotował wstrząs, który nie znajduje precedensu we współczesnej historii – opinie utrzymane w tym duchu obiegają Rzeczpospolitą i wychodzą daleko poza nią odkąd tylko zagrzmiała wiadomość o tragicznej śmierci Jego Ekscelencji Pana Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, prezydenckiej małżonki oraz znaczącej części polskich elit: politycznej, wojskowej i społecznej. Na pokładzie było 96 osób. Większość nie była możliwa na miejscu do zidentyfikowania, w tym ciało Marii Kaczyńskiej.

Jedno pytanie powraca bezustannie: czy katastrofa samolotu w Smoleńsku może przyczynić się choć do częściowej odmiany oblicza narodu polskiego? Jeśli tak jak w większości komentarzy odpowiemy twierdząco, w opinii tej – jak się wydaję – nie będzie nic z egzaltacji, nic z tej emocjonalnej przesady, właściwej dla chwil powszechnego wstrząsu. I wbrew pozorom nie gra tu wiodącej roli fakt, że na pokładzie prezydenckiego samolotu znajdował się kwiat polskiej władzy, rządu, parlamentu, wojska i Kościoła – najbardziej wpływowe osobistości. Cios dla systemu sprawowania władzy jest, rzecz jasna, dotkliwy. Obsada wakujących stanowisk dokonuje się jednak automatycznie drogą objęcia funkcji przez dotychczasowych zastępców. Oficjalne nominacje również posiadają jasne umocowania konstytucyjne. Dlatego wydaje się, że wymiar tej narodowej tragedii nabiera szczególnej roli dopiero na płaszczyźnie życia całej zbiorowości, która stanęła przed dziejowym wyzwaniem pokonania swoich niedostatków i słabości. Wbrew pozorom nie jest to dar częsty w najnowszych dziejach Polski. Sądzę właśnie, że w tej materii najprędzej można oczekiwać zmian.

CZYTAC DALEJ…
 
O nazwiskach Polaków Litewskich – bez propagandy Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Sobota, 25 września 2010

Gdy Hitler ze Stalinem podzielili wschodnią Europę, sowiety wkroczyli doń czerwoną armią w latach 1939 – 40, i był to początek tego nowego okresu, o którym nikt na świecie nie wiedział przedtem, w co się wyrodzi kraj i ludzie, gdy zostaną opanowani przez współczesny bolszewizm ( Józef Mackiewicz. Droga donikąd).

W chwili, gdy ucichły emocje w sprawie pisowni nazwisk Polaków na Litwie, a jeszcze nie wybuchły przygotowywane kolejne konfrontacje informacyjne, można spokojnie i bez emocji wrócić do tematu. A wrócić trzeba chociażby z tego powodu, że szeroko zakrojona negatywna kampania propagandowa uformowała opinie, które nie wiele mają wspólnego z rzeczywistością i prawdą, o czym świadczą obserwacja publikacji prasowych i internetowych w języku polskim oraz spotkania z odwiedzającymi Wilno gośćmi. Zresztą, trudno by było uwierzyć, iż głośna szarpanina medialna miała na celu naświetlanie prawdy.

Co ciekawe, że również tu w Wilnie – i ci, co chcą Litewskim Polakom nazwiska zmieniać i ci, co nie chcą się zgodzić na takie zmiany – najwyraźniej temat potraktowali powierzchownie, nie mając pojęcia ani o faktycznej sytuacji w stołecznym regionie, ani o drogach realizacji takiej decyzji, gdyby była przyjęta, ani o jej konsekwencjach. Również dlatego wypada zabrać głos w temacie.

A więc przede wszystkim – jak wygląda dziś pisownia imion i nazwisk Litewskich Polaków w opinii tych, co mieszkają poza Litwą a odbierają informację w języku polskim? Z rozmów i zapytań raczej wynika, iż w rezultacie kampanii, przeprowadzonej na zasadzie półprawdy, większość odbiorców informacji jest przekonana, iż Litewskim Polakom, obywatelom Litwy, do nazwisk nie tylko są dodawane litewskie końcówki, ale ich nazwiska wręcz powszechnie są tłumaczone na język litewski, i że każdy Wróblewski od chwili ogłoszenia przez Litwę niepodległości jest już Żvirblisem. Publikacje w postsowieckich polskojęzycznych pismach na Litwie jak np. „Kurier Wileński”, „Tygodnik Wileńszczyzny” i „Magazyn wileński” oraz w „Radiu „Znad Wilii”, rozsyłane przez redakcje korespondencje w stylu Wyrok przeciw Polakom najwyraźniej zrobiły swoje.

CZYTAC DALEJ…
 
Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał Drukuj
Autor: Ryszard Maciejkianiec   
Sobota, 25 września 2010
W związku z omawianiem w  Sejmie RL  projektu Ustawy o oświacie, kilku przewodniczących komitetów rodzicielskich ze szkół z polskim językiem nauczania wystosowało do Ministerstwa Oświaty i Nauki Litwy oraz innych instytucji pisma, w których szczególnie się akcentuje, żeby w żadnym wypadku nie doskonalić i nie podnosić poziomu nauczania języka litewskiego i literatury, oby wszystko było bez zmian.

Z wielkim smutkiem przychodzi się dowiadywać o takiej zorganizowanej kampanii politycznej na szkodę dzieci ze szkół z polskim językiem nauczania, tym bardziej, gdy z inspiracji partii biorą w tym udział niektórzy rodzice,  komplikujący i utrudniający przyszłość własnych dzieci i wnuków.

Wiadomo, że języka najlepiej się uczyć w latach szkolnych, bo właśnie wtedy umysł jest szczególnie chłonny, a doskonała znajomość każdego języka, a tym bardziej urzędowego – to dowód poziomu kultury człowieka, to ułatwienie nawiązywania współpracy i kontaktów międzyludzkich, to wyższa konkurencyjność na rynku pracy i lepsza perspektywa życiowa.

Dlatego nawet niewykształceni rodzice dobrze rozumieją i właściwie doceniają potrzebę doskonalenia nauczania języka litewskiego i w cztery oczy, bez partyjnych nadzorców i agentów twierdzą, że popierają zmiany. I jest to jeszcze jeden dowód niezwykle  głębokiej okupacji środowiska polskiego w regionie wileńskim, jak też wynik swoistego jednostronnego terroryzmu informacyjnego w tym terenie. I raczej niespotykany przykład, kiedy to otwarcie działa się na szkodę własnych dzieci, bojąc się nawet o podanie głosu czy publicznego gestu w ich obronie. Czegoś podobnego nie spotyka się nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach egzystencji ludzkiej!

CZYTAC DALEJ…
 
Czy władze stać na własną politykę informacyjną? Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Piątek, 17 kwietnia 2009

Trudno by było o polityka czy działacza, który by dziś niedoceniał wagi środków masowego przekazu w formowaniu opinii o poszczególnych osobach, wydarzeniach czy tworzeniu wizerunku kraju. Natomiast krajom takim jak Litwa – wyzwolonym z sowieckiego „braterskiego uścisku”, a więc zaistniałym na nowo w świadomości nowych pokoleń ludzi w Europie i świecie, na tworzeniu przyjaznego klimatu i dodatniej opinii o sobie poprzez przemyślaną politykę informacyjną powinno zależeć szczególnie. Jubileusz Tysiąclecia i okazja bycia Wilna jedną ze stolic kultury europejskiej daje ku temu okazję wyjątkową. Tym niemniej, mimo upływu prawie dwudziestu lat od chwili ogłoszenia niepodległości, jakiejś spójnej polityki informacyjnej czy chociażby zamiaru zmian na lepsze, szczególnie w stosunku do środków upowszechniania informacji sąsiednich krajów i własnych mniejszości narodowych, nadal nie da się dostrzec.

W czerwcu 2008 r. na balsas.lt zamieściliśmy publikację p.t. Wizerunek Litwy, a środki masowego przekazu w językach mniejszościowych, będącą próbą spojrzenia na aktualną działalność środków masowego przekazu, upowszechniających informację o Litwie w języku polskim.

CZYTAC DALEJ…
 
<< pierwsza < poprzednia 11 następna > ostatnia >>

Strona 11 z 11